Zwolnij, odetchnij, powtarzaj. Region w Polsce, który święci triumfy. "Krajobrazy skradły nasze serca"

Podróżnika i blogera Filipa Turowskiego cieszy tu wszystko, a zwłaszcza "slow przez duże S". "Podlaśko" - zmiękcza z czułością, opisując ten szczególny nastrój powrotu do beztroskiego dzieciństwa i odkrywania nieznanego jednocześnie.

Województwo podlaskie ma wszystko, co może zachwycić nawet wytrawnych włóczykijów. Magiczną drewnianą architekturę cerkwi w kolorze nieba, skrawek Orientu w postaci tatarskich wsi Kruszyniany i Bohoniki, przyrodnicze perły - w jego granicach położone są aż cztery parki narodowe: Białowieski, Narwiański, Biebrzański i Wigierski. Tego pandemicznego lata, kiedy podróżowanie za granicę, a zwłaszcza w egzotyczne rejony, jest utrudnione, Podlasie święci swoje triumfy.

Zobacz wideo Środek Europy znajduje się na Podlasiu

Z żurawiami o poranku

Dużo wcześniej uroki leniwie płynącego czasu i zachwycających krajobrazów odkryły tutaj gwiazdy. Wystarczy wspomnieć choćby aktora Daniela Olbrychskiego, który wraz z żoną część roku spędza w Drohiczynie nad Bugiem, czy dziennikarza, dokumentalistę Tomasza Sekielskiego, który w dolinę tej rzeki przeprowadził się z rodziną na stałe już w 2010 roku. Sekielscy w wywiadach przyznają, że Podlasie było ich ucieczką z miasta, z myślą o dzieciach. Chcieli, by "mogły patrzeć, jak wygląda życie poza miastem, że nie wszyscy tak pędzą, że można spokojniej, bliżej natury".

Teraz zachwytami nad Podlasiem dzielą się popularni blogerzy. Ania i Marcin Nowakowie, znani jako Wędrowne Motyle (prowadzą na YouTube kanał o tej właśnie nazwie i blog podróżniczy Gdziewyjechac.pl) wymyślili w tym roku akcję społeczną #PodrozujDoTutaj. Połączyli siły z Bartkiem Szaro z bloga "Paragon z Podróży", by wspólnie w pandemii pobudzić mikroturystykę. Dzięki nim 16 popularnych blogerów i vlogerów ruszyło w Polskę, pokazując ciekawe miejsca blisko każdego miasta wojewódzkiego.

Wędrowne Motyle też nie próżnowały. Ania i Marcin zawitali m.in. na Suwalszczyznę. - Krajobrazy Pojezierza Suwalskiego skradły nasze serca. Było tu tak pięknie i tak bardzo inaczej, niż w innych widzianych już miejscach, że zapragnęliśmy tu jeszcze wrócić. Może jesienią? - zastanawiają się.

Mieszkali w Starej Pawłówce, dosłownie 10 minut pieszo od granic Suwalskiego Parku Krajobrazowego, a o poranku budził ich klangor żurawi. By zwizualizować sobie urok suwalskich pagórków i zagubionych pomiędzy nimi jezior, przypomnijcie sobie scenę powrotu Tadeusza do Soplicowa w filmie Andrzeja Wajdy. Była kręcona w okolicy Smolnik.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Jeśli dodamy do tego możliwość korzystania z jezior i rzeki Czarna Hańcza (organizowane są nią spływy kajakowe) oraz raczenia się lokalnymi specjałami, jak słynne wigierskie gatunki ryb: sieja i sielawa czy wyśmienite sery z Wiżajn, mamy obraz urlopu idealnego. O, przepraszam, porządny bloger kulinarny dorzuciłby jeszcze kraftowe piwo i lody o smaku sękacza, ale i to się bez trudu znajdzie.

Natura i sztuka splatają się w Supraślu

Z kolei w trylogii Jacka Bromskiego "U Pana Boga..." niepoślednią rolę odegrało miasteczko Supraśl pod Białymstokiem. Teraz już bardziej przypomina elegancki kameralny kurort wśród lasów (posiada status uzdrowiska) niż zapomnianą przez Boga i ludzi wioskę z filmu, ale wciąż ma swój sielski urok. Turystów przyciąga walorami ekologicznymi, czystością powietrza, mikroklimatem Puszczy Knyszyńskiej ze złożami borowin.

SupraślSupraśl irena iris szewczyk / Shutterstock

Rokrocznie odbywa się tutaj Podlasie SlowFest - festiwal wymyślony przez Romana Gutka, szefa festiwali filmowych w Polsce, łączący sztukę z naturą. Wydarzenia rozciągnięte są na całe lato, głównie na weekendy, celebrowane w Domu Ludowym, w Akademii Supraskiej, ale i w plenerze. Koncerty jazzowe, pokazy wyselekcjonowanych filmów, warsztaty jogi, wędrówki w poszukiwaniu ziół albo nocne obserwowanie nieba sprawiają, że SlowFest dorobił się marki festiwalu łączącego sztukę z naturą, przeżywanego w niespiesznym tempie.

W Supraślu mamy więcej szans na spotkanie z wielką sztuką - działa tu głośny, nagradzany na świecie teatr Wierszalin. A jeśli zapuścicie się w te regiony teraz, nie możecie przegapić wystawy "Przemienienie" dostępnej bez dodatkowych opłat w ramach zwiedzania ekspozycji stałej w Muzeum Ikon w Supraślu. W symbolicznej przestrzeni supraskiego klasztoru prawosławnego spotkały się dwie wybitne osobowości artystyczne, ale też dwaj przyjaciele: Jerzy Nowosielski i Leon Tarasewicz. Finisaż wystawy planowany jest na początek grudnia, zdążycie!

Bardziej swojsko

Filip Turowski, podróżnik i bloger, prowadzi "najsmaczniejszy blog o podróżach i jedzeniu" - Głodny Świata. O Supraślu mówi tak: Za dzieciaka bawiły mnie tu rowery, drewniane huśtawki w lesie, plaża nad rzeką i lizaki lodowe. Dziś - świeże powietrze i slow przez duże S. Może i starość, ale mimo to radość. Podlaśko - z czułością zmiękcza, opisując swoje uczucia.

Z Podlasia pochodzi i niezależnie od tego, na jakie krańce świata się zapuszcza, chętnie i często wraca w rodzinne strony. Uważa, że tu jest bardziej swojsko i przyjacielsko. Że gdzie indziej rzadziej zdarzają się takie sytuacje jak np. w malutkiej pasiece między Bielskiem Podlaskim a Białymstokiem, gdzie miód robi się na mikroskalę od czterech pokoleń i gdzie można usiąść z pszczelarzem i jego rodziną, nie tylko próbować, ale i gadać, gadać...

Filip podkreśla też zmieniający się na korzyść wizerunek Białegostoku - stolicy regionu. Zwraca uwagę choćby na nowoczesny gmach Opery i Filharmonii Podlaskiej, w którym obcować można ze sztuką, ale też wejść na zielony dach, pogapić się na miasto albo rozsiąść się z książką na kocu lub poleżeć na błoniach.

W lipcu wraz ze znajomą blogerką Patrycją Jaskot zorganizowali wyjazd właśnie na Podlasie. 
- Będą i warsztaty gotowania i food&wine pairingu - jak żartujemy: podlaskie tapasy z polskimi winami, cydrami, lemoniadami, degustacje dań klasycznych i kuchni nowoczesnej. Będziemy mocno obracać się w klimatach ekologiczno-zdrowotnych, przytulać drzewa, chodzić po łące i uczyć się o ziołach, robić własnoręcznie naturalne kosmetyki, a w białostockiej palarni kawy nauczymy się, jak zrobić w domu taką, jak w kawiarni. Będą rzeczy sielskie, anielskie i swojskie, np. piknik na trawie, ale i elegancka kolacja z szablowaniem szampana w zabytkowej restauracji - opowiadał o swoich ówczesnych planach.

Do tego wszystkiego udało się jeszcze "wcisnąć" drzemki w hamaku, wizytę w Krainie Otwartych Okiennic - szlaku między wsiami Trześcianka, Soce i Puchły w dolinie Narwi z niespotykanymi nigdzie indziej drewnianymi ornamentami i kolorowymi okiennicami domów - tort z polnymi kwiatami czy chałkę z twarogiem z lawendą. Wnioski z podlaskiej eskapady są proste. - Wracamy we wrześniu! I otwieramy zapisy - deklaruje Filip.

Kraina Otwartych OkiennicKraina Otwartych Okiennic Avillfoto / Shutterstock

Kraina Otwartych OkiennicKraina Otwartych Okiennic Avillfoto / Shutterstock

Wielokulturowa ucieczka od cywilizacji

Podlaska ucieczka od rozpędzonej rzeczywistości nie byłaby pełna bez odwiedzin u Tatarów - jednej z najmniejszych grup etnicznych - mieszkających na polskich ziemiach od ponad 600 lat. Migrowali z Krymu i Azji Środkowej do Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej już w XIV wieku. Ich osadnictwo na terenach podlaskich ma związek z nadaniami ziem przywilejem króla Jana III Sobieskiego, w zamian za niewypłacony żołd.

Zatracili swój język, nazwiska uległy spolszczeniu, ale spoiwem, które scala społeczność, jest religia - islam. Tam, gdzie są muzułmańskie gminy wyznaniowe, mieszczą się domy modlitwy. A w Bohonikach i Kruszynianach mizary (cmentarze) z napisami na nagrobkach w językach arabskim, rosyjskim i polskim oraz zabytkowe, drewniane meczety, wpisane na listę Pomników Historii.

Meczet w KruszynianachMeczet w Kruszynianach shutterstock, Zbigniew Dziok

BohonikiBohoniki Cinematographer / Shutterstock

Tatarzy, choć świetnie zintegrowani z lokalną społecznością, wciąż pielęgnujący swoją tradycję. I wspaniale potrafią o niej opowiadać. Wystarczy pojechać do Kruszynian i dać się oprowadzić po zielonym meczecie przewodnikowi Dżemilowi Gembickiemu. Albo odwiedzić Tatarską Jurtę - prowadzone od 18 lat przez Dżennetę i Mirosława Bogdanowiczów gospodarstwo agroturystyczne. Spróbować wyśmienitej kuchni: kibinów (pierogów) czy pierekaczewnika (przekładanego ciasta z mięsem lub serem) i zasłuchać się w opowieść gospodarzy.

Niedaleko od Kruszynian coś ciekawego dla siebie odkryją miłośnicy ucieczki od cywilizacji - to park leśny Silvarium w Poczopku. A dla jeszcze bardziej wymagających na Podlasiu jest najprawdziwsza, jedyna w Polsce pustelnia, czyli prawosławny skit św. św. Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach. Stworzył go zmarły w 2018 roku ojciec Gabriel, skromny zielarz, pomagający ludziom, odmawiający ziemskich zaszczytów. Skit zagubiony jest na pustkowiu, wśród rozlewisk dorzecza Narwi, prowadzą do niego tylko dwie drogi przez bagna. Każdy, niezależnie od wyznania, znajdzie tam spokój i ukojenie.