Rzym to Rzym

Najtrudniej uchwycić to coś, zwane umownie atmosferą. Po ostatnim, dłuższym pobycie w Rzymie zauważyłam, że ludzie patrzą na mnie podejrzliwie. Po jakimś czasie zrozumiałam - śpiewałam na ulicy...

Mój pierwszy Rzym to rok 1991. Przeżyłam tu wówczas jedno z większych włoskich rozczarowań. Miałam świeżo w pamięci wiersz Czesława Miłosza "Campo di Fiori" - ten z "koszami oliwek i cytryn niesionymi w wesołym gwarze". Było sierpniowe popołudnie, sjesta. Zastałam plac całkowicie opustoszały. Żywego ducha, jeden samotny gołąb na głowie Giordana Bruna. Podobne rozczarowanie przeżyłam później w Weronie, gdzie spodziewałam się zobaczyć grób Giulietty takim, jak go opisał Cyprian Kamil Norwid - z cyprysami i meteorytami. Takie pensjonarskie przesądy.

Po latach na jednej ze ścian Campo, w miejscu gdzie zaczyna się via dei Giubbonari, odkryłam tabliczkę z fragmentem wiersza Miłosza i towarzyszącym mu (bardzo niedobrym) tłumaczeniem na włoski. Dziś plac nie milknie nawet na chwilę, rozwrzeszczana młodzież (a "młodzież" to we Włoszech pojęcie względne) okupuje go przez całą noc. Czasami chciałoby się go zobaczyć takim, jakim był kiedyś.

Żeby poczuć się, jak prawdziwy rzymianin...

Przejedź się skuterem po nocnym Rzymie, przynajmniej w charakterze pasażera. Ruch jak w dzień, życie w Wiecznym Mieście nie zamiera ani na chwilę.

Przejedź się w godzinach szczytu metrem (dwie linie na krzyż) albo tramwajem (6) - choćby po to, by wysłuchać takich pieśni jak "Besame mucho", "Guantanamera" czy "La bamba", które tak się mają do Rzymu, jak Suwałki do Zakopanego.

Uwaga! Bilet komunikacji miejskiej (drogi, 1 euro) ważny dokładnie 75 min.

W weekend wsiądź do kolejki podmiejskiej pod piramidą (obowiązuje zwykły bilet miejski), żeby podjechać do pobliskiej Ostii, nad morze. Plaża brzydka - z szarym piaskiem, od którego morze pożyczyło kolor. Ale, jak mówią Włosi, morze to morze.

Sobotni wieczór spędź na Testaccio, gdzie możesz przebierać w nocnych lokalach jak w ulęgałkach. W murzyńskiej dyskotece atmosfera jak na Brooklynie.

W niedzielę wybierz się na Stadion Olimpijski, najlepiej na derby. Nałykasz się gazu łzawiącego i najesz nerwów z powodu rzucanych na oślep przedmiotów i tzw. mięsa, tudzież niekończących się korków po zakończeniu widowiska. Jak twierdzi kolega z działu sportowego, lepiej pójść na mecz, którego gospodarzem jest Roma - ma ładniejszy hymn niż Lazio. W tym sezonie już przepadło, ale zawsze możesz kupić płytę Antonello Vendittiego z kawałkami "Roma, Roma", "Grazie Roma" czy wreszcie "Che c'e'" - napisanym w 2001 r., kiedy "żółto-czerwoni" zostali mistrzami kraju.

W konwersacji skup się na słowach, które zawierają "l" i zastępuj jego konsekwentnie "r", bo takie są z grubsza prawa miejscowego dialektu. W najgorszym razie wezmą cię za Japończyka.

Nie wrzucaj monet do fontanny di Trevi. Nigdy nie wiadomo, w czyje wpadną ręce. Jak dobrze pójdzie, zasilą budżet urzędu miasta, ale może je też przechwycić niejaki D'Artagnan, który przez całe lata utrzymywał się, wyławiając z "wanny Anity Ekberg" miesięczną wypłatę w wysokości kilku tysięcy euro. A poza tym - nie musisz uciekać się do tanich przesądów. I tak wrócisz. Na pewno.

Spójrz na...

Najpiękniejszy widok na starożytny Rzym roztacza się z Kapitolu. Całe Forum Romanum - aż po Koloseum i kościół Santa Francesca Romana - jak na dłoni. Uwaga! po wejściu na wzgórze nie kierujemy się, jak wszyscy, na lewo (gdzie wilczyca), ale na prawo.

Drugim miejscem jest Pincio, wzgórze nad Piazza del Popolo, (część Villa Borghese, potężnego parku w środku miasta).

Inne wzniesienia to Janikulum i Monte Mario.

Saloniki pod gołym niebem

Przy wielkich, gwarnych, często niezwykle dostojnych placach, te mniejsze przypominają kameralne saloniki. Jak Largo dei Librari przylegający do via dei Giubbonari z moim ulubionym kościółkiem Santa Barbara dei Librari wciśniętym między stare palazzi. Stamtąd już tylko dwa kroki do najpiękniejszego moim zdaniem mostu Rzymu, ponte Sisto, prowadzącego na Zatybrze. Nieco dalej na południe dwunazwowy, bo dwuczęściowy most Fabricio-Cestio. A dwuczęściowy, bo podzielony uroczym placykiem, z którego można zejść na kamienną wyspę na Tybrze (Isola Tiberina). Od tego roku zawijają tu turystyczne stateczki kursujące po rzece. Tutaj latem odbywają się projekcje filmowe pod gołym niebem.

Tylko nie menu turistico

Osobny akapit należy się Zatybrzu, którego mieszkańcy uważają się za jedynych prawdziwych rzymian. Przede wszystkim Santa Maria in Trastevere - olśniewająca bazylika i plac o tej samej nazwie - z fontanną, pod którą przesiaduje się do rana w towarzystwie gitary, butelki wina i przygodnych przechodniów. Ale też z barami - tymi bardziej cool i tymi, w których panuje programowa obskurność (jest taki jeden, ale adresu za skarby świata nie zdradzę). Wreszcie z knajpkami i pizzeriami, jak choćby Obitorio. To nie jest prawdziwa nazwa (obitorio znaczy po włosku kostnica) - prawdziwej i tak nikt nie używa i nie pamięta. Obiegowa wzięła się stąd, że szare blaty stolików imitują marmur.

W Rzymie, od czegokolwiek zaczęłoby się opowieść, zawsze kończy się na jedzeniu. Jednym z najpopularniejszych i najprostszych miejscowych dań są bucatini all'amatriciana. Długi makaron, grubszy od spaghetti i pusty w środku (stąd bucatini, bo buco to dziura), sos pomidorowy i... Właśnie. Kiedyś niezbędnym składnikiem był wędzony świński policzek (guanciale), dziś to boczek z supermarketu (Włosi rozróżniają ten do amatriciany i carbonary). Na to parmezan. Niestety, coraz częściej restauratorzy idą na łatwiznę - zamiast bucatini dają do amatriciany krótką pastę (łatwiejszą w gotowaniu), proponują korzystne cenowo menu turistico, które znawca kuchni powinien omijać z obrzydzeniem i pogardą.

Na marginesie: Włosi mają najdroższe owoce i warzywa w Europie. Najlepiej kupować je na ulicznych mercati, choćby na Campo di Fiori.

A pizza się kręci

Trudno znaleźć bardziej filmowe miasto. Byłoby banałem przywoływać teraz takie tytuły jak "Słodkie życie" czy "Rzymskie wakacje"... Pomiędzy siódmym a dziewiątym kilometrem via Tuscolana (przy której znajduje się również słynne Centro Sperimentale di Cinematografia przemianowane niedawno na Scuola Nazionale di Cinema) rozciąga się na 40 hektarach Cinecitta zwana Hollywood nad Tybrem. Lata świetności przeżywała w czasach Federica Felliniego. Ale wciąż jest konkurencją dla wielkich amerykańskich wytwórni filmowych. Martin Scorsese nakręcił tu "Gangi Nowego Jorku", a Mel Gibson "Pasję". Wiosną ruszają zdjęcia do "Ocean's Twelve" Stevena Soderbergha, sequelu "Ocean's Eleven".

W centrum warto przespacerować się po via Veneto, którą w latach 60. upodobały sobie gwiazdy amerykańskiego kina. Pozostaje symbolem rzymskiego dolce vita - szyk, elegancja, najbardziej ekskluzywne hotele.

Uwaga, informacja praktyczna! W pobliżu, przy Piazza Barberini, znajduje się największy w Rzymie punkt internetowy (plus potężny multipleks, plus restauracja Planet Hollywood).

Informacji o wydarzeniach kulturalnych najlepiej szukać w "Trovaroma" - środowym dodatku do "La Repubbliki".

Aha, szpula filmowa nazywa się po włosku... pizza.

Roma alla polacca

Jeśli stęsknicie się za rodakami i ojczystym językiem, odwiedźcie w niedzielę polski kościół przy via Botteghe Oscure. Po drugiej stronie ulicy można kupić polską prasę lub książkę, zrobić zakupy spożywcze w jednym z dwóch polskich sklepów (przy via Tiburtina i na tyłach Piazza del Risorgimento, niedaleko Watykanu), posłuchać polskiego radia (89,90 FM), wybrać się na polską dyskotekę, żeby potańczyć przy kawałkach Modern Talking i Karramby.

Informacje: http://nonstopvoice.com

W siatce

W niedzielne przedpołudnie alternatywą dla Placu Świętego Piotra jest bazar na Porta Portese. Wszystko i tanio - rzecz w tym, że najczęściej nie można przymierzyć interesującej nas sztuki garderoby. Kilka stoisk należy do Polaków.

Dla tych, którzy nie muszą oszczędzać - ekskluzywne butiki na via Condotti (tuż przy Schodach Hiszpańskich), gdzie można znaleźć wszystkie słynne marki włoskie (i nie tylko) z Guccim, Valentino i Armanim na czele.

W sieci

Na stronach http://www.activitaly.it (po włosku, angielsku i japońsku) interaktywny plan miasta, zabytki, przykładowe szlaki turystyczne, wydarzenia, hotele, restauracje, sklepy.

Ciekawostka: Na uniwersytecie w Los Angeles powstał program, dzięki któremu (przy użyciu własnego peceta) będzie można przejść się po Forum Romanum - np. o 9 rano 21 czerwca 400 r., czy zobaczyć Koloseum tak, jak wyglądało w roku 80.

Więcej o: