Djerba wczesną jesienią? Ta wyspa jest warta grzechu. Pięć powodów, by tam pojechać

Chcesz dokądś pojechać, żeby wygrzać się przed zimą? Rozważ Djerbę. Ta tunezyjska wyspa oferuje przyjemny klimat i dobre jedzenie za całkiem przyzwoitą cenę.

Nie byłam zbytnio przekonana, żeby tam polecieć. Kreta, Wyspy Kanaryjskie czy Cypr to oswojone kierunki, ale Djerba? Postanowiłam jednak sprawdzić i wybrałam się tam dwa razy, w różnych porach roku. Po raz pierwszy wczesną wiosną, po raz drugi - wczesną jesienią.

Męczących upałów wtedy nie ma. Temperatura oscyluje wokół 29 stopni, woda ma przyjemne 20 parę stopni, a powietrze, jak to na wyspie, jest przyjemnie rześkie. Idealnie, żeby zagrać na nosie jesiennym chłodom, a przynajmniej przybijającej plusze. Lot z Polski trwa około 2,5-3 godziny. W połowie sierpnia Tunezja znów ruszyła z lotami czarterowymi i obecnie można się tam wybrać - bez testów na COVID 19 - z Warszawy oraz Katowic.

Wprowadzony w czerwcu protokół sanitarny dla branży turystycznej w Tunezji reguluje zasady obowiązujące na miejscu - począwszy od przylotu przez transfer, pobyt i wycieczki fakultatywne. Opiera się w dużej mierze na wytycznych obowiązujących w Europie, w tym również na tych przyjętych w Polsce. Tak, aby każdy turysta czuł się bezpiecznie.

Obecnie wygląda to tak: turyści indywidualni muszą przedstawić ujemny test na COVID-19 oraz odbyć kwarantannę. Ci turyści lecący z biurem podróży, którzy kupują pełen pakiet, czyli przelot, transfer i pobyt, wlatują do Tunezji bez testu. Również wycieczki fakultatywne są możliwe bez żadnej kwarantanny. Ze szczegółowymi wytycznymi można zapoznać się na stronie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Potrzebujesz więcej argumentów, by wybrać się na Djerbę?

embed

fot. Angelika Swoboda

Powód pierwszy: kameralny relaks

Są tacy, którzy z natłokiem turystów w swoim hotelu radzą sobie w ten sposób, że zajmują leżaki ręcznikami wcześnie rano. To w złym tonie i na dodatek stresujące, a poza sezonem kompletnie zbędne.

Co prawda na Djerbie lubią w tym czasie odpoczywać Francuzi, ale przy basenie czy na hotelowej plaży miejsc i tak jest pod dostatkiem. W wodzie też nie ma tłumów, można się pluskać czy pływać bez obijania się o innych.

Powód drugi: nie tylko plaże

Jeśli ktoś chce spędzić tydzień czy dwa, wylegując się na plaży, jego święte prawo. To przecież jego urlop. Dla tych, którzy lubią się ruszyć z hotelu, miejscowe biura podróży mają np. przejażdżki quadami po lagunie.

Ci natomiast, dla których patentem na odpoczynek jest nieco bardziej gruntowne poznanie kraju, do którego przyjechali, mogą przeznaczyć parę dni na wycieczki. Warto wybrać się do stolicy Djerby - Houmt Souk, gdzie sprzedawcy na typowym arabskim suku oferują najróżniejszych rozmiarów daktyle, przyprawy i pamiątki. Oczywiście wypada, a wręcz trzeba się targować.

embed

Suk, fot. BTWImages / Shutterstock

Prawdziwą ciekawostką jest targ rybny, na którym można obejrzeć dziesiątki świeżo złowionych ryb i owoców morza. Wcześnie rano odbywają się tu licytacje najlepszych okazów. Sprzedawca siada na podwyższeniu na krześle i prezentuje ogromne ośmiornice czy tuńczyki. Ten, kto da najwięcej, przynosi do domu na obiad imponujące okazy.

embed

fot. Angelika Swoboda

W stolicy Djerby jest też piękny port, w którym aż roi się od restauracji z morskimi przysmakami. Posileni możemy jechać dalej: do pełnej niesamowitych murali Djerba-Hood, centrum street art, oraz do najstarszej synagogi w Afryce Północnej, La Ghriba (Al Ghariba) w Ar-Rijadzie, w której do dzisiaj spotykają się Żydzi z całego świata. Inna atrakcja to Djerba Explore Park - jest tam m.in. farma krokodyli oraz muzeum, w którym ponad tysiąc eksponatów obrazuje okres 1300 lat historii i sztuki.

embed

Synagoga, fot. Jess Kraft / Shutterstock

Komu mało, ten może się wybrać na kontynent, gdzie kuszą miejsca, w których kręcono "Gwiezdne wojny". W uroczej miejscowości Matmata obejrzymy m.in. domy troglodytów i spróbujemy lokalnych specjałów: oliwy, miodów i placków.

Jeszcze mało? Można się wybrać do Tunisu. Stolica Tunezji bardziej przypomina architekturą Paryż niż Marrakesz. Mnie Tunis zachwycił, właśnie ze względu na swój europejski, wielkomiejski charakter z elementami arabskich targów i architektury.

embed

Mural Djerba-Hood, fot. Angelika Swoboda

embed

Mural Djerba-Hood, fot. Angelika Swoboda

Powód trzeci: wyśmienita kuchnia i pyszne wina

Arabska kuchnia nie musi smakować każdemu. Ja za nią nie przepadam, bo najbardziej na świecie lubię śródziemnomorską. Ale to, co oferują hotele i restauracje na Djerbie, naprawdę mnie zaskoczyło. Spodziewałam się mało wyrafinowanych arabskich past i placków, a zastałam przepyszne, doskonale przyrządzone dania, których nie powstydziłaby się żadna dobra knajpa.

embed

fot. Angelika Swoboda

Poza świetnie zrobioną jagnięciną, grillowanymi rybami czy owocami morza, tunezyjska kuchnia może się pochwalić przysmakami, które są charakterystyczne tylko dla niej. Na przykład pierogiem o nazwie brik, z tuńczykiem i rozpływającym się w ustach jajkiem.

Inne specjały to harissa, czyli pasta chili podawana do większości dań. Na deser polecam rożek gazeli - słodki pieróg z miodem i orzechami, a do picia herbatę z migdałami.

embed

Oliwki, tuńczyk, harrisa, fot. Angelika Swoboda

Amatorzy win też powinni być zaspokojeni. Nie miałam pojęcia, że w Tunezji są winnice nieustępujące tym we Włoszech czy Francji, w których powstają pyszne białe wina, muskaty, doskonałe różowe i czerwone. Ceny bardzo przystępne - butelkę wina przyzwoitej jakości kupimy w przeliczeniu za 20-30 zł, a tunezyjskie piwo za około 6 zł. Tunezja słynie też z robionej z fig wódki o nazwie boukha.

Powód czwarty: przyjazne ceny

Próbować i smakować warto, bo ceny na Djerbie nie są zbyt wygórowane. Pod tym względem tunezyjska wyspa jest naprawdę konkurencyjna. Hotele z czterema czy pięcioma gwiazdkami są czyste i przyjemne, a restauracje oferują dobre menu. Obiad w renomowanej restauracji to wydatek od 50 zł za osobę, a fast food - od 15 zł za osobę.

W sklepach ceny też są raczej przystępne. Za małą butelkę wody zapłacimy złotówkę, za kilogram pomidorów od 2,5 zł, za kilogram jabłek od 7 zł, pomarańczy od 3,5 zł, daktyli od 14 zł, a ziemniaków - od 2,5 zł. Na litr oliwy z oliwek trzeba wydać od 15 zł.

Co ważne, polskie biura podróży prześcigają się w naprawdę dobrych cenach. Tygodniowy wyjazd last minute zaczyna się już od tysiąca złotych za osobę. Za droższy, z lepszym hotelem, zapłacimy około 1,7–2,5 tysiąca złotych za dwa tygodnie za osobę.

Koszty wycieczek na miejscu wyglądają następująco: rejs pirackim statkiem - od 60 zł za osobę, wyjazd do parku zoologicznego - od 85 zł za osobę, jednodniowa wyprawa z Djerby do Kairouan, El Jem i Monastir albo do Tunisu, Kartaginy i Sidi Bou Said - od 150 zł za osobę. Na dwudniową wyprawę na Saharę trzeba wydać od 360 zł za osobę.

Powód piąty: tunezyjska gościnność to nie nachalność

Różne mam doświadczenia z krajów arabskich w kwestii, nazwijmy to, przyjaznego nastawienia do turystów. W Egipcie na przykład wylewność lokalsów, polskie zagajki czy presja, by coś kupić, bywa wyczerpująca.

Jakkolwiek banalnie to brzmi, Tunezyjczycy wydali mi się naprawdę przyjaźni. Nie wciągali mnie do sklepików, nie zmuszali do zakupów. Odnosiłam wręcz wrażenie, że zależy im, bym dobrze się czuła w ich kraju.

Gościnnością mogą z powodzeniem rywalizować z naszą polską. Nic więc dziwnego, że według najnowszych danych Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki, w 2019 roku Tunezję odwiedziło prawie 110 tys. Polaków, z czego niemal połowa wypoczywała na Djerbie.

Żeby jednak nie wyszło zbyt cukierkowo, jest w Tunezji jedna rzecz, która mi osobiście bardzo przeszkadzała. Można palić, praktycznie wszędzie, z czego skwapliwie korzystają zarówno miejscowi, jak i turyści.

Co prawda w hotelach są wydzielone strefy dla niepalących, ale nie są niczym ogrodzone, więc dym swobodnie wnika w każdy zakątek. Także naszego nosa. Jednak i tu jest dobra wiadomość: na hotelowych plażach co parę metrów stoją donice służące za popielniczki. To co, widzimy się na Djerbie?