Działacz antyaborcyjny został "siłowo wyniesiony z pociągu". W sieci zawrzało. Przewoźnik się tłumaczy. Poszło o bilet

Skandal czy przykra sytuacja? Bawer Aondo-Akaa, polityk Prawicy Rzeczypospolitej i działacz antyaborcyjny, grzmi w mediach społecznościowych, że został "siłowo wyniesiony z pociągu, ponieważ obsługa nie życzyła sobie pasażera z niepełnosprawnością". PKP Intercity w oświadczeniu tłumaczy, że polityk nie miał biletu na przejazd i chciał go nabyć u konduktora. O co chodzi w tym sporze?

Ostatnio w sieci zawrzało po poście, który Bawer Aondo-Akaa zamieścił na Facebooku. "Jeżeli ktoś z Państwa właśnie teraz jedzie autem z Krakowa do Wrocławia, to bardzo proszę o pilny kontakt. Zostałem przed chwilą siłowo wyniesiony z pociągu, ponieważ obsługa nie życzyła sobie pasażera z niepełnosprawnością" – czytamy na jego profilu.

Przejaw wykluczenia i rasizmu?

Sytuacja wzburzyła internautów, którzy zaczęli komentować przykry incydent. 

"Niepełnosprawny i jednocześnie czarnoskóry wyrzucony z pociągu - to przejaw wykluczenia i rasizmu" – skomentowano sytuację na profilu.

"Sytuacja jest przykra, ale niestety w Intercity obowiązują specjalne przepisy związane z pandemią - moim zdaniem absurdalne. Bilet możesz kupić tylko przez internet.  Przerobiłam taką sytuację. Były wolne miejsca, ale konduktorzy nie sprzedali biletu, mnie i jeszcze dwóm osobom, choć skład odjechał z opoźnieniem - prawie pusty. Nam zaproponowano, aby wsiąść do pociągu, zapłacić karę za jazdę bez biletu (130 zł), potem kupić bilet. Nikt się nie zdecydował, w ogóle nie wsiedliśmy oburzeni na firmę" – przywołuje swoje doświadczenia inna pasażerka.

Przewoźnik się tłumaczy

Specjalne przepisy, o których pisze internautka, rzeczywiście obowiązują. Od 4 czerwca ubiegłego roku w PKP Intercity weszły w życie nowe zasady rezerwacji miejsc i zakupu biletów u konduktora. Zgodnie z nimi w czasie pandemii w pociągu może podróżować tylko tyle osób, ile wynosi liczba miejsc siedzących w danym składzie, a ci, którzy bilet kupują dopiero w pociągu, mogą naruszyć limit. Dlatego, jeśli jest taka możliwość (na stacji otwarta jest kasa lub znajduje się na niej działający biletomat), to pasażer ma obowiązek nabyć bilet wcześniej.

Przewoźnik odniósł się do sytuacji w oświadczeniu, w którym tłumaczy, że w pociągu IC 3512, którym polityk chciał odbyć podróż z Krakowa do Wrocławia, był już osiągnięty limit 50 proc. miejsc do siedzenia, więc drużyna konduktorska nie mogła sprzedać biletu. "Limit ten obowiązuje zgodnie z przepisami prawa" - pisze przewoźnik.

"Pociąg IC 3512 w swoim zestawieniu nie prowadzi wagonu dostosowanego do przewozu i potrzeb osób poruszających się na wózku. W związku z tym konduktor miał zaproponować politykowi miejsce w pociągu mającym warunki do przewozu osób niepełnosprawnych" – czytamy w oświadczeniu.

Przewoźnik w opublikowanym dokumencie tłumaczy, że w tej sytuacji drużyna konduktorska zaproponowała pasażerowi podróż pociągiem IC Matejko (odjazd z Krakowa o godz. 13:04), który posiada w swoim zestawieniu wagon przystosowany do przewozu osób poruszających się na wózku inwalidzkim i została w nim zweryfikowana dostępność dedykowanych miejsc dla osób poruszających się na wózku". 

"PKP Intercity nieustannie pracuje nad tym, aby rozszerzać dostęp do swoich usług dla osób z niepełnosprawnościami" – zapewnia przewoźnik.

Źródło: PKP Intercity 

Więcej o: