Zabrze - miasto dla znawców

Jeżeli idąc ulicą, lubisz przyglądać się fasadom budynków, to Zabrze jest miastem dla ciebie. Jego urok docenią miłośnicy niezwykłej architektury i przedwojennych klimatów

Jeszcze 80 lat temu Zabrze było najnowocześniejszą wsią w ówczesnej Europie. Miało elektrownię, wodociągi, tramwaj, piwo z własnego browaru. Przyjezdni zatrzymywali się w luksusowych hotelach, zakupy robiono w doskonale zaopatrzonych sklepach. Wieś Zabrze miała nawet własny sąd i więzienie.

Pierwsze złoża węgla odkryto w okolicy pod koniec XVIII w. Powstały kopalnie, huty i koksownie, a zabrzańskich chłopów zdominowali przyjezdni kupcy i przemysłowcy. Wieś stała się miastem w 1922 r., po plebiscycie i podziale Górnego Śląska między Polskę a Niemcy. W połowie lat 20. wymyślono, że będzie częścią śląskiego "trójmiasta", po połączeniu z Bytomiem i Gliwicami. Plany te pokrzyżował Wielki Kryzys.

Dzisiejsze Zabrze - jak większość śląskich miast - dryfuje. Bezrobocie, bieda i zaniedbanie to skutki zamykania kopalń i hut. Na szczęście pamiątki po chlubnej przeszłości ciągle stoją.

Kamienice na Wolności

W śródmieściu nie ma dwóch takich samych kamienic. Po głównej ulicy można chodzić tam i z powrotem, przypatrując się elewacjom. Jedną z kamienic zdobi pruski mur (nr 295), fasada innej nawiązuje do japońskiej architektury (nr 271). O kolejnej mówią "biały dom" (nr 292), bo jej ściany obłożono białym, błyszczącym klinkierem. Niemal wszędzie płaskorzeźby i kute poręcze balkonów.

Warto zajrzeć do środka. Klatki schodowe kamienic zdobiono równie obficie jak elewacje. Tu też nie brakuje mozaik i płaskorzeźb. Tyle że czasami wnętrza są okropnie zdewastowane.

Symbolem miasta jest patynowa kopuła hotelu Monopol (ul. Wolności 305). Gdy wybudowano go w 1928 r. nazywał się Admiralpalast. Stoi na miejscu domu handlowego, który zawalił się 12 lat przed otwarciem hotelu. Dlatego też budynek wzniesiono na grubym żelbetowym fundamencie. Kojarzy się on z Ameryką lat 20. Zresztą pod kopułą mieścił się prawdziwy amerykański ogród, a w piwnicach bawarska piwiarnia. Dziś można podziwiać go jedynie z zewnątrz. Jest bardzo zaniedbany, ale mimo to nie stracił uroku. To perełka modernizmu

Zatrzymajmy się też przy dawnym hotelu Kochmanna (ul. Wolności 286). Ten piętrowy seledynowy budynek zasłynął w 1907 r. jako pierwsze miejsce na Górnym Śląsku, gdzie podano zupę z żółwia.

Poniżej stoi gmach z zupełnie innej epoki. Surowe klinkierowe ściany rzędami okien odcinają się od sąsiednich secesyjnych kamieniczek. To dawny Bank Prowincjonalny zaprojektowany w 1931 r. przez sławnego niemieckiego architekta Dominikusa Böhma, który działał w Zabrzu pod koniec lat 20. W środku zainstalowano panoramiczną windę, która kursuje w okrągłym i całkowicie przeszklonym szybie.

Budowany światłem

Historycy sztuki twierdzą, że odkąd w 1931 r. poświęcono w Zabrzu kościół św. Józefa (ul. Wolności 504), na Górnym Śląsku nie powstała doskonalsza świątynia. To opus magnum Dominikusa Böhma. O kościele mówi się, że jest budowany światłem. Warto się przekonać, czy to prawda. Najpierw przechodzimy przez rajski ogród odgradzający kościół od ulicy. W środku iluminacja: witraże rozszczepiają światło, tworząc metafizyczną atmosferę. Wnętrze jest prawie puste. Ściany ze zwykłej cegły w różnych odcieniach czerwieni tworzą specyficzny, "żyjący" wzór. Kościół św. Józefa powinien zobaczyć każdy miłośnik numerologii. Siedem witraży symbolizuje siedem sakramentów, dwanaście łuków przy frontonie - dwunastu apostołów, a czterdzieści łuków na kościelnej wieży - czterdzieści dni spędzonych przez Chrystusa na pustyni.

Synagoga jak Arka Przymierza

Kościół św. Jadwigi (ul. Roosevelta 104) poświęcony w 1929 r. zbudowany jest w całości z drewna. Winne były zabrzańskie kopalnie. W okolicy ziemia trzęsła się tak często, że nie wytrzymałby tego żaden murowany budynek. Drewniane jest także wnętrze. Kościół kształtem nie przypomina katolickich świątyń, lecz raczej bizantyjskie. Niektórzy doszukują się w nim podobieństwa do Arki Przymierza. Nawa ma owalny przekrój, po jej bokach stoją cztery strzeliste wieżyczki. Nic dziwnego, że zabrzanie nazwali go synagogą.

Lepiej niż w Berlinie

Chcecie zobaczyć, jak sto lat temu mieszkali robotnicy na Śląsku? Zajrzyjcie na osiedle Borsig. Nazwa pochodzi od Alfreda Borsiga, niemieckiego przemysłowca, właściciela m.in. pobliskiej huty i koksowni. Borsig zastanawiał się, jak ściągnąć do swoich zakładów wykształconych pracowników. Wymyślił, że wybuduje najnowocześniejszą kolonię robotniczą w Niemczech. I rzeczywiście w drugiej połowie XIX w. na Borsigu żyło się lepiej niż w samym Berlinie. W latach świetności w 60 klinkierowych piętrowych budynkach mieszkało 2,7 tys. pracowników huty i koksowni.

Czarne muzeum

Sto lat temu w tym budynku spotykali się powiatowi radni, a korytarzami przechadzał się zabrzański starosta. W muzeum jest chyba wszystko, co ma albo miało związek z górnictwem. Stare lampki, przyrządy miernicze, kilofy, maski gazowe, i tysiące innych eksponatów. Wspaniałe są wnętrza pełne drewnianych boazerii, kolumienek i rzeźb. Wszystko w czarnym kolorze.

Muzeum Górnictwa Węglowego, ul. 3 Maja 19, tel. (0-32) 271 88 3, wtorek i czwartek 10-18, środa, piątek-niedziela 10-14, bilet 5 zł ( ulgowy 4 zł)

Meble odstają od ścian

Kształtem przypomina statek kosmiczny. Nie jest okrągła jak wszystkie wieże w regionie, ale ośmioboczna. Wieża ciśnień przy ul. Zamoyskiego to unikat. Co ciekawe, na dole, tuż pod zbiornikiem na wodę (mieścił 2000 m sześc.), mieszkali ludzie. Podobno najbardziej narzekali na to, że mebli nie dało się przysunąć do ściany. Budynek można oglądać tylko z zewnątrz.

Cmentarz żydowski

Za murem przy ul. Cmentarnej zaczyna się inny świat. Ziemię i pnie drzew porasta bluszcz. Spod liści wystają ciemne nagrobki. W takim otoczeniu spoczywają zabrzańscy Żydzi. Najstarszy nagrobek pochodzi z 1872 r., jako ostatnią pochowano tu Blumę Wajn, byłą więźniarkę Oświęcimia, która zginęła zastrzelona podczas akcji NSZ w styczniu 1949 r.

Cmentarz nie przypomina żydowskich nekropolii z centralnej Polski. Macewy są bogato zdobione, a napisy w dwóch językach: hebrajskim i niemieckim.

Araukarie i raki

Poczujesz się tu jak w Wersalu. Krzewy przycięte jak od linijki, proste alejki. Dalej jednak zaczyna się Anglia: rośliny rosną, jak im wygodnie. Jeden z niewielkich pagórków zamieniono w alpinarium. Tuż obok wznosi się palmiarnia, gdzie można podziwiać olbrzymie araukarie. Jest też staw okupowany przez krzyżówki i raki (podobno). Zabrzański ogród botaniczny ma 12 hektarów powierzchni. Zaprojektował go w 1938 r. Fritz Berkling, znany niemiecki architekt zieleni.

Ogród Botaniczny, ul. Piłsudskiego 62, tel. (32) 271 30 33, poniedziałek-niedziela i święta 11-19, bilet 3,50 zł

Jak przed wojną

Miejska pływalnia powstała pod koniec lat 20. Z zewnątrz to kilka połączonych ze sobą prostopadłościanów, ot, typowe dzieło niemieckich funkcjonalistów. W środku jest o wiele ciekawiej. Pływamy pod szklanym sufitem, a przebieramy się w malutkich pokoikach tuż przy basenie. Mimo remontów i modernizacji ciągle panuje tu przedwojenny klimat. Zmieniły się tylko stroje kąpielowe.

Miejski Zakład Kąpielowy, pl. Krakowski 10, tel. (0-32) 271 12 96. Od wtorku do niedzieli 6-22. Bilet 6 zł (ulgowy 3 zł)

Autor dziękuje Dariuszowi Walerjańskiemu z zabrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami za cierpliwość w oprowadzaniu po mieście

Gdzie jeść i nocować:

Restauracje

Stara Szkoła, ul. Grunwaldzka 46

VIP, ul 3. Maja 32

Hotele

Ibis, ul. Jagiellońska 4, tel. (0-32) 777 70 00

Staropolski, ul. Staropolska 3, tel. (0-32) 276 10 46, 276 10 02

Diament, ul. Cisowa 4, tel. (0-32) 278 66 80

Więcej o: