#WAKACJE2050: Miejsca, które niedługo mogą bezpowrotnie zniknąć. "To powolna apokalipsa"

Nie mamy czasu. Naukowcy szacują, że pozostało nam około 10 lat na powstrzymanie katastrofy klimatycznej. Straszenie? Roztapiają się nie tylko lodowce w odległej Arktyce, lecz także w bliższych nam Alpach. Bałtyk zabiera nam plaże, a Wenecję zalewa wysoka woda. Świat zmienia się dzisiaj w szybkim tempie, również nasze ulubione wakacyjne kierunki.

Naukowcy ostrzegają i publikują dane, które powinny nas otrzeźwić. Jak choćby raport ICCC, Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), w którym możemy przeczytać, że aby powstrzymać katastrofę klimatyczną, musimy ograniczyć wzrost średniej globalnej temperatury na poziomie 1,5 st. C. Ale żeby to zrobić, świat musiałby szybko odejść od spalania paliw kopalnych. Oznacza to, że np. nasz kraj musi przestać spalać węgiel do 2030 r.

Dlatego w akcji Gazeta.pl #wakacje2050 pozdrawiamy z wakacji przyszłości. Mamy jednak nadzieję, że skończy się inaczej niż na naszych billboardach i pocztówkach. Wciąż mamy pole i czas do skutecznego działania na rzecz zapobiegania zmianom klimatycznym. Dlatego każdej z naszych czterech "kartek z wakacji" towarzyszy wywiad z mądrymi ludźmi od klimatu (wszystkie do przeczytania na stronie zielona.gazeta.pl). W tekście poniżej zastanawiamy się, jak zmiany klimatu mogą wpłynąć na popularne miejsca wakacyjnych podróży. 

Silny wykwit sinic i glonów w Bałtyku, Sopot. Kampania Gazeta.pl #wakacje2050Silny wykwit sinic i glonów w Bałtyku, Sopot. Kampania Gazeta.pl #wakacje2050 Fot. Kacper Kowalski, Agencja Forum, przyg. Gazeta.pl

#WAKACJE2050: Półwysep Helski będzie archipelagiem wysp?

Negatywnych skutków zmian klimatu doświadczamy już teraz w Polsce. Przedłużające się fale upałów, susza, nawalne deszcze. Kiedyś te anomalie zdarzały się bardzo rzadko, teraz mamy z nimi do czynienia właściwie co roku. Jesteśmy świadkami powolnego pustynnienia województwa łódzkiego, przy jednoczesnych lokalnych podtopieniach w innych częściach Polski.

Na północy kraju morze wdziera się na ląd, zabierając plaże. Problemem są częstsze sztormy zimą w porównaniu z ubiegłymi latami, które niszczą wybrzeże, zalewają i pochłaniają brzegi. Tak się dzieje z plażami chociażby na wysokości Karwi i dalej w kierunku Władysławowa czy na Półwyspie Helskim - w jednych z najbardziej popularnych wśród polskich turystów miejsc do letniego wypoczynku. Odcinek terenów wokół Jastarni jest narażony na zabieranie ich przez morze, dlatego na ich brzegach budowane są szańce z gabionów (druciane kosze wypełnione kamieniami).

Dane pokazują, że nasze morze pochłania każdego roku aż 50 ha lądu, co kosztuje nas nawet pół miliarda złotych. Abrazji ulega cała linia brzegowa, a jej połowa w stopniu intensywnym. Są miejsca, gdzie ziemia cofa się nawet o metr w ciągu roku. Najbardziej ikonicznym przykładem destrukcyjnej siły Bałtyku w Polsce jest Trzęsacz. Dzisiaj została jedynie południowa ściana kościoła. Całą resztę morze pochłonęło w ciągu ostatnich 500 lat, cegła po cegle. Pierwsze problemy zaczęły się pojawiać w XVII w., gdy Bałtyk, na skutek częstych i silnych sztormów, zabierał ląd w ogromnym tempie. W XV w., gdy wznoszono kościół, budowla znajdowała się w centrum wsi, w odległości dwóch kilometrów od morza. Dziś trudno w to uwierzyć.

Prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN zauważa na łamach "Polityki", że jeżeli nie powstrzymamy emisji gazów cieplarnianych w ciągu 10-20 lat, to do końca tego stulecia poziom morza może wzrosnąć o jeden metr. W rezultacie tych zmian nie da się uratować Półwyspu Helskiego, który okresowo, a potem na stałe przemieni się w archipelag wysp. - Urzędy morskie wysypują do 200 tys. metrów sześciennych piasku na Półwysep Helski, żeby go chronić - mówił w TOK FM dr Piotr Szmytkiewicz z Polskiej Akademii Nauk - bo warto pamiętać, że w najwęższym miejscu Półwysep Helski ma zaledwie ok. 100 metrów, a w najszerszym ok. trzech kilometrów.

Na stronie flood.firetree.net, która została stworzona przez NASA, można zobaczyć, które lądy zostaną zalane w zależności od tego, jak zmieni się poziom mórz na świecie. Wizualizacja dotyczy Półwyspu Helskiego w 2100 r., kiedy poziom Bałtyku wzrośnie o dwa metry. Półwysep Helski podzieli się na wysepki. Pod wodą znajdą się też spora część Słowińskiego Parku Narodowego i Karwieńskie Błota aż po Jezioro Żarnowieckie.

Wizualizacja, jak będzie wyglądać polskie wybrzeże w 2100 roku, gdy podniesie się poziom mórzWizualizacja, jak będzie wyglądać polskie wybrzeże w 2100 roku, gdy podniesie się poziom mórz http://flood.firetree.net/

#WAKACJE2050: Lodowców w Alpach może już nie być

Negatywne zjawiska możemy zaobserwować również w innych częściach Europy. Półwysep Iberyjski ostatnimi latami trawią pożary. Trzy lata temu tylko jednego dnia na całym obszarze Portugalii wybuchło 440 pożarów, a rannych zostało 200 osób. Dwa lata temu ewakuowano mieszkańców z Algarve. Ogień wybuchł również w Andaluzji. Wysoka temperatura sprawia, że topnieją lodowce w Alpach. Od 1880 r. temperatura w obszarze alpejskim wzrastała dwa razy szybciej niż średnia na całym świecie. W ciągu zaledwie 30 lat alpejskie lodowce straciły ok. 20 proc. swojej objętości.

Zobacz wideo "Pogoda zwariowała nie bez powodu. Mamy kryzys klimatyczny"

Tracą na tym położone niżej ośrodki, ponieważ skraca się sezon sportów zimowych. W 2017 r. był krótszy o 38 dni w porównaniu do 1960 r. Stosuje się więc armatki śnieżne i sztuczny śnieg, ale to podnosi koszty prowadzenia takiej działalności. Wiele ośrodków zaczęło poszerzać swoją ofertę, umożliwiając zabiegi spa i zajęcia na świeżym powietrzu, takie jak jazda konna lub tenis, aby przyciągnąć więcej gości poza sezonem.

"Time" informuje, że do 2050 r. lodowców może już nie być, ponieważ znajdują się na niższej wysokości niż inne pasma górskie (np. Góry Skaliste) i każdego roku topnieją o ok. trzy procent.

 

#WAKACJE2050: Wenecji grozi pełne zalanie

Zniknięciem zagrożona jest także turystyczna perła - Wenecja. Według włoskich badaczy do 2100 r. grozi jej pełne zalanie z powodu podniesienia się poziomu Adriatyku o 140 cm. Podejmowane są więc różne działania mające na celu ochronę przeciwpowodziową. Uwagę na tonące miasto chciał też zwrócić artysta Lorenzo Quinn, który stworzył nietypową rzeźbę - dwie ogromne ręce wyłaniające się z kanału, szukające ratunku i opierające je na budynkach sąsiadujących z wodą.

embed

fot. Attapola / Shutterstock

Natura daje się mocno we znaki wenecjanom, których zalewa acqua alta, czyli wysoka woda. Eksperci zwracają uwagę, że ostatnio zdarza się to wyjątkowo często. Zwykle za wystąpienie tego zjawiska odpowiada niskie ciśnienie na Morzu Tyrreńskim i silny południowy wiatr albo potężne fale. Teraz dochodzi do tego regularne podnoszenie się poziomu wody. Jeśli przewidywania klimatologów się spełnią, Wenecji nie da się uratować.

Z 12 na 13 listopada ubiegłego roku miasto musiało się zmierzyć ze skutkami wysokiej wody. - To była  katastrofa. Ostatni tak wysoki poziom wody morskiej zanotowano 4 listopada 1966 r. Gdy rozmawiałam z osobami, które wtedy to widziały, zawsze opowiadały o tym doświadczeniu jak o sytuacji wyjątkowej. A tutaj proszę sobie wyobrazić, że nastąpiła dość groźna powtórka. W 1966 r. woda morska osiągnęła wysokość 194 cm, a 12 listopada 2019 r. 187 cm. Myślałam, że nigdy tego nie zobaczę, bądź co bądź od ostatniej katastrofy minęły 53 lata - stwierdza w rozmowie z Podróże Gazeta.pl Anna Domaradzka, Polka, która od 27 lat mieszka w Wenecji.

embed

fot. Ihor Serdyukov / Shutterstock

#WAKACJE2050: Czy zobaczymy jeszcze Wielką Rafę Koralową?

"W poważnym niebezpieczeństwie jest Wielka Rafa Koralowa" - pisał sir David Attenborough na łamach "Independent". Rosnąca temperatura oceanu, zanieczyszczenie i zakwaszenie wody, cyklony wszystko to powoduje masowe utlenianie się rafy koralowej. Szacuje się, że z tego cudu natury, który przyciąga 1,9 mln turystów rocznie, do 2030 r. pozostanie 40 proc. Całkowite jej zniknięcie nastąpi za mniej niż 100 lat. Według naukowców 93 proc. Wielkiej Rafy Koralowej już zostało zniszczone przez bielenie koralowców.

 

#WAKACJE2050: Morze Martwe wysycha

Eksperci podają, że do 2050 r. może praktycznie całkowicie wyschnąć Morze Martwe. Leje krasowe, które pojawiają się w przylegających do jeziora kurortach, niszczą drogi, plaże i tereny rolnicze. Jednym z kurortów zagrożonym wysychaniem jest np. Ein Gedi.

Morze Martwe uważane jest za najstarsze i największe naturalne spa na świecie, przyciągające co roku setki tysięcy turystów. Znane jest z bardzo dużego zasolenia: na powierzchni wynosi ok. 22 proc., a na głębokości 50 m ok. 36 proc. Przez wieki było zasilane przez wody rzeki Jordan oraz mniejsze strumienie płynące wiosną od wschodniej i zachodniej strony. W 1964 r. zmieniono bieg rzeki, co spowodowało radykalne zmniejszenie dopływu wody do morza. Dodatkowo w regionie wydłużyły się okresy suszy. Jeżeli tendencja spadkowa się utrzyma, Morze Martwe wyschnie w ciągu 50 lat.

 

#WAKACJE2050: Amazonia - puszcza znika szybciej, niż sądzono

W dłuższym horyzoncie czasowym większemu stepowieniu będzie ulegała Amazonia. Obserwuje się, że drzewa wilgociolubne ustępują roślinom, które lepiej znoszą suszę. Znaczy to, że zmienia się charakter tego lasu tropikalnego.

Jednak największym szkodnikiem w Puszczy Amazońskiej jest człowiek. Z najnowszych doniesień wynika, że za przyzwoleniem prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro puszcza znika szybciej, niż sądzono. Zaktualizowane dane wskazują, że wylesianie amazońskich lasów deszczowych w Brazylii postępuje szybciej, niż szacowano w 2019 r. Ten wzrost nastąpił podczas pierwszego roku kadencji prezydenta Jaira Bolsonaro.

 

Brazylijska agencja badań kosmicznych INPE przedstawiła zaktualizowane dane dotyczące wylesienia Amazonii. Według pierwotnych szacunków zakładano, że od sierpnia 2018 do lipca 2019 r. zniknęło 9,762 tys. km kw. lasów deszczowych, co stanowiło w ujęciu rocznym wzrost o 29,5 proc. Teraz ustalono, że powierzchnia wykarczowanych lasów wzrosła o 34,4 proc. i wynosi 10,129 tys. km kw. - to obszar nieco większy od województwa opolskiego (9,412 tys. km kw.). Już wcześniej te niedoszacowane dane wskazywały, że rok 2019 był rekordowy, jeśli chodzi o wyręb puszczy.

Zaktualizowane dane opierają się na systemie zwanym PRODES, który jest aktualizowany raz w roku i jest dokładniejszy niż dane miesięczne przekazywane za pomocą doraźnego systemu DETER. Miesięczne dane pokazują, że wylesianie nadal się pogłębia w 2020 r., wzrastając o 55 proc. w okresie od stycznia do kwietnia, w porównaniu z tym samym okresem w 2019 r. Na terenie Rondonii rozciągało się ponad 200 tys. km kw. lasów deszczowych. Teraz to już przeszłość, a Rondonia stała się jednym z najbardziej wylesionych miejsc w Amazonii. Do 2003 r. wycięto ok. 70 tys. km kw. lasu deszczowego.

 

#WAKACJE2050: Czy pojedziemy jeszcze na lodowce?

Bardzo czułym wskaźnikiem zmian klimatu na całym świecie jest topnienie lodowców. W stałych warunkach klimatycznych pozostają w stanie równowagi - ani znacząco nie rosną, ani nie maleją. Wzrost temperatury sprawia, że zaczynają się topić i cofać. Choć dzieje się to powoli, to można już dostrzec postępujące zmiany. Jednym z najszybciej zmieniających się lodowców na świecie jest lodowiec Columbia na Alasce. Kiedy brytyjscy naukowcy po raz pierwszy go zbadali w 1794 r., rozciągał się na południe do północnego krańca Wyspy Heather, małej wyspy w pobliżu ujścia Columbia Bay. Pozycję tę utrzymał do 1980 r. Później zaczęło się jego cofanie. Na filmie można zauważyć, jak zmieniał się lodowiec oraz otaczający krajobraz. W ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci cofnął się o ponad 20 km. Od lat 80. XX w. lodowiec stracił około połowy swojej całkowitej grubości i objętości.

 

W efekcie globalnego ocieplenia do 2030 r. ma zniknąć także całkowicie Park Narodowy Glacier na granicy amerykańsko-kanadyjskiej. Kiedyś na terenie ponad czterech tys. km kw. znajdowało się 150 lodowców, dziś 25. W wyniku wzrastających średnich temperatur powietrza doszło do błyskawicznego roztapiania się wiecznych lodowców. Lodowce Miche Wabun i Shepard straciły od połowy lat 60. ubiegłego wieku aż 55 proc. swej powierzchni. W tej chwili największym lodowcem w parku jest Harrison, który ma powierzchnię 188 ha. Zmiany w krajobrazie parku każdego roku obserwują dwa miliony turystów. Badania geologiczne pokazują, że lodowce są stałym elementem krajobrazu od co najmniej 7000 lat. Naukowcy szacują, że wiele z nich zniknie jeszcze w ciągu obecnej dekady.

 

#WAKACJE2050: Malediwy, Seszele, Tuvalu... znikają

Los zniknięcia pod powierzchnią oceanu czeka wyspy: Malediwy, Seszele czy Tuvalu. Wysepki Sojuszu Małych Państw Wyspiarskich na Pacyfiku, dziś destynacje luksusowe, choć coraz bardziej dostępne i popularne, są zagrożone. Każdy kolejny stopień wyższej temperatury wody powoduje, że poziom wód podnosi się o 2,3 m.

W oceanie pogrąża się Kiribati. Przewiduje się, że wody przykryją przynajmniej część tego wyspiarskiego państwa już za 30-60 lat. Dla wyspiarskich państewek, takich jak Tuvalu, Kiribati, Vanuatu, Wyspy Marshalla, Fidżi, Wyspy Cooka i Wyspy Salomona, skutki zmian klimatycznych stały się już niemal namacalne. Podnoszący się poziom wód otaczających wyspy, to - jak podaje portal ONZ - "powolna apokalipsa". Jednak zanim znikną one z powierzchni Ziemi, zmiany klimatyczne doprowadzą do tego, że ich ziemie staną się wyjałowione i dojdzie do klęski nieurodzaju.

Kryzys klimatyczny już dotknął Tuvalu. Eksperci przewidują, że możliwy jest najgorszy scenariusz, który zakłada, że w ciągu 50 lat wyspę zaleje woda, a całą jej ludność (blisko 12 tys. osób) trzeba będzie ewakuować. W tej trudnej sytuacji rękę podaje rząd Nowej Zelandii, który deklaruje, że jeśli dojdzie do najgorszego, przyjmie uciekinierów i wygospodaruje miejsce dla całej populacji Tuvalu.

To tylko wybrane miejsca, które powoli przechodzą do historii. Jest ich znacznie więcej, destrukcyjne zmiany są widoczne gołym okiem. Czy można je będzie odwiedzić w 2050 roku? Jeśli nie powstrzymamy skutków globalnego ocieplenia, wkrótce będziemy mogli je podziwiać tylko na historycznych zdjęciach. Ale wciąż mamy nadzieję i czas na działanie. Wejdź na zielona.gazeta.pl i dowiedz się, co możesz zrobić już dzisiaj. 

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Kampania #wakacje2050Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Kampania #wakacje2050 Fot. Michał Kosc, Agencja Forum, przyg. Gazeta.pl