Plaga pijanych turystów zalała Majorkę. "Obraza"

Baleary od dawna zmagają się z problemem pijanych turystów, którzy dokonują zniszczeń, hałasują i zachowują się w sposób ryzykowny. Pierwszy weekend czerwca niestety wpisuje się w ten trend. W turystycznej części Palmy de Mallorca znów zaroiło się od zagranicznych gości. Burmistrz José Hila zapowiedział drakońskie kary dla imprezowiczów.

W pierwszy weekend czerwca Playa de Palmę, turystyczną dzielnicę stolicy Majorki, odwiedziło nawet 10 tysięcy urlopowiczów. Wielu z nich nie miało maseczek, piło alkohol w miejscach publicznych. Lokalna gazeta donosi, że na miejsce wezwano duży oddział miejscowej policji, a także specjalną jednostkę, aby rozproszyć tłum. Udało się to zrobić dopiero przed północą.

Zobacz wideo Nadmorski zachód słońca z dala od tłumu? Odkrywamy Gdynię

Burmistrz José Hila wzburzony zachowaniem turystów, ogłosił, że na imprezowiczów będą nakładane drakońskie kary. "Tam, gdzie pijaństwo, tam lokalna policja" – zapowiedział Hila. Do walki z imprezującymi turystami zostaną wykorzystane wszystkie oddziały policji. Poza tym, jeśli działania mundurowych to za mało, to władze będą musiały sięgnąć po inne środki, żeby ograniczyć ryzykowne zachowania turystów. 

Valldemossa - niewielka miejscowość wśród gór Sierra de Tramuntana na MajorceBaleary czy Wyspy Kanaryjskie? Hiszpańskie wyspy pod lupą. Wybierz swoją ulubioną!

Położyć kres pijaństwu

Przedstawiciele stowarzyszenia przedsiębiorców Caeb, do którego należą również hotelarze z wyspy, apelują do rządu Balearów o rozwiązanie problemu pijanych gości na promenadzie w Playa de Palma. Mówią oni w majorkańskiej gazecie, że zdjęcia z ostatnich kilku dni były "obrazą dla wszystkich obywateli" i podkreślają, że rząd Balearów musi "raz na zawsze" położyć kres pijaństwu w Playa.

Hotelarze zwracają uwagę, że problem nie tkwi w klubach nocnych. Imprezowicze zaopatrują się w alkohol w supermarketach i u ulicznych sprzedawców. A strażnicy prawa nie reagują w odpowiedni sposób.

Właściciele dyskotek i klubów nocnych postulują natomiast otwieranie swoich lokali. Uważają, że powinny być ponownie otwarte od lipca, ze zmniejszoną liczbą gości i skróconymi godzinami otwarcia. Uważają oni, że jeśli dopuszczone zostaną legalne imprezy, łatwiej będzie skończyć z tymi niekontrolowanymi. 

Minorka, morze spokoju/ Fot. ShutterstockJeden z ostatnich rajskich zakątków Europy - Minorka, morze spokoju

Wrócą kary

Tymczasem władze zastanawiają się nad przywróceniem zasad dobrego zachowania, które obowiązywały przed pandemią. Wówczas obowiązywał m.in. zakaz spożywania alkoholu poza lokalami, w miejscach publicznych.

Od kwietnia 2020 roku przez pięć lat miały też obowiązywać obostrzenia dotyczące sprzedaży alkoholu w trzech kurortach: Magaluf i Playa de Palma na Majorce oraz Sant Antonio na Ibizie. Za złamanie zasad trzeba zapłacić:  "Poważne przestępstwa karane będą grzywną w wysokości od 6 do 60 tysięcy euro. Z kolei te zakwalifikowane jako bardzo poważne - od 60 do 600 tysięcy euro i mogą dodatkowo wiązać się z zamknięciem danego miejsca na okres maksymalnie trzech lat. Każde inne przestępstwo uwzględnione w dekrecie zostanie uznane za niewielkie i będzie wiązało się z karą w wysokości od tysiąca do 6 tysięcy euro" - czytamy w rządowym komunikacie.

Do poważnych przestępstw zaliczono m.in. skakanie z balkonów. Z kolei za bardzo poważne uznano m.in. złamanie zakazu sprzedaży alkoholu w wyznaczonych godzinach, oferowanie happy hours, sprzedaż alkoholu nieletnim oraz kobietom w ciąży.

Źródło: www.mallorcamagazin.com

Więcej o: