Krzysztof Klenczon, Pofajdoki i Wyższa Szkoła Policji. "Chłopie, jak fajnie, że tutaj w tym Szczytnie żyłeś"

Nazywane jest bramą Mazur. Mieszkał tu Krzysztof Klenczon, który stworzył takie przeboje jak "Kwiaty we włosach potargał wiatr" czy "10 w skali Beauforta". Pofajdoki wciąż dokazują i robią psikusy. Rabuś wdrapuje się po ścianie banku, Obieżyświat zaczyna z kompasem w dłoni swoją wędrówkę wzdłuż południka 21, a Policjant salutuje i wypatruje przyszłych adeptów zawodu, wszak Szczytno to miasto policjantów.

Polska to nie tylko duże, cieszące się popularnością miasta. To także wiele mniejszych miejscowości, które potrafią zachwycić nie mniej niż te najsłynniejsze. Poprosiliśmy ich mieszkańców i osoby, dla których są to miasta rodzinne, by wam o nich opowiedziały. Tak powstał cykl "Stąd jestem", na którego kolejne odcinki zapraszamy was w sobotę co dwa tygodnie o godzinie 19.

NAZWA: Szczytno

LOKALIZACJA: Miasto w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie szczycieńskim. Historycznie leży w południowej części Mazur.

ISTNIEJE OD: Rozwinęło się ok. 1360 r. z osiedla funkcjonującego jako przedzamcze. Prawa miejskie otrzymało w 1723 r.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: Po zamku krzyżackim zbudowanym w połowie XIV w. pozostały ruiny, które obecnie są rewitalizowane. To tu Krzyżacy na kartach powieści Henryka Sienkiewicza więzili Danuśkę i zwabili Juranda ze Spychowa. W mieście od lat funkcjonuje Wyższa Szkoła Policji. Miejsce dorastania Krzysztofa Klenczona. Jest tu pomnik artysty. Szczytno można zwiedzić szlakiem Pofajdoków.

***

To tu wreszcie spotykam pozytywnie zakręconą Grażynę Saj-Klocek. Zamiast wymieniać nudne daty i historyczne wydarzenia opowiada o swoim mieście, układając słowa w rymy. Zaraża innych pasją do życia, śmiga na rolkach w wieku 60 lat i szokuje swoją dezynwolturą zadziwionych małolatów.

embed

fot. archiwum prywatne Grażyny Saj-Klocek

Fikcje literackie i miejskie legendy

Wiele osób na dźwięk nazwy Szczytno ma skojarzenie z Sienkiewiczem i lekturą szkolną. Książkowi Krzyżacy więzili w Szczytnie Danusię i zwabili do grodu jej ojca Juranda ze Spychowa. W symbolicznym miejscu tragedii ojca i córki stoi pomnik Henryka Sienkiewicza. Tym, którzy nie pamiętają fabuły książki, przypominamy, że komtur szczycieński Zygfryd de Löwe wykazał się strasznym okrucieństwem. Na jego polecenie polskiego rycerza okaleczono, pozbawiając go dłoni, obcinając język i oślepiając. To na szczęście fikcja literacka, od której i tak mimo wszystko cierpnie skóra. Historycy zwracają uwagę, że Szczytno nigdy nie było komturią, a komandorią, prokuratorią szczycieńską, na której czele stał prokurator. To Długosz wprowadził w błąd polskiego pokrzepiciela serc. Sienkiewicz przy pracy nad "Krzyżakami" czerpał z kronik wychowawcy synów Jana Kazimierza i to w nich wyczytał, że zamek w Szczytnie był komturią.

Po zamku krzyżackim w mieście zostały ruiny. Trwa właśnie ich rewitalizacja, bo władze miasta chcą przyciągnąć do Szczytna turystów, a odwołanie się do popularności powieści Sienkiewicza ma w tym pomóc. Ale Szczytno to przecież nie tylko historia tworzona przez rycerzy z czarnym krzyżem na płaszczach.

- 1 lipca świętowałam sześćdziesiąte urodziny i moja rodzina i przyjaciele z tej okazji przygotowali dla mnie niespodziankę: puzzle z mapą i pytaniami, na które musiałam odpowiedzieć. Podczas swoich urodzin odbyłam więc wędrówkę po Szczytnie - opowiada Grażyna Saj-Klocek, pozytywnie zakręcona mieszkanka Szczytna, która prowadzi bloga na łamach Kurka Mazurskiego, fotografuje i uwielbia jazdę na rolkach.

Jedno z pytań, na które jubilatka musiała odpowiedzieć, brzmiało: "Normalnie nikt by nie uwierzył, ale ty wiesz, gdzie ukryty czołg leży. Ruszaj w to miejsce bez zwłoki, tam na kolejne niespodzianki są widoki".

- Mój dziadek, tata i stryjek, kiedy spotykaliśmy się podczas rodzinnych biesiad, opowiadali, że swego czasu trzy czołgi radzieckie przeprawiały się przez zamarznięte jezioro. Dwa zdążyły przejechać, a pod trzecim pękł lód i zatonął. Ile w tym jest prawdy, nie wiadomo. Ale choć jest to miejscowa legenda, ja głęboko w nią wierzę - snuje opowieść pani Grażyna.

Czołg to oczywiście dodatek, bo jezioro Małe Domowe samo w sobie jest ważną częścią Szczytna. - Nasze jezioro to akwen, który zdobi centrum miasta. Wystarczy z głównej ulicy zrobić dwa kroki i już mamy piękny widok. Otacza je kilometrowa ścieżka, na środku jeziora tryska fontanna, która mieni się różnymi kolorami. Jest to świetne miejsce, bo można się relaksować i podziwiać widoki. Widać górujący kościół, budynek sądu i aresztu śledczego - opowiada.

Wytyczonym szlakiem nad Małym Domowym dotrzecie do Chaty Mazurskiej, czyli chaty mazurskiego rolnika z XIX w. Dwa stulecia temu została wybudowana na terenie wsi zwanej Bartna Strona, która została wchłonięta (od 1913 r.) przez miasto. Możemy zobaczyć dom zbudowany bez użycia ani jednego gwoździa, z tzw. czarną kuchnią, w której gotowano na otwartym ogniu, i przedmiotami codziennego użytku takimi jak: maselnice, tary, żelazka, obroże dla cieląt czy przyrządy do czesania lnu. Dziś Chata Mazurska jest własnością stowarzyszenia Towarzystwo Przyjaciół Szczytna.

Zabawa w chowanego

Podczas przyjęcia urodzinowego pani Grażyna wyciągnęła kolejny puzzel i kolejne pytanie: "To nie do wiary, ile już zdobyte, a drugie tyle nieodkryte. Obyś zdążyła przed zachodem słońca, idź tam, gdzie można fotografować je bez końca".

- W Szczytnie mamy również jezioro Duże Domowe [nazywane też Długim - przyp. red.], otoczone pięciokilometrową ścieżką pieszo-rowerową. W Miejskim Ośrodku Sportu można wypożyczyć rowery, kajaki czy rowery wodne. Można również zapisać się na lekcje żeglowania. Ja sama zapisałam się na taki kurs i nauczyłam się już, jak zrobić węzeł ósemkę i jak zawiązać węzeł ratowniczy. To właśnie nad Dużym Domowym znajduje się fantastyczna plaża miejska i molo. Każdego dnia cudownie zachodzi tam słońce. To prawdziwy raj dla fotografów - mówi Saj-Klocek.

embed

fot. Dziorek Rafał / Shutterstock

Mieszkanka Szczytna wyciąga kolejny puzzel i kolejne pytanie: "Tam, gdzie ruiny budują od nowa, miała miejsce sytuacja nietypowa, tam drzemkę w antykach sobie zrobiłaś, jeśli wiesz, gdzie faktycznie się ukryłaś, już zwyciężyłaś".

- Kiedy byłam małą dziewczynką, moja ciocia pracowała w Muzeum Mazurskim w Szczytnie. Zabierała nie tylko mnie, lecz także inne dzieci do muzeum. Zakładaliśmy kapcie, ślizgaliśmy się i froterowaliśmy podłogę, ale pewnego dnia zaczęliśmy bawić się w chowanego. Niewiele myśląc, schowałam się do łóżka i zasnęłam. Chyba nie muszę dodawać, że to łóżko było i jest cennym eksponatem w placówce - śmieje się pani Grażyna. - Mojej cioci nie było jednak do śmiechu. Po tym zdarzeniu już mnie niestety nie zabierała do swojej pracy.

W Muzeum Mazurskim, które mieści się w ratuszu miejskim, można podziwiać m.in. kolekcję malowanych kafli piecowych, mebli i tkanin mazurskich. Dowiecie się, jakiego sprzętu Mazurzy używali do prac na roli, w rybołówstwie, hodowli zwierząt, a także do prowadzenia gospodarstwa domowego. Szybszy niż na sąsiednich ziemiach polskich postęp cywilizacyjny sprawił, że wiele przedmiotów codziennego użytku, sprzętów i narzędzi wyszło z użytku najdalej na początku XX w. W muzeum często odbywają się wystawy lokalnych fotografów.

- Gdy przyjeżdżają do mnie goście, rozrywką jest wyprawa do muzeum, a wyzwaniem wejście na wieżę ratuszową. Ale widok na cztery strony Szczytna rekompensuje ten wysiłek - mówi mieszkanka. Punkt widokowy znajduje się w 46-metrowej wieży ratusza, więc trzeba mieć dobrą kondycję, żeby wejść na górę.

Rymowane recenzje

Urodzinowa gra toczy się dalej. Jakie kolejne pytanie wyciągnęła pani Grażyna? "Przed tobą pierwsza łatwa zagadka, w tym miejscu książek jest spora gromadka. Jeśli już wiesz, to witaj w klubie - gdy tam dotrzesz, powiedz: Czytam, bo lubię".

- Moi najbliżsi zaprowadzili mnie do biblioteki, bo należę do Dyskusyjnego Klubu Książki i przygotowuję rymowane recenzje na nasze spotkania - uśmiecha się kobieta. - Mamy tu też grupę rowerową Kręcioły. W każdą niedzielę spotykamy się na placu Juranda i zwiedzamy bliższą i dalszą okolicę.

embed

Widok na miasto, fot. ZeroJeden/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0 pl

Szlakiem Pofajdoków

Rymów w tym tekście jeszcze nie koniec, bo pani Grażyna chce oprowadzić nas szlakiem Pofajdoków i wymyśliła specjalnie na tę okazję kilka wierszyków. W różnych punktach Szczytna umieszczone zostały niewielkie figurki tzw. Pofajdoków. Kiedyś pofajdokiem nazywano na Warmii i Mazurach młodego, trochę roztrzepanego chłopaka, skorego do żartów.

- Gdy przyjeżdżają do mnie dzieci czy dorośli, zabieram ich na wędrówkę od jednego skrzata do drugiego. Każdy z nich coś innego reprezentuje. "Przed sądem stoi Pasiaczek, ubrany w więzienny kubraczek". "Koło restauracji Mazuriana szukaj z siekierą pana". "Tam gdzie PIT-y rozliczają, tam puste kieszenie mają". Nad Dużym Domowym stoi zaś Pofajdok dość porządnych rozmiarów i niektóre koleżanki mówią, że to jestem ja, bo na jednej nodze skrzat ma nartę, a na drugiej rolki. Całkiem niedawno je odkryłam i muszę pani powiedzieć, że młodzież jest zaskoczona, gdy widzą sześćdziesięciolatkę na rolkach - śmieje się pani Grażyna.

Wracając jeszcze do skrzatów. W Szczytnie znajdziemy również rycerza, znachora, ornitologa, biznesmena i policjanta, bo w mieście znajduje się Wyższa Szkoła Policji.

embed

Pofajdoki, fot. archiwum prywatne Grażyny Saj-Klocek

Kwiaty we włosach potargał wiatr

Szczytno to również Krzysztof Klenczon. Muzyk, który tworzył w Polsce scenę bigbitową, urodził się wprawdzie w Pułtusku, ale później wraz z rodzicami przeprowadził się właśnie tutaj.

- Dom, w którym się wychowywał, został odnowiony, znajduje się tam tablica upamiętniająca ten fakt. Koło Domu Kultury umieszczono jego popiersie i gitarę. Nieopodal molo postawiono pomnik Krzysztofa Klenczona, który stoi tuż obok fontanny ozdobionej wiolinowymi nutkami. Jeden z klombów przypomina żagiel, bo artysta był także zapalonym żeglarzem i w jego repertuarze nie mogło zabraknąć utworu związanego z mazurskimi jeziorami. Park i aleja w centrum miasta noszą jego imię - opowiada pani Grażyna. - 1 kwietnia mam imieniny i zwykle idę do Klenczona i wkładam mu do gitary moje imieninowe bukiety. Zauważyłam też, że inni wrzucają kwiaty wprost do fontanny. A on stoi, taki dumny, wyprostowany i myślę sobie: "Chłopie, jak fajnie, że tutaj w tym Szczytnie żyłeś" - opowiada pani Grażyna.

Warto dodać, że w Muzeum Mazurskim można obejrzeć fotografie i płyty muzyka. Miejscem, które najczęściej odwiedzają jego fani, jest grób artysty.

Krzysztof Klenczon, nazywany polskim Lennonem, jest autorem wielu przebojów Czerwonych Gitar ("Historia jednej znajomości", "Nikt na świecie nie wie", "Biały krzyż", "Wróćmy na jeziora", "Gdy kiedyś znów zawołam cię", "Kwiaty we włosach", "Powiedz stary gdzieś ty był", "Jesień idzie przez park") oraz Trzech Koron ("10 w skali Beauforta", "Port", "Czyjaś dziewczyna").

Muzyk zmarł w wieku 39 lat w Stanach Zjednoczonych. Urnę z prochami artysty złożono 25 lipca 1981 r. na Cmentarzu Komunalnym przy ulicy Mazurskiej w Szczytnie. Podczas Dni i Nocy Szczytna główny koncert nosił jego imię. Dziś artysta miałby 78 lat.

embed

Pomnik Krzysztofa Klenczona, fot. Robson90 / Shutterstock

Gabinet Wspomnień

Podczas pobytu w Szczytnie można też wsiąść do wehikułu czasu. O tej podróży nie przeczytacie w żadnych przewodnikach.

Gdy firma Społem, w której Saj-Klocek pracuje od ponad 40 lat, obchodziła 150. rocznicę obecności na ziemiach polskich, pani Grażyna postanowiła to uczcić i stworzyła Gabinet Wspomnień, a raczej wehikuł czasu, w którym każdy zainteresowany może przenieść się do początków powstania spółdzielni i prześledzić jej losy na przestrzeni lat. Wnętrze Gabinetu Wspomnień w siedzibie Społem PSS przy ul. Kościuszki wypełniają zdjęcia dawnych sklepów i pracowników, a także akcesoria i przedmioty żywcem przeniesione z tamtych czasów. Starsi poczują sentyment, ale młodzież może przeżyć wiele zaskoczeń.

embed

fot. archiwum prywatne Grażyny Saj-Klocek

W Gabinecie Wspomnień pani Grażyna stworzyła kilka stanowisk: kasę, sklep, a także sekretariat, w którym pojawiła się maszyna do pisania i korektor na miarę PRL-u. - Ten korektor to zwykła żyletka. Kiedy przychodzili młodzi ludzie, to często pytali mnie, czy wycinałam nią okienka. Nie rozumieli, że błędy trzeba było zeskrobać - wspomina kobieta.

W gabinecie pojawiły się również stoiska upamiętniające bar Miś, kawiarnię Mocca i Muszelka - miejsca niegdyś ważne w mieście. Kawę i herbatę pani Grażyna serwowała gościom w zastawie z napisem Społem.

- Nawet łyżeczki firmowe udało mi się skompletować - dodaje. - Jestem pasjonatką przeszłości i dużo mam w pamięci wspomnień.

W tym roku we wrześniu firma PSS Społem Olsztyn obchodzić będzie 75-lecie w Szczytnie.

- Powiem pani o jeszcze jednym pytaniu podczas gry urodzinowej. Brzmi ono tak: "Choćbyś zwiedziła cały świat, to jest jedno miejsce, do którego mimo upływu lat możesz wrócić i być u siebie - tam mama czeka na ciebie". Gdy przeczytałam to pytanie, trochę się wzruszyłam. Podczas mojej wędrówki zostałam zaprowadzona do własnego domu nad jeziorem Dużym Domowym, w którym spędziłam dzieciństwo - wspomina.

- Szczytno jest moim domem, miejscem, w którym kocham przebywać. Tu się wychowałam i żyję każdą sprawą, która dotyczy mojego miasta - dodaje. Po czym kończy w swoim stylu: "Sprawa to zaszczytna być mieszkanką Szczytna".

Dojazd do Szczytna:

Uważasz, że twoja miejscowość powinna znaleźć się w naszym cyklu i chcesz o niej opowiedzieć? A może znasz kogoś, kto chętnie podzieli się z nami opowieścią o miejscu, z którego pochodzi? Napisz do nas na adres podroze@agora.pl.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Stąd jestem". Znajdziesz je tutaj >>

Kontakt z autorką Urszulą Abucewicz za pośrednictwem jej Facebooka.