Lunigiana, nieznany zakątek Toskanii

Jeśli zwiedziłeś już Sienę, Pizę i Lukkę i masz dość opalania się na plaży, wpadnij do Lunigiany, wciśniętej między Ligurię i Emilię-Romanię, Apeniny i Alpy Apuańskie. Zachwyci cię różnorodność krajobrazów i archaiczność życia w górskich wioskach

Do Lunigiany prowadzi jedna droga - austrada A15 (zwana della Cisa) - od przełęczy w Apeninach, którą przecina na wysokości 1000 m n.p.m. Już 100-kilometrowa droga warta jest zboczenia z trasy czy to od północy z A14 Milano-Bologna, czy od południa z A12 Genova-Firenze. Della Cisa wije się jak górski potok wąwozami i tunelami, częściowo wśród dzikich górskich krajobrazów, częściowo doliną rzeki Magra (chuda) otoczoną wzgórzami z piniowo-kasztanowymi lasami lub małymi miasteczkami.

Lunigiana jest regionem górskim (pełna nazwa: Comunitá Montana della Lunigiana). Po wschodniej, "liguryjskiej" stronie autostrady i rzeki Magra są typowe apenińskie wzniesienia, zaokrąglone i zalesione. Po zachodniej i południowej - Alpy Apuańskie z nagimi zboczami i ostrymi szczytami. Nazwa regionu pochodzi prawdopodobnie od rzymskiej warowni Luni założonej ok. 170 r. p.n.e. Jej skromne pozostałości leżą nieco poza granicami Lunigiany przy antycznej Via Aurelia (do dziś droga nr 1 w Italii). Przed Rzymianami dolinę Magry zamieszkiwał tajemniczy lud, który pozostawił po sobie równie zagadkowe stele, kamienne płyty z płaskorzeźbami przypominającymi współczesną sztukę abstrakcyjną (można je obejrzeć w muzeum w Pontremoli). Po Rzymianach przez Lunigianę jak przez całą Italię przewaliły się fale "barbarzyńców". Od późnego średniowiecza rządzi tu Florencja. W czasach Dantego i Petrarki musiały to być atrakcyjne tereny, bo rywalizowano o nie zawzięcie i poszatkowano na wiele części. Do dziś na szczytach wzgórz pozostały zamki i obwarowane grody (borgo).

W Lunigianie, w zamkach rodu Malaspina znalazł schronienie Dante skazany na dożywotnie wygnanie z Florencji. Autor "Komedii" (nazwanej później "Boską komedią"), padł ofiarą zaciekłego, trwającego dwa wieki sporu gibelinów i gwelfów, dwóch stronnictw spierających się o to, kto powinien mieć nad kim władzę: papież nad cesarzem czy odwrotnie. Nawet jednak w niedostępnych twierdzach Malaspiny, Dante, zwolennik władzy cesarskiej, nie czuł się bezpieczny. Każdej nocy spał jakoby w innej komnacie.

Dla mnie najwięcej uroku mają miasteczka w górach. Nie są tak onieśmielająco bogate i wyrafinowane jak znane toskańskie miejscowości, ale przez to bardziej bliskie, ciepłe. Filatiera - śliczny, świetnie zachowany kościółek romański z XI w., zamek Malaspiny, Bagnone - eleganckie renesansowe wille, Fivizano (zwane Florencją Lunigiany) - pałace Medicich, piękny rynek z fontanną, Fosdinovo - potężny, zamek z XIV w.

Warto też zajrzeć do górskich wiosek. Mają archaiczną architekturę i atmosferę. Bliskość domów, przylepionych do zbocza jak komórki w plastrze miodu, zapewniała bezpieczeństwo i cień. Do dziś utrzymuje się w nich tradycja wspólnych świąt, inicjatyw, sąsiedzkiej pomocy, choć wielu mieszkańców wyemigrowało do miast. Dopiero od niedawna wracają ich dzieci, choćby na weekend lub wakacje.

Lunigiana pozostała regionem rolniczym, nie ma tu wielkiego przemysłu. Wpłynęło to na zachowanie, a nawet skostnienie dawnych obyczajów i praw. Również kuchnia jest rustykalna i archaiczna. Z miejscowych specjalności polecam testarole - trochę grubszy naleśnik pokrojony w romby lub porwany w kawałki i polany sosem pesto z bazylii, panigaci - podłomyki pieczone w ceramicznych foremkach w ogniu, polane oliwą i posypane tartym serem, torta di verdura - rodzaj tarty z jarzynami i ziołami. Z jadalnych kasztanów zbieranych w lesie (kiedyś ważny składnik diety chłopów) robi się od święta specjalne lasagne i ciasteczka; dają one też wyjątkowy, lekko gorzkawy miód. Do rarytasów należą borowiki: z grilla, smażone w cieście albo na surowo, pokrojone w cieniutkie plasterki, polane oliwą i posypane parmezanem. Posiłki często wieńczy słodka grappa z jeżyn albo jagód.

Tym, którzy chcieliby bliżej zapoznać się z regionalną kuchnią, a przy okazji z życiem wiosek Lunigiany, mogę z czystym sumieniem wskazać ristorante Da Mauro w Barbarasco i autentyczną wiejską tawernę Le Quercie w Novegigola. Obydwa miejsca są nieco ukryte i trzeba trochę wysiłku, żeby do nich trafić, ale jak wiadomo takie często są najlepsze. Wszystko, co się tam podaje jest własnej roboty - od chleba do grappy, poprzez makaron, tortelini, wędliny, sery, desery i wina. Aby dojechać do obydwu, trzeba najpierw skręcić z drogi krajowej (strada nationale) SN 62 zaraz za Aullą w Terrarosa w lewo w kierunku Giovagallo, a potem pytać. Wszyscy miejscowi je znają.

Opuszczając Lunigianę, nie zapomnijmy o Zatoce Poetów, czyli Speziańskiej. Jest zbyt blisko i zbyt piękna. Z tym, że od La Spezii, ważnego portu wojennego i słynnego, ale skomercjalizowanego Portovenere, wolę bardziej kameralne perełki, jak Lerici (mogące śmiało konkurować z Portofino), San Terrenzo czy Tellaro. W kąpielisku Fiascherino na skalistej plaży można zaczekać, aż rybacy zaczną wybierać sieci, a potem popatrzeć, jak słońce schowa się po drugiej stronie zatoki.