Laponia

Laponia to supermiejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku. Czekają tu nas narty, psy husky, możliwość łowienia ryb spod lodu, czy safari na skuterach śnieżnych

Laponia

Laponia to supermiejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku. Czekają tu nas narty, psy husky, możliwość łowienia ryb spod lodu, czy safari na skuterach śnieżnych

Autorka: Monika Witkowska

- Co to za zima... - narzeka załoga pływającego po Zatoce Botnickiej lodołamacza "Sampo". Z dziewięciu fińskich lodołamaczy pracują tylko trzy. Były czasy, kiedy grubość lodu dochodziła do półtora metra, a teraz jest to tylko 35 centymetrów... Owe 35 cm to jednak tzw. stalowy lód - na tyle mocny, że spokojnie wystarcza, by po zamarzniętym morzu mogły jeździć ciężarówki. Po 30 latach służby "państwowej" lodołamacz "Sampo" został wykupiony przez prywatną firmę i teraz służy turystom. W sezonie zimowym (od grudnia do kwietnia) wypływa w rejsy; potem, kiedy nie ma lodu, wykorzystywany jest w porcie jako restauracja i ośrodek konferencyjny.

Wypływamy z Kemi - to położone na północnym krańcu Zatoki Botnickiej miasto jest jedynym lapońskim portem morskim. Potężny statek z głuchym łoskotem miażdży lód, tworząc w zamarzniętej powierzchni jakby korytarz. Po pokładzie kręcą się turyści zakutani w puchowe kurtki, szaliki, czapki. Szokująco wygląda przy nich marynarz Jarkko w rozpiętym kombinezonie, spod którego wystaje tylko siateczkowaty podkoszulek i owłosiony tors. Jarkko pływa od 1963 roku i takie temperatury jak teraz, czyli ok. -20 stopni, nie robią na nim wrażenia. Zresztą przy tutejszym suchym powietrzu nawet siarczysty mróz nie jest tak dotkliwy jak około zera w Polsce, gdy wieje wilgotny wiatr. Poza tym wcale nie zawsze są tu takie chłody - termometr wskazujący -5 przy ostrym słońcu to wcale nie rzadkość. W najzimniejszym miesiącu - styczniu - na dalekiej Północy przeciętna wynosi -14 stopni.

Jak okiem sięgnąć tylko lodowa równina. Mijają nas samochody, skutery - statek wygląda jak z innej bajki. W pewnym momencie silniki przestają pracować - przerwa na kąpiel. W morzu oczywiście, w wodnym korytarzu zrobionym przez nasz lodołamacz. Chętnych nie brakuje. Nie ma to jednak nic wspólnego z klubem morsów - dostajemy zakładane na normalne ubranie wodoszczelne kombinezony, w których przypominamy pomarańczowych kosmitów i - do wody! Kombinezony utrzymują nas na powierzchni - nie sposób w tym pływać, jeszcze trudniej wypełznąć potem na lodowy brzeg.

Przenocuj w igloo

Będąc w Kemi zimą, koniecznie musimy zobaczyć śniegowy zamek. Co roku budowany jest na nowo, bo wraz z nadejściem wiosny jego ściany topnieją. W tym roku zamek można będzie zwiedzać na pewno do 16 kwietnia, potem wszystko zależy od pogody. Szczególnie dużo atrakcji zamek oferuje dzieciom - mogą się tu powspinać na śnieżnej ściance albo pojeździć na dziecięcej wersji skuterów śnieżnych. Dorośli też nieźle się tu bawią - zwłaszcza w lodowym barze albo na śniegowej zjeżdżalni, na której sanki zastępuje metalowa misa. Jest też śniegowa kaplica, w której zakochane pary mogą powiedzieć sakramentalne "tak", a potem spędzić noc poślubną na śniegowym łożu w apartamencie dla nowożeńców w Śnieżnym Hotelu.

Przespać się w śniegowym pokoiku można też w Igloo Village w Kakslauttanen, w okolicach Ivalo, dużo dalej na północ. Mimo że temperatura wewnątrz jest oczywiście minusowa, w ciepłym śpiworze, jaki dostaniemy, na pewno nie zmarzniemy. Jest też i wariant ciepłego igloo - to przeszklona kopułka (już nie że śniegu), w której na łóżku z elektrycznym masażem zasypiamy wpatrzeni w rozgwieżdżone niebo, niekiedy ozdobione kolorowymi smugami zorzy polarnej. Ten niezwykły fenomen świetlny zwany fachowo Aurora Boreralilis pojawia się przy dużym mrozie i bezchmurnym niebie. W wielu hotelach proponuje się darmowe budzenie gości zainteresowanych zorzą, jeśli ta pojawi się w porze, kiedy już śpimy.

Renifer albinos

Znaki "Uwaga renifery" są w Laponii powszechne. Że faktycznie trzeba uważać, zwłaszcza po zmroku, przekonuję się w drodze do Rovaniemi, kiedy nagle, dosłownie pod koła autobusu, wbiega rogaty olbrzym. Mimo raptownej próby ominięcia zwierzęcia, potrącamy go, ale o dziwo - kiedy zdenerwowany kierowca podchodzi do niego - renifer... wstaje i ucieka w las. Niby wszystko w porządku, ale... przy najbliższym gospodarstwie kierowca zatrzymuje autobus i idzie powiedzieć gospodarzom o wypadku. Nawet jeśli nie oni są właścicielami zwierzęcia - poinformują innych. Bo przecież może renifer jest ranny...

W fińskiej Laponii, która obszarowo jest dwa razy większa od Szwajcarii, żyje ok. 200 tys. ludzi i tyle samo reniferów. Nie ma tu dzikich reniferów - każdy z nich ma właściciela, o czym świadczą znaki na uszach. Normalnie renifery, w poszukiwaniu mchów, porostów i grzybów, chodzą sobie swobodnie, prowadząc półdzikie życie. Dwa razy do roku są zganiane do zagród - w czerwcu - kiedy to znakuje się narodzone na wiosnę młode, i na jesieni - kiedy decyduje się, które sztuki idą na sprzedaż lub do uboju.

Posiadający spore stado Markuu pokazuje mi renifera albinosa. To rzadkość - ponoć przynosi szczęście. Biała, nie zawierająca pigmentu sierść sprawia, że albinosy unikają słońca - stają się pod jego wpływem ospałe, przez co stanowią łatwy łup dla drapieżników.

Próbuję powozić saniami zaprzęgniętymi w renifera, a w nagrodę dostaję pamiątkowe "reniferowe prawo jazdy". Renifery startujące w wyścigach są specjalnie szkolone, i to przez kilka lat, a ich cena jest kilka razy wyższa niż "zwykłych" kolegów (w przeliczeniu: 3-6 tys.złotych). Najsłynniejsze zawody rozgrywane są co roku na początku marca w Inari - na trasie liczącej 1 milę (ok. 1,7 km) renifery ciągną narciarza. Markuu też startuje - jego dotychczasowy rekord to 1 minuta 14 sekund.

Przy rosyjskiej granicy

Najbardziej na północ położonym lotniskiem Finlandii jest Ivalo. Cała metropolia to kilka ulic na krzyż. Są tacy, którzy dla tej "cywilizacji" pokonują i 200 km, bo tu mają najbliższy bank, szpital czy kino. W centrum stoją dwa pomniki - jeden, dość abstrakcyjny, poświęcony zorzy polarnej, drugi - poszukiwaczom złota, których jest tu całkiem sporo. Jedni traktują te zajęcie jako hobby, inni - jako zawód, a że można naprawdę coś w tutejszej rzece wypłukać, świadczą wyroby z tego szlachetnego kruszcu sprzedawane w sklepach z pamiątkami.

Ok. 50 km na wschód od Ivalo jest już granica z Rosją. Znajomy widok - zaorany pas, zasieki... Przez granicę prowadzi całkiem niezła droga, ale opuszczone po obu stronach szlabany wyraźnie pokazują, że przejścia nie ma. Mało tego - jeśli nie ma się specjalnej przepustki, nawet podejść do granicy nie wolno (ze strony rosyjskiej - wcale mnie to nie dziwi, ale z fińskiej?). Jest jednak wyjątek - raz w roku, w marcu, organizowany jest rajd narciarski, którego etapy biegną przez terytorium Rosji, Finlandii i Norwegii.

Ale nie granica mnie tu przyciągnęła, lecz położona w pobliżu wioska Nellim. Najciekawszym obiektem jest tu cerkiew św. Trójcy, wprawdzie stosunkowo nowa (wybudowana 14 lat temu), ale ładna. W lewej części ikonostasu mamy wizerunek świętego Trifona - to on w XVI wieku przyniósł tutejszym Saamom chrześcijaństwo, które wyparło (trzeba przyznać, że niekiedy przy użyciu siły) wiarę w szamanów i pogańskie bóstwa. Swoją drogą zdecydowana większość Finów to luteranie. Nieliczne cerkwie przypominają, że przez długi czas ziemie te znajdowały się pod wpływami Rosji.

Saamów, bo tak mówią o sobie rodowici mieszkańcy Laponii (nazwa "Lapończycy" nie jest zbyt grzeczna), w całej Finlandii jest ok. 7 tys. Ci z Nellim to w większości Saamowie z grupy Skolt. Na ich strojach wyraźnie widać wpływy rosyjskie - nic dziwnego, skoro większość z nich to krewniacy Saamów z Półwyspu Kolskiego (teren Rosji). Na nogach - buty z reniferowej sierści, wypchane sianem, które z powodzeniem zastępuje najcieplejszą skarpetę, a poza tym ma tę zaletę, że wymienia się je tylko raz na tydzień. Czubek buta, w kształcie haczyka, niegdyś służył jako zaczep do nart.

W wiosce działa spontaniczny zespół ludowy. Jestem mocno zaskoczona, bo nagle pada zapowiedź... krakowiaka. To nie kurtuazja związana z moim pobytem. - Na naszą kulturę miały wpływ kultury innych narodów - tłumaczą mi.

Saamowie są dumni ze swojej historii i tradycji. Rząd fiński nie ma nic przeciwko rozbudzaniu świadomości narodowej tej grupy etnicznej. Saamowie mają swój parlament, własne radio, telewizję i gazety, w szkołach dzieci mogą uczyć się saamskiego języka. Jeśli interesują nas Saamowie, polecam wizytę w poświęconym im muzeum Siida w Inari.

Husky i snowmobile

Jeden z najlepszych fińskich kurortów zimowych to Saariselka. Maleńka miejscowość położona 35 km od lotniska w Ivalo, 260 km na północ od kręgu polarnego, zamieszkana jest zaledwie przez 200 osób, oferuje natomiast 10 tys. (!) miejsc noclegowych. Wszystko jest tu podporządkowane turystom - czekają na nich narty, psy husky, możliwość łowienia ryb spod lodu i wiele innych propozycji. Mnie najbardziej podoba się safari na snowmobilach, czyli śnieżnych skuterach. Dostajemy kaski, ciepłe rękawice, nawet - kombinezony i nieprzemakalne buty, przechodzimy 5-minutowy kurs obsługi pojazdu i wyznaczonym szlakiem (po drodze znaki - droga tylko dla snowmobili) suniemy przez las. - Tylko 40 na godzinę? - nie kryję rozczarowania. Przewodnik uspokaja: - Licznik pokazuje prędkość w milach, czyli w kilometrach to ponad 60. Chwilę później lądujący w zaspie Singapurczyk udowadnia, że szybciej już lepiej nie jechać.

Dojeżdżamy do miejsca, w którym stoi kota - typowy, przypominający wigwam namiot Saami. Czas na obiad - typowe lapońskie dania to zupa z łososia i kotlet z renifera lub łosia (w Finlandii nie jest to gatunek chroniony). Szkoda, że nie mamy czasu na saunę - w liczącej 5 mln obywateli Finlandii jest ich 1,6 mln! Ta, do której zaglądamy, to samotny, oczywiście drewniany domek w leśnej głuszy. Nieopodal jest jeziorko z wyrąbanym przeręblem, do którego wskakuje się, wybiegając z saunowej parówki.

Niewysokie, ale z pewnym śniegiem

Z Alpami lapońskie górki konkurować nie mogą, ale zapalonym narciarzom na widok wyciągów trudno sobie odmówić przyjemności pojeżdżenia przynajmniej przez kilka godzin. Mnie pokusa ta dopada w Saariselka - pożyczam narty (jeśli przyjeżdżamy tu na dłużej - lepiej przywieźć własne, bo wybór na miejscu nie jest zbyt bogaty), inwestuję w karnet (równowartość 70 zł za dzień), no i jeżdżę. Do wyboru jest sześć wyciągów obsługujących 12 tras, z których najdłuższa ma 1,5 km długości. Wynosząca 180 m różnica wysokości sprawia, że trudno się tu wyszaleć, ale dla osób początkujących oraz rodzin z dziećmi warunki są tu doskonałe, no i niewątpliwym plusem jest to, że stok jest praktycznie pusty.

Do najlepszych fińskich kurortów narciarskich zaliczany jest też Iso-Syote. Kopulasta góra z hotelem na szczycie (z tarasu - superwidok) poprzecinana jest 14 trasami, na których średnia grubość pokrywy śnieżnej wynosi 90 cm. Szczególnie chętnie przyjeżdżają tu snowboardziści - z myślą o nich zbudowano tu half pipe'y.

Mocną stroną Finów jest jednak nie narciarstwo alpejskie, lecz biegowe. To chyba narodowe hobby zimowe, tym bardziej że tras jest bez liku. W samym Saariselka przygotowano ich ponad 100 km, w tym - 40 km oświetlonych. Nie bez znaczenia jest też, że sezon narciarski w Laponii jest wyjątkowo długi - śnieg leży tu ok. 200 dni w roku.

Brama do Północy

Stolicą fińskiej Laponii jest Rovaniemi, zwane Bramą do Północy. Turyści przyjeżdżają tu głównie dla Świętego Mikołaja, który w tzw. Santa Claus Village ma swoje biuro i (za opłatą) pozuje do zdjęć. Można też zrobić sobie zdjęcie (to za darmo) na przebiegającej tędy narysowanej linii kręgu polarnego, albo inaczej mówiąc - koła podbiegunowego. Jak wyczytamy z tablicy, wyznacza on miejsca, w których przez minimum jedną dobę w roku słońce w ogóle nie zachodzi i analogicznie - minimum jedną dobę w ogóle nie wschodzi. Ale w błędzie jest ten, kto myśli, że zima na północy Finlandii to wieczna ciemność. Na przykład w Ivalo (około tysiąc kilometrów na północ od Helsinek) słońca nie ma od 3 grudnia do 9 stycznia. Potem dnia przybywa bardzo szybko i w końcu marca dzień trwa tam już 16-17 godzin! Z tego też powodu marzec i kwiecień to doskonały czas, by wybrać się do Laponii - mamy wówczas gwarantowany zarówno śnieg, jak i słońce. Ale są i tacy, którzy przekonują, że najładniej w Laponii jest właśnie w czasie nocy polarnej, kiedy zorza na niebie i niebieski odcień śniegu stwarzają wyjątkowo romantyczny i nieco tajemniczy nastrój.

A wracając do Mikołaja... Od dwóch lat dwa kilometry od wspomnianej Santa Claus Village jest jeszcze Santa Park, czyli wykuty w skale "mikołajowy disneyland" z karuzelami, kolejkami, sklepami. W grudniu br. kompleks uzupełni Santa Claus Hotel. W mikołajowej obsesji nie zrezygnujmy jednak z położonego nieco z boku Arktikum - placówki naukowej połączonej z arcyciekawym muzeum poświęconym życiu, zwyczajom i historii ludów Północy. Na uwagę zasługuje też i samo Rovaniemi - miasto zbudowane zgodnie z koncepcją słynnego fińskiego architekta Alvar Aalto na planie... rogów renifera. Z oryginalnego pomysłu niezbyt zadowoleni są kierowcy, którzy jakoś nie mogą przyzwyczaić się do skrzyżowań, w których nie ma kątów prostych.

Pełzająca pamiątka

Lapońską podróż kończę w nadmorskim Oulu, już poniżej linii kręgu polarnego. Założone w 1605 r. miasto niegdyś słynęło z produkcji i eksportu smoły. Dzisiaj jego dumą są zakłady Nokii, których zaplecze ludzkie stanowią absolwenci tutejszego uniwersytetu. Z liczbą 120 tys. mieszkańców Oulu jest szóstym pod względem liczebności miastem Finlandii. Sympatyczne centrum z pomnikiem grubego policjanta (to na cześć "ochrony" odbywających się tu niegdyś jarmarków) i tętniące życiem nocnym puby (w piątkowe i sobotnie wieczory - kolejki do wejścia) sprawiają, że turystom się tu podoba. Dla mnie największą niespodzianką, może nie tyle Oulu, co okolicy, stałą się... farma ślimaków w Lumijoki. Okazuje się, że mające francuskich przodków arktyczne ślimaki doprawione czosnkiem smakują wyśmienicie i stanowią całkiem niezły interes. Cztery z nich, otrzymane w prezencie, a uratowane przed zjedzeniem, wygrzewają się teraz na parapecie mego pokoju. Trochę nietypowa pamiątka jak na Finlandię.

Więcej o: