Dewastacja cmentarza starowierców na Suwalszczyźnie. "W majestacie prawa spieniężane są miejsca pamięci"

"My - Staroobrzędowcy Pomorcy z Polski - jednoczymy się i domagamy natychmiastowego powstrzymania niszczenia grobów naszych ojców, dziadów i pradziadów!" - czytamy w rozpaczliwym apelu jednej z najmniejszych grup religijnych. - Przez kilkadziesiąt lat nikt się tym miejscem nie zajmował, nikt świeczek nie palił. Nagrobków tam żadnych nie ma - odpowiada wójt gminy Giby Robert Bagiński.

Białogóry. To wieś położona na Suwalszczyźnie, w woj. podlaskim, w gminie Giby. Tereny te niegdyś należały do staroobrzędowców, którzy uciekając przed prześladowaniami, nie zgadzając się na przyjęcie reform wprowadzonych przez patriarchę Nikona i cara Aleksego Michajłowicza, znaleźli w XIX w. schronienie w Polsce. W 1803 r. założyli w Pogorzelcu parafię, a następnie osiedlili się i założyli kolejnych 11 wsi, m.in. Białogóry. W 1926 r. mieszkało w niej 410 osób. Polacy-katolicy stanowili wtedy ogromną mniejszość, żyło tam zaledwie 3-5 rodzin, reszta to starowiercy. Dziś ich już tu nie ma. Zostali przymusowo wysiedleni na teren Litwy i głównie tam mieszkają potomkowie białogórskich staroobrzędowców. Pozostał po nich cmentarz, na którym zostali pochowani dziadowie i pradziadowie rosyjskich wygnańców i polskich obywateli.

Spokój zmarłych został zakłócony w połowie sierpnia. Wtedy na teren cmentarza wjechały koparki, rozpoczęła się budowa, staroobrzędowcy dowiedzieli się, że teren ten został sprzedany, a na działce z przeznaczeniem rekreacyjno-turystycznym ma stanąć gospodarstwo agroturystyczne.

„I stało się coś złego. Wydawałoby się, że w Polsce takie rzeczy się już nie zdarzą. Województwo podlaskie i Suwalszczyzna reklamowana jest jako miejsce wielokulturowe i wieloetniczne. A tu pagórek nad jeziorem we wsi Białogóry niedaleko Sejn – dawny cmentarz staroobrzędowców zostaje zakupiony jako działka rekreacyjna, a właściciele spychają i wywożą ziemię wraz z kośćmi. (…) Gdzie tu zwykła przyzwoitość ludzka? – pisał na Facebooku fotograf i organizator wydarzeń podróżniczych Piotr Malczewski.

Dewastacja cmentarza w majestacie prawa

– Zostaliśmy zaalarmowani przez mieszkańców, że dzieje się coś niedobrego w okolicach cmentarza. Prezes Janusz Jewdokimow pojechał na miejsce i zobaczył, że w krzakach leżą ludzkie kości, w miejscu cmentarza trwa budowa, ziemia została naruszona. Sprawa została zgłoszona na policję. Na miejsce przyjechali mundurowi i konserwator zabytków. Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, że cmentarz znajduje się w ewidencji konserwatora zabytków. Zamiast jednak informacji o wstrzymaniu budowy przeczytaliśmy, że konserwator i policja twierdzą, że znalezione kości nie pochodzą z cmentarza, że mają ponad 50 lat i że są to kości napływowe. Chwyciliśmy kamerę i sami zaczęliśmy dokumentować to, co się dzieje w tym miejscu. Nie wyobrażamy sobie, żeby na grobach naszych przodków bawić się, tańczyć i grillować  – informuje rzeczniczka Naczelnej Rady Staroobrzędowców w Polsce Aleksandra Popow.

Popow dodaje: – Jesteśmy w ciężkim szoku. Żyjemy w chrześcijańskim kraju, w którym podczas Wszystkich  Świętych zbierane są pieniądze na odnowę cmentarzy, a jednocześnie w tym samym kraju dokonuje się dewastacji cmentarza nie przez wandali, a w majestacie prawa, wykorzystując przepisy, by spieniężać miejsca pamięci. Jesteśmy tym faktem bardzo zbulwersowani, tym bardziej, że w ostatnim czasie odzywają się do nas inne mniejszości narodowe, etniczne, religijne, które mówią, że spotkały się z dokładnie taką samą bezdusznością i dokładnie takimi samymi sytuacjami. Jesteśmy polskimi obywatelami, nie jesteśmy Rosjanami, pomimo że w XVII w. uciekaliśmy z Rosji na skutek represji i prześladowań. Rzeczpospolita nas przygarnęła, dała nam dom, jesteśmy oddanymi obywatelami, wielu staroobrzędowców służy w polskiej armii,  policji czy straży granicznej. Kochamy naszą ojczyznę. Mieliśmy nadzieję, że będzie się nas szanowało – mówi z żalem Aleksandra Popow.

Modlitwy w okolicach cmentarza staroobrzędowcówModlitwy w okolicach cmentarza staroobrzędowców Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

 Nowy właściciel rusza z inwestycją

Działka z przeznaczeniem na cele rekreacyjno-turystyczne została sprzedana w 2012 r. Właściciel w 2016 r. uzyskał od byłego wójta gminy Giby warunki zabudowy. W maju tego roku działkę nabył kolejny właściciel i rozpoczął prace budowlane. Działka ta jest bardzo atrakcyjnie położona. Leży bezpośrednio przy jeziorze. Cmentarz zaś znajduje się tuż przy drodze powiatowej, na górce. Został on wpisany do ewidencji konserwatora zabytków w 1991 r. Nowy inwestor zaczął budowę na drugim krańcu tej działki – 12 metrów od brzegu.

– Nie mieliśmy świadomości, że działka została sprzedana w 2012 r. Teraz pewnie też nie dowiedzielibyśmy się o tym fakcie, gdyby nie reakcja mieszkańców. Zgłosili się do nas miejscowi, którzy zaczęli przedstawiać nam mapy z 1863 r. i 1926 r. dokumentujące, że na cyplu, gdzie zaczęto budowę, znajduje się druga część cmentarza. Prawdopodobnie staroobrzędowcy zaczęli chować zmarłych w tym miejscu, ale z racji zbyt bliskiej odległości do jeziora, przenieśli je piętro wyżej.  Wymagałoby to badań archeologicznych, żeby sprawdzić, czy te dwa cmentarze się łączą czy nie. Dowiedzieliśmy się od mieszkańców, że z terenu starego cmentarza była wywożona ziemia, że ziemia była spychana, naruszone zostały groby. Jak pokazuje życie, wprowadzenie zabytku do ewidencji nie jest żadną ochroną.  

– Rycina, którą staroobrzędowcy przedstawiają w mediach, to rysunek, a nie mapa geodezyjna. Ja muszę się opierać na dokumentach, a nie na przypuszczeniach. To jest mienie skarbu państwa i nie mogę na podstawie doniesień medialnych czy jednej ze stron uznać, że tam jest cmentarz, skoro na tym gruncie nie ma nic – odpowiada wójt Robert Bagiński.

Miejsce, w którym znaleziono szczątki ludzkieMiejsce, w którym znaleziono szczątki ludzkie Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

Przedstawiciele Naczelnej Rady Staroobrzędowców nie mają wątpliwości, że w tym miejscu jest cmentarz, na którym chowano ich przodków. Są też przekonani, że podczas prac budowlanych wykopane zostały szczątki ludzkie. Znaleźli je w miejscu, gdzie wywożono ziemię z miejsca spoczynku ich przodków. Są pewni, że to kości ludzkie, bo konsultowali ten fakt z archeologami, wezwali policję, żeby zabezpieczyła ten teren, a ponieważ mimo zabezpieczenia mógł wejść tam każdy, postanowili czuwać dzień i noc.

–  Podzieliśmy się na grupę poranną, nocną, popołudniową i jesteśmy tam non stop, pilnując tego znaleziska – informuje Popow.

– Moim zdaniem te kości zostały podrzucone. Nowy właściciel nie kopał głęboko, usunął tylko humus, wierzchnią warstwę, chciał zrobić porządek, posiać trawę. Postawił kilka krawężników, chciał wyłożyć to kostką, żeby mieć miejsce pod namiot lub pod altankę. Tam nie było budowy. Cała sprawa została wyolbrzymiona – ripostuje wójt.

A na stwierdzenie, że prokuratura w Sejnach toczy postępowanie w sprawie zbeszczeszczania zwłok, odpowiada: - W mojej ocenie postępowanie zostanie umorzone, bo jeżeli w tym miejscu nie było nagrobków, nie było krzyży i nic nie świadczyło o tym, że w tym miejscu może być cmentarz, to jak człowiek mógł naruszyć spokój zmarłych? Mamy kilka cmentarzy w gminie Giby i tam gdzie są wyraźne ślady cmentarzy, to nikt ich nie sprzedaje. Ale tym w Białogórach nikt się nie zajmuje, tam są krzaki, to wręcz wysypisko śmieci – stwierdza Bagiński.

Warty przy znaleziskuWarty przy znalezisku Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

 Właściciele piszą oświadczenie

Właściciele działki tłumaczą, że nie mieli pojęcia o tym, że kupili cmentarz. W oświadczeniu opublikowanym na łamach lokalnego portalu sejny.info wyjaśniają, że: „Nigdzie, w żadnych oficjalnych źródłach ani dokumentach, które sprawdzaliśmy i które otrzymaliśmy nie było żadnej wzmianki o rzekomo istniejącym na działce cmentarzysku. Decyzja o warunkach zabudowy w pkt 7 wprost wskazuje: „wymagania dotyczące ochrony dziedzictwa kulturowego – nie istnieją.”

Po czym czytamy: „Z decyzji o warunkach zabudowy z 2016 roku nie wynikało, że zakupiona przez nas nieruchomość jest objęta nadzorem konserwatora zabytków. O tym, że w miejscu, gdzie zgodnie z warunkami zabudowy można budować dom, jest obszar objęty nadzorem konserwatora zabytków dowiedzieliśmy się po zakupie nieruchomości oraz po rozpoczęciu prac porządkowych i nagłym medialnym zainteresowaniem sprawą. W warunkach zabudowy działka ma przeznaczenie rekreacyjno-wypoczynkowe. Skoro na nieruchomości znajduje się cmentarz, decyzja o warunkach zabudowy o takiej treści nigdy nie powinna była być wydana. Z niewiadomych dla nas przyczyn, decyzja taka, jako urzędowy dokument istnieje w obrocie prawnym. Nie wiemy, jakie były podstawy jej wydania. Nie zmienia to jednak faktu, że w momencie zakupu nieruchomości żadne przesłanki nie wskazywały na to, że urzędowy dokument może przedstawiać niezgodne z prawdą informacje. W tej chwili czekamy na mapę, która ma dokładnie wskazywać granice rzeczonego cmentarzyska. Dalej nie wiemy, jakie jest dokładne położenie ewentualnego obszaru chronionego”.

Jednocześnie właściciele zauważają: "W momencie zakupu nieruchomości, teren działki był bardzo zaniedbany. Przy samym jeziorze było mnóstwo karczy, wysokich krzaków, butelek i puszek po napojach alkoholowych. Nikt o nią nie dbał i z niej nie korzystał. Od czasu do czasu wypasane były tam krowy i konie, a wcześniej było tam siane zboże".

Właściciele dementują, że zaczęli budowę domu, tłumaczą, że zaczęli prace porządkowe, nawieźli warstwę czarnoziemu: "W planach na ten rok mieliśmy jeszcze wykonanie małej architektury ogrodowej nad jeziorem – pergoli i piaskownicy/huśtawki dla dzieci, w tym celu zostało ustawione obrzeże w ziemi. W żadnym momencie wykonywania prac obszar domniemanego cmentarzyska, o którego istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia, nie został naruszony”.

Po czym dodają: "14 sierpnia 2020 r. na naszej działce pojawiła się policja zawiadomiona o znalezieniu na działce ludzkich kości. Przyjechaliśmy na miejsce. W większości jednak szczątki znalezione zostały na sąsiedniej działce, która nie należy do nas. Nie wiemy, w jaki sposób częściowo znalazły się one również na naszej działce . My ich wcześniej nie widzieliśmy. Po tym incydencie postanowiliśmy jak najszybciej ogrodzić działkę i na tym zakończyć prace – jedyne co działo się po odnalezieniu rzekomych szczątków ludzkich, to nawiezienie czarnoziemu".

Mapa potwierdzająca istnienie cmentarzaMapa potwierdzająca istnienie cmentarza Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

– Bardzo chcielibyśmy wierzyć w szczere intencje właścicieli, że nie wiedzieli, że kupowali cmentarz. Niemniej od 14 sierpnia już taką wiedzę posiadali, nie powstrzymało tych państwa od wstrzymania prac. Jak zachowuje się człowiek, który dowiaduje się, że kupił cmentarz? Jest raczej w jakiejś panice, jest zdenerwowany, próbuje sprawę wyjaśniać, powstrzymać budowę, ma pretensje do poprzedniego właściciela, że pewne istotne informacje zostały przed nim zatajone, a tutaj niczego takiego nie miało miejsca. Ekipa pracowała dalej, właściciel ignorował naszą obecność, dopiero kiedy wynajęliśmy mecenasa, nastąpił pierwszy kontakt – słyszę od Aleksandry Popow.

Nikt o to nie dbał, świeczek nie zapalał

Jak to się więc stało, że teren, na którym spoczywają szczątki ludzie, został sprzedany?

– Mój poprzednik sprzedawał te grunty – mówi wójt gminy Giby Robert Bagiński. –  Nikt przy zdrowych zmysłach nie sprzedałby cmentarza, to jest bezsprzeczne. Jako urzędnik muszę opierać się na dokumentach geodezyjnych. Inna sprawa jest taka, że jadąc w teren oprócz ziemi uprawianej rolniczo i krzaków nie widać żadnych pomników czy kopczyków, to jak można powiedzieć, że to jest cmentarz? Przez kilkadziesiąt lat nikt się tym miejscem nie zajmował, nikt świeczek nie zapalał, nikt o to nie dbał. Ciężko określić, w którym miejscu był cmentarz. Nie mam dokumentów, które potwierdzałyby ten fakt. Mieszkańcom też ciężko wskazać to miejsce, z racji tego, że ta działka ma 80 arów, nie jest zajęta całkowicie pod cmentarz, który kiedyś być może tam był – tłumaczy wójt.

StaroobrzędowcyStaroobrzędowcy Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

– Jesteśmy zdumieni, że wójt, który się na tych terenach wychował od dziecka, mógł nie wiedzieć o istnieniu cmentarza. Wszyscy okoliczni mieszkańcy nazywają to miejsce „mogiłki". W języku staroobrzędowców oznacza to cmentarz. Do tego istnieje szereg dokumentów w starostwie, które potwierdzają istnienie cmentarza – zauważa Popow.

Po czym dodaje: - My nie możemy nawet o nasze cmentarze odpowiednio zadbać. Cztery lata temu w Wierśniach, gdzie również jest nasz cmentarz, postawiliśmy krzyż. Mieliśmy na głowie nadzór budowlany, który uznał go za samowolę. Wielu członków gminy to starsi ludzie. Po co im fundować taki stres czy grozić mandatami? Nasza społeczność jest bardzo biedna, od 7 lat nie  możemy skończyć remontu zabytkowej molenny (odpowiednik cerkwi) w Suwałkach. Dlatego tym bardziej bolesne są każde dodatkowe obciążenia czy groźby mandatami. To dla nas gwóźdź do trumny. To jak koszmarny sen.

Choć rzeczywiście na spornym terenie nagrobków nie uświadczysz, nie znaczy to, że staroobrzędowcy nie interesowali się miejscem spoczynku swych przodków.

– Zwróciliśmy się do wójta - podczas ogłoszenia przetargów w 2010 i w 2012 r. o przywrócenie nam cmentarza. Ale gmina nawet tego nie rozważała. Akurat działka w Białogórach leży nad jeziorem, a te tereny są mocno poszukiwane przez inwestorów. Nie zapominajmy również, ze gmina Giby, to gmina bardzo biedna. Pokusa sprzedaży działki była ogromna. My do przetargów nie startowaliśmy. I to, że nie mieliśmy takich możliwości finansowych, to fakt drugorzędny. Po prostu nie wyobrażamy sobie handlowania grobami, to wbrew naszej wierze i chrześcijańskim wartościom. Na ile mielibyśmy wycenić 400 grobów? W głowie nam się nie mieści że można było zasugerować nam byśmy cmentarze od gminy odkupili – słyszę od Popow.

Po czym dodaje: – Walczyliśmy o ten cmentarz od lat. Nie tylko ten. Takich miejsc jest co najmniej 11, a muzeum w Suwałkach zapewniło nas, że nawet 29. Pierwsze nieudane próby odzyskania cmentarzy podjęliśmy w 2003 roku. W żaden sposób nie mogliśmy udowodnić przed sądem, że Białogórach jest nasz cmentarz – starostwo miało w swoich zasobach dokumenty świadczące o tym, że nie jest to zwykła działka. Jednak wysyłając zapytanie o archiwalne dokumenty, byliśmy ignorowani.

Modlitwy w pobliżu cmentarza staroobrzędowcówModlitwy w pobliżu cmentarza staroobrzędowców Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

– Staroobrzędowcy zostali wywiezieni podczas działań wojennych w 1941 r., tereny zaś na których znajdował się cmentarz zostały znacjonalizowane. Dysponuję protokołem z 1949 r. w sprawie przyjęcia na własność państwa mienia pozostałego po osobach przesiedlonych do ZSRR. Działka od tego czasu była użytkowana rolniczo, jako tereny orne, pastwiska i nieużytek o powierzchni 245 m kw. W dokumencie tym znajduje się również adnotacja, że mieścił się tutaj cmentarz staroobrzędowców. W karcie cmentarnej natomiast, którą dysponuje konserwator z Białegostoku, znajduje się pusta karta, nie ma tam informacji, kto został pochowany, kiedy nastąpił ostatni pochówek, ale jeśli przyjmiemy, że było to w 1941 r. (lub w 1946 r. jak twierdzą staroobrzędowcy), to według naszego prawa po 40 latach (i tak wynika z ustawy o cmentarzach z 1959 r.) od momentu ostatniego pochówku taki cmentarz mógł zostać zinwentaryzowany. Być może urzędnicy w 1949 r. uznali, że skoro cmentarz jest nieczynny to wpisano go do rejestru jako teren rekreacyjny z racji położenia przy jeziorze. Inny przepis zaś mówi, że jeżeli na cmentarzu komunalnym nie zajmujemy się grobem naszych bliskich przez 20 lat, to po dwóch dekadach miejsce to może zostać sprzedane – wyjaśnia Bagiński. 

Trzeba jednak pamiętać, że likwidacja cmentarzy wyznaniowych wymaga zgody gminy wyznaniowej. Ustawa z 16 czerwca 1991 r. o zmianie ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych określa, że „jeżeli teren cmentarny stanowi lub stanowił uprzednio własność Kościoła Katolickiego lub innego kościoła albo związku wyznaniowego, wydanie decyzji o użyciu terenu cmentarnego na inny cel wymaga zgody właściwej władzy tego kościoła lub związku wyznaniowego. I dalej: „Decyzję o użyciu terenu cmentarnego, będącej uprzednio cmentarzem wyznaniowym Kościoła Katolickiego lub innego kościoła lub związku wyznaniowego, na inny cel wydaje się po zasięgnięciu opinii właściwej władzy tego kościoła lub związku wyznaniowego co do sposobu oznaczenia i upamiętnienia terenu pocmentarnego.  

– Proszę się postawić na miejscu tych właścicieli. Kupili działkę rekreacyjną nad jeziorem, nikt im nie powiedział, że tam kiedyś był cmentarz, bo zresztą kto miał o tym wiedzieć. Konserwator zabytków wciela do rejestru zabytków to miejsce, ale ja się zastanawiam, na podstawie czego? Tam jest pole i krzaki. Co on będzie wpisywał do rejestru zabytków, jeżeli tam nie ma żadnych nagrobków? – zastanawia się wójt.  

Po czym dodaje: - Jeżeli ktoś udowodni w sądzie, że tam był cmentarz i staroobrzędowcy nie będą chcieli tego wykupić – to w mojej ocenie i tak samo wynika z ustawy – to oni powinni o to miejsce dbać. Na nich spoczywa ten obowiązek. Nikt nie niszczy czyichś cmentarzy, to musiałby być chory człowiek. Jeżeli konserwator udowodni, w którym miejscu znajdują się groby, to po konsultacji z radnymi jestem w stanie ten teren odkupić. Ale ja się pytam. My wykupimy ten teren, ale co dalej? Nikt tam nie przyjeżdża i świeczek nie pali.

– Nikt się do mnie się nie zwrócił z kościoła staroobrzędowców o jakiekolwiek wyjaśnienie, teraz koresponduję z prawnikiem z Białegostoku, który ich reprezentuje i odpisujemy na te pisma. Ciężko z kimś rozmawiać, kiedy ktoś mnie atakuje w mediach społecznościowych. Jeżeli ma to tak wyglądać, jak opowiadał mi właściciel z Białegostoku, że na spotkanie z nim przyjechało 20 osób, z krzyżami, zaczęli płakać, modlić się – to nie da się w takiej atmosferze rozmawiać. Z przedstawicielem czy dwiema osobami na pewno jestem w stanie porozmawiać – dodaje wójt.

Czy brak świeczek i zniczy na cmentarzach starowierców, to rzeczywiście oznaka braku pamięci o swych bliskich? – Wiara staroobrzędowców jest bardzo restrykcyjna. Są pewne wymogi dotyczące wyglądu grobu czy cmentarza. To prawda, dziś na naszych grobach są płyty i tablice nagrobkowe, to po części naleciałości m.in.  wiary katolickiej czy prawosławnej. Niemniej według tradycji grób staroobrzędowca nie może zawierać takich elementów. Nie powinien być niczym przykryty, bo składane w grobie ciało musi być przygotowane na zmartwychwstanie, gdy nastąpi sąd ostateczny. Grób musi być skromny, bo składane w ziemi ciało jest oddawane naturze, dlatego zwykle groby znajdują się na terenach zalesionych. Według tradycji staroobrzędowców na grobie nie mogą też stać znicze. Palimy woskowe świece i robimy to w molennach przy ikonach. Staroobrzędowcy cztery razy w ciągu roku przez tydzień modlą się za zmarłych, również tych z Białogór – wyjaśnia kobieta. 

Cmentarz staroobrzędowców. Postawiono krzyżCmentarz staroobrzędowców. Postawiono krzyż Facebook.com / Ochrońmy cmentarz w Białogórach

Miejsce święte

Sytuacja w Białogórach poruszyła Polaków. Działania, aby ochronić ten cmentarz wspiera środowisko naukowe, a także artyści i zwykli zjadacze chleba.

Zespół badawczy Katedry Języków Słowiańskich Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu wydał stanowisko, w którym czytamy: „Nie szanując miejsc pamięci każdej z żyjących w naszym kraju wspólnot z osobna, choćby tych najmniejszych, a także społeczeństwa polskiego jako całości, zatracimy naszą kształtowaną przez wieki tożsamość narodową, co byłoby niepowetowaną stratą dla kolejnych pokoleń”.

Powstrzymać też ten niecny preceder pragnie Krzysztof Czyżewski, dyrektor Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”, który w wydanym oświadczeniu podkreślił: „Prawo do zachowania i upamiętnienia miejsc pochówku naszych przodków jest jednym z podstawowych praw obywatelskich RP. Nasza Konstytucja gwarantuje prawo do godności, obejmujące również prawo do poszanowania pamięci i szczątków ludzkich. Jednocześnie cmentarze to nasze wspólne dziedzictwo kulturowe i historyczne. Bardzo ważną częścią tego dziedzictwa jest tradycja poszanowania pamięci innych narodowości i religii, swój wyraz znajdująca w zrozumieniu i pomocy im udzielanej. Incydent z cmentarzem w Białogórach narusza prawa obywatelskie, naraża na szwank tradycję tolerancji Rzeczpospolitej oraz krzywdzi mniejszość wyznaniową i narodową, jaką są w Polsce staroobrzędowcy”.

Do grona osób, które sprzeciwiają się bezczeszczeniu cmentarza starowierców, dołączył również Krzysztof Zanussi, który nagrał krótki film z głosem poparcia.

 – Staroobrzędowcy to jest bardzo ciekawa mniejszość. Mikroskopijna, ale dodająca jakiejś niebywałej barwy do tej mozaiki różnych ludzi mieszkających na terenie Polski. Te nawet najmniejsze wnosiły coś bardzo wartościowego, szczególnie że staroobrzędowcy są znani z tego, że są szalenie porządni, że są słowni, że przestrzegają surowo, rygorystycznie zasad uczciwego handlu – to jest bardzo wartościowa grupa. My zostaliśmy wysiedleni z terenów wschodnich, zostawiliśmy tam cmentarze, mamy np. cmentarz we Lwowie. Próbujemy to miejsce odbudowywać, bo w sercu Polaków leży to miejsce, w którym zostali pochowani przodkowie. Niestety po II wojnie światowej nie spisaliśmy się pięknie, bo wiele cmentarzy niemieckich zostało zaoranych. Mimo naszego wielkiego żalu do Niemców śmierć jest faktem ponad wszystkie ludzkie konflikty i cmentarz jest z tego powodu miejscem świętym. I nie wolno go ruszać. Kiedy słyszę, że są jakieś niedobre zamiary wobec cmentarza staroobrzędowców aż się boję, że będę się wstydził za ludzi, którzy nie potrafią uszanować tej tradycji, majestatu śmierci, powagi i dla jakichś marnych pieniędzy chcą pokrzywdzić tę grupę wyznaniową. Mam nadzieję, że to się nie stanie, bo to zaprzecza tradycji Polski szerokiej, otwartej Polski, która umiała współżyć na różnych płaszczyznach – apeluje reżyser. 

Obecnie staroobrzędowcy zamieszkują w Polsce głównie tereny obecnego województwa podlaskiego (Gabowe Grądy, Bór, Augustów, Suwałki czy Wodziłki) oraz na terenie województwa warmińsko-mazurskiego (Wojnowo). Zgodnie z szacunkami Naczelnej Rady Staroobrzędowców w Polsce jest ich w naszym kraju niespełna 1300.