Podkarpacie i Małopolska na weekend. Miasto zamienione w kamień i miejsca pełne cudów

W Ciężkowicach w Skamieniałym Mieście o toczącym się tu niegdyś życiu przypominają skamieniałe postaci i figury zwierząt. Znajdziemy tu Czarownicę, Cygankę czy Pustelnika. Stracił głowę dla tego miejsca Ignacy Jan Paderewski, choć miejscowa ludność uważa, że ponoć mieszkają tu złe moce. Zapraszamy na wycieczkę po Podkarpaciu i południowej Małopolsce.

W czasie naszej podróży odwiedzimy też miejsca, w których Archanioł Michał bronił ludzi podczas najazdów Tatarów, wójt żył w trójkącie, a niepozorny, genialny artysta sprzedawał swoje obrazki za grosze.

Klątwa rzucona na mieszkańców

Na południe od centrum Ciężkowic znajduje się rezerwat geologiczny Skamieniałe Miasto. Legenda głosi, że to miasto zamienione w kamień. Na mieszkańców, którzy wiedli występne życie, została rzucona klątwa i w ten sposób grzesznicy zostali ukarani na wieki. Nic dziwnego, że miejscowi mówią, że mieszkają tam złe moce. Odważni, którzy przełamywali swój strach i z duszą na ramieniu przestępowali "próg" kamiennego grodu, opowiadali potem o fantastycznych kształtach skał, odnajdując w nich zwierzęce i ludzkie figury.

Znajdziemy tu więc Czarownicę, która została zamieniona w kamień po tym, gdy złorzeczyła księdzu jadącemu do ciężko chorego człowieka. Inna legenda mówi, że w tym miejscu spotykały się na sabat czarownice i wiedźmy z całej okolicy. Biorąc pod uwagę, że u podnóża skały znajduje się tajemniczy krąg ogniskowy, może być coś na rzeczy. Cyganka oszukuje swoim wyglądem i każdy widzi w niej coś innego, Pustelnikowi jako jedynemu dobremu człowiekowi pozwolono opuścić miasto przed skamienieniem, a Ksiądz grając w kości z diabłem przegrał kościół, który również został zamieniony w skałę. Za każdą niemal wychodnią (miejsce w terenie, w którym skała wychodzi na powierzchnię ziemi) kryje się ciekawa legenda.

embed

Skamieniałe Miasto, fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta

Co ciekawe w Skamieniałym Mieście jest również Baszta Paderewskiego - skałka, w którą w 1985 r. wmurowano tablicę z okazji 125. rocznicy jego urodzin. Czy również z tym wydarzeniem można połączyć jakąś ciekawą legendę? Akurat za tą opowieścią kryją się szczere fakty. Ignacy Jan Paderewski, kiedy mieszkał w sąsiedniej Kąśnej Dolnej, postanowił kupić teren Skamieniałego Miasta. Chciał połączyć go z parkiem przy własnym dworku, a także zbudować pod skałami pensjonaty dla letników. Jednak na przeszkodzie stanęli urzędnicy z magistratu w Ciężkowicach, którzy obawiali się, że miejscową ludność może zgorszyć widok roznegliżowanych przybyszów. I tak inwestycja wielkiego Polaka nie doszła do skutku.

Rezerwat jest położony na 15 hektarach zielonej przestrzeni z rozrzuconymi gęsto zgrupowaniami skał. Położony jest ok. 700 m na południe od centrum Ciężkowic, na wzniesieniu Skała (367 m n.m.p.). Najlepiej zwiedzać Skamieniałe Miasto, idąc wzdłuż niebieskiego szlaku.

embed

Skamieniałe Miasto, fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta

Drewniane perełki - tu dzieją się cuda

Dumą Podkarpacia i południowej Małopolski jest szlak architektury drewnianej. Obiekty sakralne, budowane w konstrukcji zrębowej bez użycia gwoździa, pamiętające najazdy Tatarów, będące źródłem wielu legend i magicznych wydarzeń - koniecznie powinny znaleźć się na trasie waszej podróży. Tym bardziej, że aż 16 z nich znalazło się na liście UNESCO.

Jednym z ciekawszych obiektów jest XV-wieczny kościół pw. Michała Anioła w Haczowie. Mieszkańcy ponoć mieli tak daleko, że aby zdążyć na mszę w niedzielę, wyruszali w drogę w sobotę i nocowali w świątyni. Kościół zainspirował Mirona Białoszewskiego do napisania wiersza "Barbara z Haczowa", w którym Święta Barbara z przydrożnej kapliczki zdradza, że w kościele nie ma ani jednego gwoździa i wszystko jest z drewna. Tak jak ona.

embed

fot. paparazzza / Shutterstock

W jego wnętrzu zobaczycie XV-wieczne polichromie. Można rzec, że to właśnie na nich uczyli się czytać mieszkańcy. Poza tym malunki zachwycają artyzmem, sposobem przedstawienia i barwnymi opowieściami, które są wciąż żywe, jak choćby ta o pojawieniu się figury Matki Bożej Bolesnej w Haczowie. Miejscowa legenda mówi, że rzeźba przypłynęła do miejscowości Wisłokiem. Mieszkańcy umieścili ją w kościele i w zamian otrzymali opiekę od Maryi. Dla wiernych z Haczowa i przyjezdnych pielgrzymów cudowna figura Matki Bożej Bolesnej do dziś ma szczególne znaczenie.

Drugim z kościołów na Podkarpaciu, który znalazł się na liście UNESCO, jest kościół Wszystkich Świętych w Bliznem. Jest nieco mniejszy i nieco młodszy od świątyni w Haczowie (pochodzi z trzeciej ćwierci XV w.), ale nie znaczy to, że od niej gorszy. Piękno bowiem kryje się w środku. Polichromie, które powstawały od XV do początku XVIII w., tworzą księgę czy też Biblię Ubogich. Będąc w kościółku, warto przyjrzeć się malowidłu, które przedstawia męczeństwo świętych. Ból zadają im osoby o egzotycznych rysach twarzy. Jest to ewidentne nawiązanie do najazdów tatarskich. Podczas jednego z nich, jak mówi legenda, mieszkańcy wsi mieli niezwykłego opiekuna - Michała Archanioła, który przepędził najeźdźców i uwolnił więźniów. Choć Tatarzy ponieśli klęskę, to wzięli w jasyr 60 osób.

embed

fot. Arkadiusz Fajer / Shutterstock

W bocznym ołtarzu stoi figura Matki Bożej Królowej Pełnej Łaski. Ocalała cudem Madonna wyszła ponoć spod rąk Wita Stwosza ok. 1515-1520 r. Mistrz rzeźbił ją, wzorując się na rycinie Albrechta Durera.

Marię wzięto w jasyr. Została sułtanką

Tuż przy ukraińskiej granicy, w zacisznym miejscu w Radrużu, znajduje się jedna z najstarszych drewnianych świątyń obrządku wschodniego zachowanych na terenie Polski - cerkiew pw. św. Paraskewy. Wydzielono w niej babiniec, w którym modliły się kobiety, nawę przeznaczoną dla mężczyzn i prezbiterium - miejsce dla służby liturgicznej. Jeśli chodzi o wnętrze, można podziwiać polichromie z XVII w. i ikonostas.

Cerkiew często była schronieniem dla mieszkańców przed najeźdźcami. Podczas jednego z najazdów w jasyr została wzięta Maria Dubniewiczowa - żona wójta. Kobiecie udało się zdobyć wysoką pozycję u Tatarów i została sułtanką. Po 27 latach uciekła z niewoli i wróciła w rodzinne strony. Jakież było jej rozczarowanie, gdy po powrocie okazało się, że jej mąż ożenił się z inną.

Tyle fakty, dalej wkraczają już legendy i domysły. Ponoć wójt, Wasyl Dubniewicz, był tak nieszczęśliwy z powodu posiadania dwóch żon, że poprosił o pochówek pod progiem cerkwi. Miała być to forma wiecznej pokuty. Wierni, wchodzący do świątyni, nadeptywaliby na jego grób. Jak podaje portal podkarpackie.travel.pl w tekście dotyczącym świątyni w Radrużu, przy samym bocznym wejściu znajduje się wprawdzie mogiła, ale nie Wasyla, lecz ojca - Eljasza Dubniewicza. Z kolei Janina Kulczycka, przewodniczka po cerkwi w Radrużu, w rozmowie z rzeszowską Gazetą Wyborczą twierdzi, że jest to właśnie nagrobek zdruzgotanego męża żyjącego w trójkącie - Wasyla Dubniewicza.

W Chotyńcu, gdzie stoi cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, żywa jest legenda o Matce Boskiej, która palcem pokazała, w którym miejscu powinna stać świątynia. Prośbę Madonny spełniono, do zmiany lokalizacji zaprzęgnięto woły, które przeciągnęły drewniany obiekt we wskazane miejsce i tak stoi do dzisiaj. Cerkiew zachwyca proporcjami i smukłością. Dachy wieńczą kopuły, a malowniczości budowli dodaje galeria, która z trzech stron otacza babiniec. To rozwiązanie bardzo rzadkie, które spotykane jest jedynie w najstarszych cerkwiach. W latach 90. odremontowano XVII-wieczną świątynię i po pokryciu gontem odzyskała dawny blask. Odbywają się w niej nabożeństwa.

embed

fot. milosk50 / Shutterstock

O cudownej lokalizacji innej świątyni, gotyckiego kościoła pw. św. św. Filipa i Jakuba w Sękowej krążą legendy. Obiekt leży bowiem w zakolu kapryśnej górskiej rzeczki Sękówki, więc łatwo o zalanie i powódź. Zwykle tego typu obiekty były budowane na wzniesieniach. Dlaczego kościół stanął nad wodą? Według podania surowce do budowania świątyni gromadzone były w innym miejscu, ale co noc "same powracały" nad Sękówkę. Wreszcie budowniczowie musieli dać za wygraną. Co ciekawe, obiekt ani razu nie został zalany. Ucierpiał natomiast podczas I wojny światowej. Zniszczeniu uległo wówczas większość XVI- i XVII-wiecznego wyposażenia. Po odzyskaniu niepodległości świątynia została odbudowana i dziś można ją podziwiać w pełnej krasie.

Łemkowie. Zachowali swoją tradycję

Przemierzając tereny Beskidu Sądeckiego, Małych Pienin i Beskidu Niskiego, koniecznie zajrzyjcie do tych miejsc, które związane są z Łemkami i w których przetrwała kultura górali karpackich.

embed

Beskid Niski, fot. Jurek Adamski

Co roku od prawie 30 lat w połowie lipca Łemkowie z Polski, Ukrainy i Słowacji przyjeżdżają do Zdyni, aby kultywować swoją tradycję, posłuchać występów zespołów folklorystycznych, zjeść tradycyjne potrawy, a wieczorem przy ognisku pośpiewać łemkowskie pieśni. Ten radosny festiwal, który odbywa się pod nazwą Łemkowska Watra, w tym roku na szczęście nie został odwołany z powodu koronawirusa, ale impreza odbędzie się w nieco innej formule. Koncerty transmitowane będą przez internet.

embed

Łemkowska Watra, fot. Paweł Piotrowski / Agencja Gazeta

Najbardziej znanym przedstawicielem tej grupy etnicznej jest Nikifor, a właściwie Epifaniusz Drowniak, artysta prymitywista, który mieszkał i tworzył w Krynicy-Zdroju. Aby przeżyć, malował obrazki, które sprzedawał za grosze. Jego twórczością zachwycił się Andrzej Banach, który w dużym stopniu przyczynił się do popularyzacji prac Nikifora. To za jego sprawą o artyście-samouku dowiedział się świat. Prace Nikifora można podziwiać w Krynicy-Zdroju, w zabytkowej willi "Romanówka", w której działa Muzeum Nikifora.

Łemkowie pozostawili po sobie również kilka cerkwi, które wyróżniają się baniastymi hełmami. Jedną z ciekawszych cerkiew św. Michała Archanioła w Turzańsku. To, co ją wyróżnia, to na pewno ikonografia. Josyf Bukowczyk, tworząc polichromie, ukazał Łemkowszczyznę, a także lud zamieszkujący te tereny.

embed

fot. Pecold / Shutterstock

Inne połemkowskie cerkwie odnajdziecie w Powroźniku (cerkiew św. Jakuba Młodszego Apostoła), Owczarach (cerkiew Opieki Bogurodzicy), Kwiatoniu (Cerkiew św. Paraskewy) i w Brunarach (cerkiew św. Michała Archanioła). Wszystkie znalazły się na liście UNESCO.

Hucuły - gwiazdy polskiego kina

W Regietowie, malutkiej wiosce położonej u stóp Góry Rotundy w Beskidzie Niskim, znajduje się Stadnina Koni Huculskich "Gładyszów". Te niewielkie koniki są jedną z najstarszych polskich ras. Są potomkami różnych typów koni: tatarskich, arabskich, tureckich i konia Przewalskiego. Nazwę zawdzięczają góralom Hucułom. Najlepiej zobaczyć je na żywo w Regietowie, ale koniki można było podziwiać też w polskich filmach, m.in. w "Ogniem i mieczem", "Bitwie Warszawskiej", "Quo Vadis" czy w "Starej Baśni".

Warto dodać, że gwiazdą ośrodka jest ogier Jasmin, pięciokrotny medalista wystaw krajowych. Kompleks hotelowy z karczmą znajdujący się na terenie ośrodka nazwany został jego imieniem. W 2011 r. powstała Izba Tradycji, która przybliża historię stadniny oraz ludzi zasłużonych dla jej rozwoju.

Chasydzi i koronki

Pisaliśmy o cerkwiach i kościołach - w Bobowej zaś znajduje się XVIII-wieczna synagoga, do której pielgrzymują Żydzi z całego świata.

Mieszkała tu chasydzka rodzina Halberstamów. W drugiej połowie XIX w. osiedlił się tutaj Salomon ben Natan Halberstam, który założył szkołę talmudyczną, a następnie rozwinął ośrodek chasydzki. Uważany był wręcz za półboga i cudotwórcę. Po jego śmierci cadykiem w Bobowej został jego jedyny syn - Bencjon Halberstam, sławny w okresie międzywojennym. Jego inicjatywy patriotyczne powodowały, że poważały go również władze świeckie. Ciekawostką jest, że zasłynął jako kompozytor melodii chasydzkich. Z Holocaustu ocalał jedynie syn, Bena, dzięki któremu dynastia bobowskich cadyków zachowała ciągłość. Dziś sławna jesziwa Halberstamów działa w Nowym Jorku.

embed

Synagoga w Bobowej, fot. Jerzy Opioła/Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0

W czasie okupacji synagoga została zdewastowana, a po II wojnie zaadaptowano ją na warsztaty tkackie miejscowej szkoły. Uchodzi za jedną z piękniejszych w Polsce. Dookoła widać nieodsłonięte jeszcze dekoracje malarskie. Na żydowskim cmentarzu znajduje się macewa cadyka Salomona ben Natana - twórcy szkoły talmudycznej.

Miejscowość słynie także z koronek klockowych. Od niepamiętnych czasów kobiety z Bobowej trudnią się ich wyrabianiem. Powstają przez wiązanie wielu nici lnianych nawiniętych na szpulkowo zakończone, toczone na okrągło klocki drewniane. Poszczególne nici kolejno zaczepia się o szpilki wpięte w poduszkę z umieszczonym na niej wzorem. Następnie przeplata się raz gęściej, raz rzadziej w zależności od rodzaju koronki.

Podkarpacie szlachcianki w XIX w. obowiązkowo musiały mieć w wyprawie ślubnej bieliznę ozdobioną charakterystycznymi koronkami. Od 20 lat w Bobowej w październiku organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej. Wydarzeniu towarzyszy pokaz mody i warsztaty nauki wyrabiania koronek.

Kontakt z autorką Urszulą Abucewicz za pośrednictwem jej Facebooka.