Lotnisko Chopina chce uniknąć tłoku. Szykują się zmiany w rozkładach lotów

Turystyka powoli wraca do życia po lockdownie. Wznowiono część lotów, biura podróży znów organizują zagraniczne wycieczki. Nadal trzeba jednak przestrzegać zaostrzonego reżimu sanitarnego. Lotnisko Chopina, w przypadku startu kolejnych kierunków, przewiduje duży wzrost połączeń i pasażerów. Chce uniknąć tłoku, w związku z czym wprowadza zmiany.

1 czerwca po kilkumiesięcznej przerwie zostały wznowione loty krajowe. Od 17 czerwca znów realizowane są rejsy międzynarodowe, choć jeszcze nie na taką skalę, jak przed wybuchem epidemii. Sytuacja jednak powoli się poprawia. Jak informuje "Puls Biznesu", 6 lipca na Lotnisku Chopina odbyło się 180 przylotów i odlotów - tylko trzykrotnie mniej niż rok wcześniej.

Zobacz wideo Jak wygląda praca wieży kontroli lotów?

W rozmowie z serwisem rzecznik lotniska Piotr Rudzki powiedział, że w związku z możliwym powrotem wakacyjnych kierunków, które cieszą się dużym zainteresowaniem, lotnisko przewiduje duży wzrost połączeń i pasażerów. "14 lipca będzie ostatnim dniem obowiązywania rozporządzenia rządowego, ograniczającego możliwość lotów międzynarodowych z niektórych krajów, w tym Turcji, Tunezji i Egiptu, czyli wakacyjnych kierunków, na które jest popyt. Jeśli zostaną otwarte, spodziewamy się dużego skoku. Zapotrzebowanie linii na sloty na koniec lipca stanowi 90 proc. tego sprzed pandemii. Dlatego musimy wprowadzić zasady, które zabezpieczą pasażerów przed tłokiem" - tłumaczy.

Rudzki dodaje, że lotnisko stara się też uniknąć sytuacji, kiedy pasażerowie musieliby czekać w samolotach na możliwość wejścia do terminalu.

Możliwe zmiany w rozkładach lotów

Prace nad wspomnianymi zasadami już trwają. Jak informuje "PB", na ostatnim komitecie koordynacyjnym z udziałem m.in. przedstawicieli ACL (koordynator slotów na lotnisku), przewoźników, lotniska oraz Urzędu Lotnictwa Cywilnego głosowano nad zmniejszeniem parametrów na warszawskim porcie lotniczym. Oznacza to, że linie lotnicze będą musiały wprowadzać zmiany w swoich rozkładach, jeśli dojdzie do nagłego wzrostu lotów. Może się to wiązać też z likwidacją niektórych połączeń, choć nie musi. Nowa zasada lokalna wejdzie w życie po podpisaniu przez prezesa ULC.

Nie wszyscy są jednak przekonani, że nastąpi tak gwałtowny wzrost ruchu. Sceptycznie podchodzi do tego m.in. szef linii Enter Air. "Nikt w branży nie przewiduje, że pod koniec lipca rynek wróci do 90 proc. normalnego ruchu. Nawet jeśli zdarzy się taki cud, to PPL ma czas, aby się do tego przygotować organizacyjnie, zamiast wprowadzać procedury administracyjne ograniczające ruch. Zamiast się cieszyć, że branża szybko odżyje, planujemy jej sztuczne zamrażanie?" - mówi Grzegorz Polaniecki "Pulsowi Biznesu".

Zobacz też: