Po ulubionych miejscach w Londynie oprowadza nas Kamila

Kiedy chcę poczuć, jak piękny jest Londyn...

...wsiadam do London Eye, wielkiego oka na miasto. London Eye to niezwykła karuzela. Kręci się bardzo powoli, a ja w jednej z 12 kapsuł podziwiam całe miasto. I tak sobie myślę: Jakim wielkim człowiekiem jestem na tym małym świecie. Londyn widzę jak na dłoni. Budynki, samochody, ludzie są jak małe punkciki. Kiedy wysiadam z oka, naprawdę jestem happy i wcale nie żałuję, że wydałam 11 funtów.

A kiedy mam iść randkę...

...to najchętniej nad Barnes Pond w południowo-zachodnim Londynie. Barnes Pond to staw. No dobra, możecie mnie posądzić, że jestem romantyczką. Niech będzie. Ale jeśli ktoś nie lubi takich miejsc, pikników na trawie (urządzane są tu masowo), to niech przyjedzie tu choćby po to, żeby spotkać gwiazdę. Ponieważ okolica jest piękna, mieszka tu wielu muzyków. No i do pracy mają blisko, bo obok jest studio nagraniowe Olympic.

Kiedy chcę poczuć się jak dziecko...

...to jadę do centrum, do Science Museum na Exhibition Road. Co tu można robić? Podróżować na Marsa albo łapać własny cień. Można być didżejem w radiu albo prowadzić inną audycje. Ale najlepsza jest zabawa w przewidywanie przyszłości. Jeśli zeskanujesz własną twarz, komputer przetworzy obraz, możesz zobaczyć jak będziesz wyglądać za 30 lat. Możesz też dowiedzieć się, jakbyś wyglądała jako facet. Naprawdę niezła zajawka. Generalnie w Science Museum wszystko związane jest z nauką, ale na razie nie wszystko mnie interesuje. Jeszcze jedna informacja może wam się przydać. Na większość wystaw wstęp jest bezpłatny.

Kiedy chcę się poczuć bogata...

...hm, to jadę do London Bridge Area. To hałaśliwe miejsce z wysokimi biurowcami. Na ulicach jest prawdziwa rewia mody (garnitury od Bossa, torebki od Diora). Tutaj naprawdę człowiek czuje, że jest w wielkim świecie. NO I W WIELKIM MIEŚCIE, a nie tak jak w większości miejsc w Londynie. Bo większości miejsc w Londynie są kwadratowe domki o identycznych wymiarach. Wszystkie ogrodzone drewnianymi szarymi płotami, tak że nic nie można zobaczyć. Może dlatego, że tak się odróżnia, lubię London Bri

Kiedy chcę poczuć, jak dawniej żyli ludzie...

...jadę na Borought Market. Ten targ ma ponad 700 lat! Kiedy jestem tu, to myślę sobie, ilu ludzi chodziło tu przede mną. Ich już nie ma, kiedyś mnie nie będzie. Uf, zrobiło się smutno. No to nie wiem, czy mogę jeszcze napisać, że tu blisko jest moja ulubiona katedra Southwark, której elementy pochodzą z czasów średniowiecznych, a w środku jest grobowiec brata Williama Szekspira - Edmonda.

Kiedy chcę spotkać fajnych, ciekawych i wyluzowanych ludzi...

...to siadam na ławce którejś ze stacji metra. Każda stacja ma inny charakter, koloryt. Jedną wybrali sobie hiphopowcy, drugą skrzypkowie. W latach 80. jedną z linii metra zwaną Jubilee Line (wyróżnia się szarym kolorem) upodobali sobie samobójcy. Teraz z tym koniec. Postawili specjalne osłony i nikt już się nie zabije.

Kiedy chcę sobie poprawić humor...

...przesiadam się do granatowej linii metra Picadilly Line i już jestem na stacji Hyde Park Corner. Kiedy wyjdziesz z metra, wokół zobaczysz najdroższe sklepy. Wisi mi, że nie mam pieniędzy. Oglądanie witryn i przymierzanie jest za darmo. A jak się napatrzę na kreacje znanych domów mody, takich jak Dior, Benetton, jak się uprę, to coś podobnego znajdę sobie w zwykłym sklepie.

A kiedy tęsknię za krajem...

...jadę do restauracji na Hammersmith w polskiej dzielnicy, w południowo-zachodnim Londynie. Kotlet mielony, schabowy, pomidorowa nie mają sobie równych! No, może bigos nie wychodzi im jak u mamy. W tej dzielnicy łatwo spotkać słowiańską bratnią duszę. Poza tym wreszcie można pogadać po polsku.

A kiedy chcę zaszaleć...

...jadę do stolicy muzyki elektronicznej, jaką jest południowo- zachodnia dzielnica Brixton. Tutaj muzyka powstaje na ulicy i właściwie niekoniecznie trzeba wchodzić do klubów, by spędzić tę jedną niepowtarzalną noc w Londynie. Na ulicach Brixton naprawdę dużo się dzieje, czasem aż za dużo (czytaj: także niebezpiecznego). Wtedy lepiej wejść do kościoła St. Mattew. Byłego kościoła, bo teraz jest tu klub Mass. Grają tu niemal wszystko - od hiphopu do drum'n'bassu. Od godz. 22 do godz. 6, a nawet dłużej. Ceny są spoko.

Więcej o: