Jak plażowały nasze prababki? "Nie macie pojęcia, moje panny, jak wy się szpecicie"

Gdyby nasze babki i prababki usłyszały przebój "Dziewczyny lubią brąz" Ryszarda Rynkowskiego, złapałyby się za głowę. Ale jak to? "W garderobie brąz może i ujdzie. Spódnicę brązową czasem założę. Ale przed słońcem i tak chronić się będę". Wszystko zmieniła Coco Chanel, zarówno jeśli chodzi o kanony urody, jak i mody.

Biel w dobrym guście

W XIX i na początku XX wieku w dobrym guście było wrócić znad morza... białym. Kuracjusze siedzieli więc na plaży w upałe i choć od stóp do głów byli zlani potem i doskwierał im skwar, nie pozwalali sobie na odsłonięcie części ciała. Na starych filmach czy na pocztówkach również możemy zobaczyć panie spacerujące w wytwornych strojach i z parasolkami w dłoniach. Nie wynikało to z lęku przed zachorowaniem na raka skóry, obawy przed słońcem czy troski o zdrowie. Powód był inny. Opalenizna lub jej brak zdradzały przynależność do warstwy społecznej. Nieskazitelnie biała skóra była informacją, że oto mamy do czynienia z przedstawicielem lub przedstawicielką klasy wyższej, brąz na skórze zdradzał, że na życie zarabiamy ciężką fizyczną pracą bez możliwości osłonienia się przed słońcem.

Wcześniej parasolka była nieodłącznym atrybutem damyWcześniej parasolka była nieodłącznym atrybutem damy Narodowe Archiwum Cyfrowe

Z tego powodu dochodziło do różnych zabawnych sytuacji. Jedną z anegdot opowiedział Aleksandrze Arendt-Czekale, autorce książki "Bałtyk. Historie zza parawanu", profesor Tadeusz Stegner. "Jest relacja pewnej zamożnej kobiety z Kołobrzegu, która nie uchroniła córek przed letnią opalenizną. Lamentowała, że gdy dzieci wrócą na stancję, będą wyzywane od wieśniaków. Tak bardzo nie mogła się z tym pogodzić, że robiła im okłady z maślanki, licząc, że uda się je wybielić. W ruch poszły też ogórki. Wszystko opisała w swoich pamiętnikach. Czy okłady na coś się zdały? Tego już nie wiadomo". 

Wszystko zaczęło się zmieniać dzięki Coco Chanel. Gdy ta w 1923 roku dumnie pokazywała na francuskich salonach opaleniznę, nie próbując jej zamaskować i najpierw wywołała skandal. A potem wykreowała nową modę. Skóra muśnięta słońcem stała się synonimem piękna i zdrowia, a plażowanie w ubraniu - passe. Projektantka mody, idąc za ciosem, odchudziła garderobę letników i wprowadziła jednoczęściowy kostium kąpielowy dla kobiet, a koszulki i kąpielówki dla mężczyzn.

Nowej mody na brązowe ciało nie akceptował ojciec Magdaleny Samozwaniec – Wojciech Kossak. Anna Tomiak w książce "Jurata. Cały ten szpas" przywołuje jego słowa. Ten ceniony malarz cały czas powtarzał swoim córkom: "Nie macie pojęcia, moje panny, jak wy się tym szpecicie", dziwiąc się, że "starają się być jak najczarniejsze". Ale nowy trend już się przyjął. W latach 30. odbył się w Juracie konkurs na najbardziej opaloną damę. Wybory w swoim stylu komentowała Magdalena Samozwaniec: "Pierwszą nagrodę zdobyła pewna pani z Poznania czy Bydgoszczy, wcale nie piękna, za to koloru toruńskiego piernika". 

Płeć piękna i niebezpieczna

Cofnijmy się jednak do XIX i początku XX wieku, bo ówczesne plażowanie obfitowało w wiele nietypowych reguł. Panie i panowie niezwiązani węzłem małżeńskim i wypoczywający na bałtyckich plażach nie mogli obok siebie wylegiwać się na słońcu, a to dlatego, że plaże podzielono na trzy części: dla pań, panów oraz małżeństw z dziećmi. Wydzielano je płotami lub białymi płachtami. Magdalena Samozwaniec obśmiewała ten podział, pisząc: "Madzia i Lilka, niczym więźniarki w obozie karnym, rozmawiały z ojcem, wujami i kuzynami przez szpary w drewnianym płocie, który odgradzał płeć piękną od niebezpiecznej. W sumie wszyscy mogli być śmiało uważani za 'płeć brzydką', do czego przyczyniały się ówczesne stroje kąpielowe, odznaczające się horrendalną brzydotą i brakiem smaku".

Aleksandra Arendt-Czekała w swojej książce przywołuje wiele anegdot związanych z łamaniem segregacji plażowej. W "Bałtyku za parawanem" czytamy, że panowie robili dziury w płachtach i tym sposobem przedostawali się do pożądanej strefy. Bardziej pomysłowi zakładali damskie stroje.

Zaś pary, które chciały razem spędzić czas, decydowały się na inne pomysły: – Dochodziło do sytuacji, w których pary wynajmowały od rybaków dzieci, żeby móc wspólnie spędzić czas na plaży dla małżeństw z dziećmi. Jedna z takich historii skończyła się tragicznie. Dziecko się utopiło – mówiła w rozmowie z Podróże.Gazeta.pl Aleksandra Arendt-Czekała

Magdalena Samozwaniec strefy te nazywała: Damenbad, Herrenbad i Familienbad. Wspominając tamte czasy w "Zalotnicy niebieskiej", pisze, że jeden z mężczyzn oczarowany "piękną Polką, w płaszczu z rozpuszczonych włosów okrywających jej postać", któregoś dnia nałożył na głowę damski gumowy czepek i wpłynął do Damenbadu.

Córka Wojciecha Kossaka nie doświadczyła już innej atrakcji, jaką były specjalne wozy kąpielowe. Szkoda. Zapewne skomentowałaby "tę przejażdżkę" w zabawny sposób. Wiemy, że popularne w XVIII wieku i ponoć jeszcze obecne na początku XX wieku drewniane pojazdy cieszyły się sporą popularnością wśród pań z wyższych sfer, które chciały skorzystać z kąpieli w morzu. – Kobieta wsiadała do wozu, a potem ten wjeżdżał do morza. Jak zażywały kąpieli? To już zależało od plażowiczki. Niektóre panie kąpały się nago, inne się przebierały. Potem bezpiecznie i z dala od wścibskich oczu wjeżdżały na brzeg – tłumaczyła Aleksandra Arendt-Czekała.

Kosze wiklinowe były popularne w latach dwudziestych na plażachKosze wiklinowe były popularne w latach dwudziestych na plażach Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dzisiaj na plażach odgradzamy się parawanami, dawniej nad morzem do tego celu służyły wiklinowe kosze plażowe. Wymyślił je w 1845 roku Wilhelm Bartelman. Niektóre modele miały uchylane dachy, inne wyszukane siedziska, podnóżki, drzwiczki, w kolejnych znalazły się rozkładane stoliki. W wielu modelach zaprojektowano boczne okienka. W jakim celu? Po to, by podglądać sąsiadów, śledzić nowe trendy w modzie czy podziwiać ukradkiem płeć przeciwną. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku kosze wiklinowe były powszechnie używane nad polskim morzem. Szkoda, że obecnie odeszły do lamusa.

Zmiany w modzie plażowej 

W dwudziestoleciu międzywojennym zaczęły się również pojawiać zmiany w modzie plażowej. Kobiety zaczęły odsłaniać łydki, a nawet pupy. Bo wcześniej, w XIX wieku, do wody wchodziło się w "dziwacznych strojach" takich z rękawami, kołnierzykiem i w pantalonach. 

Młodzież podczas kąpieli w rzeceMłodzież podczas kąpieli w rzece Narodowe Archiwum Cyfrowe

W latach 20. pojawiły się także jednoczęściowe trykoty. A na gdyńskich plażach bardzo popularne były też tzw. piżamy, czyli stroje półplażowe, w których spacerowano brzegiem morza. Anna Tomiak, autorka książki "Cały ten szpas", pisze, że ważnym elementem stroju plażowego był również płaszcz kąpielowy, obszerny, długi i ciepły. I przywołuje wypowiedź ówczesnej wyroczni mody Eugenii, która radziła, że "płaszcz kąpielowy może być trzyćwierciowy, szeroki, podobny do modnego płaszcza na ulicę; może być długi, wycięty, zapinany na dwa rzędy guzików, może mieć rękawy krótkie lub trzyćwierciowe. Kołnierze – od najprostszych do najfantastyczniejszych". I dodała: "Na plaży, podobnie jak w salonie, wymagane są komplety. Najpiękniejsza suknia i płaszcz plażowy nie będą miały należytego wyglądu, jeżeli nie zostaną skomponowane z rozmaitymi szczegółami, jak torba, sandały, pasek itp.".

Prezydent RP Ignacy Mościcki w szlafroku na plaży. Lipiec 1937 roku, JurataPrezydent RP Ignacy Mościcki w szlafroku na plaży. Lipiec 1937 roku, Jurata Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jak pisze Tomiak, dwuczęściowe stroje kąpielowe pojawiły się dopiero pod koniec lat 30. Były jednak mocno zabudowane i w niczym nie przypominały dzisiejszych skąpych strojów kąpielowych. Górę tworzył zabudowany stanik, a dół – dopasowane szorty z wysokim stanem, czyli sięgające talii. Pierwsze fasony razem z pantoflami typu espadryle zaprezentowano na letnim Balu Mody w warszawskim Hotelu Europejskim w czerwcu 1939 roku. Wcześniej przyjęła się prosta sukienka, która była zapinana z przodu, ozdobiona kieszeniami i ściągnięta paskiem. Bez zbytnich ozdób i falbanek. Minimalizm i prostota. Znak rozpoznawczy Coco Chanel.

Plaża w KrakowiePlaża w Krakowie Narodowe Archiwum Cyfrowe

Popularne były proste sukienki na plażachPopularne były proste sukienki na plażach Wiliam James / Wikimedia Commons / domena publiczna

Gdy oglądamy fotografie z lat 20. i 30., może nas zdziwić inny popularny trend – piżamy. I to wcale nie w sypialni, a na plaży, bulwarze czy innym publicznym miejscu. Tygodnik "Bluszcz" w 1936 roku informował o różnych wersjach tego stroju: "Oprócz tych w stylu klasycznym, to znaczy marynarskim, zdarzają się bardziej fantazyjne, składające się ze spodni i góry wiązanej z jedwabnego szala, wzorzystej chustki lub trykociku. Na to narzucamy krótki kaftanik lub bolero". A "Moja Przyjaciółka" z 1934 roku donosiła, że: "Kostium kąpielowy i piżama stały się koniecznym składnikiem garderoby kobiecej, a wygrzewanie na słońcu i opalanie – synonimem dobrze spędzonych wakacji. Białe twarzyczki dawno już wyszły z mody. Ogorzałe, możliwie jak najdokładniej opalone ciało to ideał zdobyczy letnich".

Paradowano w piżamach nie tylko na plażach, ale również po mieście. W takich strojach szli również do kościoła. Ale ksiądz ogłosił, że zacznie odprawiać mszę dopiero wtedy, gdy "pidżamowcy" opuszczą jego świątynię. Wkrótce policja też odniosła się do tych nowych zwyczajów i zakazała spacerów w piżamach po mieście.

Panie w płaszczach kąpielowychPanie w płaszczach kąpielowych Narodowe Archiwum Cyfrowe

Szkaradna demoralizacja 

Szybko jednak znaleźli się tacy, którym zmiany nie przypadły do gustu. Oburzeni plażowicze pisali do gazet, żaląc się i dając upust swojemu niezadowoleniu. Marcin Zaborski dociera do listu czytelnika "Dziennika Bydgoskiego" i publikuje w swojej książce "Lato'39. Jeszcze żyjemy": "Czy społeczeństwo polskie zdrowo i moralnie myślące na te objawy wstrętnej i szkaradnej demoralizacji wśród naszych pań nie reaguje? Mówi się ogólnie, że to 'moda' nakazuje, więc trzeba z taką 'modą' czym prędzej skończyć, gdyż sieje ona tylko zgniliznę moralną wśród najpiękniejszych i najsubtelniejszych istot ludzkich".

W latach 30. Bałtyk stał się miejscem letnich pielgrzymek. Wyjazd nad morze przestał być przywilejem i ciągnęli tu zarówno bogaci, jak i ci mniej zamożni, wśród nich robotnicy i robotnice, którzy mogli skorzystać z urlopów fabrycznych. "Bluszcz" donosił, że: "Przybyły tu blade, zmęczone i apatyczne – na obozie słońce osmoliło blade twarze, słona woda i wiatr dodały prężności mięśniom. Czterdziestoletnia kobieta, zahukana przez życie, wiecznie zapracowana i zmęczona, tu na obozie doznaje po raz pierwszy objawienia: wysiłek fizyczny może być fizyczny, gra w piłkę, pływanie – dostępne i dające tyle radości". Bo w dwudziestoleciu międzywojennym promowano aktywność sportową, ruch na świeżym powietrzu, zgrabną sylwetkę. Robotnice przecież ciężko pracowały fizycznie. Nad morzem odkrywały przyjemność z ruchu i sportu.

W latach dwudziestych promowany był ruchW latach dwudziestych promowany był ruch Narodowe Archiwum Cyfrowe

Przybywali też nad morze chłopi, którzy nie zwracali uwagi na opaleniznę, kąpiel, kostiumy i piżamy, tylko siedzieli, przesypywali piasek w dłoniach i patrzyli. "Ściemni się już, bywa, plaża pusta, a oni jeszcze siedzą i nieporuszenie na morze patrzą... I napatrzeć się nie mogą. O najukochańsi turyści!..." - czytamy w książce "Lato'39. Jeszcze żyjemy".

W latach 30. nad Bałtyk przybywały pielgrzymki turystów ze wszystkich klas społecznychW latach 30. nad Bałtyk przybywały pielgrzymki turystów ze wszystkich klas społecznych Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jeszcze większa "demoralizacja"

Kolejna zmiana w modzie miała nastąpić po wojnie. W 1946 roku Louis Reard zaprojektował bikini, czyli dwuczęściowy kostium, który odsłaniał ciało za wyjątkiem miejsc intymnych. Była to zbyt śmiała propozycja jak na ówczesne czasy. Wszystko zmieniło się po premierze filmu "I Bóg stworzył kobietę". Brigitte Bardot wystąpiła w nim właśnie w seksownym kostiumie kąpielowym i wykreowała nową modę.

Bal przebierańców na plaży w GdyniBal przebierańców na plaży w Gdyni Narodowe Archiwum Cyfrowe

W późniejszych latach plażowicze stali się jeszcze odważniejsi i postanowili przekroczyć kolejne granice i zrzucić w ogóle ubranie. Nudyzm w Polsce stał się popularny w latach 70. i 80. XX w. A najsłynniejsza plaża, o której śpiewał Zbigniew Wodecki, znajduje się trzy kilometry za Chałupami w stronę Kuźnicy. Wkrótce zaczęły przybywać tu tłumy, a mieszkańcy nie kryli zgorszenia. Zagrozili więc, że zbojkotują wybory do rad narodowych, które miały odbyć się w 1984 roku, jeśli władze nie ukrócą tego procederu. Pod apelem podpisało się... 16 osób. Władze ugięły się i wprowadziły zakaz kąpieli w stroju Adam i Ewy. Plaża dla nudystów wciąż funkcjonuje. A mieszkańcy Chałup już nie walczą z miłośnikami opalania bez zbędnych tekstyliów.

Najsłynniejszym miłośnikiem nudyzmu był Janusz Głowacki, którego funkcjonariusze MO przyłapali na plażowaniu nago w Pucku. W pewnym momencie podeszli do dramaturga i jego towarzyszy i zapytali: "Ciekawe, gdzie panowie trzymają dowody osobiste?". Sprawa znalazła finał przed kolegium.

Podczas prac nad artykułem korzystałam z książek: Aleksandry Arendt-Czekały "Bałtyk za parawanen", Anny Tomiak "Jurata. Cały ten szpas" i Marcina Zaborskiego "Lato'39. Jeszcze żyjemy".

Więcej o: