Jaskinie i rafy Jukatanu

Cenote Azul - głosi strzałka przy drodze. Równie dobrze mogłoby być napisane, że znajdujemy się sto metrów od raju.

Strzałkę mijamy kilkakrotnie, jeżdżąc z północy na południe tzw. Riwiery Majów, czyli wybrzeża półwyspu Jukatan w Meksyku. Prowadzi w głąb jasnozielonej, soczystej dżungli. Zaintrygowani wysiadamy...

Po prostu rajskie jeziorko

Cenote to niewielkie jeziorka lub podwodne jaskinie powstałe na skutek wymywania przez deszcz wapiennych skał. Gdy poziom wód się podniósł, zalała je słodka woda. To, na co natrafiamy, przechodzi jednak najśmielsze oczekiwania: po prostu rajskie jeziorko! Woda jest krystalicznie czysta, na dnie zielone i brązowe skały. Wokół zwiesza się gęsta roślinność, śpiewają dziesiątki ptaków. Ktoś zbudował małe mostki i drabinkę, żebyśmy mogli się wykąpać. W dodatku jesteśmy tylko my...

"Nasz" Cenote Azul (Lazurowy) nie jest nawet wymieniony w przewodniku. Podobnych strzałek naliczyliśmy zresztą co najmniej kilkanaście, a każda reklamuje najpiękniejsze jeziorko w okolicy.

Dwoje Oczu po sznurku

Labirynt podwodnych jaskiń na Jukatanie liczy kilka tysięcy kilometrów. Wiele szkół nurkowania proponuje wyprawy do cenote, nawet dla niezbyt doświadczonych. My wybieramy Dos Ojos, czyli Dwoje Oczu - startując z tego samego miejsca można opłynąć dwie podziemne trasy. Dla mnie, początkującego nurka, moment gdy wpływamy z niewielkiego otwartego jeziorka pod skałę, gdzie panuje niemal zupełna ciemność, robi wrażenie. W cenote nie nurkuje się głęboko (ok. 7-10 metrów), ale głową niemal dotyka się sklepienia. Z latarką w dłoni podążam za przewodnikiem. Już po chwili robi się niesamowicie: wokół białe stalaktyty i stalagmity, woda idealnie przezroczysta (o tym, że w ogóle jest, świadczą jedynie wydychane przez nas bąbelki), przez szpary w skałach prześwituje światło.

Wzdłuż naszej trasy rozpięty jest sznurek, żebyśmy się nie pogubili. Przepływamy obok tablicy z trupią czaszką, która przestrzega przed zapuszczaniem się dalej. Najlepsze jest wciąż przed nami: gdy kierujemy się ku wyjściu, zza lasu stalaktytów widzimy nagle - wciąż będąc pod wodą - jej oświetloną słońcem powierzchnię. Prawdziwy wielki błękit! Nic dziwnego, że nurkowie z całego świata przyjeżdżają tu, by zaznać nowych wrażeń.

Żółwie, mureny i rekiny

Jukatan słynie także z raf koralowych, które ciągną się wzdłuż wschodniego wybrzeża. Wyspa Cozumel, kilkanaście kilometrów od wybrzeża, stała się mekką dla nurków jeszcze w latach 60., gdy francuski badacz oceanów Jacques Cousteau nakręcił tu jeden ze swoich filmów.

Atrakcje zaczynają się już na głębokości kilku metrów. Niemal przepychamy się przez tłumy kolorowych rybek, mija nas spory żółw. Przewodnik wyszukuje w otworach rafy zieloną i kropkowaną murenę. Jedna ma chyba ze dwa metry. Lepiej nie wyciągać palca, bo odgryzie!

Nurkować można niemal we wszystkich miejscowościach wzdłuż wybrzeża. Nam najbardziej podoba się Isla Mujeres, Wyspa Kobiet, nazwana tak być może z powodu figurek znalezionych w ruinach Majów, a być może dlatego, że karaibscy piraci trzymali tu swoje kobiety. Jej północna plaża z płytką wodą i palmami słusznie uchodzi za bodaj najpiękniejszą w Meksyku. Nurkując właśnie w tej okolicy, spotykamy rekina. Żyje ich tam kilkanaście gatunków, m.in. rekin buldog (bull shark, mierzy od 2,5 do 4 m), uważany za wyjątkowo groźnego. Ataki na ludzi zdarzają się jednak rzadko, może raz w roku. Przewodnik uprzedza, że gdyby rekin był agresywny, należy wziąć się za ręce w kółku i przeczekać. Ten nasz nie jest jednak zainteresowany "zawarciem znajomości" i szybko odpływa. Później spotykamy drugiego, śpiącego pod koralowym nawisem.

W pobliżu Isla Mujeres na głębokości 23 m znajduje się słynna jaskinia śpiących rekinów. Zbyt często pojawiający się goście sprawili jednak, że występują tam one coraz rzadziej.

Gęsiego do wraków

To może zwiedźmy wraki? Na dostępnej dla amatorów głębokości 20-30 m zatopionych jest ich wiele - i tych sprzed wieków, i całkiem nowych. W dziurach, tam gdzie były śruby, zadomowiły się olbrzymie homary. Głową w dół, gęsiego, wsuwamy się ostrożnie do ciemnych pomieszczeń. Drogę oświetlamy latarkami. Na rękach mamy piankowe rękawiczki. Lepiej nie ocierać się o statek, który cały obrósł ostrymi skorupiakami. - OK? - pyta co chwila gestem przewodnik. Powietrza w butli szybko ubywa, chcemy już wypływać. On jednak pokazuje, żebyśmy zobaczyli kolejną kabinę. Po chwili wahania ruszamy za nim. A tam - stajemy oko w oko z gigantyczną rybą. Siedzi w ciemnym kącie, nie widzimy jej całej, ale głowę ma wielką jak koń! Przez chwilę łypiemy na siebie nawzajem. Powietrze nieubłaganie się jednak kończy i trzeba wypływać. Należy robić to powoli i bardzo uważać, bo nad głową często przepływają łodzie wożące nurków i turystów.

Oficjalna strona Isla Mujeres: http://www.isla-mujeres.net

Nurkowanie na Isla Mujeres: http://www.isladiveguide.com

Więcej o: