Niebezpieczne umowy - Uwaga w biurach podróży!

Biura podróży coraz bardziej dbają o klientów i starają się nie być na bakier z prawem. Wciąż jednak w umowach z nimi czyhają na nas pułapki. Jakie? I jak się przed nimi bronić?

Nieco ponad 11 proc. biur podróży stosuje w umowach niedozwolone klauzule - wynika z wrześniowego raportu pokontrolnego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Raport z poprzedniego roku mówił aż o 60 proc. (i dotyczył 229 biur, tegoroczny - 125, co do których uprzednio były zastrzeżenia). Takich praktyk zaprzestały m.in. jedne z największych biur - Triada, Neckermann, TUI.

Klientowi raczej nie uda się zmienić umowy, może jej najwyżej nie podpisać i poszukać innego biura. Tak czy inaczej, trzeba ją dokładnie przeczytać, by wyłapać niedozwolone zapisy. Oto lista tych, które powtarzają się najczęściej:

organizatorzy wyjazdów chętnie zastrzegają, że wcale lub prawie wcale nie ponoszą odpowiedzialności za niewywiązanie się z umowy. Nie zgadzają się na reklamacje dotyczące ofert last minute lub promocyjnych (a powinni) ani za zagubiony bagaż. Uważają także, że jeśli klientowi trafi się np. łazienka tylko z zimną wodą, to jego problem i nie może liczyć z tego powodu na zniżkę;

jeśli klient rezygnuje na siedem-osiem dni przed wyjazdem, traci całą sumę (zdecydowanie za dużo, trudno to uzasadnić, bo przecież część usług można jeszcze wtedy odwołać - uważa UOKiK);

biuro ma prawo zmieniać zapisy umowy, klient nie. Niektóre firmy na lotnisku wręczają pisma z przeprosinami i informacją, że turyści spędzą wakacje w innym miejscu, niż planowano. Niby można w takiej sytuacji odstąpić od umowy, ale skoro ktoś już wziął urlop i dotarł z bagażem na lotnisko (często z innego miasta), trudno mu się wycofać. Biura czują się zwolnione od odpowiedzialności, bo przecież uprzedziły...

to biuro przygotowuje umowę i wyjazd, klient ma tylko płacić i korzystać. Organizator może zaś zrobić niespodziankę i zmienić program (np. zwiedzamy inne muzeum, niż obiecano). W przypadku last minute może też zaoferować warunki inne niż katalogu (głównie chodzi o standard wypoczynku).

- Takie zapisy wynikają często z niewiedzy organizatorów. Nie ma bowiem "idealnej umowy", którą można by wykorzystać jako podstawę, a kodeks dobrych praktyk wciąż nie powstał - wyjaśnia Dariusz Wojtala, wiceprezes mazowieckiego oddziału Polskiej Izby Turystycznej (PIT).

- Niektóre zapisy trafiły już do naszego rejestru niedozwolonych postanowień umownych - mówi Olesia Frączek z UOKiK-u. - Radzimy klientom, żeby tam zaglądali, zanim wybiorą jakąś ofertę.

W 2003 r. w mazowieckiej Izbie Turystycznej złożono 51 skarg na biura podróży, a w 2004 r. - już 64. Czego dotyczą? Jacek Herde, wicedyrektor departamentu polityki konsumenckiej UOKiK, do którego też trafiają skargi, wymienia siedem najważniejszych. Turystom najczęściej grozi, że:

pojadą innym środkiem transportu niż zapowiadany, np. do Hiszpanii autokarem bez klimatyzacji;

w hotelu zastaną złe warunki sanitarne, np. będą tam pluskwy czy mrówki, a papier toaletowy trzeba będzie sobie kupić;

nie trafią do hotelu, jaki im obiecywano;

hotel będzie wprawdzie przy plaży, ale oddalonej o kilka kilometrów, i z oknami wychodzącymi na autostradę;

zamiast trzech posiłków dostaną dwa, i to symboliczne;

na miejscu dowiedzą się, że wprawdzie mieli w cenie zwiedzanie muzeum, ale zamiast tego obiecanego obejrzą inne, gdzieś po drodze, o ile kupią sobie bilety;

zgłaszając problem do rezydenta biura, usłyszą, że akurat nie ma czasu i ochoty ich słuchać, a personel hotelu zagrozi im wyrzuceniem, jeśli natychmiast nie zapłacą z własnej kieszeni za to, co wcześniej powinno było opłacić biuro podróży.

Wprawdzie można złożyć reklamację, ale dopiero po powrocie z wakacji (na miejscu jest się uzależnionym od rezydenta).

Więcej o: