Podlasie - Tajemnice grodów nad Bugiem

Bogactwem Mielnika i Drohiczyna są nie tylko piękne krajobrazy i skarby architektury, ale także podania i legendy

- Przewozu! Cisza. Wysłuchuję odzewu. Czyżby przewoźnik, znużony upałem, pogrążył się w drzemce? Trzeba krzyknąć jeszcze raz - głośniej, przeciągle. - Przeeewooozuuu!!! Mój głos poleciał na drugą stronę rzeki, odbił się od jej prawego, wysokiego brzegu i powrócił echem. Tym razem poskutkowało. U stóp nadbużańskiej skarpy pojawiła się sylwetka starszego mężczyzny, a po chwili niespieszny nurt Bugu zaczął nieść w moim kierunku drewnianą łódkę. Kierował nią Jan Skorochoda, świetny znawca tajemnic wielkiej rzeki płynącej przez Podlasie. Gdy wsiadłem, nie pytał, dokąd chcę płynąć. Wiadomo: na drugą stronę, do Mielnika, niegdysiejszej stolicy ziemi mielnickiej w przedrozbiorowym województwie podlaskim.

- Dawno, dawno temu nie musiałby pan wołać "przewozu" - powiedział Skorochoda, gdy już dobiliśmy do przeciwległego brzegu. - Z Zabuża do Mielnika można było przejść suchą nogą...

- A co, Bug wysychał? - Ee, gdzie tam. Owszem, zdarza się taka susza, że człowiek przejdzie w bród, ale musi wiedzieć którędy. Ja o czym innym...

Gdzie jest szczerozłota cerkiew

Popłynęła opowieść. Przed wiekami, kiedy w Mielniku stał obronny zamek, jego załoga wydrążyła podziemny tunel, żeby móc się nim wycofać, jeśli siły oblegających okażą się większe niż siły obrońców i stawianie oporu nie będzie miało sensu. Ów tunel przebiegał pod Bugiem, a tajemne wyjście znajdowało się na lewym brzegu, w Zabużu.

- A gdzie jest ten wylot? - zapytałem. Stary przewoźnik, uśmiechając się tajemniczo, zbył moje pytanie milczeniem. Ale gdy się już rozstawaliśmy, udzielił mi rady: - Niech pan koniecznie wejdzie na Górę Uszeczną. Tam kiedyś zbudowano pierwszą w Mielniku cerkiew. Cała była ze złota. Ale ludzie, jak to ludzie, za mało się modlą, a za dużo grzeszą. No i pewnego razu spotkała ich kara. W czasie nabożeństwa cerkiew, pełna narodu, zapadła się pod ziemię. Teraz mieszkają tam tylko duchy, ale jeśli ktoś przyłoży ucho do murawy (a nie jest człowiekiem grzesznym), może usłyszeć dźwięki dzwonów...

Najpierw wdrapałem się na grodzisko - Górę Zamkową opadającą stromą, 60-metrową skarpą ku dolinie Bugu. Po dawnym zamku nie ma już prawie śladu. Zamiast warowni stoją tu resztki murowanej kaplicy św. Aleksandra Newskiego wzniesionej w latach sześćdziesiątych XIX stulecia przez władze carskie. Poniżej - inna ruina; fragmenty XV-wiecznego, gotyckiego kościoła zniszczonego podczas I wojny światowej. Parę kroków dalej, w gęstwinie drzew, cerkiew z 1825 r. z pięcioma kształtnymi kopułami, a opodal neobarokowy kościół z 1913 r. I to już prawie wszystkie zabytki Mielnika, grodu o starej, sięgającej X wieku metryce.

Na dobrą sprawę całą osadę można zwiedzić w kilkanaście minut, ale jest coś, co każe zostać tu dłużej. To widok z wierzchołka Góry Zamkowej: rozległy, piękny, obejmujący kilka kilometrów dzikiego Bugu, który pokonuje tu pasmo lesistych moren. Nic dziwnego, że spory szmat ziemi po obu stronach rzeki jest chroniony jako Park Krajobrazowy Podlaski Przełom Bugu.

Nasyciłem wzrok widokami, po czym, posłuszny radom pana Skorochody, wszedłem na Górę Uszeczną. Przyłożyłem ucho do ziemi, ale widać miałem jakieś grzechy na sumieniu, bo podziemna cerkiew nie odezwała się głosem dzwonów. Spacer na Uszeczną nie był jednak daremny: wzgórze słynie z bogatej roślinności ciepłolubnej i jest chronione jako rezerwat przyrody.

Kto znalazł złotą trumnę Kumata?

Podziemnych korytarzy nie odkryłem, złota cerkiew milczała. Cóż robić? Powędrowałem dalej. Nadbużańskie ścieżki doprowadziły

mnie do Drohiczyna - grodu, którego historia sięga XI stulecia. Od 1520 r. aż do rozbiorów Polski miasto było stolicą województwa podlaskiego, dziś jest tylko stolicą gminy. Niegdyś słynęło jako port

rzeczny na ważnym szlaku handlowym z Rusi do Polski, ale z biegiem lat Bug stracił swoje znaczenie komunikacyjne i dziś płyną nim tylko łodzie rybaków oraz kajaki turystów.

Miasto podupadło, ale nie zmieniło przecież swego malowniczego położenia na wysokim brzegu rzeki. Wznosi się nad nim Góra Zamkowa, znakomity punkt widokowy. Na początku zeszłego stulecia, gdy Bug podmył i zabrał część tego grodziska, ujrzano w podciętym zboczu jakieś lochy i krypty. Odżyły wówczas opowieści o ukrytych tam nieprzebranych skarbach Jaćwingów - wojowniczego ludu, który żył na terenie dzisiejszej Suwalszczyzny i do końca XIII w. urządzał najazdy na Polskę. Wielu mieszkańców Drohiczyna ogarnęła istna gorączka złota.

- Panie, co się wtedy działo! - opowiadał mi pewien rybak, którego ojciec szukał tych skarbów. - Ludzie chwycili łopaty i motyki, kopali jak szaleni, szukali w Górze Zamkowej złotej trumny wodza Jaćwingów Kumata... - Czy co znaleźli? - zapytałem. - Panie, a kto by się tam przyznał...

Mój rozmówca nie chciał więcej powiedzieć. O tym, że w Drohiczynie nad Bugiem są skarby, przekonałem się sam. Te skarby to cenne zabytki architektury: klasycystyczna cerkiew z końca XVIII w., barokowy kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z przełomu XVII i XVIII w., pochodzący z tego samego okresu barokowy kościół Trójcy Świętej, od 1992 r. katedralny, sąsiadujący z budynkiem dawnego Collegium Nobilium, oraz kościół Benedyktynek z 1 poł. XVIII w. odznaczający się piękną późnobarokową fasadą. Swego rodzaju skarbami są też krążące tu podania, jak choćby to o złotej trumnie Kumata i innych kosztownościach ukrytych przez Jaćwingów. Drohiczynianie opowiadają również, że raz na sto lat, w nocy, zawsze przy pełni księżyca, otwiera się ściana Góry Zamkowej i wypływają z niej łodzie pełne zbrojnych rycerzy. Dokąd płyną - niewiadome. Podanie głosi tylko, że przed świtem, nim zapieje pierwszy kur, muszą wrócić do podziemi. Otóż zdarzyło się kiedyś, że jeden z rycerzy ujrzał na brzegu piękną dziewczynę z Drohiczyna, która w stroju Ewy wychodziła z kąpieli. Zauroczony jej wdziękami, wyskoczył z łodzi na brzeg, ale dziewczyna przepadła gdzieś w zaroślach. Rycerz chciał wrócił do swoich, niestety, było już za późno: łodzie odpłynęły i zniknęły w Górze Zamkowej. Od tej pory zjawa w zbroi błąka się nocami po nadbużańskich błoniach i oczekuje chwili, kiedy grodzisko znów otworzy swe wrota.

Od czasu, kiedy mi to wszystko opowiadano, minęło sporo lat. Niedawno jeszcze raz pojechałem na Podlasie Nadbużańskie, aby posłuchać niesamowitych opowieści Jana Skorochody. Niestety, okazało się, że stary przewoźnik dawno dobił już do brzegu, z którego nie ma powrotu. Pozostał mi tylko rycerz z Drohiczyna, podobno wciąż błąkający się nad Bugiem. Nie tracę nadziei, że go kiedyś spotkam.

Informacje praktyczne:

Dojazdy:

do Mielnika autobusem PKS ze stacji PKS Siemiatycze (11 km); do Drohiczyna autobusem PKS z dworca Warszawa Stadion (122 km).

Noclegi:

Mielnik, ul. Brzeska 67, tel. (85) 657 72 76; Drohiczyn, ul. Hołdu Pruskiego 29, tel. (85) 655 70 21.