Lanckorona

Lanckorona. O takich miejscach mówi się, że czas się w nich zatrzymał. Nikt się tu nie spieszy, a wszyscy się znają. Wieczorami wynoszą przed domy ławeczki i patrzą. A mają na co - z Lanckorony widok jest tak piękny, że tylko dla niego warto przyjechać.

Lanckorona - jeśli ktoś nie wie o jej istnieniu, przez myśl mu nie przejdzie, że wśród gęstego lasu porastającego górę, którą mija w drodze z Krakowa do Kalwarii, jest ludzka osada. Największą zaletą tego miejsca jest to, że nie można tu trafić przypadkowo, oraz że mimo planów turystycznego rozwoju gminy nie zamieniło się w deptak z budkami pełnymi pamiątek. I nie zmieni mojego zdania nawet to, że turysta pozbawiony jest w Lanckoronie jakiekolwiek możliwości wyboru. Jesteś głodny w porze śniadaniowej - idziesz do jednej jedynej piekarni. Jesteś głodny w porze obiadowej - idziesz do jednej jedynej restauracji.

Jak się lansować w Lanckoronie? Sprawdź w serwisie Kolumber.pl

Lanckorona - ale najpierw musisz przyjechać. Z Krakowa kierujemy się na Kalwarię Zebrzydowską, w Izdebniku skręcamy w lewo na krętą drogę wśród pól. Jadąc z Bielska, mijamy Kalwarię, w Brodach skręcamy w prawo w stronę kościoła zwanego Grobkiem. I tam albo skręcamy tuż przy świątyni w lewo (najkrótsza trasa), albo robimy to nieco wyżej, przy drogowskazie z napisem "Lanckorona ". Ta ostatnia droga jest stroma i kręta, ale też najbardziej malownicza - klasztor w Kalwarii na wyciągnięcie ręki, w dali majaczy Babia Góra, jeszcze dalej krakowski kościół na Bielanach.

Lanckorona - pokonując serpentyny, pomyślmy o tym, że w latach 20. ubiegłego wieku, kiedy Lanckorona przeżywała letniskowy boom, powietrznicy (po tutejszemu wczasowicze) wysiadali na dworcu kolejowym w Kalwarii i z walizami w rękach pieszo wspinali się na lanckorońską górę. Mieli silną motywację. Wśród lasu, w zadbanych ogrodach i sadach czekały na nich pensjonaty, nierzadko z basenami: Willa Róż, Modrzewiówka, Tadeusz... W ruinach zamku odbywały się dancingi, na których grała orkiestra wojskowa z Wadowic.

Lanckorona - historia. Jak podaje Jan Długosz - rozpoczyna się za Kazimierza Wielkiego, który wystawił na górze zamek. Miał on strzec granicy ze Śląskiem. U podnóża powstało miasteczko z pięknym rynkiem otoczonym drewnianymi domami. Większość spłonęła w wielkim pożarze w 1868 r. Zamek już od prawie stu lat popadał wtedy w ruinę, zniszczony w 1772 r. podczas krwawej rozprawy z zajmującymi go konfederatami barskimi.

Lanckorona - bez względu na to, którą drogę wybierzemy, wszystkie doprowadzą nas na rynek. Kilkadziesiąt lat temu porastała go trawa poprzecinana wydeptanymi przez ludzi i wyjeżdżonymi przez furmanki dróżkami. Teraz w dolnej części jest parking, pośrodku ustawiono ławeczki, a w górnej urządzono skwerek. Można wyciągnąć się pod drzewem, można też ukoić pragnienie wodą ze studni (obudowana, zasłonięta, ale wciąż czynna), która w rynku jest od zawsze i nikt nie pamięta, żeby kiedykolwiek była sucha.

Lanckorona - przewodniki podają, że to najbardziej stromy rynek na Szlaku Bursztynowym (kąt spadku 9,5 proc.), ale uroda tego miejsca wcale nie polega na tym, że jest pochyłe. Dla mnie w rynku najważniejsze są domy. Wielkie, kryte gontem dachy z głębokimi podcieniami (kupcy w czasie targów i jarmarków wystawiali tu towary). Malutkie okna. Szerokie i wysokie bramy, kryjące przejazdowe sienie. Przed bramami przykryte klapami wejścia do piwnic (kiedyś kupcy trzymali w nich towary).

Lanckorona - w rynku koniecznie trzeba odwiedzić dwa miejsca. W narożnym domu w północnej pierzei (tam, gdzie kwiaciarnia) jest sklepik z pamiątkami (plecione koszyczki, widokówki, przewodnik po Lanckoronie ) i izba muzealna (w gablotach zgromadzono to, co udało się wykopać podczas prac archeologicznych w latach 60.). W narożnym domu w pierzei południowej jest muzeum. W sieni wita gości stareńki wóz strażacki. Znajduje się tu izba urządzona tak, jak w XIX w. wyglądały lanckorońskie mieszkania. Są narzędzia rolnicze, gigantyczne buty woźnicy i makieta rynku sprzed wielkiego pożaru.

Czynne wtorek-czwartek 10-14, weekendy 12-16 (poza sezonem tylko w niedziele), bilet 3 zł, ulgowy 1 zł

Lanckorona była miastem do 13 lipca 1933 r. Od tamtego czasu jest wsią letniskową.

Lanckorona - nie potrzeba dużo czasu, by ją przejść wzdłuż i wszerz. Towarzystwo Przyjaciół Lanckorony oznakowało cały teren i wyznaczyło pięć tras, których nazwy pamiętają początek ubiegłego wieku. Jest więc czerwony Dawny Trakt Królewski, zielona Aleja Zakochanych, niebieska Droga na Moczary, żółta Aleja Cichych Szeptów i brązowa Droga do Dawnego Kamieniołomu. Wyznam szczerze - nie przeszłam żadnej z nich. Wolałam posnuć się po Lanckoronie według własnego widzimisię. Na pewno jednak nie polecam zamku, a właściwie resztek z resztek, jakie po nim zostały. Ruiny od pięciu lat znajdują się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, o czym informują liczne tablice, tymczasem wycieczki urządzają tu ogniska z pieczeniem kiełbasek.

Lanckorona - łatwo tu o nocleg. Działa schronisko młodzieżowe PTSM, jest Ośrodek Szkolenia i Wychowania "Korona", kilka pensjonatów. Najstarszy z nich to Tadeusz założony 80 lat temu przez oficera Legionów, leśnika Tadeusza Lorenza. Willa znajduje się w lesie, na uboczu, otacza ją duży ogród z basenem. - Bywali u nas Piłsudski, Beck, Mościcki, Koniew - Bogusław Tadeusz Lorenz (syn założyciela) wymienia jednym tchem, drapiąc za uchem jamnika Frycka. Drugi, Set, waruje przy drzwiach. Pod stołem przemknęła kotka. - To Szmata. Goście ją tak nazwali ze względu na jej fatalną reputację - wyjaśnia Alicja Lorenz-Łomnicka, wnuczka założyciela pensjonatu.

Lanckorona - Tadeusz, ul. Legionistów 46, tel. (0-33) 876 35 92, 40 miejsc noclegowych, doba z wyżywieniem 57 zł. PTSM, ul. Kazimierza Wielkiego 1, tel. (0-33) 876 35 89, noc w pokoju wieloosobowym 11-13 zł, w dwójce 18-22 zł + 4 zł za pościel. "Korona", ul. Krakowska 513, tel. (0-33) 876 64 01, 25 zł za dobę

Lanckorona - jedyna piekarnia mieści się na parterze kamieniczki przy Świętokrzyskiej. Zapach chleba roznosi się stąd po okolicy od co najmniej pół wieku. Pani Wanda, podając mi drożdżówki z jabłkiem i serem (niebo w gębie za 70 gr!), mówi, że biegała tu po pieczywo jako mała dziewczynka.

Lanckorona - Sielanka, restauracja monopolistka, powstała w latach 70. ubiegłego wieku, jak twierdzi jej obecna właścicielka Elżbieta Walczak. Meble z poprzedniej epoki, czysto i miło. Kartę dań otwierają zupa lanckorońska i półmisek lanckoroński. - Wymyśliłam je sama, bo tu kuchni regionalnej raczej nie ma - przyznaje pani Ela. Za talerz zupy (z mięsem!) zapłacimy 5 zł, za imponujących rozmiarów półmisek (trzy rodzaje mięsa, ziemniaki, zestaw surówek) - 20 zł.

Lanckorona - w Sielance pani Ela umiejętnie połączyła jedzenie ze sztuką. Na ścianach wiszą obrazy krakowskiego artysty Tadeusza Króla. To znakomita pamiątka z Lanckorony .

Lanckorona - PS: 30 maja pod ruinami zamku zapłoną "sobótkowe ognie", a 19 i 20 czerwca na Rynku odbędzie się jarmark świętojański z pokazami sztuki ludowej, przejażdżkami bryczkami, koncertami oraz wieczornym festynem w ruinach zamku

Więcej o: