A ja śmigam po puszczy: Narciarski felieton Wajraka

- Chyba zwariowałeś! Po lesie na nartach? - pukali się w czoło znajomi, gdy kilka lat temu oświadczyłem, że będę śmigał po Puszczy Białowieskiej na biegówkach

Jak wiadomo, narty dzielą się na zjazdowe i biegowe. Te ostatnie nie cieszą się u nas wielką popularnością. Szkoda, bo nie ma chyba nic przyjemniejszego od przemierzania płaskich przestrzeni na nartach.

- Chyba zwariowałeś! Po lesie na nartach? - pukali się w czoło znajomi, gdy kilka lat temu oświadczyłem, że będę śmigał po Puszczy Białowieskiej na biegówkach, a właściwie śladówkach (są o wiele szersze niż biegówki i okantowane). Szczerze mówiąc, na początku trochę się obawiałem.

Z arktycznych wypraw, w czasie których pokonywałem na nartach zwały lodu na morzu (tzw. torosy), wiedziałem, że powalone pnie nie będą problemem. Bałem się jednak strasznie, żeby się nie zaplątać w drobniejsze gałązki, których w każdym lesie pełno. Pierwsze wycieczki zupełnie te obawy rozwiały. Nie dość, że po lesie da się jeździć na nartach, to jest to mniej męczące i można pokonywać o wiele większe odległości niż na piechotę. A drobne gałązki nie były przeszkodą, bo narta nie wpadała pod nie, tylko ślizgała się nad nimi. Co więcej, kiedy wjechałem na podmokłe łąki, gdzie tuż pod warstwą cienkiego lodu było błoto i gdzie obuta noga wpadłaby po kolano, czułem się prawie bezpiecznie. Podobnie było z lodem na rzeczkach. Choć tu naprawdę trzeba uważać, by nie wpaść do wody, bo pod lodem jest warstwa powietrza, która go słabo podtrzymuje. Tak czy inaczej narty śladowe okazały się idealnym sposobem na poruszanie się w lesie zimą. A rakiety śnieżne przy nartach to naprawdę głupi pomysł. Zresztą, co tu dużo gadać - na nartach śmigają po płaskim Finowie, Szwedzi i Norwegowie. Oni mają i lasy, i zimę, więc wiedzą, co się do tego najlepiej nadaje.

A u nas? Choć na nartach biega coraz więcej osób, jednak wciąż jest to elita. Dziwne, bo przecież kiedyś był to bardzo popularny sport. W każdym domu można znaleźć stare biegówki albo jeszcze starsze narty, na których dało się i zjeżdżać, i biegać. Nie wiem, dlaczego zarzuciliśmy bieganie. Może po prostu z lenistwa ograniczamy naszą przygodę z narciarstwem do wyjechania na górę wyciągiem i zjechania z niej? Szkoda, bo bieganie świetnie poprawia kondycję, a klasycznego kroku może się nauczyć każdy. Najpierw się człapie, a potem ślizga - szybciej i szybciej. Ale narty do lasu to nie mogą być zwykłe biegówki. Muszą być szerokie (poruszamy się po nieubitym śniegu) i krótsze, niż się zwykle przyjmuje (łatwiej kluczyć między drzewami). Trzeba mieć buty za kostkę i w miarę solidne wiązania.

Narty do jazdy po płaskim są wielokrotnie tańsze niż te do zjazdów - supersprzęt (narty, wiązania, kijki, buty) kupimy za ok. 1 tys. zł, a używany - nawet za 200.

Życzę wszystkim udanego "połykania" przestrzeni na nartach - po płaskim!