Karnawał w Nadrenii: śnieżynki i książęta

Karnawał w tym roku wyjątkowo krótki, więc zamiast do dalekiej i drogiej Brazylii czy bliższej, ale ciasnej Wenecji zachęcam do wizyty w Nadrenii. Tam to się ludzie potrafią bawić!

Od pierwszych dni karnawału Nadrenię przemierzają orszaki Śnieżynek w towarzystwie świeżo wybranych książęcych par. Swoich książąt wybiera każda większa wieś, a dzielnice większych miast osobno przygotowują się do świętowania. Konkurencyjne pochody spotykają się w ostatni weekend karnawału na głównym placu, aby razem się bawić.

Przygotowania zaczynają się z paromiesięcznym wyprzedzeniem. Jest okazja, aby pokazały się miejscowe zespoły amatorskie i rodzimi wesołkowie, czasem uda się ściągnąć znaną gwiazdę heim musik. Im więcej atrakcji, tym impreza kosztowniejsza. A "zabezpieczenie środków" to zmartwienie książęcej pary. Nic więc dziwnego, że do tych ról, cieszących się ogromnym prestiżem, wybiera się osoby o zasobnych portfelach (niektórzy latami oszczędzają albo zaciągają pożyczki). A wydatki są poważne. Po pierwsze, kostium. Książęcą parę łatwo poznać, bo od lat ubiera się z bajkowym fasonem. Książę, w śnieżnym mundurze ze złotymi pagonami, galonami i w błazeńskiej czapeczce, trochę przypomina operetkowego oficera białej gwardii. U jego boku księżniczka w kostiumie a la Śpiąca Królewna. Dwór książęcej pary to Śnieżynki w kusych tiulowych spódniczkach, jakby się urwały z "Jeziora łabędziego". Podczas karnawałowych spotkań książęta fundują trunki. Często muszą się "wykupywać". Zwyczaj znany i u nas - młoda para pokonuje przemyślne bramki, obdarowując dzieci słodyczami, a starszych gorzałką. W Nadrenii transakcję opłaca się winem.

Od inwencji prinza i prinzessin zależy ogólny kształt parady. Może nawiązywać do tradycji historycznych, do legend, do współczesnej mody (techno?). Na przykład w niewielkim Arzheim leżącym na wzgórzach nad Koblencją furorę zrobił chłopak, który pomimo kilkunastostopniowego mrozu wystąpił w stroju płetwonurka i w... kąpielówkach (podejrzewam, że przetrwał dzięki trunkom bardziej energetycznym niż wino).

Książęca para musi być zdolna do ofiar i poświęceń. Któregoś dnia minęłam się z Ich Miłościami w Koblencji, przejeżdżając obok parkingu browaru Königsbacher. Była niedziela. W restauracji przylegającej do browaru zakończyła się właśnie feta i książę - średniego wzrostu krępy brunet w okularach - podążał szparkim kłusem do nowiutkiego mercedesa w otoczeniu asysty z powiewającymi na wietrze balonikami. Do sąsiedniej limuzyny pędziła młoda okularnica, kuląc się w kreacji zbyt zwiewnej nawet jak na 5 st. C. Za nią podskakiwały (jeszcze bardziej kuso ubrane) trochę sine Śnieżynki. Nie ma zmiłuj. Trzeba uczestniczyć we wszystkich zaplanowanych na ten czas balach, festach i telewizyjnych show, demonstrując szampański humor i nieustającą wolę zabawy.

Oprócz wydatków i ofiar są także splendory. Książęca para jest cały czas w centrum uwagi. Rozpisuje się o niej prasa, ich zdjęcia pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Są bohaterami, o których będzie się mówiło - dobrze lub źle - przez długie tygodnie. Czasami zdobyta w ten sposób popularność może być odskocznią do dalszej kariery.

Wszystkie książęce pary w Nadrenii czeka mordercza końcówka. Bo prawdziwe szaleństwo rusza w ostatni weekend przed Popielcem, zaczynając od tłustego czwartku (w tym roku 3 lutego). W Rosen Montag swój dzień przeżywają panie, które wtedy mogą wszystko, nawet obcinać panom krawaty (choćby i w Bundestagu!). Podczas ostatnich dni, licząc od finałowego weekendu, w całej Nadrenii zamykają się urzędy, za to otwierają się na całą dobę knajpy. Ulicami maszerują pochody postaci ze wszystkich stron świata, epok i bajek. Dopiero Środa Popielcowa kończy czas nieskrępowanej swobody.

http://www.derweg.org/feste/kultur/karneval.html

Więcej o: