Wiedeńskie klimaty

To miasto żyje 24 godziny na dobę, a weekend zaczyna się już w środę. Ale i tak zabraknie wam czasu, żeby zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca

Najpóźniej zasypia Dzielnica Muzealna (Museums Quartier, MQ). Wbrew nazwie nie trzeba tu chodzić w filcowych łapciach i z zachwytem wpatrywać się w dzieła mistrzów. Choć rzeczywiście okolica jest bogata w muzea (Kunsthalle, Museum Moderner Kunst Stiftung Ludwig Wien, Leopold Museum, Art Cult Centre "Tabakmuseum", ZOOM Kindermuseum), ale nie tylko one przyciągają wiedeńczyków. W latach 90. barokowe stajnie rodziny cesarskiej - dla 600 koni! - przejęli artyści. Obok powstają nowoczesne budynki z białego wapienia czy ciemnej lawy bazaltowej. Na dziedzińcu co jakiś czas ktoś ustawia rzeźby czy instalacje. Wokół mnóstwo malutkich galerii, w których obiecujący debiutanci wystawiają za darmo przez kilka miesięcy. Latem wracają do MQ wielkie różowe półkoliste siedziska, ulubione przez młodych wiedeńczyków. Od roku studenci ASP przychodzą tu ubrani na czarno, oblepieni cenowymi naklejkami prosto z metkownicy. - Protestujemy przeciw cięciom budżetowym na sztukę - mówią.

W restauracji Halle na piętrze zawsze jest tłoczno, choć kanapka kosztuje 3,50 euro. Ale grillowane kalmary z sałatką z rukoli za 10,50 euro warte są swojej ceny. W Café Leopold po drugiej stronie dziedzińca można potańczyć. Podobno wiedeńczycy nie są zapalonymi tancerzami, ale przy latynoamerykańskich rytmach kilka osób bawi się do upadłego.

Hofburg - do 1918 r. siedziba rodziny cesarskiej, dziś prezydenta Austrii - najlepiej odwiedzić nocą, kiedy gdzieniegdzie przemykają dorożki, a woźnice w melonikach pozdrawiają nocnych marków.

W dzień warto zajrzeć do nowo otwartego Muzeum Sissi, cesarzowej Elżbiety, żony Franciszka Józefa I. Kto by przypuszczał, że pod koniec XIX w. błękitnej krwi dama podciągała się na drążku!

Blisko stąd do kultowych kafejek. Na początek - Hawelka przy Dorotheergasse 6, założona przez Leopolda Hawelkę i jego żonę Josefine w 1939 r. Z plakatu na ścianie (10 euro) spogląda właściciel. Najlepiej wpaść tu ok. 23. Wtedy 90-letnia właścicielka zatrzymuje się przy każdym stoliku, pyta, co słychać, i podaje drożdżówki własnej roboty. Kultowy klimat jednak kosztuje. Za dwie lampki czerwonego wina Blaufrankisch (nic szczególnego) i piwo zapłaciliśmy 17 euro. To samo wino kilka ulic dalej w Kleines Café, najmniejszej wiedeńskiej kawiarni przy Franziskanerlatz 3 dostaniemy za 2 euro. To też miejsce kultowe (przychodzą tu aktorzy), wystrojem do złudzenia przypomina bar mleczny.

Chodząc od knajpki do knajpki, krążymy wokół katedry św. Stefana (St. Stephansdom). Kiedy już odstoimy swoje w długiej kolejce do wejścia, wpadnijmy do Skybar (Kärntner Strasse 19) albo Onyx-bar (Stephansplatz 12), oszklonych klubo-restauracji na najwyższych piętrach biurowców. Budowany przez kilkaset lat cud architektury podziwiamy w otoczeniu yuppies, znad koktajlu czy szklaneczki wina albo... z nosem przyklejonym do szyby.

Kolejną noc zacznijmy od klubu Passage w dawnym przejściu podziemnym na rogu Burgring i Babenbergerstraße. Jeszcze niedawno mało kto odważył się tędy przechodzić, bo miejsce okupowali pijacy i bezdomni. Teraz to "trendy" klub z surowym selekcjonerem na bramce. Jeśli nas wpuści, okaże się, że za tańce w house'owych rytmach trzeba zapłacić 10 euro.

Tych, którzy się zniechęcili, zapraszam dalej, do cesarskiego ogrodu Burggarten. Choć napis na bramie głosi, że wstęp tylko do 22, i po 1 w nocy wejdziemy bez problemu. W Palmiarni (Palmenhaus) można zjeść albo potańczyć; warto wrócić za dnia i zobaczyć motyle z całego świata.

Wychodząc z Palmiarni mijamy Operę Narodową (Staats Oper) i trafiamy na Mahlerstraße. Tu nawet o godz. 3 nad ranem zjemy pizzę albo spaghetti. O tej porze zabawa wre na całego w Habana Club pod nr 11. Po przekroczeniu progu nie sposób ustać w miejscu - brzmią latynoskie rytmy, a ubrani na biało tancerze (wyglądają jak ściągnięci prosto z Kuby) porywają do tańca nowe dziewczyny. Na wszystko patrzy z portretu Che Guevara.

W sobotę najlepiej wybrać się na targ spożywczy (Naschmarkt). To prawdziwy tygiel kultur. Kupimy ser feta na kilogramy, najróżniejsze oliwki, świeże soki z kiwi, ananasów czy mango (2 euro) i przyprawy z całego świata... Uwaga! Można się targować. Po południu ceny lecą w dół, bo nazajutrz targ nieczynny.

Wieczór można spędzić w tutejszych knajpkach (np. Naschmarkt Deli) i zakończyć go śniadaniem podawanym od godz. 3 w nocy w Dreschler (Linke Wienzeile 22).

Zasmakowawszy wielości kultur, wybierzmy się w kolejne egzotyczne miejsce - na Gürtel. Dziesięć lat temu była to kiepskiej sławy dzielnica czerwonych latarni, ale miasto postanowiło ją reaktywować. Pod łukami dawnej kolejki miejskiej (Stadtbahn projektu Otto Wagnera) stworzono sieć najmodniejszych nocnych klubów. W Babu impreza toczy się przy stolikach (japońska kuchnia). 20-letnia dziewczyna świętuje wieczór panieński, prosząc o wpisy na koszulce wszystkich obecnych kawalerów. Ci, śmiejąc się, zdecydowanie odradzają ten "nierozważny krok". Ruszamy od klubu do klubu z Halbestadt do B72, stamtąd do Loop, potem do Q. W Buddha Club odpoczywamy od balowania w... damskiej toalecie. Przestronne pomieszczenie oprócz stylowych umywalek mieści też wygodną sofę i fotele. Ciepłe światło świec i przyciszona muzyka sprawia, że nie chce się stąd wychodzić.

Być w Wiedniu i nie widzieć Dunaju, to jak być w Paryżu i nie zauważyć wieży Eiffla. Zacznijmy od Summer Stage, okolicy modnych restauracji wzdłuż Małego Dunaju, przy stacji Rossauer Laende., w pobliżu nowo otwartego Muzeum Lichtensteinów (książęce zbiory dzieł sztuki należą do największych na świecie prywatnych kolekcji). Kucharz przygotowuje nam jedzenie na tym samym tarasie, na którym jemy, czyli nad samą wodą.

Wieczorem amatorzy letnich imprez zabawią się nad Dunajem właściwym, czyli Nowym Dunajem na wyspie Danube. Na wybrzeżu Copa Cagrana oprócz wypożyczalni rowerów wodnych i łódek jest mnóstwo restauracji i dyskotek.

I kto powiedział, że cesarski Wiedeń jest nudny?