Aleksander Doba: Spełniłem marzenie. Pogłaskałem rekina

Nie dość, że samotnie dokonał niemożliwego i przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile swoich mięśni, to jeszcze uczynił to w wieku 65 lat, stając się idolem Polaków. Pokazując, że nie ma rzeczy niemożliwych, a metryka nie jest żadnym ograniczeniem. Dziś na środowisko podróżników spadła żałoba. Aleksander Doba zmarł w wieku 74 lat. W swoim stylu, w ruchu, w biegu, w działaniu, zdobywając Kilimandżaro.

Przejście na emeryturę dodało mu skrzydeł. A raczej wioseł. Aleksander Doba w wieku 65 lat samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile swoich mięśni. Rejs odbył się na kajaku "Olo", zbudowanym w Szczecinie w stoczni Andrzeja Armińskiego.

W wywiadzie z naszą redakcją podkreślał, że to nie jest tak, że to mu się udało. To była po prostu świetnie przygotowana wyprawa: "Ja jestem człowiekiem pozytywnie nastawionym i przekonuję takich ludzi. Takich malkontentów to zawsze się spotyka. Że się nie uda, co ma się nie udać! No i są tacy, co mówią: 'Olek, gratuluje Ci, udało Ci się przepłynąć Atlantyk!'. Wtedy odpowiadam, że wcale się nie udało! 'Jak to, to nie przepłynąłeś?', pytają. Ja zrealizowałem dobrze przygotowaną wyprawę. Nie liczyłem, że mi się uda, bo to według prawa Murphy'ego by się nie udało".

Zobacz wideo Aleksander Doba: Czuję się młody! Chcę po raz trzeci przepłynąć Atlantyk! [WYSPORTOWANI] [wideo ze stycznia 2016]

Przygotowywał się trzydzieści parę lat

Na pytanie zaś naszej redakcyjnej koleżanki, ile czasu zajęło mu przygotowanie do podróży, ze śmiechem powiedział, że "trzydzieści parę lat. Całą karierę kajakową, a jeszcze doświadczenie życiowe! Jestem w końcu inżynierem mechanikiem i różne rzeczy wykorzystywałem".

W innej rozmowie podkreślał, że każdemu się wydaje, że każdy może wejść do kajaka i przepłynąć ocean. A to błąd. Ludzie czasem mówią: "On ma 68 lat i mu się udało, to mi w wieku 25 lat się nie uda?. Każdemu odradzałbym taką podróż. Trzeba spełnić wiele warunków, żeby czegoś takiego się podjąć".

Żona się ze mnie śmieje, że jestem celebrytą

Potem ocean pokonał jeszcze dwukrotnie. Zdobył tytuł Podróżnika Roku 2015 przyznany przez czytelników National Geographic, kilka razy stawał na podium festiwalu podróżniczego Kolosy, by w 2012 otrzymać "Super Kolosa 2011" za całokształt osiągnięć kajakarskich i konsekwentne dążenie do realizacji coraz bardziej ambitnych celów eksploracyjnych.

Nagrody i zainteresowanie mediów wcale go nie zmieniły. W wywiadzie udzielonym Krytyce Liberalnej podkreślał, że "nie czuje się celebrytą czy kimś w tym rodzaju. (…) Żona się ze mnie śmieje, że jestem celebrytą, często tak na mnie mówi".  

Na pytanie zaś dziennikarza, że wyobrażał sobie Aleksandra Dobę inaczej, że nie wygląda na gladiatora, że jest mniejszy, niż sobie wyobrażał, odparł: "bo tu nie tylko o siłę fizyczną chodzi. Psychikę też trzeba mieć mocną. Poza tym liczy się doświadczenie kajakowe i opanowanie sprzętu. Przed wyjazdem przez długi czas czytałem literaturę fachową na Akademii Morskiej w Szczecinie, bo przygotowanie teoretyczne także jest niezwykle istotne. Do tego dochodzi jeszcze wyobraźnia. Trzeba umieć przewidywać, co się może stać, żeby odpowiednio zareagować. Kajakarstwo to też praca twórcza".

Podkreślał, że najważniejsza w takiej wyprawie jest psychika. "Najważniejszy był cel. Ludzie często nie potrafią osiągnąć celu, bo wszystko inne zajmuje im za dużo miejsca. U mnie cel był tak duży, że cała reszta wydawała się nieistotna".

W innym wywiadzie mówił w swoim stylu: "Czy ja wyglądam na wariata? Jak patrzę w lustro, to taki normalny, radosny człowiek... Ja zresztą nie wiem, jak wariat wygląda. Zawsze byłem radosny i wesoły. Być może niektórzy, kiedy widzą, co robię, mają mnie za wariata. A mnie się po prostu nie chcę tracić czasu na siedzenie w domu. Wolę wziąć kajak i popływać" - powiedział Interii.

Aleksander Doba zmarł w wieku 74 latAleksander Doba zmarł w wieku 74 lat Fot. Michal Mutor / Agencja Gazeta

Napady rabunkowe i rekiny

Dobrze zdobywać trofea, któż tego nie lubi? Ale podczas wypraw nie tylko trzeba było się mierzyć z sobą. Także z innymi. Doba przyznał, że padł ofiarą rabunkowych napadów, a także musiał walczyć z rekinami.

Kiedy pływał po Amazonce, w Brazylii przeżył trzy napady. Podczas jednego z nich pięciu bandytów trzymało go na muszce przez trzy godziny. "Paskudnie się człowiek czuje, kiedy ma przystawioną lufę do głowy. No ale przeżyłem" – skwitował tę sytuację w Onecie.

Musiał także walczyć z rekinami, choć jak zapewniał, te wcale go nie atakowały, a czasami uderzały w kajak. "Pamiętam, że jak raz jeden przywalił, to naprawdę to poczułem. Oddałem mu więc wiosłem między oczy. Po niecałej minucie to samo, więc przydzwoniłem mu mocniej. Daliśmy sobie po dwa razy i byliśmy kwita. To było podczas pierwszej wyprawy. Postanowiłem sobie wtedy, że jak się nadarzy okazja, spróbuję rekina dotknąć. Udało się podczas wyprawy trzeciej. To była chyba samica, trzyipółmetrowa. Piękna, zgrabna, gapiąca się na mnie dużymi czarnymi oczami. Kiedy przepływała obok, udało mi się ją pogłaskać, czym spełniłem swoje małe marzenie" – zdradził w Onecie.

Aleksander Dobra opłynął także kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. Również jako pierwszy opłynął całe polskie wybrzeże z Polic do Elbląga oraz Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia.

O podróżniku i kajakarzu powstał film dokumentalny "Happy Olo – Pogodna ballada o Olku Dobie" w reż. Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka. 

Aleksander Doba ukończył Politechnikę Poznańską. Wraz z żoną Gabrielą wychował dwóch synów. Ma na koncie wiele innych osiągnięć, w tym medale Otwartych Akademickich Mistrzostw Polski w kajakarstwie górskim. Zdobył też srebrną odznakę szybowcową z jednym diamentem, złotą odznakę turystyki kolarskiej i uzyskał trzecią klasę skoczka spadochronowego.

Źródło: Kultura Liberalna / Onet / Interia / National Geographic

Więcej o: