Australijski naukowiec: Będziemy zmagać się z pandemią do 2024 roku, chyba że pomyślimy o innych

"Jeśli bogate kraje nie wesprą tych biedniejszych, pandemia może trwać nawet do 2024 roku" - pisze prof. Michael Toole, ekspert ds. zdrowia globalnego z Burnet Institute w Melbourne. Profesor odwołuje się do moralnego obowiązku i sugeruje m.in. dzielenie się szczepionkami.

Prof. Michael Toole z Burnet Institute w Melbourne, opublikował na łamach portalu The Conversation kilka swoich obserwacji dotyczących pandemii. Jego prognozy nie są optymistyczne. Naukowiec zauważa, że w bogatszych krajach sytuacja może powrócić do względnej normalności dzięki szczepieniom w 2022 r. Kraje Globalnego Południa dwa lata dłużej będą borykać się z pandemią.

Zobacz wideo Masowe szczepienia w Wielkiej Brytanii. Jakie są efekty?

Profesor pisze o moralnym obowiązku, aby szczepionki były sprawiedliwie dzielone, aby mogły dotrzeć do osób o różnych zasobach i pochodzeniu. "Tym bardziej, że szczepionki już istnieją, a każdy kolejny dzień przynosi kolejne przypadki śmiertelne, którym możemy zapobiec" - pisze naukowiec.

Toole zwraca też uwagę, że choć podejmujemy walkę z opanowaniem wirusa, to borykamy się z kolejnymi jego mutacjami, na które szczepionki mogą nie być skuteczne.

"Świat nie powróci do normalnych podróży, handlu i łańcuchów dostaw do 2024 roku" – podkreśla profesor. "Rozwiązaniem jest zaangażowanie bogatych krajów w pomoc krajom Globalnego Południa poprzez udostępnienie patentów szczepionek, dywersyfikację ich produkcji i wsparcie dostaw, aby również i ich mieszkańcy mogli jak najszybciej się zaszczepić".

Wreszcie przedłużająca się pandemia może doprowadzić do jeszcze większego ubóstwa w krajach o niskich i średnich dochodach. To z kolei może doprowadzić do konfliktu, podważając stabilność polityczną na świecie.

Równy dostęp do szczepionek

Profesor opisuje trzy rozwiązania, aby zapewnić równy dostęp do szczepionek.

Pierwszym z nich jest COVAX, projekt realizowany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Jego celem jest dostarczenie dwóch miliardów dawek szczepionek do biedniejszych krajów do końca 2021 roku. Jednak COVAX nie rozwiąże w pełni tego problemu, ponieważ dostawy w ramach tego projektu zapewnią tylko do 20 proc. populacji każdego kraju.

Toole proponuje dlatego drugie rozwiązanie. Sugeruje, aby kraje Globalnego Południa mogły również same produkować szczepionki przeciwko COVID-19. W Indiach, Tajlandii, Wietnamie i Kubie podjęto takie próby. Ponadto, Indyjski Instytut Serum jest jednym z największych na świecie producentów szczepionek i posiada licencję na produkcję szczepionki AstraZeneca. Indie opracowują również własną szczepionkę firmy Bharat Biotech, która już została zatwierdzona w kraju.

Profesor pisze także o trzecim rozwiązaniu. Byłoby to wsparcie ze strony bogatych krajów, które mogłyby ofiarować szczepionki krajom Globalnego Południa. Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że bogatsze kraje powinny wysłać do 5 proc. ich obecnych zapasów szczepionek do krajów biedniejszych. Jak na razie poza Francją brak informacji o podobnej inicjatywie podjętej przez inne zachodnie kraje. 

"To nie jest czas na krótkowzroczny nacjonalizm szczepionkowy" – podkreśla profesor. "Przewidywane dwuletnie opóźnienie między szczepieniem bogatych i biednych na świecie jest moralnie nie do przyjęcia. Stanowi również największą przeszkodę dla zdrowia i ożywienia gospodarczego na ziemi".

Komisja Europejska przedstawi projekt ustawy

Profesor ma rację. Szczepienie nie tylko ograniczy rozprzestrzenienie się wirusa, ale przywróci względną normalność. Obecnie nad paszportami szczepień pracuje Komisja Europejska. Mają one między innymi umożliwiać podróżowanie, będą też prawdopodobnie miały rubrykę dotyczącą przebytego zakażenia lub wyniku testu.

Komisja Europejska planuje 17 marca przedstawić projekt ustawy dotyczącej paszportu szczepień.  Przywódcy Unii Europejskiej porozumieli się wcześniej co do realizacji planów jego wprowadzenia. W ciągu trzech miesięcy powinny zostać stworzone odpowiednie warunki techniczne, które umożliwią osobom zaszczepionym w całej Europie przedstawienie zaświadczenia o szczepieniu. Procedura ta ma być odporna na ewentualne fałszerstwa.

Jednak nadzieje wobec planów Komisji Europejskiej rozwiewa dyrektor regionalny WHO na Europę Hans Kluge, który w rozmowie z Die Welt zwraca uwagę, że nie wiadomo, jak długo utrzymuje się odporność po szczepieniu przeciwko COVID-19. W związku z tym WHO odrzuca planowane paszporty szczepień.

"Rozumiemy, że rządy są konfrontowane z rzeczywistością polityczną" – podkreślił medyk, dodając, że zapowiadane na lato wprowadzenie na rynek takiego rozwiązania jest "prawdopodobnie nieuniknione". "Nie jest to jednak zalecenie WHO" – wyjaśnił.

Rzeczywiście, kilka krajów zapowiedziało wprowadzenie takiego rozwiązania w sezonie letnim. Ostatnio pisaliśmy choćby o Grecji i Hiszpanii. Warunkiem wjazdu do nich będzie okazanie m.in. certyfikatów szczepień.

Minister turystyki Grecji Charis Theocharis powiedział, że do jego kraju będą wpuszczani tylko ci, którzy albo zostali zaszczepieni przeciwko COVID-19, albo posiadają przeciwciała lub negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Turyści będą poddawani także losowym testom po przylocie.

Hiszpania zaś planuje od 19 maja wprowadzenie paszportu szczepionkowego. Na razie brak konkretnych informacji na temat zasad jego działania. Obecnie przy wjeździe do Hiszpanii trzeba okazać negatywny wynik testu na obecność koronawirusa (akceptowane są testy PCR, TMA i RT-LAMP). Badanie musi zostać wykonane w ciągu 72 godzin przed terminem przyjazdu. Wynik testu powinien być wydany w jednym z czterech języków: hiszpańskim, angielskim, niemieckim lub francuskim.

Ponadto wszyscy pasażerowie muszą wypełnić formularz sanitarny na stronie www.spth.gob.es. Po wypełnieniu formularza generuje się kod QR, który będzie skanowany po przybyciu do Hiszpanii. 

Źródło: Burnet Institute w Melbourne / Die Welt