Rydze po sezonie - Wajrak o Puszczy Białowieskiej i nie tylko

Jesień w tym roku jest naprawdę piękna i złota. Nie ma więc na co czekać, tylko jak najszybciej trzeba wybrać się do lasu, gdzie czekają niebywałe atrakcje.

Kiedy znajomi chcą mnie odwiedzić w Puszczy Białowieskiej, a przy okazji trochę połazikować, polecam im trzy pory roku. Zimę, bo można śmignąć na nartach biegowych tropem jakiegoś zwierzęcia, wiosnę, bo wtedy las budzi się do życia, oraz jesień, bo wtedy atmosfera w Puszczy jest niepowtarzalna. Te trzy okresy mają też jedną podstawową zaletę - są poza tzw. sezonem. Nie wiem, dlaczego wszyscy pchają się do Puszczy latem. Ten owczy pęd i skumulowanie urlopów w najcieplejszej porze roku powoduje, że roi się tu od turystów, samochody pchają się do lasu i na drogi, gdzie nie wolno im jeździć, odbywają się popijawy zwane ogniskami, którym zwykle towarzyszy supergłośna muzyka. A w dodatku w lesie tak gęstym jak Puszcza latem nie zobaczymy nic poza kleszczami, komarami i gzami. Jednym słowem, nie ma nic gorszego jak lato.

A jesień? Och, jak wspaniale! W lesie nie ma tłoku, o miejsce w hotelu czy na kwaterze nie trzeba walczyć (może nawet trafimy na jakąś obniżkę), a pogoda jak na razie wspaniała. No i w lesie zaczynają się dziać rzeczy naprawdę ciekawe, np. rykowisko, czyli jelenie gody. Chociaż jeleni jest mniej niż w latach 90,. to od czasu do czasu można usłyszeć potężny ryk byka, a w lesie poczuć zapach piżma. Co więcej, do zakochanych jeleni o wiele łatwiej się zbliżyć. Zapewniam, że nawet dla kogoś, kto się przyrodą nie interesuje, będzie to niezwykłe przeżycie. Jedyny problem to myśliwi, którzy w tym czasie wybierają się na jelenie (tylko że im nie chodzi o ich podglądanie!).

To nie koniec białowieskich atrakcji posezonowych. Co prawda w tym roku prawdziwki i koźlaki nie dopisały, ale za to teraz pojawiły się rydze. Według mnie to najsmaczniejszy grzybek, jaki tu rośnie, i nie ma nic lepszego pod słońcem niż talerz usmażonych na masełku rydzyków.

Muszę zmartwić tych, którzy chcieliby zobaczyć żubry. Nie wiem, gdzie się pochowały czy polazły, ale w okolicach Teremisek i Białowieży, czyli w centralnej części Puszczy nie ma po nich śladu. Szkoda. Co roku właśnie jesienią natykałem się na grzybobraniu na te olbrzymy.

Na pocieszenie usłyszymy pohukiwanie sów i wycie wilków, bo o tej porze roku młode wyruszają na swoje pierwsze polowania i wataha nawołuje się dość często.

Takie są jesienne atrakcje Puszczy Białowieskiej. Ale myślę, że naprawdę fajnie, a na pewno inaczej jest teraz w każdym miejscu, o którym byliśmy przekonani, że warto je odwiedzić tylko latem.