Pasażer przez trzy miesiące niezauważony mieszkał na lotnisku. Bał się wrócić do domu

Mężczyzna przez trzy miesiące mieszkał na lotnisku O'Hare. Dopiero w połowie stycznia pracownicy amerykańskich linii zwrócili na niego uwagę i poinformowali policję. Pasażer wyjaśniał, że bał się lecieć dalej z powodu pandemii.

Aditya Singh na lotnisku O'Hare w Chicago miał mieszkać przez trzy miesiące. Jak opisuje serwis Chicago Tribune, mężczyzna przez cały ten czas nie wzbudzał zainteresowania. Przebywał w strefie bezcłowej, miał więc dostęp do sklepów czy restauracji. Jak podaje amerykański serwis, posługiwał się identyfikatorem jednego z pracowników lotniska (zaginięcie przedmiotu zostało zgłoszone 26 października).

Dopiero w ubiegły weekend na pasażera zwrócili uwagę pracownicy linii United Airlines i poprosili go o okazanie dowodu tożsamości. Gdy okazało się, że posługuje się zaginionym identyfikatorem (nie wiadomo, czy znalazł go, czy ukradł), całą sytuację zgłosili policji. Singh został przewieziony do aresztu, gdzie oczekuje na rozprawę. Przed sądem ma stanąć 27 stycznia.

Historia jak z filmu

Na jaw wychodzą nowe fakty dotyczące pasażera. Chicago Tribune informuje, że Aditya Singh przyleciał do USA pięć lat temu, aby ukończyć studia na Oklahoma State University. Jego wiza miała wkrótce wygasnąć, więc 19 października pożegnał się z przyjaciółmi w Kalifornii i wsiadł do samolotu lecącego z Los Angeles do Chicago, skąd następnie miał wrócić do Indii.

Nigdy jednak tego nie zrobił. Policji tłumaczył, że bał się lecieć dalej z powodu pandemii. Pozostał więc na lotnisku i korzystał z życzliwości innych ludzi, którzy kupowali mu jedzenie. Amerykańskie media porównały jego sytuację do historii z filmu "Terminal" z Tomem Hanksem.

Wei Jianguo już prawie 10 lat mieszka na lotniskuTen mężczyzna już prawie 10 lat mieszka na lotnisku. Może wrócić do domu, ale... nie chce

Zobacz wideo Ile może jeszcze potrwać pandemia koronawirusa?

Jednej ze swoich przyjaciółek Singh miał powiedzieć w listopadzie, że od kilku tygodni mieszka na lotnisku "w ramach swego rodzaju duchowego przebudzenia". Kobieta przyznaje, że początkowo mu uwierzyła, po czym jednak stwierdziła, że nie jest możliwe, aby przebywał tam aż tak długo, biorąc pod uwagę poziom ochrony, jaki powinien być zapewniony na lotnisku.

Przedstawiciele lotniska O'Hare wydali oświadczenie, w którym zapewnili, że utrzymywanie bezpieczeństwa oraz ochrona lotniska są ich najwyższym priorytetem. Podkreślili, że dotychczasowe ustalenia pokazują, że mężczyzna nie stanowił zagrożenia ani dla lotniska, ani dla podróżujących. "Będziemy kontynuować współpracę z organami ścigania nad dokładnym zbadaniem tej sprawy" - zapewnili.

Więcej o: