Gdzie papuga życzy miłego dnia... List z Wenezueli

Isla Margarita (40 km od wybrzeży Wenezueli) to mozaika porośniętej kaktusami pustyni, majestatycznych gór i lasów deszczowych. To piękne, pełne egzotycznych muszli, białe plaże (jedna z nich, La Isla Bonita, stała się tematem pamiętnego przeboju i teledysku Madonny). Ale to perły, a nie uroda wyspy, przyciągnęły tu hiszpańskich kolonizatorów. W 1498 r. Kolumb widział w Parii Indian obwieszonych perłami, ale to Cristóbal de la Guerra dziesięć lat później odkrył źródło ich pochodzenia - krystalicznie czyste wody południowych wybrzeży Isla Margarita były naturalnym siedliskiem perłopławów. Guerra, oprócz złota, przywiózł do Hiszpanii 40 kg pereł wielkości gołębiego jaja (jedna do dziś zdobi hiszpańską koronę). Indianie oddali je w zamian za noże i lusterka... Oprócz nazwy, Isla Margarita (Perłowa Wyspa) dostała się pod 300-letni krwawy, hiszpański protektorat.

Mój przewodnik Jesus ucieszył się, że jestem z Polski. Wspominał swoją europejską wycieczkę i wizytę w Warszawie. Nie omieszkał dodać, że najbardziej ekskluzywna dyskoteka w stolicy Wenezueli Caracas nazywa się Warsaw.

Zwiedzanie wyspy rozpoczęliśmy od Tacuantar. Dawna osada rybacka została pieczołowicie odrestaurowana i dziś jest jednocześnie muzeum i artystyczną wizytówką Isla Margarita. Kilka domów otaczają płoty z idealnie równych kaktusów. Zagłębiamy się w żwirowe alejki, odwiedzając budynki pełne półek uginających się pod wyrobami rękodzieła: gliniane dzbany, repliki prekolumbijskich rzeźb, ludowe talizmany i wszechobecne świątki. Wenezuelczycy są bardzo wierzący (90 proc. katolików) i średnio praktykujący (zaledwie 20 proc.). Tylko w 1985 r. podczas wizyty Jana Pawła kościoły były pełne.

Na plantacji Los Jovos kryjemy się w cieniu drzew, popijając pyszny, orzeźwiający sok z trzciny cukrowej i limonki. W kamiennych kadziach pływają żółwie, gadające papugi życzą miłego dnia, hałasują małpy. Terraria z wężami i tarantulami omijam z daleka.

Zatrzymujemy się przy Playa Valdes, jednym z wielu portów rybackich Isla Margarita. Jesus zapewnia mnie, że zaraz zobaczę najbardziej leniwe pelikany świata. Oglądając sprzedawane na brzegu ryby, kątem oka zerkam na siedzące na łodziach ptaki. Nie muszą latać, bo ryby, których nikt nie kupił, wyrzuca się na plażę.

Szeroką autostradą jedziemy do stolicy wyspy La Asunción, założonej w 1565 r. przez kapitana Pedra Cervantesa de Albornoz. Po drodze mijamy prawdziwe krążowniki szos. Wenezuela jest piątym producentem ropy naftowej na świecie, więc na paliwie nikt nie oszczędza. Trudno uwierzyć, ale litr benzyny kosztuje tutaj równowartość 24 groszy! W La Asunción oglądam katedrę Nuestra Se?ora zbudowaną w 1570 r., najstarszy przykład architektury kolonialnej w Wenezueli. Katedra znajduje się na placu im. Simona Bolivara. Zatrzymujemy się przed jego pomnikiem, a Jesus opowiada o narodowym bohaterze. Chociaż rodzice byli Hiszpanami, Bolivar poświęcił się walce o niepodległość Wenezueli. Doprowadził do wyzwolenia spod hiszpańskiej dominacji także Kolumbię, Peru, Ekwador, Panamę oraz założył nowe państwo - Boliwię. Nie ma w Wenezueli miast, których ulice i place nie nosiłyby jego imienia, tutejsze pieniądze nazywają się bolivar. Isla Margarita była pierwszym stanem Wenezueli, który wspierając zbrojnie Bolivara, przystąpił do podpisania w Caracas Deklaracji Niepodległości w 1810 r. Heroizm mieszkańców Isla Margarita sprawił, że do starej dołączono nową, równolegle funkcjonującą nazwę wyspy - Nueva Esparta, czyli Nowa Sparta.

Przenosimy się do El Valle del Espiritu Santo. To wyjątkowe miejsce. Legenda głosi, że w Piache, jednej z okolicznych jaskiń, znaleziono piękny obraz Maryi Dziewicy, który uznano za dar Boży (historycy twierdzą, że w XIV w. trafił przez pomyłkę na Isla Margarita, zamiast do Peru). Centralne miejsce El Valle zajmuje wspaniały neogotycki kościół El Santuario de la Virgen del Valle. Urzeka bladoróżowym kolorem i bielą licznych zdobień, które pięknie komponują się z błękitnym niebem. W jednej z naw kościelnych stoi słynąca z cudów rzeźba Maryi ubrana w białe szaty i złotą koronę. Co roku 8 sierpnia rozpoczyna się tygodniowa adoracja Maryi, na którą do El Valle ściągają pielgrzymi z całej Wenezueli.

Kiedy spytałem o cuda, Jesus opowiedział historię poławiacza pereł, który zaatakowany przez rekina ledwo uszedł z życiem. Nie zgodził się na amputację nogi. W żarliwych modłach obiecał oddać Maryi pierwszą znalezioną perłę w zamian za ocalenie nogi. Rany zabliźniły się, a wyłowiona przez poławiacza perła miała kształt jego cudem ocalonej nogi. Czując mój sceptycyzm, Jesus zaprowadził mnie do Museo Diocesano de la Virgen del Valle, gdzie przechowuje się wota ofiarowane przez wiernych, których modły zostały wysłuchane. Gabloty kryją za szkłem kilogramy biżuterii, złota i drogich kamieni. Na szacie zdobionej tysiącem pereł zobaczyłem perłę w kształcie ludzkiej nogi.

Ogromne drzewo guayacan (naturalny skarb Wenezueli) daje chłodny cień. Schowany pod nim myślałem o poławiaczu pereł i innych anonimowych ofiarodawcach, którzy doświadczyli cudu. Musiałem w te historie uwierzyć. Zwłaszcza że Jesus siedział koło mnie.

Wyspa w internecie

http://www.islamargarita.com

Więcej o: