Pasterka w... Pasterce

Ta wioska jest jak patchwork - pozszywany z historii przywiezionych z całej Polski

Kręta asfaltówka nazywana Drogą Stu Zakrętów wygląda, jakby przeszedł tędy rozkapryszony olbrzym. Pobocze usiane chaotycznie rozrzuconymi głazami monstrualnych rozmiarów, skały o fantastycznych kształtach - znak firmowy Gór Stołowych. Tu wciśnięta w dolinę Rejsenskiego Potoku leży Pasterka, malownicza wieś-ulicówka. Kilkanaście domów, barokowy kościół, przydrożne kapliczki i najpiękniejsza zimowa sceneria - śniegu zawsze pod dostatkiem, gęsty las i imponujący widok na Szczeliniec Wielki.

To wioska jak patchwork pozszywana z historii przywiezionych z całej Polski.

Po wojnie Passendorf zmieniono na Pasza, żeby miejsce w żaden sposób nie kojarzyło się z niemiecką przeszłością. Dopiero w latach 50. powstała nazwa Pasterka nawiązująca do średniowiecznego czeskiego Pasterkov. Miejscowość, z której wysiedleni zostali Niemcy, zajęli po wojnie przybysze spod Kielc, Zakopanego, Tarnowa, Rzeszowa, zza Buga.

Co dom to opowieść. Drewniana chata Anny Kielar jest pełna gości - gospodyni obchodzi 80. urodziny. - Ludzie tu z całej Polski zbierane, ale zgodne - opowiada. Jej mąż był parobkiem u rodziny Ginzel. Kiedy właścicieli zmuszono do wyjazdu, objął gospodarstwo po swoich "bauerach". Pani Anna mieszka w dawnym domu Ginzlów od ponad pół wieku. Przyjechała z Krakowskiego: - Ludzie za pracą jechali na Zachód. Zostałam tutaj. Ładna okolica, powietrze mi lubowało.

Andrzej Jesske, marynarz, i jego żona Litwinka wybrali Pasterkę ponad dekadę temu. Porzucili Warszawę i w sudeckiej wsi prowadzą ośrodek wypoczynkowy.

- Szukaliśmy pięknego miejsca na życie - mówi Walentyna Jesske. - Tu znaleźliśmy, czego nam potrzeba: cisza, odludzie, las za oknem.

- Na święta przyjeżdża sporo ludzi, siedzą do sylwestra - wtrąca pan Andrzej.

W jadalni wisi fotografia sprzed wojny. Passendorf i Pasterka to dwa różne miejsca - ubyła ponad połowa budynków. Dziś mieszka tu nie więcej niż trzydzieści osób, dawniej - czterysta. Był młyn i kamieniołom, gdzie wytaczano młyńskie koła, warsztaty tkackie, karczmy, szkoła, a nawet urząd celny. Wieś była zamożna i samowystarczalna.

- Przed wojną w Pasterce byli najwięksi w okolicy gospodarze - opowiada Rosa Reichel z sąsiedniego Karłowa. - Piekarz, szewc, stolarz, kowal i rzeźnik, który co sobotę woził po okolicznych wsiach znakomite kiełbasy.

Urodzona w Pasterce w 1926 r. pani Rosa jest jedyną osobą, która mieszka we wsi nieprzerwanie. Wszyscy jej sąsiedzi (zapisała nazwiska i numery domów) musieli wyjechać zaraz po wojnie. Helmut Krisch, przyjaciel ze szkolnej ławki, przyjeżdża z Niemiec kilka razy w roku. Wymieszaną historię pogranicza dobrze widać na przykościelnym cmentarzu: nagrobki Stieblerów, Scholzów i Zeidlerów sąsiadują z Jaworskimi i czeskim Plna.

W bożonarodzeniową noc kościół jest pełen ludzi. Od kilku lat na pasterkę przyjeżdżają pracownicy Narodowego Parku Gór Stołowych z rodzinami. Także turyści, dla których wioska jest dobrym punktem wypadowym w Góry Stołowe. Czeska granica opasuje wieś z trzech stron i znajduje się na wyciągnięcie ręki, bo zaledwie 200 metrów dalej.

Już w XIX w. turystyczna organizacja GGV (Glatzer Gebiergsverein) dbała o to, żeby gospody i noclegi były znakomicie przygotowane. Dziś żółty szlak prowadzi do Karłowa i na Szczeliniec, który rocznie odwiedza 150 tys. osób. Do jedynych w Polsce gór płytowych przyciągają ich niewiarygodne formy ze zwietrzałych skał. Przez Pasterkę prowadzi także szlak rowerowy, a tej zimy powstanie 30-kilometrowa trasa dla narciarzy biegaczy.

Tuż przed Pasterką przy drodze stoi wyciąg, którym transportuje się jedzenie do schroniska na Szczelińcu. Kosz pełen wiktuałów ląduje tam obok głazu z tablicą poświęconą Goethemu, który zwiedzał te okolice.

Z Kłodzka trzeba odbić na Nową Rudę i Radków; jadąc z Dusznik Zdroju, skręcić na Karłów. Uwaga: konieczne zimowe opony!

Noclegi w Pasterce: schronisko PTTK, tel. (0-74) 871 22 19, 16-25 zł; ośrodek wypoczynkowy Szczelinka, tel. (0-74) 871 21 68, 20 zł. Dużo gospodarstw agroturystycznych w okolicy