Chcą zwiedzać w mig. "My nie jesteśmy głupi, nie jesteśmy niemi"

Ręce są jak głos. Moje "brzmią" w sposób chrapliwy, chaotyczny, nieskoordynowany. Wyrażają emocje, nic więcej. Artur bezskutecznie próbuje z ruchu moich dłoni wyczytać komunikat, ja staram się mówić wolno i wyraźnie. Gdyby nie Dawid, jego 12-letni syn, który uczestniczył w spotkaniu, nasza wideorozmowa zakończyłaby się porażką. Denerwuję się ja, irytuje się Artur. Dwa światy, inne sposoby komunikacji, te same pragnienia.

Artur Moskalik mieszka w Ostródzie. Nie słyszy od urodzenia. Aparat założono mu w wieku 4 lat. Pamięta dokładnie kiedy. To był 1974 r. - To były trudne, ponure lata PRL-u. Moim rodzicom udało się zdobyć aparat słuchowy, byłem rehabilitowany. Dziś jestem niedosłyszący. Mam rodzinę, żonę, trójkę słyszących dzieci - opowiada mężczyzna, który jest tłumaczem języka migowego i prezesem Stowarzyszenia Osób Niesłyszących "W mig".

 

- Do 18. roku życia działałem w środowisku głuchych. To wtedy zacząłem interesować się plastyką, sztuką, turystyką. To był dobry czas. Razem z przyjaciółmi wybieraliśmy się na wyprawy rowerowe w okolice Nidzicy i Ostródy. I właściwie ta dobra passa trwała do 2003 r., a potem zaczął się marazm. Dla osób głuchych nie ma żadnych aktywności.

Artur MoskalikArtur Moskalik Facebook.com / Artur Moskalik

Jak o nich mówić

- Dla osób głuchych? - dopytuję. - Myślałam, że to określenie obraźliwe, nieeleganckie, krzywdzące. Nie powinno się mówić głuchoniemi?

- Sformułowanie głuchoniemi jest spotykane w książkach naukowych i używane przez badaczy, ale my nie lubimy, kiedy ktoś tak o nas mówi. My nie jesteśmy głupi, nie jesteśmy niemi. My tylko nie słyszymy - tłumaczy Artur. - W naszej społeczności, w kulturze Głuchych, słowo to piszemy z wielkiej litery. Określenie głuchy nie jest negatywne.

- Negatywnie na osoby głuche czy niedosłyszące działa pomijanie, niezrozumienie ich kultury, brak oferty turystycznej czy kulturalnej. Czy pani wie, że oni, mieszkając na terenie Mazur Zachodnich, czyli w Ostródzie, Iławie i okolicznych miejscowościach, nie uczestniczyli dotąd w wydarzeniach, które się tutaj odbywały? Czy to rajdy, czy zwiedzanie miasta, ciągle byli pomijani - mówi Marlena Rogowska, dyrektorka biura Zachodniomazurskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej i autorka projektu "Turystyka w mig". - Osoby głuche podróżują, są ciekawe świata. Brak dla nich oferty sprawia, że wyjeżdżają za granicę. Tam ich potrzeby są zaspokajane, a oni przyjmowani ze zrozumieniem.

Kadr ze spotuKadr ze spotu Stopklatka / 'Turystyka w mig'

- Moi znajomi, osoby głuche, wolą wyjechać za granicę, ze względu na bardziej przychylną komunikację - dodaje Magdalena Sipowicz, prezes Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Języka Migowego.

Pierwszy taki projekt w Polsce

Przywykliśmy już do obecności tłumaczy języka migowego na konferencjach, wydarzeniach politycznych i samorządowych, zachwycamy się często ekspresją osób przekładających dźwięki na kształty dłoni i ciała. Nagranie z tłumaczką podczas koncertu hardrockowego stało się viralem. Trudno było przejść obojętnie wobec tego, z jakim zaangażowaniem opisywała niesłyszącym to, co płynęło ze sceny. Okazuje się, że turystyka tak jak oni została zapomniana, a Zachodniomazurska Lokalna Organizacja Turystyczna postanowiła to zmienić.

- Podczas rozmowy z panem Arturem Moskalikiem, który mieszka w Ostródzie i jest niedosłyszący, dowiedziałam się, że w Polsce brakuje typowej oferty wypoczynkowej dedykowanej tej grupie odbiorców ze specjalnymi potrzebami. Szacuje się, że liczba głuchych w Polsce sięga 500 tys., a 900 tys. Polaków ma poważny uszczerbek słuchu. Podstawą budowania takiej oferty jest informacja w języku migowym o atrakcjach i wydarzeniach. Zrobiłam także rozeznanie wśród podmiotów turystycznych, z którymi na co dzień pracuję oraz w Warmińsko-Mazurskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, czy w województwie warmińsko-mazurskim pracownicy informacji turystycznych posługują się językiem migowym. Okazało się, że nie - opowiada Marlena Rogowska, dyrektorka biura Zachodniomazurskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej.

- Zapytałam więc pana Artura, czy pomoże mi nawiązać kontakt z innymi głuchymi z naszego regionu i wspólnie zaprosimy ich do uczestnictwa w projekcie. Finalnie projekt powstał m.in. po to, by osoby głuche mogły wziąć czynny udział w tworzeniu marki Mazury Zachodnie. Dotychczas nie zabierały głosu w temacie turystyki, a także nie były pytane o to, jak postrzegają region, w którym żyją.

Aby jeszcze lepiej móc poznać potrzeby tej grupy, zorganizowano warsztaty, które były tłumaczone na język migowy. - Dowiedzieliśmy się, czym jest kultura Głuchych, z jakimi problemami się stykają w życiu codziennym oraz na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę przy tworzeniu dla nich oferty wypoczynkowej. Przedstawiciele branży turystycznej poznali potrzeby osób głuchych jako potencjalnych turystów. Oprócz tego zorganizowaliśmy kurs języka migowego, w którym udział biorą przewodnicy, dostawcy usług turystycznych i pracownicy informacji turystycznej w Ostródzie. W trakcie spotkań okazało się, że brakuje słów w języku migowym, które opisywałyby atrakcje turystyczne w naszym regionie i musimy stworzyć własny słownik tych pojęć - dodaje Rogowska.

W ten sposób powstał projekt "Turystyka w mig". W ramach projektu nagrano filmiki w języku migowym dotyczące atrakcji tego regionu. W restauracjach pojawiły się papierowe podkładki na tace z kodem QR do tych filmików. Nagrano również spot reklamowy z udziałem osób głuchych. 

- Kiedy pisałam projekt, moja wiedza na temat kultury Głuchych była niewielka. Na początku znajomości z Arturem często pytałam w zwolnionym tempie: "C z y  t y  m n i e  r o z u m i e s z?". Po czym dostawałam odpowiedź: "Mów normalnie". Niemal codziennie obalałam w swojej głowie kolejne stereotypy na temat tej grupy. Gdy więc powstał pomysł nagrania spotu telewizyjnego, pomyślałam, że to oni muszą się stać głównymi bohaterami. Kiedy pokazywałam ten filmik rodzinie i znajomym, to ludzie zaczynali płakać. "Dlaczego płaczesz?" - pytałam. "Dlatego, że jest mi głupio, że nie zwracaliśmy na nich uwagi, przecież oni mają takie same potrzeby jak my" - słyszałam w odpowiedzi. Nie trzeba więc olbrzymich nakładów finansowych, żeby polepszyć komfort życia osób głuchych - stwierdza pani Marlena.

Kadr ze spotuKadr ze spotu Stopklatka / 'Turystyka w mig'

Język obcy

- Język polski jest dla osób głuchych językiem obcym. Tak jak dla nas angielski - tłumaczy Magdalena Sipowicz, prezes Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Języka Migowego. - Gramatyka języka polskiego jest inna w odróżnieniu od wizualno-przestrzennej gramatyki języka migowego. Polski jest językiem fleksyjnym i przysparza wielu trudności osobom, które się podejmują jego nauki.

- Osoby niesłyszące ze względu na niewystarczający poziom edukacji w Polsce są bardzo często zmuszane do tego, żeby uczyć się mówić. Bardzo często nie mają dostępu do języka migowego, np. pięcioletnie dziecko może być pozbawione jakiegokolwiek języka komunikacji, bo nie wychodzi mu nauka mowy. Nie wszyscy, ale jest spora grupa takich osób, dlatego więc, gdy przygotowywane są materiały audiowizualne, to dobrze, żeby były i napisy i tłumacz, bo są różne grupy odbiorców - tłumaczy Sipowicz.

Można się zastanawiać, dlaczego np. w muzeach, galeriach czy innych placówkach powinny pojawić się materiały audiowizualne z tłumaczeniem w języku migowym skoro udostępnione są opisy i tablice informacyjne na temat prezentowanych eksponatów.

- Dla osób głuchych, które rodzą się w rodzinach osób niesłyszących, pierwszym językiem jest język migowy, poprzez który mogą poznawać wszystkie inne języki obce. Jeżeli dziecko głuche rodzi się w rodzinie słyszących, bardzo często ma utrudniony dostęp do jakiegokolwiek języka, bo jego życie polega na tym, żeby uczyć się słyszeć i uczyć się mówić dla nas - tłumaczy pani Magdalena. - Inna sprawa jest taka, że my jako osoby słyszące nie mamy tej świadomości, że najlepszym wyjściem dla osób głuchych byłaby dwujęzyczność, czyli język migowy i pisana forma polszczyzny. Oczywiście nauczanie mowy nie jest niczym złym, ale bez konieczności poświęcania na to całego swojego życia.

Po czym Sipowicz dodaje: - Spójrzmy na osoby głuche jak na obcokrajowców. Jeżeli Amerykanin przyjeżdża do Polski, to robi dokładnie takie same błędy gramatyczne w wymowie jak głusi w piśmie i nie budzi to kontrowersji. Wszyscy się cieszą, że świetnie zna język polski. Urodzenie się na terenie jakiegoś państwa nie jest automatycznie związane ze znajomością tego języka. W Polsce głusi nie mają dostępu do polskiej kultury. Czy widziała pani jakikolwiek film z napisami? Widziała pani jakąkolwiek przestrzeń dla nich dedykowaną? To zaczyna się powoli zmieniać. Ale często wiąże się z walką tego środowiska o dostępność tłumacza lub napisy.

Kadr ze spotuKadr ze spotu Stopklatka / 'Turystyka w mig'

Sipowicz zwraca uwagę, że nie tylko głusi, lecz także zwykły Kowalski ma często problem ze zrozumiem specjalistycznego nazewnictwa. Czy każdy z nas zna się na fizyce kwantowej lub na malarstwie? 

- Wchodzimy na obszar wiedzy specjalistycznej. Czy dla mnie podpis pod obrazem jest zrozumiały, jeśli czytam w swoim języku? Czytam o stylach, kierunkach, charakterystykę różnych epok. Ale czy ja to rozumiem? Jeśli się tym nie interesuję, to nie. Wśród głuchych mamy wielu artystów, którzy operują w języku migowym właśnie takim słownictwem i czytając, rozumieją fachowe pojęcia. Tworzą, kończą studia w różnych kierunkach, z malarstwa, grafiki, rzeźby, ale nie dostają się już np. na renowację zabytków. Dlaczego? Bo nie słyszą. Nie wolno im wchodzić na drabinę, bo mogą spaść (takie są zapisy prawa). Zadajmy sobie pytanie, czy zrozumiałe jest dla nas to, co mówią politycy? Nie, bo ci ludzie nie używają języka, żeby się komunikować, tylko po to, żeby mówić. Język migowy jest po to, żeby się komunikować, jest bardzo konkretny, a zarazem delikatny, subtelny, można w nim pokazać abstrakcję i ironię. Bardzo ważna jest mimika i ruch ciała. Jest pełnoprawnym językiem, jak inne języki foniczne - wyjaśnia szefowa Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Języka Migowego.

- To niezrozumienie i zamknięcie na kulturę Głuchych sprawia, że osoby te niechętnie otwierają się na słyszących. Gdyby nie Artur, który powiedział: "Słuchajcie, chodźcie, zapraszam was", to oni nie otworzyliby się na naszą inicjatywę - zauważa pani Marlena.

Kolejny krok

Kolejne wyzwanie, które czeka na pana Artura i zachodniomazurską organizację, to stworzenie multimedialnego słownika języka migowego w turystyce. 

- Ostatnio ze znajomymi byliśmy na pochylni w Buczyńcu. Trudno było mi zamigać słowo pochylnia, bo takiego znaku w naszym języku nie ma. Trzeba go więc stworzyć. Tak jak i inne pojęcia, jak np. śluza. Poza tym, gdyby była aplikacja lub filmik z nagraniem w języku migowym, osoby głuche mogłyby się więcej dowiedzieć na temat mechanizmów działania tej pochylni, poznać historię i różne ciekawostki - tłumaczy pan Artur.

Artur Moskalik i Marlena Rogowska są świadomi, że jest jeszcze dużo do zrobienia. Pan Artur zwraca uwagę, że gdyby w hotelu głuchy mógł podczas wideorozmowy skomunikować się z osobą znającą język migowy i zarezerwować pokój, to byłoby to duże ułatwienie. Wskazuje również na zatrudnienie osób niesłyszących w branży turystycznej.

- Zatrudnianie osób głuchych w turystyce pozytywnie wpłynie na wizerunek regionu, w którym komunikacja odbywa się bez barier. Z pewnością przyczyni się to także do wzrostu liczby turystów niesłyszących odwiedzających nasz region - wtóruje mu Rogowska.

Żyjemy więc obok siebie, niewiele wiedząc na swój temat. - Istnieje kultura Głuchych (pisana przez duże G), którzy postrzegają siebie jako mniejszość kulturowo-językową i są dumni ze swojego języka - tłumaczy Sipowicz. - Gdy osoba słysząca znajdzie się w środowisku osób niesłyszących, to wówczas ona może mieć kłopoty komunikacyjne. Będzie należeć do mniejszości. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Różni nas tylko język.

-------

Na stronie internetowej Zachodniomazurskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej dodano nową zakładkę głusi, gdzie zostały umieszczone pierwsze filmiki w języku migowym z głównymi atrakcjami tego regionu.

Zobacz wideo Bezpieczne Mazury