Delta Dunaju. Zobacz jedno z najdzikszych miejsc w Europie

W Europie większa jest jedynie delta Wołgi, obejmująca dziesiątkami kanałów rosyjski Astrachań, tuż przed ujściem do Morza Kaspijskiego. Delta Dunaju jest wciąż dzika i niewiele zmieniona przez ludzi. To miejsce, w którym nadal można się poczuć jak Robinson Crusoe, bo znacznie częściej niż ludzi spotyka się tu ptaki - właściwie z całego świata.

Delta Dunaju. Odludna kraina

Dunaj uchodzi do Morza Czarnego , a trzy główne ramiona jego delty - Kilia , Sulina i św. Jerzy - oddzielają Ukrainę od Rumunii . Bagniska, trzcinowiska i podmokłe lasy pomiędzy nimi przecina sieć węższych kanałów i kanalików tworząc zbiorowisko wysp. Niektóre z nich są wciąż zamieszkałe, na innych - zostali pojedynczy ludzie, na kolejnych wreszcie można się poczuć jak Robinson Crusoe.

Delta Dunaju to jedno z najrzadziej zamieszkałych terenów Europy. Na jej wielkim - i wciąż powiększającym się za sprawą nanoszonych co roku osadów - terenie żyje zaledwie kilkanaście tysięcy osób. Większość z nich, tak jak przed laty, zajmuje się przede wszystkim rybołówstwem, choć część przerzuca się na obsługę ruchu turystycznego.

Chętnych do zobaczenia delty jest coraz więcej, a najlepiej zrobić to wsiadając na promy pływające po kanałach między kolejnymi miejscowościami (w Rumunii) albo łódź któregoś z miejscowych (na Ukrainie). Można nimi dopłynąć aż do morza, a na brak atrakcji w tym czasie nie sposób narzekać.

Delta Dunaju. Raj ornitologa

Deltę Dunaju , która została wpisana na listę UNESCO, zamieszkuje ok. 300 gatunków ptaków nie tylko z Europy, ale także z Azji, Afryki i Arktyki. Można tu wypatrzyć m.in. różne pelikany, kaczki, gęsi, czaple, kormorana, łabędzia czy rybołowa. Kiedy zaczyna się czas lęgów, zlatują ich tu miliony. W wielu miejscach delta to głównie trzcinowiska i tylko czasami wyrasta nad nie drzewo. Oblepione dziesiątkami siedzących na nim ptaków z daleka wygląda jak obwieszone wielkimi bombkami.

Delta Dunaju od drugiej strony

Część ukraińska jest raczej nietypowa, bo większość spośród tych, którzy chcą zobaczyć Deltę Dunaju , robi to po stronie rumuńskiej - większej (tu znajduje się 3,5 tys. km kw. spośród prawie 5 tys. km kw. całej powierzchni delty) i lepiej przygotowanej. Tymczasem na Ukrainie, wzdłuż północnego kanału Kilia wyznaczającego granicę między tymi dwoma państwami, też jest bardzo ciekawie, konkretnie - w miejscowości Wilkowo .

To miejscowy fenomen na miarę Wenecji i o bardzo podobnej do niej historii: tak jak na bagnistej, niedostępnej lagunie u wybrzeży Adriatyku znaleźli schronienie uciekający przed najazdami mieszkańcy Rzymu, tak tutaj schronili się prześladowani przez carat starowiercy. Na najdalszych obrzeżach imperium, zapomnianych i bagnistych, nikomu nie chciało się ich ścigać. Starowiercy pociętą kanałami powierzchnię przekopali jeszcze bardziej: w ten sposób wykopali budulec, z którego utworzyli połacie ziemi pod budowę domów.

WilkowoWilkowo Fot. CC BY SA 2.0/ Elena Plaskevish/ Flickr.com Wilkowo po stronie ukraińskiej/ Fot.CC BY-SA 2.0/ Elena Plaskevish/ Flickr.com

Wilkowo jest jak szachownica gęsto pocięta wąskimi, sztucznymi kanałami. Tworzą one miejscowe ulice tyle, że zamiast malowniczymi gondolami, ruch po nich odbywa się drewnianymi łodziami. W Wilkowie jest ich o wiele więcej niż samochodów, bo te mogą dojechać jedynie w niektóre miejsca. Wzdłuż kanałów, w miejscu chodników, zostały zbudowane drewniane kładki. Są jak mostki, dzięki czemu można przejść ponad grząską ziemią nawet w czasie wysokiej wody.

Ponieważ za czasów ZSRR ta część imperium była zamknięta i trudnodostępna jako teren przygraniczny, przetrwała stosunkowo "dzika", a na wielu wyspach - mimo braku jakichkolwiek wygód czy elektryczności - żyją ludzie. Nie pływają tu promy, a w głąb można się dostać jedynie łodzią z którymś z miejscowych (wielu zajmuje się już wożeniem turystów). Jest spokojnie i niemal sielsko i oprócz wrzasków ptaków ciszy nie zakłóca właściwie nic.

Delta Dunaju. Po stronie rumuńskiej

Na rumuńskim brzegu Kilii leży wieś Chilia Vecie powstała w miejscu dawnej twierdzy, którą przejęli kupcy genueńscy, nim przypadła hospodarstwu mołdawskiemu . Taką samą wybudowali u ujścia kanału do morza: dziś w jej miejscu znajduje się wieś Periprava , ale morza stąd się nawet nie zobaczy, bo przez wieki jego brzeg przesunął się o dobrych kilkanaście kilometrów.

Najpopularniejszym punktem wypadowym na wycieczki w deltę jest rumuńska miejscowość Tulcza położona tam, gdzie Dunaj rozwidla się na trzy ramiona. To portowe miasteczko jest atrakcją samą w sobie i można w nim spędzić trochę czasu. Założone ponad 2500 lat temu przez kupców greckich po wiekach istnienia przeszło - jak inne twierdze w okolicy - pod panowanie wyjątkowo zaradnych kupców genueńskich. Jako że miejsce było strategiczne, kolejne lata przynosiły kolejnych panujących i wyjątkową mozaikę etniczną mieszkańców. Dziś o tamtych barwnych i zamożnych czasach przypominają ruiny twierdzy.

W Tulczy warto też obejrzeć cerkwie i muzea: jest ich tu kilka i prezentują m.in. tradycyjne miejscowe stroje, ikony (także malowane na szkle) czy atrakcje przyrodnicze rejonu. Te ostatnie są świetnym początkiem do odwiedzenia samej delty. Miejsce, w którym jedną trzecią powierzchni stanowi woda, najlepiej oczywiście poznać z pokładu łodzi.

Południowa odnoga Dunaju, o nazwie św. Jerzy , słynie z meandrów i wysepek, a u ujścia do morza są piaszczyste plaże i latarnie morskie. Turyści jednak najczęściej zapuszczają się na odnogę środkową, czyli Sulinę , bo najzwyczajniej w świecie jest tu się wybrać najłatwiej - kursują nią regularne promy i wodoloty. Można schodzić na ląd w kolejnych wsiach, spacerować po lasach wypatrując ptaków albo odpocząć chwilę na plaży.

źródło: Okazje.info

Więcej o: