"Szwecja jest przepełniona! Nie przyjeżdżajcie do nas!". Dlaczego szwedzki nacjonalizm rośnie w siłę?

Dlaczego w kraju, który uznawany jest za jeden z najbardziej tolerancyjnych i otwartych w Europie, rośnie w siłę nacjonalistyczna partia Szwedzkich Demokratów? Dlaczego płonęły obozy uchodźców? Wiktoria Michałkiewicz postanowiła zbadać ten temat, rozmawiając z przedstawicielami partii, ich zwolennikami, imigrantami, a także zagłębiając się w różnego rodzaju dokumenty w szwedzkich archiwach. Efekt jej pracy możemy poznać w książce "Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie".

Urszula Abucewicz, Podróże Gazeta.pl: Rasizm to codzienność w szwedzkiej polityce?  

Wiktoria Michałkiewicz: Nie powiedziałabym, że to jest codzienność. Szwedzi są wyważeni. W ostatnich latach pojawiły się spolaryzowane opinie na temat imigracji. Wraz z wzrastającym poparciem Szwedzkich Demokratów zmienia się język i sposób, w jaki opisywane są problemy szwedzkiego społeczeństwa.  

Za ich sprawą w debacie publicznej na dużą skalę pojawiły się problemy dotyczące imigracji, kwestii ekonomicznych, obciążenia budżetu czy polityki azylowej. Ale w szwedzkiej polityce nadal niemile widziane, a nawet piętnowane, są poglądy rasistowskie. Świadczy o tym choćby strategia pozostałych partii politycznych, które po wyborach w 2018 r. utworzyły koalicję ponad tradycyjnymi blokami, żeby uniemożliwić SD realny wpływ.

Jak piszę w książce, w listopadzie 2019 r. SD osiągnęło w sondażach rekordowe poparcie na poziomie 24 proc., co dało im pierwsze miejsce wśród wszystkich partii. Podobnie w lutym 2020 r. - SD było liderem. Teraz to poparcie spadło na rzecz Socjaldemokracji, ponieważ Szwedzi akceptują działania swojego rządu podczas pandemii. Niemniej jednak SD wciąż ma swoich zwolenników. Nadal słupki sondażowe pokazują ok. 20 proc. Patrząc jednak "globalnie" na ostatnią dekadę, w latach 2010-2020 poparcie systematycznie wzrasta.

Wiktoria Michałkiewicz, autorka książki 'Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie'Wiktoria Michałkiewicz, autorka książki 'Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie' archiwum prywatne Wiktorii Michałkiewicz

A czy rasizm jest obecny w szwedzkiej codzienności? 

Jeżeli takie poglądy znajdują swoją reprezentację w oficjalnej strukturze, to zaostrzają się zachowania. Są podziały w Szwecji. To na pewno. 

Zdarza się na przykład, że osoby o ciemnym kolorze skóry nie są wpuszczane do klubów - opowiadali mi o tym znajomi, którym przydarzyły się takie sytuacje. Osoby, które pochodzą z krajów muzułmańskich lub mają nieszwedzkie imiona, miewają trudności ze znalezieniem pracy. Pojawiły się badania, które mówią o dyskryminacji na rynku pracy.  

Zdarzają się obraźliwe komentarze, ataki na meczety, domy modlitwy czy obozy dla uchodźców, o czym piszę w książce. To nie są odosobnione przypadki. Dla wielu osób to jest codzienność życia w Szwecji. Na pewno te podziały się bardzo zaostrzyły. 

Lider SD Jimmie Akesson w marcu pojechał na granicę Turcji z Grecją i rozdawał ulotki z hasłem "Szwecja jest przepełniona! Nie przyjeżdżajcie do nas!". Jaka była reakcja w kraju na jego zachowanie? 

Szwedzi doskonale znają historię tej partii, wiedzą, że wywodzi się z organizacji faszystowskich. Różne incydenty miały też miejsce w ramach jej szeregów.  

Akesson w każdej debacie mówi, że Szwecja nie może przyjąć więcej uchodźców, a to, że tam pojechał przez większość polityków opisywane było jako żenujące. Pokazuje stosunek tej partii do imigracji. Osią ich programu wyborczego jest zatrzymanie imigracji, więc pojechał tam, żeby zatrzymać uchodźców na granicy. 

Zobacz wideo Dwa miesiące ciągłych nalotów zmieniło Wschodnią Ghutę w miasto ruin

W programie Szwedzkich Demokratów jest również pozbawienie praw Saamów, zaostrzenie aborcji czy powrót do tradycyjnego modelu rodziny.  

Jeździłam na wiece wyborcze, podchodziłam do zwolenników biorących w nich udział i pytałam ich o inne punkty programu Szwedzkich Demokratów, a nie tylko te dotyczące imigracji. Co ciekawe, większość z nich nie miała pojęcia, że SD chce zmienić politykę rodzinną.  

W Szwecji równouprawnienie jest bardzo silne. Nie sądzę, żeby tak radykalne zmiany się przyjęły. Na pewno w debacie publicznej ten punkt programu nie jest eksponowany. 

Kobiety, które są bardziej aktywne w partii, są zwolenniczkami wizji tradycyjnego modelu rodziny. Mówiły mi, że nie przeszkadza im powrót kobiety do tradycyjnej roli. Podkreślały, że dzięki tym zmianom rodzina ma zyskać mocniejszą pozycję w społeczeństwie.  

Kiedy zbierałaś materiały do książki i mówiłaś swoim znajomym, że spotykasz się z przedstawicielami tej partii, często zadawali ci pytanie, jak możesz z nimi rozmawiać?

Reakcje moich znajomych były mieszane. Natomiast ja podchodziłam do tego tematu bardziej analitycznie, nie tak emocjonalnie. Chciałam zrozumieć, dlaczego niektóre osoby widzą coś atrakcyjnego w nacjonalistycznej idei, w takim kraju jak Szwecja, którą kojarzymy z zupełnie innymi wartościami.  

Większość z nich okazała się zupełnie zwyczajnymi osobami. Nie rozmawiałam z ekstremistami czy faszystami, tylko ze zwolennikami partii, która weszła do mainstreamu. Zostali do niej przyciągnięci wizją odbudowania wspólnoty.  

Rozmawiałam z emerytami, którzy skarżyli się na niższe emerytury, z ludźmi, którzy czuli się wykluczeni, bo nikt wcześniej się nad nimi nie pochylił. Nie chciałam się z nimi konfrontować, raczej poznać ich historie i motywacje. Interesował mnie rozwój tej idei w Szwecji, a także pewne wyparcie czy też zapomnienie, że tego typu poglądy istniały w tym kraju zawsze, tylko nigdy nie były obecne w głównym nurcie. 

Wielu członków Szwedzkich Demokratów wywodzi się z organizacji nazistowskich. 

Nikt z moich rozmówców nie był członkiem organizacji faszystowskiej, natomiast wszyscy znają historię tej partii. To fakty, o których wielokrotnie przypominali szwedzcy dziennikarze, więc nie jest to żadna tajemnica.  

Większość osób, która na nich głosuje, szuka wspólnoty, idei, która łączy. To niekoniecznie musi oznaczać, że są faszystami. Owszem, jeśli ta droga prowadzi przez wykluczenie imigrantów, czy szeroko rozumianych "innych", to pojawia się cienka granica, kiedy poglądy stają się faszyzujące i zaczynają stawać się niebezpieczne.  

Druga strona sceny politycznej zaczyna się zastanawiać, jak zagospodarować energię ludzi głosujących na SD, bo rzeczywiście ich program jest radykalny. Można w nim znaleźć nie tylko hasła o zatrzymaniu imigracji, lecz także o ograniczeniu wolności obywatelskich, w tym wolności słowa. Członkowie tej partii mówią, że są dyskryminowani w prasie i jak tylko obejmą władzę, to wprowadzą swój porządek. To jest sygnał, jaki system chcieliby widzieć. 

Można się zastanawiać, dlaczego socjaldemokraci przez lata sprawujący władzę w Szwecji nie zauważyli takich tendencji w swoim kraju. To też jest ich zaniedbanie.  

Szwedzcy Demokraci kiedyś mieli pochodnię w kształcie płonącej szwedzkiej flagi w swoim logotypie. Dziś niewinny niebieski kwiatek. To przylaszczka. Piszesz, że przylaszczka w zbyt dużej ilości może być trująca. 

Jimmie Akesson, czyli obecny przywódca Szwedzkich Demokratów, jest świadomym politykiem, który bardzo sprytnie manipuluje i programem i tym, co pokazywane jest na zewnątrz. 

Kiedy został przewodniczącym tej partii w 2005 r., rok później doprowadził do rebrandingu. Zmienił logotyp na jeden kwiatek i wprowadził też zasadę, że osoby, które otwarcie będą manifestowały swoje nazistowskie poglądy, będą usuwane z partii. Jasno się wyraził, że tego typu opinie nie mogą być eksponowane, bo jego celem jest stworzenie partii mainstreamowej, która trafi do wszystkich Szwedów. I to udało mu się bardzo dobrze, bo formułowanie przekonań w radykalny sposób w ogóle by się nie przyjęło w tym kraju. 

Moim zdaniem największym sukcesem Akessona jest przechwycenie języka socjaldemokratów, ale też odwołanie się do tych emocji, które są Szwedom bliskie. Co niestety dla Szwecji może się skończyć bardzo kiepsko.

Jimmie Akesson, przewodniczący Szwedzkich DemokratówJimmie Akesson, przewodniczący Szwedzkich Demokratów Poltikerveckan Almedalen / Wikimedia Commons / CC BY-SA 2.0

Mówisz o pojęciu Domu Ludu? 

Między innymi. Akesson przejął pojęcie folkhemmet, czyli Dom Ludu, ze słownika socjaldemokracji. Jest narodowcem, a cytuje przewodniczącego socjaldemokracji - może się to wydawać zaskakujące. Robi to, bo wie, że ludzie kojarzą to pojęcie z najlepszymi czasami w Szwecji. Kiedy więc zabrał socjaldemokratom ich własny słownik, okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ludzie zaczęli na nich głosować, bo widzą w nich zastępstwo dla socjaldemokracji.  

U socjaldemokratów Szwecja miała być domem, w którym różnice klasowe nie mają znaczenia. Ale też folkhemmet był domem narodu. Jednego narodu szwedzkiego.  

Dużo piszę o pojęciu idei Domu Ludu, bo moim zdaniem jest to klucz do zrozumienia szwedzkiej tożsamości. Pojęcie, którego użył pierwszy przywódca szwedzkiej socjaldemokracji Per Albin Hansson na początku swoich rządów, stworzyło Szwecję. Zjednoczyło ideologicznie Szwedów ponad podziałami.  

Stało się to po trosze dlatego, że Hansson zabrał je z kolei konserwatystom i użył do swoich celów. Mogą być więc dwie wersje, że może to być dom obywateli - osób różnego typu albo dom rozszerzony na rodzinę, realizujący konserwatywną wizję społeczeństwa, połączonego metaforycznymi więzami krwi. Socjaldemokraci już nie odwołują się do pojęcia Domu Ludu, bo oni po prostu zbudowali Szwecję na nowo: równościową, tolerancyjną i zamożną.    

Akesson natomiast odwołuje się do czasów świetności Szwecji, do czasów szwedzkiej prosperity i też do pamięci ludzi, którzy byli zaangażowani w budowanie Domu Ludu. Imigranci nie brali udziału w tworzeniu tego nowego ładu, więc nie mogą - zdaniem SD - korzystać z tych wszystkich profitów. Trzeba więc wprowadzić większe obostrzenia i określić, kto i na jakich zasadach może przyjechać do Szwecji, kto może w niej mieszkać i pracować. Pojawia się również kwestia szwedzkiej tożsamości - kto jest uznawany za Szweda, a kto nie. 

Realizowanie koncepcji Domu Ludu wiązało się z transformacją kraju, ale też i człowieka. Wyburzono całe dzielnice, stawiano nowe domy. Stworzony został nowy porządek w Szwecji. Czy właśnie coś takiego teraz dzieje się w tym kraju? 

Tworzenie Domu Ludu było w pewnym stopniu radykalnym posunięciem i też ma swój rewers. Choć w czasach socjaldemokracji działania te były bardziej subtelne, ponieważ szwedzkie społeczeństwo było wtedy jednolite. Trzeba też przyznać, że to nie był bogaty kraj, wzbogacił się w latach 40. i 50., wpisując się w powojenny optymizm. Dzięki temu socjaldemokraci mogli spełnić wszystkie swoje obietnice.  

Ludzie widzieli, że coś się zmienia, że dostają mieszkania komunalne, że wzrastają zarobki, że mają samochody, że w porównaniu do Europy świetnie sobie radzą. Podziały się zniwelowały, bo rząd sprawił, że wszystkim było dobrze. Wszyscy byli zjednoczeni ideą postępu.  

Kiedyś nie trzeba było się zastanawiać, kim jest Szwed, komu przysługuje zasiłek, a komu nie, ale obecnie obraz najlepszego kraju na świecie zaczął się odrobinę chwiać. I Akesson świetnie to wyczuwa. Mówi, że możemy znowu być najlepsi, ale musimy ograniczyć przypływ ludzi i sprawdzić, kto będzie w tej "najlepszości" brać udział. Redefiniuje szwedzką tożsamość i odwołuje się do emocji wielu osób. Jak pokazują sondaże - jest to skuteczna metoda.  

W tym nowym Domu Ludu za Szweda będzie uważało się tego, kto jest Szwedem w oczach innych. To jest bardzo subiektywne i daje furtkę do wielu nadużyć.  

Rozmawiałam z wieloma osobami i pytałam, kim ten Szwed miałby być. I rzeczywiście pojawia się stereotypowy obraz, że jest to osoba cicha, spokojna - na przykład nie krzyczy w supermarkecie w kontraście do imigrantów - zna język szwedzki i wyznaje religię chrześcijańską.  

Stereotypy zazębiają się ze sobą, ale oczywiście nie ma obiektywnej definicji szwedzkości, bo jest to kategoria bardzo abstrakcyjna. Politycy i zwolennicy SD chcieliby np., żeby taka osoba identyfikowała się ze Szwecją i znała jej historię, ale z moich rozmów wynikało, że to imigranci często znają lepiej historię Szwecji od Szwedów. Czy to kryterium wystarczyłoby, żeby uznać imigranta z Syrii za Szweda, tego nie wiadomo. A być może wystarczy kolor skóry? I tu pojawia się niebezpieczeństwo wielu nadużyć. Otwiera się droga do dyskryminacji.  

Można więc stworzyć definicję, a potem na bieżąco wybierać elementy, które będą nam pasować do układanki, kto będzie przynależeć do tej grupy, a kto nie. 

Twoi rozmówcy nie ukrywają, że są nacjonalistami. Mylą to pojęcie z patriotyzmem. Nie widzą negatywnego znaczenia tego słowa? 

Kiedy pytałam, czym jest nacjonalizm, słyszałam o przywiązaniu do kraju, do współobywateli, do swojego miejsca. Oni nie widzą różnicy pomiędzy hermetycznym nacjonalizmem a troską o ojczyznę.  

Mówią o "otwartej szwedzkości", która oznacza, że osoba, która się dostosuje, mogłaby być uznawana za Szweda. Czyli szwedzkość nie zależałaby od miejsca urodzenia, ale od aktywnego wyboru danej osoby i decyzji o tym, czy żyje według szwedzkich obyczajów i wartości, czy nie. Ale pojawia się pytanie, czym są obyczaje i wartości, które składają się na szwedzkość i kto o tym decyduje. Na ten moment to jest głównie język, zrozumienie obyczajów, praktykowanie religii w prywatnym miejscu bez manifestowania jej, znajomość historii czy dopasowanie się do życia społecznego. To jest na razie retoryka, w praktyce może być zupełnie inaczej.  

W swoje książce piszesz, że te idee nie są czymś nowym w tym kraju. Odwołujesz się do idei czystości rasy, która nota bene powstała w Szwecji.  

Pisał o tym Zaręba Bielawski w "Higienistach". Dużym zaskoczeniem było dla mnie dotarcie do materiałów, które opisują badania antropologiczne, o których Zaremba tylko wspomina. Udało mi się dotrzeć do materiałów dziewiętnastowiecznych i przedwojennych i nagle zorientowałam się, w jakim stopniu szwedzcy naukowcy byli zaangażowani w badania nad "rasą". Gustaf Retzius zbierał czaszki z całego świata, mierzył je, opisywał i katalogował. Uważał, że najpiękniejsze są czaszki szwedzkie, a Skandynawowie zostali obdarzeni najlepszymi właściwościami duchowymi.   

Do II wojny światowej te idee w Szwecji były obecne i dosyć mocne, bo jeżeli państwo powołuje pierwszy na świecie Instytut Higieny Rasy, to o czymś to świadczy. Instytut otwarto w 1921 r.  

Idea czystości rasy została włączona w ideę produktywności. Cały czas zastanawiano się, jak stworzyć wydolny system, który będzie wspierał wszystkich obywateli. Praca była gloryfikowana w tamtym czasie, a osoby, które nie były produktywne i nie miały możliwości łożenia do wspólnego garnuszka, były pod czujną obserwacją państwa. Wprowadzono też działania zmierzające do ograniczenia liczebności tych osób. Niepełnosprawni czy kryminaliści byli poddawani silnym represjom, a nawet przymusowym sterylizacjom. 

Piszesz, że wysterylizowano w Szwecji prawie 63 tys. osób. Proceder trwał do 1975 r. Szwedzcy cyganie, tzw. tattare, też byli poddawani tym zabiegom. Wspominasz też o ataku mieszkańców na ludzi wędrownych.

Tak jak Saamowie byli dyskryminowani rasowo, tak i tattare. Dlaczego? Bo żyli na marginesie szwedzkiego społeczeństwa - i dosłownie i w przenośni. Ich obyczaje były odmienne od szwedzkich, mieszkali też często na obrzeżach miast.

Tattare prawdopodobnie wywodzą się od Romów, ale nie ma na ten temat stuprocentowej pewności. Można powiedzieć, że to szwedzka linia Romów, która od wieków mieszka na tym terenie. W ich tradycji było przemieszczanie się, choć z drugiej strony usuwano ich z różnych miejsc, w których próbowali się zatrzymać, co zmuszało ich do bycia w drodze.

Zarzucano im, że pobierają zasiłki albo że trudnią się przestępczością i są niebezpieczni, ale państwo szwedzkie, wprowadzając ograniczenia ich osiedlania się, uniemożliwiało im podjęcie stałej pracy. Było to więc zamknięte koło.

Pogrom, o którym piszę, zdarzył się w Jönköping, w której żyła spora społeczność tattare.  Różne wątki i lokalne konflikty sprawiły, że nastąpił wybuch przemocy i osoby te zostały z miasteczka wypędzone.

W 2015 r. zaś płonęły obozy uchodźców, meczety, miejsca modlitwy. Szwedzkie media milczały na ten temat.  

Szwedzkie media opisywały te zjawiska, ale jako suche fakty. To jest właśnie ta druga strona medalu. Zdarza się, że zjawiska, które nie pasują do optymistycznego obrazka, są pomijane albo omawiane zdawkowo. Temat wprawdzie nie zaistniał w przestrzeni publicznej na dużą skalę, ale minister spraw wewnętrznych podjął decyzję o utajnieniu listy miejsc, w których uchodźcy mieli być ulokowani. Można powiedzieć, że nawet w kryzysie dla Szwedów priorytetem jest pielęgnowanie obrazu własnego kraju, który posiada umiejętność znajdowania najlepszych rozwiązań, jest innowacyjny czy najlepszy na świecie. Kiedy w 2010 r. SD przekroczyło próg wyborczy, zaczęto podejmować trudne tematy, zorientowano się, że nie można ich zamiatać pod dywan.  

Czy niedługo obraz Szwecji tolerancyjnej i otwartej może przejść do przeszłości? 

Pytanie, czy Szwecja zawsze była tolerancyjna i otwarta? Zależy, gdzie mamy soczewkę. Szwecja oczywiście ma tradycje otwartości i tolerancyjności w kontekście swobód obywatelskich, wolności słowa, polityki azylowej czy równouprawnienia. Powstały rozwiązania, które są jednymi z najskuteczniejszych na świecie, więc tego Szwecji nie można odebrać, a wręcz można się od niej uczyć.  

Ale ta druga strona medalu, druga twarz Szwecji też istnieje. Chciałam pokazać, że tak jak w każdym społeczeństwie, w Szwecji funkcjonują różne poglądy, idee i historie. Mam nadzieję, że Szwedzi, którzy znani są z tradycji konsensusu, zaczną dyskutować o sprawach dla nich niewygodnych właśnie po to, żeby ta szwedzkość pozostała taka, jaką lubimy, czyli otwarta, tolerancyjna i równościowa. Ale też żeby ten obraz był bardziej realistyczny, a nie tylko zerojedynkowy. Identyfikując różne zjawiska, można sprawdzić, o co w nich chodzi, znaleźć rozwiązania i rozmawiać dalej.   

Kontakt z autorką wywiadu Urszulą Abucewicz za pośrednictwem jej Facebooka.