Polskie Betlejem jest na Podkarpaciu. Wszystko zaczęło się od Franciszka i Cecylii

Franciszek Sieńko, podobnie jak św. Józef nosił długą brodę i był o wiele starszy od swojej żony - Cecylii. Ona cierpliwością i łagodnością zaskarbiała sobie sympatię mieszkańców. Mieli siedmioro dzieci. Przypominali Świętą Rodzinę, więc miejsce, w którym mieszkali, ochrzczono Betlejem. Zakątek istnieje do dzisiaj, mieszka tam sześć rodzin, a od 2000 r. z Betlejemskim Światełkiem Pokoju przybywają kolędnicy. W tym roku, gdyby nie pandemia, odbyłoby się huczne dwudzieste kolędowanie.

Polska to nie tylko duże, cieszące się popularnością miasta. To także wiele mniejszych miejscowości, które potrafią zachwycić nie mniej niż te najsłynniejsze. Poprosiliśmy ich mieszkańców i osoby, dla których są to miasta rodzinne, by wam o nich opowiedziały. Tak powstał cykl "Stąd jestem", na którego kolejne odcinki zapraszamy was w sobotę co dwa tygodnie o godzinie 19.

NAZWA: Betlejem

LOKALIZACJA: część wsi Rudołowice położona w województwie podkarpackim, w powiecie jarosławskim, w gminie Roźwienica

ISTNIEJE OD: 1938 r.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: założycielami miejsca, które nie miało jeszcze nazwy w okolicy wsi Rudołowice byli Rozalia i Jan Kucab. Przybyli w to miejsce w 1938 r. z Jodłówki. Kupili kawałek ziemi od Władysława Gawła - właściciela wsi. Drewniana chatka żartobliwie nazywana była Betlejem. Nazwa ta po zakończeniu II wojny światowej przylgnęła do kilku domów wybudowanych w tym miejscu. Od 2000 r. z inicjatywy Weteranów Turystyki Górskiej z Jarosławia tuż przed Bożym Narodzeniem odbywa się nocny marsz Z Betlejem do Betlejem. Kolędnicy niosą Betlejemskie Światełko Pokoju.

***

Podkarpacie. To tutaj za Rudołowicami znajduje się przysiółek Betlejem. - Chluba i duma naszej miejscowości - opowiada Mariusz Baran, prezes Stowarzyszenia Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic oraz dyrektor Szkoły Podstawowej w Rudołowicach. 

Święta Rodzina

Skąd się wzięła nazwa? Krąży na ten temat kilka legend i historii. Niektóre są prawdziwe, choć pewnie przez tyle lat uległy modyfikacjom. Według jednej z nich w 1939 r. za Rudołowicami niedaleko kapliczki św. Agaty zamieszkała rodzina Sieńków, która przez mieszkańców nazywana była Świętą Rodziną. Franciszek Sieńko niczym św. Józef nosił długą brodę i był o wiele starszy od swojej żony Cecylii. Ona cierpliwa i łagodna cieszyła się sympatią mieszkańców. Mieli siedmioro dzieci. Żyli skromnie, a miejsce nazwano Betlejem.

BetlejemBetlejem Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

Nazwa przylgnęła na dobre

Według innej legendy miejsce to zyskało nazwę od innych osadników. – Na polu pod gruszą pewna biedna rodzina wybudowała malutki, drewniany domek kryty strzechą. Składał się z dwóch małych izb. Jedna służyła mieszkańcom za dom mieszkalny, a druga pełniła funkcję stajenki, w której przebywały zwierzęta. – Ludzie, idąc na pasterkę do kościoła, widząc światło i chatkę, w której mieszkali ci osadnicy, stwierdzili, że przypomina ona chatkę betlejemską, czyli stajenkę pełną ludzi i zwierząt, dlatego też ten zakątek nazwano Betlejem – zdradza dyrektor szkoły.

Mariusz Baran opowiada jeszcze jedną historię. Ponoć najbliższą prawdy. – Pierwszymi osadnikami w 1938 r. byli Rozalia i Jan Kucab, którzy przybyli tutaj z Jodłówki. Kupili kawałek ziemi od Władysława Gawła – właściciela majątku. Na wzgórzu w odległości ok. 1,5 km od zabudowań wybudowali drewniany dom i szopę dla bydła, które pokryli strzechą. Budynki te usytuowane w szczerym polu, o zmroku, przy palącym się ognisku przypominały biblijne Betlejem. Tak też żartobliwie, nazywali je parobkowie wracający z pola do domu. W niedługim czasie przybyli kolejni osadnicy, Kunegunda i Józef Babiś, Franciszek i Cecylia Sieńko, pracownik dworski Dresler oraz rodzina Burych z Roźwienicy. I w ten oto sposób powstał przysiółek, który liczył ok. 6-7 gospodarstw. Po zakończeniu II wojny światowej do zakątka przylgnęła nazwa Betlejem. To taka nasza perełka. Cieszymy się, że mamy swoje Betlejem i możemy wcześniej zacząć święta – mówi z dumą Baran.

BetlejemBetlejem Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

Dzisiaj w Betlejem stoi kilka murowanych domów. W latach 60. wybudowano drogę asfaltową, potem podciągnięto prąd, w latach 80. gaz i wodę. W 1975 r. na mapie administracyjnej powiatu jarosławskiego pojawiła się nazwa Betlejem. Obwieszcza ją znak drogowy usytuowany przy drodze powiatowej. 

– Żyje się tu normalnie. Rodziny zaczęły się powiększać, dzieci pierwotnych mieszkańców to dziś pradziadkowie czy dziadkowie. Zawsze jest miło, gdy ich dzieci przyjeżdżają do rodzinnego gniazda podczas świąt Bożego Narodzenia i z dumą w mediach społecznościowych podkreślają, że są w Betlejem, że tu wracają i przypominają sobie chwile ze swojego dzieciństwa – opowiada pan Mariusz.

BetlejemBetlejem Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

Nocny marsz Z Betlejem do Betlejem

Od 2000 r. do tego magicznego zakątka przybywa barwny korowód kolędników, składający się z Józefa, Maryi, trzech królów, aniołów, czartów i wszelkiej maści zwierząt. To pomysł grupy Weteranów Turystyki Górskiej, a dokładnie Jacka Hołuba i Wiesława Matrejki. To z ich inicjatywy w sobotę poprzedzającą święta Bożego Narodzenia wyrusza nocny rajd Z Betlejem do Betlejem. Pomyśleli, że skoro koło Jarosławia jest takie miejsce, to postarają się do niego udać i wezmą ze sobą Betlejemskie Światełko Pokoju. I to światełko dociera do niewielkiego zakątka na Podkarpaciu już od dwóch dekad.

– Ten magiczny czas świąt Bożego Narodzenia rozpoczynają kolędnicy z Jarosławia, którzy odbierają Betlejemskie Światło Pokoju z hufca od harcerzy z Jarosławia i przez bezdroża Pawłosiowa, Cieszacina, Mokrej przynoszą je do naszego Betlejem. Witamy ich tu i wspólnie kolędujemy – opowiada Baran. - Grupy kolędnicze przebierają różne formy, ale już od kilku lat odgrywane są sceny z życia Chrystusa. Nic dziwnego, że od kilku lat przybywa tu coraz więcej kolędników. W największym spotkaniu uczestniczyło ok. 400 osób. Po kolędowaniu zwykle mieszkańcy zapraszają na skromne przyjęcie, które jest namiastką Wigilii. Można skosztować postnych potraw, które są popularne w naszym regionie.  

BetlejemBetlejem Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

Najpierw było zaskoczenie

Jacek Hołub, pomysłodawca nocnego marszu Z Betlejem do Betlejem opowiadał na łamach portalu Naszemiasto.pl, że dwadzieścia lat temu w pierwszej wędrówce wzięła udział garstka osób. - Było nas wtedy tylko dwóch. Pomyśleliśmy w grupie przewodników, że warto byłoby się spotkać, kolędować i znaleźliśmy ten przysiółek, którego nazwa idealnie się do tego nadawała - opowiadał. - Pierwszy raz szliśmy z Pawłosiowa. Polami, nie było jeszcze autostrady. W Betlejem przyjęli nas zaskoczeni mieszkańcy. Po miłym wieczorze pozostał jednak jakiś niedosyt, chcieliśmy to powtórzyć i już na drugi rok było nas około 20 - wspominał.

Przewodnik dodawał, że kolędnicy szli też przez Cieszacin czy z Mokrej. - Trasy były różne, ale zawsze ten sam cel wędrówki. Na początku niektórzy zamykali przed nami drzwi, bo bali się jakiejś dziwnej grupy z lampami naftowymi. Teraz wszyscy w okolicy już znają tę naszą tradycję. Staramy się ją podtrzymać, bo z roku na rok już coraz mniej osób przebiera się i kolęduje - mówił przewodnik z Jarosławia.

Rzeczywiście. Jak możemy przeczytać w jednym z ogłoszeń dotyczącego kolędniczego marszu, osoby, które chcą wziąć udział w wydarzeniu, proszone są o założenie stroju dostosowanego do epoki biblijnej czy mody kolędniczej, a także zabranie lamp naftowych, drobnych prezentów i słodyczy dla dzieci.

Szopka z ubiegłego rokuSzopka z ubiegłego roku Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

Tym razem szopki nie ma

Zwykle na dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia członkowie grupy kolędniczej, stowarzyszenia oraz mieszkańcy Betlejem budowali też szopkę. Odpowiednio ją przyozdabiali i czekała na spotkanie kolędnicze. Ten rok jest inny. Pandemia położyła się cieniem na uroczystościach w podkarpackiej wsi. Mieszkańcy zdecydowali, że ze względu na koronawirusa nie będą budować szopki. Wspólne kolędowanie w większym gronie też niestety się nie odbyło. Co nie znaczy, że tradycji nie stało się zadość i Betlejemski Ogień zagubił się gdzieś w drodze. Tradycja została podtrzymana.

BetlejemBetlejem Stowarzyszenie Miłośników Historii i Tradycji Rudołowic

– W ubiegły piątek w małej pięcioosobowej grupie z zachowaniem wszelkich reżimów sanitarnych - udaliśmy się do hufca, odebraliśmy światełko pokoju, przeszliśmy trasę, którą co roku pokonywali kolędnicy i zanieśliśmy je do Betlejem - do gospodarzy Reginy i Jana Huków. W niedzielę zostało ono zaniesione na mszę świętą i przekazane księdzu proboszczowi, żeby światełko pokoju dotarło do innych mieszkańców.

– Ambicje były ogromne, miało być huczne i tłumne świętowanie, ale koronawirus pomieszał nam szyki. Tradycji stało się wprawdzie zadość i Betlejemski Ogień dotarł do najstarszych mieszkańców przysiółka, a jedynym elementem przebrania były obowiązkowe maseczki – opowiada Mariusz Baran.

Podkarpackie Betlejem już ma swoją sławę, ludzie chętnie tu przyjeżdżają, robią zdjęcia przy znaku drogowym, odwiedzają szopkę. Ten rok jest inny. Epidemia odcisnęła piętno nie tylko na maleńkim Betlejem, ale także na całym świecie. – Brak szopki w tym roku to świadoma decyzja mieszkańców - słyszę od prezesa stowarzyszenia. – Wzięliśmy pod uwagę względy zdrowotne i zagrożenie epidemiczne. Jeśli wirus zostanie opanowany, zapraszamy za rok. A tymczasem życzę spokojnych świąt i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku.

Uważasz, że twoja miejscowość powinna znaleźć się w naszym cyklu i chcesz o niej opowiedzieć? A może znasz kogoś, kto chętnie podzieli się z nami opowieścią o miejscu, z którego pochodzi? Napisz do nas na adres podroze@agora.pl.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Stąd jestem". Znajdziesz je tutaj >>

Zobacz wideo Jak dbać o gwiazdę betlejemską, by długo cieszyła oczy?
Więcej o: