Machu Picchu wiąże Słońce

Chcesz przywitać Nowy Rok w niezwykły, kosmiczny sposób? Jedź do Peru, do Machu Picchu, tajemniczego miasta Inków, najlepiej 21 grudnia, kiedy zaczyna się tam spektakl ze Słońcem w roli głównej

Wszystko zależy od tego, ile masz czasu, pieniędzy i zdrowia. Do Machu Picchu dotrzesz helikopterem, pociągiem lub pieszo. Jedno jest pewne: podróż zaczniesz w Cuzco, najstarszym zamieszkanym mieście półkuli zachodniej.

Cuzco

Według legendy założył je w XII w. pierwszy inkaski władca Manco Capac na polecenie Inti, Boga Słońca. W zielonej górskiej dolinie wbił w ziemię złoty klin i wyznaczył pępek świata. Miasto zostało stolicą Inków - imperium, które przetrwało cztery wieki. Obalili je hiszpańscy konkwistadorzy. W 1533 r. żołnierze Francisca Pizarra wkroczyli do Cuzco i oniemieli od blasku kamiennych murów obłożonych złotymi i srebrnymi płytami. Zaczęło się wielkie plądrowanie i wielka rozbiórka. Na widocznych do dziś ruinach wyrosły symbole chrześcijańskiej potęgi, jak choćby klasztor św. Dominika, który skrywa Świątynię Słońca, Coricanchę (zbudowana na planie półokręgu była najważniejszą świątynią Inków - Dzieci Słońca). Idealnie dopasowane kamienne bloki pozostały; po siedmiuset dwukilogramowych złotych płytach nie ma śladu. Można je sobie jednak wyobrazić. Wystarczy wieczorny spacer ulicami Cuzco. Wspaniale oświetlone kościoły dają namiastkę atmosfery miasta XV w., z czasów panowania dziewiątego Inki, Pachacuteca - Tego, Który Wstrząsa Ziemią (dokonał największych podbojów w historii imperium). Było tam wtedy 300 świątyń! Tropienie ich śladów zajmie ci co najmniej trzy dni. Do tego dolicz jeden, dwa na aklimatyzację (Cuzco leży na 3326 m n.p.m.). Jeśli z powodu andyjskich wysokości zakręci ci się w głowie, polecam mate de coca - herbatę z liści koki. Postawi na nogi, a umysłu nie zmąci.

Ollyantaytambo

Po przyjeździe do Cuzco od razu pomyśl o bilecie do Machu Picchu. Choć pociąg jeździ trzy razy dziennie, zawsze jest pełny. Gdy dotarłam na dworzec, okazało się, że wolne miejsca będą za tydzień. Na szczęście właściciel mojego hoteliku miał "układy" z bileterkami i drogi, bo drogi - 88,5 dol. w obie strony, czyli za dwa razy po 113 km - bilet udało się załatwić. I to na tzw. pociąg turystyczny, rzekomo komfortowy. Ten dla miejscowych jest o połowę tańszy.

Po dwóch godzinach mój (brudny) pociąg dotarł do Ollyantaytambo, potężnej fortecy, pod którą w 1536 r. rozegrała się ostatnia wygrana przez Inków bitwa z Hiszpanami. Ci jednak nie odpuścili; wkrótce wrócili w większej sile i zmusili Manco Inkę do ucieczki w Andy. Za gęstą kurtyną dżungli założył on ostatnią twierdzę - Vilcabambę. Tam miały trafić ocalone przed Hiszpanami legendarne skarby. Nigdy ich jednak nie odnaleziono. Kiedy w 1911 r. amerykański historyk Hiram Bingham odkrył Machu Picchu, wydawało się, że znalazł właśnie Vilcabambę. Dziś wiadomo, że Vilcabamba to schowane głębiej w Andach ruiny Espiritu Pampa. Fakt ten nie detronizuje mitu Machu Picchu. Wręcz przeciwnie, podsyca ciekawość, czym było - miastem, twierdzą czy świątynią?

Urubamba

Dochodziła dopiero szósta, ale było już ciemno. Na stacji w Ollyantaytambo tętniło życie. W oczekiwaniu na pociąg do Aguas Calientes (tam kończą się tory, do Machu Picchu jeszcze 8 km) turyści raczyli się Cuzqueną - peruwiańskim piwem - i rocoto - pikantnymi paprykami z mięsnym farszem. Straganiarki w wielowarstwowych pasiastych spódnicach do połowy łydek i melonikach były zadowolone - interes szedł dobrze.

Na dźwięk wtaczającego się na peron pociągu tłum ruszył do wagonów. Wkrótce prawie wszyscy zasnęli. Ja nie. Niepokoił mnie huk za oknem. To w głębokim kanionie ryczała Urubamba, której (w pontonie!) miałam stawić czoło po powrocie z Machu Picchu. Za oknem widać było tylko białą pianę świętej rzeki Inków między głazami wielkości kamienic!

Aquas Calientes

Tej turystycznej wioski pełnej kiepskich hotelików i drogich restauracji nie da się ominąć w drodze do Machu Picchu. Jej główną atrakcją są gorące siarkowe źródła (agua caliente - gorąca woda), w których inkascy władcy mieli odbywać rytualną, oczyszczającą kąpiel przed wyruszeniem do świętego Machu Picchu. Skorzystałam z okazji... Woda, owszem, wrzała, ale głównie za sprawą rozbrykanych indiańskich dzieci. Poza tym była po prostu brudna.

O czwartej nad ranem stromymi serpentynami wyruszyłam do Machu Picchu. Koniecznie chciałam tam dotrzeć przed świtem. Marsz zajął mi półtorej godziny (można też pojechać autokarem za 9 dol. w obie strony).

Machu Picchu

Wzeszło słońce i w ciągu kilku minut brunatne kamienie nabrały kształtu miasta, w którym za Pachacutiego, uważanego za budowniczego tego miejsca, mieszkało około tysiąca osób - od kapłanów po robotników.

Nie jest trudno w Machu Picchu odróżnić ważne obiekty sakralne np. od budynków gospodarczych. Najważniejsze budowle ulokowano na najwyższych tarasach. Granitowe bloki wciąż przylegają do siebie tak, jak chcieli tego inkascy budowniczowie, absolutni mistrzowie swego fachu. Tak starannie szlifowali krawędzie, że między bloki - mimo że nie używali żadnej zaprawy - trudno wetknąć choćby ostrze noża. Budynki gospodarcze i chatki służby nie były już tak pieczołowicie wykończone, widać wyraźnie rozpadliny i ubytki w murach.

Prawie wszystkie ważne obiekty były poświęcone kultowi słońca. Jest tu Świątynia Słońca - jedyny w Machu Picchu budynek wzniesiony na planie półokręgu (podobny do Coricanchy w Cuzco). Jedno jej okno wychodzi na wschód - podczas zimowego przesilenia 21 czerwca promienie wschodzącego słońca przechodzą dokładnie tędy. Drugie, skierowane bardziej na południe, przepuszcza ów promień podczas letniego przesilenia 21 grudnia. W ten sposób Inkowie byli w stanie wyznaczyć pory roku. Umieli też wyznaczać ruchy słońca, księżyca i gwiazd, określać dni i miesiące. Ich rok kalendarzowy był taki jak nasz. Ale chrześcijańska Europa przyjęła kalendarz juliański w XVI w. W tym czasie Inkowie już dawno używali niemal identycznego, tyle że swojego pomysłu.

W obserwacji równonocy i przesilenia słonecznego pomagała im Intihuatana - Miejsce, Które Wiąże Słońce. To granitowy obelisk z wystającym pośrodku słupem (ciosany z jednego bloku!) - sanktuarium, rodzaj zegara słonecznego czy obserwatorium astronomicznego. Jako najwyżej położony obiekt w mieście pozwalał kapłanom zbliżyć się do Boga Słońca. W czasie letniego przesilenia 21 grudnia (najkrótszy dzień w roku), gdy wydawało się, że słońce chce opuścić śmiertelników, kapłan symbolicznie przywiązywał gwiazdę złotym łańcuchem do wypustu w Intihuatanie, by za rok słońce znów wróciło w to samo miejsce. Ten dzień był jednocześnie początkiem nowego roku. Taki sam obrządek "przywiązywania słońca" odbywał się 21 czerwca. Intihuatana rejestrowała (i rejestruje do dziś) jeszcze inne niezwykłe zjawisko. 21 marca i 21 września w samo południe promienie słoneczne padają dokładnie na pionowy słup, nie rzucając cienia. W ten sposób Inkowie wyznaczali równonoc.

Hiszpanie niszczyli intihuatany, uważając je za symbol pogańskiego kultu. Ta z Machu Picchu jest jedną z nielicznych, które ocalały.

Huayna Picchu

Związane z kultem Słońca zabudowania najwyższych tarasów mogą sugerować, że Machu Picchu spełniało rolę Świątyni Dziewic Słońca - kapłanek, które służyły Ince. Dowodzą tego szkielety znalezione w ruinach przez Hirama Binghama. Sugerowały, że stosunek liczby kobiet do mężczyzn był jak 10 do 1. Wiele kobiecych mumii Bingham znalazł na zboczach Huayna Picchu - stromej góry, która osłania Machu Picchu od północy. Zapamiętam ją na całe życie. Ponadgodzinna wspinaczka po łańcuchach przyprawia o zawroty głowy. Ze szczytu doskonale widać, że Machu Picchu przypomina sylwetkę zrywającego się do lotu kondora (inkaskiego atrybutu niebios i symbolu siły). Doskonale widać też, jak bardzo było niedostępne - ukryte pomiędzy iglicami Andów, z Urubambą u podnóża. Czy było fortecą? A może tylko kolejnym wspaniałym miastem? Za tą ostatnią teorią przemawiają zabudowania na niższych tarasach. Są domki dla gości, chatki służby, budynki gospodarcze. Niektórzy twierdzą, że mieściły się tu i cele więzienne. A ponadto akwedukty, fontanny, łaźnie i tarasy uprawne. Inkowie hodowali kukurydzę, ziemniaki, kokę i jagody. Nagle, około 1572 r. (Hiszpanie ścinają ostatniego Inkę, Tupaca Amaru; koniec imperium), porzucili Machu Picchu i zostawili je na pożarcie dżungli. Do dziś nie wiadomo dlaczego. Jedni mówią o wojnie domowej, inni o tajemniczej epidemii. Zwolennicy teorii o Machu Picchu jako świątyni twierdzą, że Dziewice Słońca po prostu wymarły...

Być może nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Zwłaszcza że japońscy geolodzy z uniwersytetu w Kioto wyliczyli, że co miesiąc ziemia pod Machu Picchu przesuwa się o centymetr. Jak tak dalej pójdzie, w ciągu dziesięciu, piętnastu lat może porwać ze sobą wszystkie tajemnice tego miejsca. Zdaniem niektórych to skutek gniewu Pachacutiego - przypominam - Tego, Który Wstrząsa Ziemią. Być może jego duch z trudem wytrzymuje napór badaczy, turystów i twórców reklam, którzy podczas zdjęć do filmu o piwie uszkodzili świętą Intihuatanę.

autorka jest dziennikarką Radia Zet

Więcej o: