Monachium: najlepsze miejsce na drugie śniadanie. Jedną rzecz musisz tam zjeść

Jeśli jesteście zwolennikami dużej ilości kalorii przyjmowanej w pierwszej połowie dnia - powinniście koniecznie wybrać się do Bawarii. Mieszkańcy stolicy tego regionu - Monachium - są mistrzami celebrowania porannego, obfitego posiłku.

Zaczyna się około 10:30 a kończy przed dwunastą. Drugie śniadanie. Popularne w Bawarii powiedzenie mówi bowiem: „biała kiełbasa nie powinna usłyszeć południowych dzwonów”. A to ona – Weißwürst -  jest przecież głównym składnikiem tego posiłku. Wyrabiana codziennie świeża – zwłaszcza w słynących z niej restauracjach, takich jak choćby "Weißes Bra¨uhaus", robiących podobno najlepsze wursty na całym mieście – żywot ma krótki: chwilę po dwunastej uważana jest już za niezjadliwą*. Na stoły Bawarczyków trafia więc maksymalnie świeży produkt.

W miejscu, gdzie dba się o tradycję, wjedzie ona na stół podgrzany w gorącej wodzie wypełniającej charakterystyczną, białą wazę z uszkami w kształcie głów lwich, nierzadko z herbem miasta. I oczywiście podana będzie w pachnącym historią bawarskim wnętrzu przez kelnerkę w drindlu (czyli ludowej sukience ze sznurowanym gorsetem) albo kelnera w skórzanych krótkich spodniach.

 

Bez krojenia, ale nie bez musztardy

Na porcję składają się dwie kiełbaski, nikt jednak nie zabroni wam ich zjeść więcej, zwłaszcza, jeśli nie obejdziecie się z nią jak turyści, krojący ją na plasterki. Mięso – naprawdę białe, cielęco-wieprzowem, z dodatkiem pietruszki, cebuli, kardamonu i imbiru, niezwykle delikatne - należy wyssać. Jeśli się wstydzicie, wystarczy obserwować, co robią goście przy innych stolikach, tu faux pas jest potraktowanie kiełbaski w inny sposób, choć jest ich parę. W tym oczywiście – niezjedzenie jej ze specjalną słodką musztardą.

 

Takiemu śniadaniu towarzyszy jeden z powszechnych symboli miasta – czyli posypany solą precel (Brezel) z wyczuwalnymi nutami drożdży i sody. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zbyt perfekcyjna pamiątka, w preclach trudno się jednak nie zakochać: skórka jest odpowiednio twarda i daje odpór zębom, sól skrzypi, a w środku znajdziecie biały, mleczny miąższ. Można je jeść same, ale posmarowane masłem smakują najlepiej, podobnie z obazdą – lokalną pastą z pleśniowego sera, podobną do Liptauera.

Do nich oczywiście kiełbaski, musztarda, no i obowiązkowo – choć może to się wydać dziwne koło jedenastej rano – duże piwo.  Nie musicie się tego wstydzić: znów polecam rozejrzeć się wokoło – właściwie większość osób pije tu ów napój uznawany od dawna za lekarstwo. Pożywny, zazwyczaj z lokalnego browaru, no i pasujący kolorem do kiełbasek, bo biały – Weissbier. Po takim śniadaniu można spokojnie przebiec maraton. No i świat wydaje się o wiele piękniejszy.

 

Najlepsze miejsce na monachijskie śniadanie:

Weißes Bra¨uhaus

Tal 7, 80331 München, Niemcy

http://www.schneider-brauhaus.de

* Informacja dla spóźnionych turystów: jest jedno miejsce w Monachium, które dla tych, którzy kiełbasy nie przełkną o poranku, serwuje kiełbaski także po południu, łamiąc tym samym tradycję.  Jest to Hofbrauhaus przy Platzl 9, największa bierhalle w Monachium.

ZOBACZ TEŻ: Stoi zapomniana w pobliżu polsko-niemieckiej granicy. Opuszczona Wieża Bismarcka. Czym jest i dlaczego w ogóle powstała?>>