Tłumy ludzi podczas długiego weekendu. Niektórzy zapomnieli, że epidemia się nie skończyła

W miniony długi weekend Polacy ochoczo ruszyli w góry, nad morze czy na szlaki turystyczne. W wielu miejscach było tak tłoczno, że trudno było zachować odpowiedni dystans. Rzadko na twarzach zwiedzających widać było również maseczki.

Długi weekend czerwcowy za nami. W końcu zrobiło się naprawdę ciepło, a letnia pogoda i możliwość wypoczynku po kilku miesiącach izolacji sprawiły, że Polacy ochoczo ruszyli zwiedzać kraj. 

- W niedzielę wracaliśmy z Sopotu. Kolejka do bramek na autostradzie w okolicach Torunia była tak długa, że na przejazd czekało się ponad godzinę. Zdecydowaliśmy się pojechać bocznymi drogami, żeby nie stać tyle czasu - opowiada nam Justyna, która długi weekend spędziła w Trójmieście. 

Dodaje, że w samym Sopocie od czwartku do soboty na plażach nie było dużego tłoku, bo pogoda nie była idealna. - Więcej osób spacerowało po deptaku. Dopiero w niedzielę pojawiły się większe tłumy. Tłoczno było też na gdańskiej starówce, dlatego staraliśmy się ją omijać. Za to w Toruniu było bardzo spokojnie - mówi.

Zobacz wideo Tłumy słuchały Trzaskowskiego w Poznaniu. Co z zaleceniami epidemiologów?

To, co jednak martwi najbardziej, to fakt, że ludzie zdają się nie pamiętać, że wciąż nie uporaliśmy się z epidemią. - Na ulicy i plaży maseczek nie miał nikt. W sklepach prawie nikt. Generalnie ja z moim chłopakiem byliśmy odludkami, gdy wchodziliśmy gdzieś w maskach - dodaje Justyna.

O dużej liczbie wypoczywających mówi też w rozmowie z Polsat News Krzysztof Jaworski z WOPR Legionowo, który odniósł się do tłumów nad Zalewem Zegrzyńskim pod Warszawą. "Pojawiło się bardzo dużo użytkowników, bardzo dużo ludzi na plażach, bardzo dużo łodzi" - mówi.

Mnóstwo osób na Krupówkach, ludzie bez maseczek

W górach nie było lepiej. Grzegorz Biedroń z Małopolskiej Organizacji Turystycznej powiedział Polsat News, że dużo osób odwiedziło parki narodowe, rezerwaty czy szlaki architektury drewnianej.

"Gazeta Krakowska" już w czwartek informowała, że po Krupówkach spaceruje mnóstwo turystów, a na parkingach w centrum znalezienie wolnego miejsca graniczy z cudem. Z kolei na fanpage'u Aktualna sytuacja w Tatrach opublikowane zostało zdjęcie korka na drodze do Palenicy Białczańskiej, który zaczynał się od Wierchporońca. W poście poinformowano także, że już o 8:45 na Łysej Polanie nie było wolnych miejsc parkingowych.

Redaktorzy "Gazety Krakowskiej" zwrócili uwagę, że praktycznie nikt nie nosił maseczki, mimo że tłumy były naprawdę spore. Ludzie nie zachowywali też odpowiedniego dystansu społecznego. "Niestety, ludzie zapomnieli, że mamy pandemię koronawirusa" - piszą.

Nakaz noszenia maseczek został przecież jednak zniesiony 30 maja. Od tego dnia już nie trzeba zakrywać ust i nosa w przestrzeni otwartej. Ktoś mógłby więc zapytać, o co tyle hałasu? Otóż o to, że duża część osób zapomina o istotnym warunku.

Usta i nos musisz zasłonić w przestrzeni otwartej, gdy nie masz możliwości zachowania dwóch metrów odległości od innych, a także w przestrzeni zamkniętej - np. w sklepach, w komunikacji zbiorowej

- głosi komunikat na rządowej stronie gov.pl/koronawirus. W niektórych miejscach utrzymanie odległości nie było możliwe. Nie mówiąc już o pomieszczeniach zamkniętych, gdzie nakaz wciąż obowiązuje, niezależnie od tego, czy da się zachować bezpieczny dystans.

Wciąż trzeba pamiętać, że epidemia się nie skończyła. Liczba zakażeń nie spada, kilka dni temu odnotowano nawet dzienny rekord - 8 czerwca potwierdzono 599 przypadków zachorowań, najwięcej od początku epidemii. Łącznie w Polsce zachorowało już 29 788 osób. Zmarło 1256, wyleczonych zostało 14 383.