Koń terapeuta - O hipoterapii

To, że jeździectwo jest zdrowe i przyjemne, wiadomo od wieków, ale dopiero od niedawna konie wykorzystuje się w rehabilitacji

Chcąc zobaczyć, na czym polega praca hipoterapeuty, wybrałem się na Bródno do fundacji HEJ, KONIKU! Na otwartej ujeżdżalni zobaczyłem dwóch jeźdźców. Jeden z w pełnym galopie przemknął koło barierki. Drugi był mniej zaawansowany, ale też nieźle dawał sobie radę. "Gdzie ta hipoterapia?", pomyślałem. Spodziewałem się zobaczyć pacjentów jeżdżących wolniutko pod opieką terapeutów.

Kamil cierpi na prawostronne porażenie mózgowe. Jazdę konną ćwiczy od dziesięciu lat, czyli od początku istnienia fundacji HEJ, KONIKU! Odnosi sukcesy w zawodach. Jego opiekunka Luiza Rębkowska (instruktor sportu jeździeckiego i rekreacji ruchowej ze specjalnością hipoterapia, sędzia III klasy na zawodach) trenuje Kamila od pięciu lat i w tym czasie zrobił on duże postępy. Kiedy go obserwuję na koniu, nic nie wskazuje na to, że Kamil jest niepełnosprawny. Dopiero gdy zsiada z konia, widać, że lekko kuleje.

Daniel z trudem porusza się samodzielnie. Jednak gdy jedzie konno, prawie nie różni się od innych, zdrowych jeźdźców. Jego wysiłek jest niewspółmiernie większy, bo z wielkim trudem łapie równowagę i utrzymuje prawidłową postawę w siodle. Daniel również startuje z powodzeniem w różnych zawodach, był nawet w USA.

- Nasz główny problem to brak odpowiednich koni do startów w zawodach - przyznaje Rębkowska. - Korzystamy z wypożyczonych wierzchowców, a powinniśmy startować na tych, na których trenujemy. Wtedy rezultaty byłyby jeszcze lepsze - podkreśla.

Kamil i Daniel zaczynali od rehabilitacji pod okiem hipoterapeuty. Dzisiaj jeżdżą samodzielnie.

Na koniec zaglądam do krytej ujeżdżalni, gdzie ćwiczy Arek, który cierpi na autyzm. Instruktorka Ada nie ma łatwego zadania, bo kontakt z chłopcem jest bardzo trudny. Konia prowadzi praktykanta Mirka, studentka psychologii na KUL.

Wierzchowiec do hipoterapii musi być starannie wybrany. Powinien być spokojny i odporny na często niekontrolowane zachowania pacjentów. Czasami bardzo długo (nawet do trzech-czterech godzin) chodzi w stępie. Ta monotonia nie jest dla konia naturalna, więc musi przejść dodatkowy trening. Istotna jest też współpraca z lekarzem i odpowiednia diagnoza. - Kiedyś przyjechała do nas lekarka i zobaczyła swoją pacjentkę z zespołem Downa galopującą na koniu. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała - wspomina Marta Woińska, kierownik ośrodka hipoterapii.

Wiele jest dobroczynnych efektów terapii z udziałem konia. Jazda stępem daje wrażenie chodu ludzkiego. Nasze barki i nogi mimowolnie podążają za ruchem konia. Zwierzę oddziałuje też na zmysły, rozgrzewa mięśnie (temperatura ciała konia jest wyższa niż człowieka), poprawia koncentrację, wymaga aktywności od jeźdźca. Hipoterapia jest więc uniwersalnym środkiem terapeutycznym. Łączy cechy różnych przyrządów, jak: materac, wałek, klin czy drabinka do podciągania. Zamiast nich mamy do czynienia z żywą istotą.

Hipoterapię stosuje się przede wszystkim w przypadku osób z mózgowym porażeniem dziecięcym, stwardnieniem rozsianym, wadami postawy, upośledzeniem umysłowym, poważnymi wadami wzroku i słuchu czy też zaburzeniami emocjonalnymi.

- Pięć lat temu byłam tutaj wolontariuszką - mówi Ada, obecnie wykwalifikowana instruktorka. Niedawno zobaczyła dziewczynkę z porażeniem mózgowym, która teraz sama jeździ konno, i to bardzo dobrze. - Jeszcze pięć lat temu trzeba ją było sadzać na konia - dodaje.

HEJ KONIKU!, ul. św. Wincentego 92, tel./faks (0-22) 814 59 76

Więcej o: