Duszniki Zdrój

Chcesz zrobić sobie papier? Przyjedź do Dusznik

- Od 400 lat ręcznie czerpie się tutaj papier tą samą techniką - zapewnia Anna Stefaniszyn, dyrektor Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju. - To najstarszy czynny młyn papierniczy w Polsce. I najpiękniejszy w Europie - okazały, o świetnej architekturze i dobrze zachowany.

Nabrałam się na kolię, którą pani Anna miała na szyi. Byłam przekonana, że jest z metalu. A to był papier! Z papieru ma nie tylko korale i bransolety, ale także kolekcję kapeluszy. Wyrabia miski i kule, dodaje charakteru gotowym lampom, owijając je w papierowy arkusz, bo światło najlepiej wydobywa urodę wodnych znaków. - Z papieru można zrobić wszystko - uśmiecha się. - To materiał podatny, zarazem bardzo ulotny i zwiewny. A czerpany to arystokrata wśród papierów. Jest aksamitny, ciepły w dotyku, miękki, wytrzymały i ma niepowtarzalną fakturę. Każdy arkusz jest inny.

Z holendra pod prasę

Jednym z milszych obowiązków pracowników młyna jest włóczęga po okolicznych łąkach i ogrodach. Wracają z naręczami kwiatów i ziół. Stokrotki, rumianki, dzwonki, chabry, nagietki, piwonie, róże, lawenda, listki mięty i oregano lądują w papierowej masie. Trzeba je wrzucić świeże, zanim zaczną tracić kolor.

Masa z celulozy (kiedyś używano bawełnianych i lnianych szmat), przemielona w tzw. holendrze, potem rozcieńczona wodą z górskiej rzeki jest chłodna, przypomina krochmal. Zanurzam dłonie w kadzi i wybieram trochę na prostokątne sito.

- Technika jest ta sama od 2 tys. lat - wyjaśnia pani Anna. - Wyławianie na sita włókienek z wodnej zawiesiny.

Odwracam sito na kawałek filcu, w który wsiąka woda - to patent Arabów sprzed kilku wieków.

Arkusz, filc, arkusz, filc... - przekładaniec trafia pod prasę. Potem delikatnie oddziela się wilgotny papier od filcu i suszy. Mój jest niebieski z wodnym znakiem - św. Piotrem, patronem Dusznik.

Każdy może zrobić sobie papier. Na lekcjach w muzeum - godzinnych, jedno-, dwu- lub trzydniowych - nauczymy się teorii i własnoręcznego czerpania. Wykupują je pojedyncze osoby i całe szkoły ("mamy rezerwacje na cały rok").

Popularne są kartki ze znakami wodnymi; można też wrzucić własne płatki; dzieci uwielbiają robić dwukolorowe kartki z odciskiem swoich dłoni.

Tapa i bai-lan

Budynek stoi przy trasie prowadzącej do przejścia granicznego w Kudowie. Widać stąd jego bryłę ozdobioną drewnianymi wolutami i krytą gontem. Kamienny próg jest solidnie wytarty - pierwsi pracownicy przeszli tędy w 1605 r. W wykuszu zachował się wychodek, który służył papiernikom już 400 lat temu.

W kolejnych salach swojsko trzeszczą podłogi. Zamknięto tu bogatą historię papiernictwa i materiałów pisarskich: od chińskiej tapy z łyka drzew, przez egipski papirus, pergamin, bai-lan z liści palmowych, po pierwsze papiery ze starych szmat i sieci. Matryce, sita, maszyny, aparatura metrologiczna do badania cech papieru (zgromadzono tu jedną z największych kolekcji w Europie). Zwróćcie uwagę na niepozorny szary arkusz w pierwszej sali. Kiedy wydobyto okręt "Vasa", który przeleżał na dnie Bałtyku ponad 300 lat, z lin kotwicznych Szwedzi zrobili papier. Jeden egzemplarz Duszniki dostały w prezencie.

Młyn należał do trzech rodzin: Kretschmerów, Hellerów, Wiehrów. Za swe zasługi Kretschmerowie otrzymali tytuł szlachecki, przywilej na dostawę papieru do wszystkich urzędów we Wrocławiu i wyłączność na pozyskiwanie szmat na ziemi kłodzkiej. Hellerowie byli oficjalnymi dostawcami papieru na dwór pruski. Wiehrowie przed wojną przekazali młyn miastu ("dzięki temu żadni potomkowie nie mają do niego roszczeń").

- Papier stąd był tak znakomity, że nazywano go wiecznotrwałym - mówi dyrektorka.

Przedstawiciel młyna właśnie jest w Atenach - dusznicki zabytek techniki i architektury przemysłowej, jako jedyny z Polski, znalazł się wśród finalistów konkursu na Europejskie Muzeum Roku 2004. Każdy może pokazać jeden eksponat: Duszniki zaprezentują kieszonkową wagę do papieru z początku XX wieku.

W papierniczym ogrodzie

- Odchodzi epoka martwego muzeum, w którym nie ma nic prócz przykurzonych zbiorów - mówi Anna Stefaniszyn. - Ono musi żyć, przyciągać ciągle czymś nowym.

Dlatego na dziedzińcu trwa remont kawiarenki, która niebawem ruszy, i dlatego nad rzeką obok młyna wytyczono staranne grządki. Lada dzień zazieleni się świeżo nasadzony i wysiany ogród papierniczy. Edukacyjne rabaty to zbiór roślin używanych w papiernictwie. Morwy i juki, kilka rodzajów bambusów, pokrzywy o długich włóknach (pamiętacie bajkę o Elizie, która tkała koszulki z pokrzyw dla braci zamienionych w łabędzie?), len i konopie, a nawet chińskie róże - wyciąg z ich korzeni rozbija włókna w papierowej masie.

Szef pewnej spółki przyjechał z workiem równo pociętych kolorowych nitek - chciał, żeby zatopić je w papierze, który zamawiał dla firmy. Urząd miasta w Częstochowie prosił o jeden wyjątkowy arkusz do nadania aktu honorowego obywatelstwa Papieżowi. Firma sprzedająca oprogramowanie komputerowe wymyśliła sobie certyfikaty autentyczności ze znakami wodnymi. Znaki mogą być w kształcie logo, liter, herbów miast.

Papier o wyraźnej nierównej fakturze jest atrakcyjnym opakowaniem, ale trudno na nim pisać. Ten pod ręczne pismo wygładza się i mocniej zakleja, żeby nie "pił" atramentu. Czerpane arkusze zamawiają małe bibliofilskie wydawnictwa do unikatowych książek, artyści do grafik i akwarel, uczelnie na doktoraty honoris causa.

- Ten ostatni musi być lekko kremowy, ale nie herbaciany, o delikatnej fakturze i w odpowiednim formacie - mówi pani Anna. - Spełniamy każde zamówienie, także na pojedyncze arkusze. Nawet z odciskiem kciuka, jak sobie zażyczył pewien prezes.

Więcej o: