Safari w koralach

Do podwodnych polowań na nowokaledońskich wodach zachęciły mnie wędkarskie trofea marynarzy, które nie bez dumy układali na rufie naszego statku. Były tam małe rekiny, strzępiele z kwadratowymi prawie pyszczkami, błękitne rybki zwane chirurgami z ostrymi lancetami po bokach oraz rybki papuzie w charakterystycznych dla tropiku ostrych kolorach.

Safari w koralach

Do podwodnych polowań na nowokaledońskich wodach zachęciły mnie wędkarskie trofea marynarzy, które nie bez dumy układali na rufie naszego statku. Były tam małe rekiny, strzępiele z kwadratowymi prawie pyszczkami, błękitne rybki zwane chirurgami z ostrymi lancetami po bokach oraz rybki papuzie w charakterystycznych dla tropiku ostrych kolorach.

Autor: Henryk Mąka

Na podbój koralowej rafy wyruszyliśmy mikrobusem spod starego ratusza w Noumei. Wysiadłszy na dalekim odludziu, idziemy jeszcze kilkaset metrów na sam koniuszek nowokaledońskiej wyspy - tędy właśnie przebiega granica Pacyfiku i Morza Koralowego. Po zarosłym krzewami mangrowca i aurakarii urwisku schodzimy na brzeg oceanu i po chwili - z płetwami na nogach i okularami na oczach oraz rurką do oddychania - wchodzę do ciepłej jak w wannie wody. Regularne fale przynoszą pogruchotane kawałki białych korali i muszli oraz głucho grzechoczące wśród głazów otoczaki. Powoli przekraczam ten ruchomy gruz i płynę ku głębinie.

Pod szybką okularów, pomiędzy zbielałymi głazami piaskowca widzę pierwsze kępki morskiej trawy, potem zielone łączki i długie łodygi zielonych wodorostów. Niektóre z roślin o blaszkowatych liściach jako żywo przypominają kwiaty zmieniające barwę zależnie od kąta nachylenia do słońca. Są tu również kępy morskiej kapusty, pomiędzy którymi nieruchomo spoczywają czerwone, oliwkowe i niebieskie rozgwiazdy. Czasem tylko strzela przed maską ośmiornica o różowych odnóżach, srebrzystą łuską błyska jakaś rybka. Dość często spotykam natomiast 20-centymetrowe i większe strzykwy-trepangi z rodziny szkarłupni, popularnie nazywane... morskimi ogórkami.

Czarodziejski grzyb

Wynurzam na chwilę głowę. Jest zupełnie cicho. Wyraźnie czuję zapach jodu, wodorostów i ryb. Wciągam kilka haustów powietrza i nurkuję. Z dala od brzegu spotykam teraz całe kępy koralowców. Wprawdzie koralowy jamochłon nie widzi i nie słyszy, ale z węglowodanów i tlenku wapnia pobieranych z morskiej wody wyczarowuje przepiękne atole i wielokilometrowe rafy, a nawet całe wyspy i archipelagi, na których rozkwita życie. Ostre i lekko parzące grzbiety korali znajdują się tuż pod powierzchnią wody: białe, żółte, pomarańczowe, zielonkawe i fioletowe. Mają najdziwniejsze kształty. Od kęp mchu, poprzez wzgórki przypominające zwoje ludzkiego mózgu, misy i wazony, krzaki bzu i wielokonarowe drzewa, wielkie grzyby i nenufary, aż do przepięknych wachlarzy o koronkowym deseniu.

W pewnym momencie podpływam pod wielką kolonię korali, okrągłą jak kapelusz olbrzymiego grzyba o pięciometrowej chyba średnicy. Lekko wklęsły grzyb okazuje się siedliskiem najróżniejszych żyjątek. Przede wszystkim nad i pod koralową kopułą skrzą się tysiące małych rybek, będących głównymi lokatorami koralowych ogrodów. W bursztynowym mrowiu lutjanów śledzę lot ryby anielskiej o błękitno-złoto-pomarańczowych bokach. Za chwilę pojawia się w zasięgu moich okularów duet rybek z czarnego aksamitu w jasno-żółte prążki, z wąsami na łebkach jak u naszych sumów. Długie na dwa palce płyną z wdziękiem, igrając z sobą niczym para kochanków. Nadpłynęła także ciekawa zapewne nieznanego tutaj człowieczego stwora horda błękitnych chirurgów, pojedyncze pensetniki z długimi ryjkami, arcyzabawne ustniczki z pręgami przebiegającymi nawet przez oczy. Całe stadko wszystkożernych ryb papuzich swoimi ostrymi ząbkami spokojnie obskubuje młode, a więc miękkie jeszcze pędy korali. Pojawiają się też rybki długie jak ołówek, okrągłe jak moneta, w kształcie wrzeciona i pająka.

Gdy zaś, zaczerpnąwszy powietrza, spłynąłem niżej, aby z boku przyjrzeć się koralowej kolonii, ujrzałem anteny langusty tkwiącej między gałązkami koralowca i kraba-pustelnika, który ze zdobycznej muszli wysunął swe groźne szczypce. Doskonale widoczny jest też duży ślimak nieruchomo tkwiący w stożkowatej muszli. Już mam ochotę sięgnąć po niego ręką, gdy przypominam sobie, że aż 14 gatunków tego ślimaka atakuje człowieka harpunowym żądłem, wciskając stokroć silniejszy od kurary jad w ciało ofiary. Dla ukąszonego człowieka oznacza to natychmiastową śmierć. Brrr!

Oko w oko z rekinem

Popłynąłem dalej, podglądając teraz falujące w wodzie gąbki - wielokomórkowe zwierzątka pozbawione możliwości poruszania się po morskim dnie. Są żółte i brązowe, a zdarzają się również błękitne i purpurowe. Mocując się dość długo, oderwałem taką niebieską sztukę od koralowego podłoża i wepchnąłem do foliowego worka przytroczonego do pasa. Znacznie ładniejsze od gąbek są oczywiście ukwiały. Pomarańczowe z biało-żółtymi czułkami poruszającymi się we wszystkie strony... To parzydełka, którymi zwykle paraliżują swą ofiarę - przeważnie rybkę - wciąganą następnie do szerokiej jamy gębowej. Jeśli jednak ukwiały można nazwać kwiatami oceanów, na miano motyli zasługują meduzy: okrągłe i lejowate lub wręcz podobne do krowiego wymienia. Niektóre ich gatunki osiągają w tutejszych warunkach średnicę... dwóch metrów.

Płynąc dalej pomiędzy głazami, widzę wygrzewającego się w nasłonecznionej wodzie... morskiego węża. Zwinięty w nieforemny kłębek ma szaro-błękitny tułów z czarnymi pierścieniami i lekko spłaszczony ogon, ułatwiający mu szybkie poruszanie się w morzu. Niedługo potem widzę drugiego. Tym razem jest czarny, wielkości naszego zaskrońca. Ponieważ wiem, że każdy morski wąż jest jadowity, ostrożnie i jak najdalej je omijam.

Nagle, wypłynąwszy na powierzchnię wody, widzę sunącą w moją stronę czarną płetwę potwora. Z 250 gatunków rekiniej familii tylko kilkanaście należy do rodziny ludojadów, ale jak odróżnić w takiej sytuacji przyjaznego od niebezpiecznego i osądzić jego zamiary? Odruchowo wpływam pomiędzy krzaki białych koralowców. Rekin patrzy na mnie bystrymi ślepiami, półkoliście zakręca wrzecionowatym cielskiem czterometrowej długości i z wyraźną dezaprobatą, machnąwszy pięknie rozdwojonym ogonem, odpływa na głęboką wodę.

Więcej o: