Katowice. Polskie Chicago. "Miasto nietuzinkowe, które może dać się poznać z zupełnie niespodziewanej strony"

- Katowice w ostatniej dekadzie przeszły ogromną metamorfozę. To miasto nietuzinkowe, które może nas zaskoczyć z zupełnie niespodziewanej strony - mówi Karolina Herman.

Polska to nie tylko duże, cieszące się popularnością miasta. To także wiele mniejszych miejscowości, które potrafią zachwycić nie mniej niż te najsłynniejsze. Poprosiliśmy ich mieszkańców i osoby, dla których są to miasta rodzinne, by wam o nich opowiedziały. Tak powstał cykl "Stąd jestem", na którego kolejne odcinki zapraszamy was w sobotę co dwa tygodnie o godzinie 19.

NAZWA: Katowice

LOKALIZACJA: województwo śląskie. Miasto leży w dziale wodnym dwóch rzek Odry oraz Wisły. Przez Katowice przepływa rzeka Rawa.

ISTNIEJE OD: początki Katowic sięgają XVI w., kiedy były ośrodkiem rolniczym i kuźniczym. Prawa miejskie Katowice uzyskały 11 września 1865 r.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: nowoczesne miasto, które zmienia się na naszych oczach. Nieczynne kopalnie zyskują nowe życie, a obok Spodka wyrosła niezwykła Strefa Kultury. Żeby poczuć ducha minionych lat, warto wybrać się na Giszowiec i Nikiszowiec. O Katowicach mówiło się, że są polskim Chicago. Mają tytuł Miasta Muzyki UNESCO.

- Lubię Katowice - zaczyna opowieść o stolicy województwa śląskiego Karolina Herman, przewodniczka po Śląsku i mama półrocznej Zosi, która oprowadzi nas po metropolii. - To miasto nietuzinkowe, które może nas zaskoczyć z niespodziewanej strony. Wiele osób myśli, że skoro Katowice leżą na Śląsku, to jest tu czarno, brudno i nic tutaj nie ma ciekawego. Nic bardziej mylnego. W ostatniej dekadzie przeszły ogromną metamorfozę. Miasto wciąż się rozwija i rozbudowuje i coraz więcej osób chce tu przyjeżdżać. Myślę, że możemy być z niego dumni.

Karolina Herman z córeczką ZosiąKarolina Herman z córeczką Zosią Karolina Herman / archiwum prywatne

Metamorfoza aż się patrzy

Gdzie się udać, gdy znajdziemy się w tym mieście? Od czego zacząć wędrówkę po Katowicach?

- Na pierwszy ogień polecam wizytę w Muzeum Śląskim. Powstało w miejscu dawnej kopalni,  zachwyca designem, możemy też podczas zwiedzania poznać podstawy dotyczące historii rozwoju przemysłu na Górnym Śląsku. Wyposażeni w taką wiedzę łatwiej wejdziemy w klimat tego regionu i zrozumiemy jego specyfikę. Po takim wstępie człowiek ma mniej więcej poukładane, o co w tym wszystkim chodzi i wtedy warto wybrać się do tzw. Strefy Kultury, do której należy też Muzeum - opowiada pani Karolina.

Muzeum ŚląskieMuzeum Śląskie Karolina Herman / archiwum prywatne

Strefa Kultury to nowoczesna wizytówka miasta. Tereny sąsiadujące ze Spodkiem w ostatnich latach zostały poddane całkowitej rewitalizacji. Jeszcze w latach 90. w ubiegłym stuleciu funkcjonowała tu kopalnia, a dziś znajdują się: wielka sala koncertowa Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, wspomniane już Muzeum Śląskie oraz Międzynarodowe Centrum Kongresowe.

- W siedzibie Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia sala główna została zaprojektowana w formie skrzypiec Stradivariusa, a poza tym do jej budowy wykorzystano kilka rodzajów drewna i różnych materiałów, tak aby fale dźwiękowe rozchodziły się w odpowiedni sposób, aby uzyskać idealną akustykę. Na dachu Międzynarodowego Centrum Kongresowego stworzono zieloną dolinę. Dach został pokryty trawą. To jedno z ulubionych miejsc spacerowiczów, które rzeczywiście robi świetne wrażenie i pozwala też spojrzeć na miasto z innej perspektywy - tłumaczy Herman.

Karolina z wycieczką na dachu Międzynarodowego Centrum KongresowegoKarolina z wycieczką na dachu Międzynarodowego Centrum Kongresowego Karolina Herman / archiwum prywatne

Osiedla robotnicze

Po takim wstępie idziemy zwiedzać Giszowiec. To osiedle robotnicze, które powstawało w latach 1907-1910 dla pracowników kopalni "Giesche".

- Bardzo zielone, bo zaprojektowane jako miasto-ogród. Szybko okazało się, że tych budynków jest za mało, a górników za dużo, trzeba więc było pomyśleć nad kolejnym osiedlem i tak powstało osiedle Nikiszowiec - opowiada pani Karolina.

Herman kontynuuje: - Problem z Giszowcem jest taki, że dzisiaj domki z pięknymi ogrodami nas zachwycają, kiedyś zaś mieszkanie w nich nie było najłatwiejsze, choć jak na tamte czasy i tak na całkiem dobrym poziomie. Współcześnie nie wyobrażamy sobie mieszkać w domu bez łazienki i z wychodkiem na dworze, dlatego gdy młodzi mieszkańcy otrzymywali propozycję przeprowadzki do bloków z wielkiej płyty, z ciepłą wodą, toaletą i centralnym ogrzewaniem, bez wahania korzystali z tej możliwości. Trudniej było się przeprowadzać osobom starszym. Gorzej, że aby postawić te bloki, dwie trzecie domków osiedla wyburzono.

- Jednak w międzyczasie dzięki staraniom konserwatora zabytków nastąpiła refleksja, że popełnia się błąd, a domki, które udało się uratować, zostały wpisane do rejestru zabytków. Kiedy dzisiaj zwiedzamy Giszowiec, możemy pospacerować nielicznymi uliczkami, na których zachowało się oryginalne budownictwo. W filmie Kazimierza Kutza pt. "Paciorki jednego różańca" można zobaczyć historię wyburzania domków na Giszowcu. Teraz łezka w oku się kręci, gdy ogląda się te sceny - słyszę.

GiszowiecGiszowiec Karolina Herman / archiwum prywatne

Obowiązkowym punktem zwiedzania Katowic jest Nikiszowiec - zabytkowe osiedle, które powstało w latach 1908-1927. Dziś Pomnik Historii.

- To miejsce, w którym można spędzić spokojnie cały dzień. Nikiszowiec to osiedle robotnicze z charakterystycznymi familokami z czerwonej cegły z białymi oknami i czerwonymi ościeżnicami. Kopalnia nie fedruje od kilku lat, ciężkiego przemysłu już tu nie ma, ale ten wyjątkowy klimat wciąż czuć w powietrzu. Widać też to wśród ludzi, którzy są coraz przychylniej nastawieni do turystów. Są tu również fajne knajpki, w których można zasiąść na kawę i naprawdę miło spędzić popołudnie - zachwala przewodniczka.

NikiszowiecNikiszowiec Karolina Herman / archiwum prywatne

Gdy wędruje się po uliczkach Nikiszowca, można przenieść się w czasie. Kolejna taka podróż czeka na nas w dawnym Gmachu Sejmu Śląskiego, pod warunkiem, że trafimy tam w tygodniu.

- Dzisiaj w Gmachu Sejmu Śląskiego mieszczą się urzędy: marszałkowski i wojewódzki. Można się zastanawiać, jaka atrakcja czeka na nas w budynku, w którym pracują urzędnicy. Jest to winda paciorkowa. Kiedyś bardzo popularna w różnych instytucjach, dzisiaj coraz rzadziej można ją spotkać, a w Katowicach cały czas funkcjonuje.

- Na czym polega jej wyjątkowość? To winda, która jest cały czas w ruchu. Jedzie do góry, po czym skręca w prawo i zjeżdża. I tak w kółko. Nazywają ją też paternoster. Nazwa prawdopodobnie wzięła się stąd, że kiedyś, gdy pracowano przy kieratach konnych, mówiono, że jedno okrążenie trwało tyle, ile jedno Ojcze nasz, stąd pacierz, paciorkowa czy paternoster.

Pani Karolina wspomina, że kiedyś przyjechała do urzędu z wycieczką szkolną, z grupą ok. trzydziestu uczniów, żeby pokazać im tę windę.

- Nagle podchodzi do nas ochroniarz, myślałam, że każe nam wyjść, a on powiedział tylko, żeby bezpiecznie wchodzić - śmieje się kobieta. - Widać, że są przyzwyczajeni. Winda jedzie na tyle wolno, że każdy jest w stanie wejść i wyjść. Raz ponoć zdarzył się wypadek. Urzędnik się potknął, na nieszczęście niósł stertę dokumentów, które fruwały potem po całym urzędzie, ale to był prawdopodobnie jeden taki incydent.

Miasto nowoczesne

- Katowice zawsze były miastem nowoczesnym - słyszę od pani Karoliny. - W okresie międzywojennym, kiedy stały się stolicą autonomicznego województwa śląskiego, nazywano je polskim Chicago, bo tak szybko się rozwijały i w takim ekspresowym tempie powstawały drapacze chmur. Dzisiaj, kiedy patrzymy na te budynki porównywane do amerykańskich wieżowców, trochę się uśmiechamy, ale i tak robią wrażenie. Można je zwiedzić, idąc Szlakiem Moderny.

Widok na KatowiceWidok na Katowice Karolina Herman / archiwum prywatne

- Centrum miasta nie był zaś rynek, tak jak w innych miastach - kontynuuje opowieść przewodniczka. - Najpierw stawiano kopalnie i huty, które wyznaczały centrum miasta. Kolejnym krokiem rozwoju było doprowadzenie kolei. To, że powstał dworzec kolejowy, zdecydowało o rozwoju Katowic. Dzięki temu przyjeżdżali tutaj przemysłowcy, interesariusze, większość więc ważnych punktów rozwijającej się metropolii powstało w obrębie dworca. Dla nas najważniejszy był przemysł i dzięki niemu wszystko się rozwinęło. Rynek został sztucznie wytyczony. To większy plac, na którym organizowane są różne jarmarki, zloty foodtrucków, dni rzemieślników czy pszczelarzy. Normalnie tętni życiem. Władze zadbały o kwietniki, ławeczki, postawiono nowoczesne toalety, czego wcześniej brakowało - zdradza pani Karolina.

Miłośnicy industrialnych klimatów poczują się tutaj jak w siódmym niebie. Katowice będą dla nich strzałem w 10. Oprócz Nikiszowca czy Muzeum Śląskiego warto wstąpić do walcowni cynku.

- Najlepiej zwiedzić ją w większej grupie lub po wcześniejszym umówieniu się. To ogromna hala, po której oprowadza przewodnik, opowiadając historię walcowni. Na końcu włącza walcarkę i ten punkt zwiedzania robi naprawdę wrażenie, bo walcarka jest olbrzymia, a wszystkie elementy działają cały czas. Często we wnętrzach obiektu organizowane są festiwale czy konferencje - informuje Herman.

Czas na relaks

Katowice, choć są miastem przemysłowym i nie da się temu zaprzeczyć, oferują mieszkańcom miejsca, w których można złapać oddech. Jednym z nich jest Park Śląski, jeden z największych europejskich parków miejskich, który znajduje się na pograniczu Chorzowa, Katowic i Siemianowic Śląskich. To ponad 600 ha terenów leśnych i rekreacyjnych, na których znajduje się Planetarium Śląskie, Legendia (dawniej Śląskie Wesołe Miasteczko), zmodernizowany Stadion Śląski i Śląski Ogród Zoologiczny.

- Polecam spacer w jedną stronę parku, a powrót podwieszaną kolejką. To fajny pomysł. Sama często tak robię, czy to ze znajomymi, czy z grupami turystów. Można z góry spojrzeć na park, który jest sporych rozmiarów. Można też z innej perspektywy zobaczyć stadion śląski - zdradza Herman.

- Gdy jedzie się do Parku Śląskiego, po drodze mija się galerię handlową Silesia City Center. To też ciekawe miejsce, ponieważ powstała na miejscu, w którym wcześniej była kopalnia. Na zewnątrz znajdziemy elementy nawiązujące do historii obiektu - słyszę od pani Karoliny.

Kolejnym miejscem, w którym katowiczanie się relaksują, jest Dolina Trzech Stawów. Położona w śródmiejskiej dzielnicy Katowic - Muchowcu. Mieszkańców przyciągają tutaj przystań wodna, kąpielisko z plażą czy ścieżki rowerowe i rolkowe. W Dolinie często organizowane są także duże imprezy muzyczne.

Coś dla duszy i zmysłów

Katowice to nie tylko przemysł, to również sztuka. Na terenie byłego szybu kopalnianego KWK "Wieczorek", którego historia sięga 1826 r., dziś mieści się Galeria Szyb Wilson, której powierzchnia wynosi blisko 2500 mkw.

- W galerii sztuki organizowane są różnego rodzaju wystawy tematyczne, m.in. sztuki naiwnej. Ta gałęź sztuki jest charakterystyczna dla Śląska. Górnicy po szychcie spotykali się i malowali obrazy. Swego czasu prężnie działała Grupa Janowska, dziś jej działalność kontynuuje Nowa Grupa Janowska. Galeria Szyb Wilson słynie z tego, że co jakiś czas organizuje Art Naif Festiwal, podczas którego prezentowane są dzieła artystów z całego świata.

Katowice zostały uznane za Miasto Kreatywne UNESCO jako Miasto Muzyki. Przed wybuchem pandemii niemal codziennie obywały się tu jakieś wydarzenia artystyczne i muzyczne. Najbardziej znanym wydarzeniem, którym żyje całe miasto, jest Tauron Nowa Muzyka Festival.

Widok na Wielką Salę Koncertową Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego RadiaWidok na Wielką Salę Koncertową Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia Velishchuk Yevhen / shutterstock

Region słynie także z porcelany śląskiej, która produkowana jest w Bogucicach. Można pojechać do fabryki, wejść do środka, żeby zobaczyć, w jaki sposób powstają te cudeńka.

 - Pojechałam ostatnio do fabryki w Bogucicach w innym celu. Kupiłam tam siedem kilogramów stłuczki weselnej - śmieje się moja rozmówczyni. - Na Śląsku wciąż kontynuowana jest tradycja Polter Abend. Polega na tym, że dzień przed weselem w domu panny młodej tłucze się porcelanę, a ponieważ mój brat właśnie brał ślub, musiałam zaopatrzyć się w "odpowiedni sprzęt". Pojechaliśmy z mężem do Bogucic i usłyszeliśmy: "Tu jest cały regał kartonów ze stłuczką. Proszę sobie wybrać". Cali szczęśliwi wyszliśmy z siedmioma kilogramami porcelany. Na Śląsku tłucze się porcelanę, szkła rozbijać nie wypada. To rozgrzewka przed weselem i zapowiedź szczęścia pary młodej.

JAK DOJECHAĆ:

Uważasz, że twoja miejscowość powinna znaleźć się w naszym cyklu i chcesz o niej opowiedzieć? A może znasz kogoś, kto chętnie podzieli się z nami opowieścią o miejscu, z którego pochodzi? Napisz do nas na adres podroze@agora.pl.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Stąd jestem". Znajdziesz je tutaj >>