Patmos: wyspa Apokalipsy

Nazywają ją ?egejską Jerozolimą?. Niewielka Patmos to jedna z najpiękniejszych wysp należącego do Grecji archipelagu Dodekanez. To tutaj św. Jan Apostoł doznał objawień spisanych w księdze Apokalipsy

Położona nad brzegiem zatoki Skala to największe miasto na wyspie Patmos. Przebywający tu turyści, o ile nie krążą wśród zlokalizowanych wzdłuż eleganckiej promenady sklepików z pamiątkami, przesiadują zwykle, popijając wino, w którejś z licznych knajpek z widokiem na morze. Jednak jeśli marzy nam się typowy śródziemnomorski kurort z pasem wielokilometrowych piaszczystych plaż, licznymi hotelami i dyskotekami tętniącymi muzyką do bladego świtu, wybierzmy lepiej inne miejsce. Patmos ma zupełnie inny charakter, przesiąknięty raczej powagą i dostojeństwem. Nic dziwnego - ta święta wyspa to od wielu już wieków cel pielgrzymek, zarówno katolików, jak i wyznawców prawosławia.

Klasztorne skarby

Na Patmos nie da się dotrzeć inaczej jak promem lub jachtem. Już z daleka, zanim dobijemy do portu, widać wznoszące się nad Skalą wzgórze ze skupiskiem białych domów na szczycie (tzw. Chora), nad którymi dominuje potężna, ciemnoszara bryła klasztoru św. Jana. Klasztor wybudowany w XI wieku z kamieni pochodzących ze zburzonej świątyni Artemidy przypomina fortecę. Nic dziwnego - w rejonie tym grasowali wówczas piraci. W murach bramy wejściowej nadal widać okienka, przez które w razie wizyty nieproszonych gości wylewało się gorącą oliwę. A pilnować było czego, bowiem od wieków w klasztorze przechowywano cenne przedmioty sztuki sakralnej. Do najcenniejszych z nich należą średniowieczne ikony i naczynia liturgiczne, ale przewodnicy zwracają też uwagę na pochodzący z XI wieku zwój pergaminu będący aktem założenia klasztoru, ze złotą pieczęcią ówczesnego cesarza Aleksego I Komnena. Spacerując między kaplicami, galeriami i tarasami (oj, łatwo stracić orientację), na pewno trafimy też do kaplicy błogosławionego Christodulosa - żołnierza-mnicha, założyciela klasztoru, tu właśnie pochowanego. Koniecznie zatrzymajmy się też w kaplicy Panagia z bardzo cennym XII-wiecznym freskiem "Gościnność Abrahama". Tak naprawdę freski odsłonięto stosunkowo niedawno - po trzęsieniu ziemi, jakie miało miejsce w 1956 roku. Wcześniej, przez długie wieki pokrywała je warstwa tynku.

Oczywiście kiedy św. Jan w roku 95 n.e. przybył na wyspę, klasztoru wówczas nie było. Była za to grota, w której apostoł się schronił, i - jak głosi legenda - przez dziurę w skale usłyszał głos Boga. Treść objawień została spisana przez ucznia Prochorosa, i do dziś jest głoszona jako księga Apokalipsy.

Ze znalezieniem groty nie ma problemu, znajduje się ona wewnątrz wybudowanego w roku 1090 kościoła Agia Anna. Świątynia będąca częścią klasztoru Apokalipsy znajduje się w pobliżu drogi prowadzącej ze Skali na Chorę. Przewodnicy bardzo chętnie pokazują skałę, na której spisano Apokalipsę i wgłębienie, gdzie ponoć św. Jan opierał swoją głowę.

Jak w labiryncie

Na wycieczkę na Chorę warto przeznaczyć kilka godzin. W górę, ze względu na greckie temperatury, warto podjechać autobusem (ze Skali kursuje lokalna linia), z powrotem jednak można urządzić sobie spacer tzw. starą, brukowaną drogą (nie tą, po której jeżdżą samochody).

Szczyt Chory to urokliwe miasteczko, w którym oprócz ufortyfikowanego, potężnego klasztoru św. Jana znajdziemy ok. 40 innych, maleńkich klasztorów i kościołów. Dawniej wznosili tu swoje okazałe rezydencje kapitanowie statków (miasto miało własną flotę handlową) - do tej pory zachowało się sporo takich bogatych, XVII- i XVIII-wiecznych budynków. Śnieżnobiałe domy ozdobione kolorowymi kwiatami bugenwilli, szwędające się, wszechobecne, senne koty, labirynt wąskich uliczek, tu i ówdzie przechodzący nieśpiesznym krokiem prawosławny duchowny lub ubrana w czerń kobieta - wszystko to sprawia, że turysta czuje się tu trochę jak w innym świecie.

Widok z Chory jest fantastyczny. Widać niemal całą wyspę, położoną w dole Skalę, wznoszące się nad miastem wzgórze Kastelii z fundamentami starożytnego Akropolu. A wokół jest morze, na którym rozsiane są też inne wysepki - widać m.in. Ikarię, Thimenę i Samos. Romantykom polecam wybranie się na Chorę o zachodzie słońca - wtedy widoki są najpiękniejsze.

Wody dla ochłody

Pełen powagi, uduchowiony nastrój Chory nie wyklucza możliwości plażowania. Najbliżej Skali, najłatwiej dostępne, choć kamieniste, są plaże przy turystycznym kurorcie Grikos. Lepiej jednak wybrać się gdzieś indziej, na stosunkowo jeszcze dzikie plaże, do których najprzyjemniej jest dopłynąć ze Skali łodziami. Za najlepszą uchodzi Psili Ammos na południowo-zachodnim krańcu wyspy, choć trzeba pamiętać, że wiele osób traktuje ją jako plażę nudystów. W pobliżu możemy zobaczyć Skałę Genupasa upamiętniającą żyjącego w tych stronach w dawnych czasach czarownika (na przylądku Genupas jest nawet grota, w której jakoby miał schronienie). I tak pewnego dnia, jak głosi legenda, Genupas wyzwał św. Jana na pojedynek na cuda. Kiedy zanurkował, by wyciągnąć z głębin wizerunek zmarłego, Bóg zamienił maga w skałę.

Mało kto z turystów dociera do Lampi - niewielkiej osady położonej na północnym krańcu wyspy. Niewielka tamtejsza plaża, słynąca z ładnych, kolorowych otoczaków, okupowana jest głównie przez Greków, ale warto przyjechać tu może nie tyle dla niej, ile dla samego poznania krajobrazów wyspy. Jeśli jesteśmy niecierpliwi i wolimy jakieś miejsce do kąpieli bliżej Skali, to w połowie drogi do Lampi możemy wysiąść przy plaży Kampos.

Informacje praktyczne:

Noclegi: w sezonie bardzo trudno jest znaleźć nocleg. Jeśli nie będzie innych możliwości, zawsze można próbować szczęścia na położonym nad samym morzem kempingu w Meloi - nawet jeśli nie mamy własnego namiotu, są tam już rozbite namioty "gościnne".

Zwiedzanie: wejście do klasztorów Apokalipsy i św. Jana jest darmowe, w drugim z wymienionych trzeba jednak zapłacić za zwiedzanie skarbca. W środku dnia (od 14 do 16) klasztory są zamknięte ze względu na sjestę.

Więcej o: