Poleski Park Narodowy. Żółwie szkraby idą w świat

Przez trzy tygodnie opiekowałam się malutkimi żółwiami błotnymi w Poleskim Parku Narodowym

Z Urszulina, gdzie mieszkałam (i gdzie mieści się dyrekcja Parku), codziennie wczesnym rankiem wędrowałam do pracy. We wrześniu na Polesiu były już pierwsze nocne przymrozki, w powietrzu czuło się mroźny oddech zimy. Tutejszy klimat staje się coraz bardziej kontynentalny. Lata są upalne i suche, zimy długie i mroźne, z małą ilością śniegu. Stąd susze, które dotykają Polesie kolejny rok z rzędu. Park Narodowy stworzono dla ochrony unikatowych bagien i torfowisk, którym udało się przetrwać melioracje. Susza jest też jedną z przyczyn powstania tu Ośrodka Ochrony Żółwia Błotnego (w którym pracowałam). Ma on odmłodzić jego populację na Polesiu. Żółwie jaja wybiera się z gniazd i przechowuje w specjalnych cieplarkach. Gdy wyklują się młode, przenosi się je do akwariów, w których przechodzą przyspieszone "kursy" pływania i nurkowania (żółwie błotne zdobywają pokarm i jedzą w wodzie), odróżniania ślimaka od nogi braciszka oraz zgrywania ważniaka pośród rzęsy wodnej. Są dokładnie mierzone, ważone - miesięczny żółwik waży 4-6 gr i mierzy ok. 2,5 cm - i znakowane - na pancerzykach maluje się kolorowe plamki, które tylko wtajemniczeni są w stanie rozszyfrować. A poza tym żółwiki dobrze się przy tym bawią: przytapiają się nawzajem, ganiają, próbują udowodnić, że jednak mur da się przebić głową, wygrzewają się na kamiennych wysepkach i ciekawskimi ślepiami obserwują dziwaczny świat ludzi. Odchowane maluchy wypuszcza się do naturalnego środowiska żółwia błotnego: do torfianek (zalanych wodą wyrobisk torfu), zarastających jezior i bagien. Pracownicy parku starają się zrobić to jak najbliżej miejsc, skąd wzięte były jaja. Na żółwiego szkraba czyha w szuwarach mnóstwo niebezpieczeństw. Widziałam, jak żaba zaatakowała jednego z naszych podopiecznych zaraz po wypuszczeniu go do stawu. Jako wzorowi przybrani rodzice "puknęliśmy" ją między oczy i wypluła maleństwo z powrotem do wody. Niektóre młode wypuszcza się do zarastających stawów rybnych w Pieszowoli, gdzie mają pod dostatkiem pożywienia.

Wśród pieszowolskich stawów powstała ścieżka przyrodnicza Perehod. Spacerując groblami, możemy obserwować gęsi, kaczki, łabędzie, czaple, żurawie, a także rzadziej spotykane bieliki i błotniaki. Widać ślady działalności bobrów i wydr. Dla ułatwienia obserwacji zbudowano schron i postawiono wieżę widokową. Takich punktów obserwacyjnych jest więcej. Park jest pełen zarastających jezior, grzęzawisk, torfowisk i innych terenów trudnych do przebrnięcia. Położono ciągi drewnianych kładek, które umożliwiają dotarcie w głąb nieprzebytych borów bagiennych i torfowiskowych zespołów roślinnych zbliżonych do podbiegunowej tundry, a także do brzegów jezior Moszne czy Łukie.

Na Polesiu, które jest mieszanką kultur, osiedli m. in. Żydzi, Ukraińcy, Białorusini, Holendrzy, Niemcy. Synagogi w Łęcznej i Włodawie są obecnie muzeami, cerkwie we Włodawie czy w Holi pełnią swoje religijne funkcje do dziś. Aby poznać genealogię rodzin, historię wsi i miasteczek najlepiej odwiedzić tutejsze cmentarze. We wsi Hola nagrobki opisane cyrylicą znajdują się obok polskich. Zardzewiałe kute krzyże, piękne figury autorstwa anonimowych lokalnych artystów są najlepszym podręcznikiem historii regionu. O ile Urszulin to typowa osada przy trasie Lublin-Włodawa ze stacją benzynową, marketem, barami itp., to w pobliżu znajduje się kilka ciekawych wiosek, np. Zawadówka. Leży wśród pól, w samym centrum Parku. Punktem charakterystycznym wsi jest zrujnowany stary wiatrak oraz kilka drewnianych, typowych dla Polesia chałup. Za to Wyryk wygląda jak ogromny skansen. A to podobno za sprawą... letników, którzy wykupili sporą część wsi, restaurując stare, kryte strzechą lub gontem chaty. W Wyrykach wyplata się kilimy - sztuka tkacka przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

Więcej o: