Samolot linii Ryanair, zarejestrowany w Polsce, 23 maja leciał z Aten do Wilna. Gdy przelatywał nad terytorium Białorusi, piloci otrzymali od kontrolerów informację, że na pokładzie może znajdować się bomba. Wkrótce obok samolotu miał pojawić się również białoruski myśliwiec, a załoga została zmuszona do lądowania na lotnisku w Mińsku.
Po przylocie okazało się, że żadne ładunki wybuchowe nie zostały znalezione, a prawdziwym powodem zatrzymania samolotu była obecność na pokładzie białoruskiego opozycjonisty Romana Protasewicza. To współtwórca i były redaktor naczelny kanału NEXTA, który transmituje w mediach społecznościowych dowody na łamanie prawa przez białoruskie władze. Wyjechał z Białorusi w 2019 roku. Przez reżim Łukaszenki uważany jest za terrorystę.
Protasewicz i jego partnerka zostali aresztowani przez białoruskie służby. Media donosiły, że poza nimi na lotnisku pozostali jeszcze trzej inni pasażerowie, ich tożsamość nie była jednak znana. Podejrzewano, że mogli to być agenci KGB, mówił o tym między innymi Michael O'Leary, szef irlandzkiego przewoźnika.
Uważamy, że [na pokładzie samolotu - przyp. red.] było kilku agentów KGB, którzy również wysiedli na lotnisku. To był przypadek sponsorowanego przez państwo porwania
- stwierdził.
Jak podaje serwis New York Times, białoruska telewizja państwowa wyemitowała program, który miał zaprzeczać doniesieniom o agentach KGB na pokładzie. Przed kamerami wypowiedziały się trzy osoby - rzekomi pasażerowie, którzy nie polecieli dalej. Twierdzą, że zostali w Mińsku z własnego wyboru. Według słów jednego z litewskich urzędników, na którego powołuje się NYT, dwie z nich są Białorusinami, choć pojawiały się również doniesienia, że to obywatele rosyjscy. Mówili, że opłacało im się zostać w Mińsku, zamiast z Wilna szukać rejsu do stolicy Białorusi.
Trzecią ma być z kolei Grek, który wyjaśniał, że leciał odwiedzić swoją żonę. W Wilnie miał przesiąść się na samolot do Mińska, gdzie zamierzał spotkać się ze swoją partnerką. Jednak w związku z tym, że Ryanair przymusowo wylądował na lotnisku na Białorusi, mężczyzna zdecydował się zostać, bo miał bliżej do miejsca docelowego.