Karnawałowe ploteczki z Włoch

We Włoszech karnawał świętuje się na ulicach i placach. U nas najbardziej znany jest ten wenecki, ale tak naprawdę...

Niemal w każdym mieście jest inny. Zaczyna się też różnie: 26 grudnia, w Nowy Rok, w święto Trzech Króli albo Matki Boskiej Gromnicznej. Kończy - między tłustym czwartkiem a ostatkami. Wszędzie jest spontaniczny, euforyczny i - tradycyjnie - przebrany, ośmiesza mieszkańców poszczególnych regionów. Wenecki Arlekin w kolorowe romby to głupkowaty, ale cwany sługa, a Pantalon - kochliwy i skąpy kupiec. Neapolitański Poliszynel, z garbem i zakrzywionym nosem, nosi czarną maskę. Boloński Balanzone to przemądrzały i gadatliwy doktor. Słodycze karnawału to chiacchiere, czyli ploteczki, znane też pod innymi nazwami, zależnie od regionu i użytego likieru.

Viareggio

raz na wozie...

Za stolicę karnawału we Włoszech uchodzi Viareggio. Znak rozpoznawczy - carri, czyli wozy. Suną ulicami miasta, przewożąc potężne kukły z papieru, które carristi przygotowują przez cały rok. Nie ma polityka, przedstawiciela kultury czy show-biznesu, który nie zostałby przynajmniej raz pasażerem-bohaterem jednego z wozów. W ubiegłym roku zasiedli na nich m.in. Silvio Berlusconi, Dario Fo, Roberto Benigni, Nanni Moretti i George W. Bush. Podczas defilady postaci ożywają: poruszają rękami, wywracają oczami, otwierają usta. Na wozach jadą też dzieci i młodzież, rzucając w stronę widzów konfetti i serpentyny.

Wszystko zaczęło się w roku 1873, kiedy kilku notabli wpadło na pomysł, by w niedzielę parada wozów ozdobionych kwiatami przetoczyła się w tę i z powrotem przez via Regia, główną ulicę miasta. Na tę okoliczność niezadowoleni z wysokich podatków mieszkańcy przygotowali maskaradę ośmieszającą poborcę podatkowego. Defilada tak się spodobała zarówno możnym, jak i prostemu ludowi, że włączono ją do kalendarza na stałe.

Dziś w internecie można znaleźć ogłoszenia carristi reklamujących swoje kukły. We własnym mieście nie pokażą ich przecież po raz drugi, ale w innym...

Fano

Pupo kończy na stosie

W tym mieście nad Adriatykiem, niedaleko Urbino karnawał narodził się (jeśli wierzyć legendzie) w XIV w. Pierwsze zapisy pochodzą z 1347 r. Okazją było pojednanie dwóch głównych rodów - Del Cassero i Da Carignano. Wiadomo też, że w 1450 r. odbyły się tu wyścigi z udziałem koni i osłów; zwycięzca świętował sukces, rzucając w stronę widzów wafle na miodzie. Podobno w karnawale mieszkańcy obrzucali się flakami. Dziś z wozów w Fano spadają na tłumy kwintale słodyczy.

W epoce napoleońskiej pojawił się dodatkowy element: Pupo (zwany też Vulonem) - kukła ośmieszająca francuskich żołnierzy, którzy wymuszali na ludności wysokie podatki. W tym roku Pupo po raz kolejny zakończy żywot na stosie, zapewniając w ten sposób mieszkańcom pomyślność w Nowym Roku. Parada przebierańców kończy się tzw. Luminarią, świętem kolorów i świateł tworzących na odcinku dwóch kilometrów bajeczną grę cieni.

Ivrea

bitwa na pomarańcze

Wyjątkowo plebejski charakter ma karnawał w piemonckiej Ivrei. Kiedy w XII w. Fryderyk Rudobrody wprowadził na tutejszy urząd niejakiego Raineriego, w mieście zapanowały nadużycia i przemoc. W roku 1194 lud zbuntował się i zniszczył zamek despoty. Podobny los spotkał 72 lata później innego ciemiężyciela Guglielma z Monferato.

W ludowej tradycji Raineri i Guglielmo zlali się w jedną postać: tyrana żądającego prawa pierwszej nocy od świeżo zaślubionych obywatelek miasta. Jedną z nich była według legendy piękna młynarka Violetta. Zaproszona na pokoje nie tylko nie uległa złemu panu, ale odcięła mu sztyletem głowę, po czym z dumą zademonstrowała ją uciskanym obywatelom. Zdarzenie to miało zapoczątkować rebelię, która doprowadziła do zburzenia zamku. Dziś symbolizuje ją organizowana w karnawale wielka bitwa na pomarańcze. Zaczęło się rzucaniem owocami z balkonów w przygodnych przechodniów. Początkowo lokalne władze tępiły ten oryginalny zwyczaj. Po II wojnie światowej pomarańczowe igraszki zamieniły się w regularne walki między pieszymi a zaprzęgami konnymi.

Dziś na placach mierzą swoje siły dwie drużyny - piesi "pomarańczarze" symbolizują wyzwolony lud, zawodnicy w zaprzęgach - gwardię tyrana. W ruch idzie 360 ton soczystej amunicji. Drużyna piechurów składa się z setek osób. W zabawie mogą wziąć udział wszyscy, wystarczy wpisać się na listę. W ostatnich latach zgłasza się coraz więcej zamiejscowych.

Karnawał w Ivrei rozpoczyna się w święto Trzech Króli. Uroczysty pochód otwierają giermkowie, powiewając sztandarami historycznych dzielnic. Rozbrzmiewają piszczałki i bębny. Miejscowym daniem karnawałowym jest fasola ze słoniną. Gotowaną w wielkich kotłach rozdaje się gratis. Tradycja sięga średniowiecza, kiedy racje fasolowe przydzielane były najbiedniejszym przez bractwa zakonne. Co do dzielnej młynarki Violetty - niektórzy są przekonani, że do dziś obserwuje obchody wmieszana w barwny tłum.

Putignano

pogrzeb króla

Apulijski karnawał, jeden z najstarszych (odnotowany w 1394 r.), a na pewno najdłuższy na świecie, zaczyna się 26 grudnia. Są wozy i kukły, ale i ndonaro (w dialekcie słowo opisujące ruch huśtawki) - hałaśliwy orszak mieszkańców przebranych za wieśniaków i wojowników, który przemierza ulice, śpiewając i grając na zaimprowizowanych instrumentach.

Obchody rozpoczyna przegląd humoru i satyry inspirowany postaciami i wydarzeniami z życia miasta. W poniedziałek przed ostatkami następuje ostatnie namaszczenie karnawału - rytuał wzorowany na liturgicznym, z księdzem i ministrantami. Nazajutrz odbywa się pogrzeb Króla Karnawału. Za trumną podąża zapłakana żona, opowiadając o jego cnotach, a towarzyszące jej płaczki intonują przyprawiające o dreszcze śpiewy. Pod koniec procesji trumna zostaje podpalona.

Tradycyjnym miejscowym strojem jest farinella, przypominająca karcianego jokera: kolorowe łaty i dzwoneczki na czapce, czubkach butów i kołnierzu. Łaty są zielone i białe, jak barwy miasta. Nazwa przebrania pochodzi od dawnego dania biedoty na bazie ciecierzycy i opiekanego zboża.

Wenecja

biała gołębica sypie konfetti

Lagunowy krajobraz, niepowtarzalne piękno patrycjuszowskich domów, uliczek, placyków, zapewniają jedyną w swoim rodzaju dekorację. Na bal w jednym z przywróconych do życia podupadających pałaców płynie się gondolą. Wszystkie drogi prowadzą na plac św. Marka. To na jego widok Petrarka wykrzyknął: "Nie wiem, czy istnieje na świecie coś równie pięknego!". Dzięki znakomitej akustyce plac spełnia funkcję i sceny, i widowni. W czasach republiki w karnawale odbywały się tu walki zapaśnicze i bokserskie, koncerty i bankiety, wystawiano komedie. Produkowali się astrologowie, wędrowni pieśniarze, szarlatani. Do karnawałowego folkloru należały nawet egzekucje. W tłusty czwartek do zabawy przyłączał się doża. Mogły w niej uczestniczyć nawet zakonnice, musiały tylko zasłonić twarz. Karnawał pozwalał łamać wszelkie reguły, więc wenecjanie przeżywali ten okres bardzo intensywnie. Spektakle i muzyka wypełniały dnie i noce, wszystkie placyki brał we władanie świętujący tłum. Tańczyło się wszędzie, również na dziedzińcach klasztornych.

Typowy strój wenecki to bautta (jedwabny kaptur) i koronkowa peleryna. Do tego tabarro (czarny, obszerny płaszcz), trójgraniasty kapelusz i biała maska, niemal całkowicie zasłaniająca twarz. Pozwalała na anonimowość, na odrobinę szaleństwa w dostojnym świecie średniowiecza i renesansu. Można w niej było wejść do salonu, kancelarii, pałacu, kasyna, na bal. Działała jak czapka niewidka.

Na czas karnawału Wenecja stawała się centrum Europy. Dziś też ściąga on tysiące osób. Tradycję przywdziewania masek przywrócono w 1980 r. Kiedyś ich wykonanie powierzano największym artystom, obecnie produkcja osiągnęła rozmiary przemysłowe. Przebierają się wszyscy - wenecjanie i cudzoziemcy. Wielu decyduje się na specjalny makijaż za parę euro, tak barwny i wzorzysty, że może zastąpić maskę. Na ulicy spotkać można nawet przebranego czworonoga.

Punktem kulminacyjnym jest tłusty czwartek. Kiedyś obchodzono go wyjątkowo uroczyście na pamiątkę zwycięstwa nad Ulrykiem zmuszonym do składania corocznej daniny z byka i 12 wieprzy (miały symbolizować patriarchę i jego kanoników). Dziś właściciele restauracji wytaczają na wąskie uliczki beczki z młodym winem. Tegoroczne hulanki będą trwały dłużej niż zwykle - od 6 do 24 stycznia.

Jednym z symbolicznych wydarzeń weneckiego karnawału jest lot gołębicy. W czasach Serenissimy wysportowany śmiałek wspinał się po linie na szczyt dzwonnicy, po czym schodził do głównego balkonu pałacowego, by złożyć hołd doży, obdarowując go bukietem kwiatów i pochwalnymi strofami. Przedstawienie nazywano lotem anioła lub Turka (po raz pierwszy jego bohaterem był akrobata turecki). Z czasem człowieka zastąpił mechaniczny ptak. W pierwszą niedzielę karnawału, w południe, po linie między dzwonnicą a Pałacem Dożów spływa biała gołębica, z której sypie się deszcz konfetti.

Ostatnie godziny wolności, czyli ostatki, to Święto Szaleńców. Płonie kukła, nad głowami tańczących wirują serpentyny. Spod mostu, znad kanału wyłaniają się tajemnicze postaci w pelerynach, kapturach, trójrogach. W przedwieczornej mgle, w malowniczych zaułkach, można odnieść wrażenie, że oto świat cofnął się o kilkaset lat.

Przez internet

http://www.venice-carnival.com

http://www.carnevalofvenice.com

http://www.carnevalecommunity.it

http://www.carnevale.ivrea.it

http://www.bambinopoli.it/carnevale (strona opracowana z myślą o dzieciach - legendy, zabawy, przebrania, przepisy)

Więcej o: