Zanim kupisz rower

Rama aluminiowa czy chromowo-molibdenowa? Dla kogo to siodełko? Kiedy do mechanika? Zanim kupisz rower, przeczytaj nasz poradnik

Najczęściej kupujemy rowery górskie - masywna rama, szerokie opony i koła 26-calowe. Wytrzymały, świetnie spisujący się na dziurawych czy piaszczystych drogach góral sprawdzi się w lesie i na bezdrożach. A jeśli nie przepadamy za jazdą terenową? Pomyślmy o rowerze trekkingowym bądź crossowym, w sam raz na rekreacyjne przejażdżki ścieżkami rowerowymi czy ubitymi leśnymi duktami. Są do siebie bardzo podobne, jednak rower crossowy nie ma bagażnika ani błotników. Obydwa mają opony węższe niż góral, a dzięki temu mniej "przylepne" (fachowcy mówią: opony o mniejszych oporach toczenia) - jazda wymaga więc mniejszego wysiłku. Montuje się w nich koła 28-calowe. Nie amortyzują one tak dobrze na wybojach jak koła mniejsze, ale to przecież na ścieżce rowerowej mniej istotne. Na obydwu pozycja rowerzysty jest bardziej wyprostowana, a więc wygodniejsza.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie górala, roweru trekkingowego bądź crossowego?

Rama

Przede wszystkim wytrzymała i lekka aluminiowa. Najczęściej spotykana oznaczona jest numerem 7005. To symbol stopu aluminium. Unikajmy ram nieposiadających nazwy stopu i wyglądających tak, jakby naklejkę doklejono później. Spawy między częściami ramy (dotyczy to i tych chromowo-molibdenowych) nie powinny sprawiać wrażenia, jakby "spływały". Nie powinny też być szlifowane, bo osłabia to wytrzymałość ramy (są tu pewne wyjątki, ale dotyczą bardzo drogich rowerów).

Najpopularniejszy stop do produkcji ram chromowo-molibdenowych ma symbol 4130. Ale uwaga - często ramy figurujące w katalogach jako chromowo-molibdenowe mają z tego stopu tylko rurkę podsiodłową, a resztę z cięższej stali high-tension.

Tańsze rowery mają często fabrycznie skrzywione ramy. Dobrzy rowerzyści mogą to sprawdzić, jeżdżąc bez trzymanki - rama jest krzywa, gdy rower ściąga na jedną stronę.

Siodełko

Powinno być znanej firmy, np.: Velo, Selle Italia, Selle Royal. Pamiętajmy, że inne siodełka przeznaczone są dla kobiet, a inne dla mężczyzn. Damskie są krótkie i szerokie, męskie - dłuższe i węższe. Może więc się okazać, że wygodne siodełko, ale przeznaczone dla innej płci, będzie nieodpowiednie. W siodełkach męskich przez środek przebiega wgłębienie, które ma zapobiegać urazom, np. prostaty. Nie wiadomo, czy tak jest w istocie, na pewno jednak nie przeszkadza to w jeździe. Przed zakupem najlepiej wypróbować kilka modeli.

Równie istotna jak kształt siodełka jest długość sztycy. Przy pedałowaniu nogi muszą być wyprostowane, w przeciwnym razie pracują nie te partie mięśni, co trzeba, i szybciej się zmęczymy.

Samo siodełko powinno być ułożone poziomo, bo będzie niewygodne.

Manetki

Jakie wybrać: w kierownicy (obrotowe) czy obsługiwane palcami? Te w kierownicy są bardziej "intuicyjne" - jeden obrót nadgarstka to jeden "bieg". Jednak wielu rowerzystów ich nie lubi, ponieważ bywają nieprecyzyjne - trochę mocniejszy ruch i przeskakujemy o dwie zębatki, a nie o jedną; w zmianę biegu też trzeba włożyć trochę siły.

Manetki obsługiwane palcami wymagają - szczególnie u osób jeżdżących rzadziej - chwili skupienia: którą dźwignię nacisnąć, by zwiększyć lub zmniejszyć "bieg". Łatwiej się też psują (choć ostatnio są bardziej wytrzymałe).

Amortyzator

Przyzwoity kosztuje 250 zł. Najprostsze amortyzatory firm RST czy Suntoura idealnie nadają się do jazdy po ścieżkach. Mają poprawić komfort jazdy i ochronić nadgarstek, na którym opiera się ciężar ciała. Nie jest prawdą, że to jedna z najczęściej psujących się części. Taka opinia może wynikać z tego, że najprostsze i najtańsze amortyzatory wykorzystuje się w ekstremalnych warunkach (jeśli na nich skaczemy, nie dziwmy się, że łatwo się psują). Z drugiej zaś strony montowanie w rowerze rekreacyjnym drogich amortyzatorów do jazdy wyczynowej mija się z celem, w dodatku ich konserwacja słono kosztuje.

Ceny

Jeśli chcemy jeździć rekreacyjnie w weekendy (głównie ścieżkami) kupmy firmowy rower za 600-1000 zł. Nie dajmy się nabrać na tanie okazje z supermarketów, każdej wiosny reklamowane na billboardach i w ulotkach - rower za 300 zł raczej nie wytrzyma jednego sezonu.

Za ponad 1 tys. zł - do 3-4 tys. - kupimy lepsze rowery, do intensywnej jazdy (kilka tysięcy kilometrów w sezonie).

Jeszcze droższe są rowery dla osób intensywnie jeżdżących i sportowców. Tylko czy warto w nie inwestować? Może okazać się, że niezbyt nadadzą się do celów rekreacyjnych - rowery wyczynowe mają inną, z reguły mniej wygodną geometrię ramy. To tak jakby jeździć sportowym samochodem po mieście - fajnie, ale na dłuższą metę niewygodnie.

Uwaga! W sklepach firmowych zwracajmy uwagę, by rower (zwłaszcza modele do 2 tys. zł) miał jak najwięcej części firmy Shimano, nawet tańszych typów, np. TY40, zwanej potocznie SIS. Nie tylko przerzutkę, ale także przeniesienie napędu, łańcuch, zębatki. Często zdarza się bowiem, że producent daje na tylne koło osprzęt lepszy, a z przodu - fatalnej jakości korbę czy piastę. Robi tak specjalnie, bo niedoświadczony klient patrzy najczęściej tylko na tylne przerzutki.

Mechanik

Przynajmniej raz w roku rower powinien obejrzeć mechanik (najlepiej po zakończeniu lub na początku sezonu). Choćby po to, by zobaczyć, czy rama nie pęka. Warto zaprzyjaźnić się z jednym serwisem - będzie wiadomo, co i kiedy było naprawiane. Dobre serwisy wydają coś na kształt książeczki roweru, w której zapisywane są przeglądy i naprawy.

Nie dłubmy sami przy rowerze, bo będzie z tego więcej szkód niż pożytku. We własnym zakresie wykonujemy tylko czyszczenie i smarowanie łańcucha i trybów. No i oczywiście pompowanie kół - w góralu minimalne ciśnienie w tylnym to 3 atmosfery, w przednim o pół mniej.

Grzechy główne

Nie czyścimy i nie smarujemy roweru. Zdarza się też, że używamy do tego celu smarów samochodowych, które są zbyt lepkie. Zaopatrzmy się w dobry smar, raczej oliwkę niż aerozol.

Odwiedzamy mechanika, gdy na rowerze nie da się już jeździć. Luz czy klekotanie to znak, że trzeba sprzęt obejrzeć. Później wszystko będzie nas kosztowało drożej.

Kupujemy rowery na wyrost. Dzieci często nie sięgają rękoma do kierownicy, przybierają dziwaczne pozycje w czasie jazdy.

Nie przypinamy rowerów. Konsekwencje wiadome.

Dziękuję za pomoc znawcy rowerów Pawłowi Szewczykowi z warszawskiego sklepu rowerowego Plus