"Idze, idze bajoku" vs. "nie ma słoika nad warszawiaka" [WASZE OPINIE PO NASZYM TEKŚCIE]

- Nie kłóćcie się, tak? - Przecież nikt się nie kłóci, nie? - w taki zwięzły i humorystyczny sposób podsumowaliście wielką dyskusję, która rozgorzała na forum po naszym żartobliwym tekście z porównaniem warszawiaków i krakowiaków. My też nie nazwalibyśmy jej kłótnią, a raczej gorącą i w większości przypadków kulturalną i wesołą dyskusją. O czym było najgłośniej?

Tekst, w którym z przymrużeniem oka porównujemy warszawiaków i krakowiaków znajdziecie TUTAJ >>

Krakowiacy, krakusi czy krakowianie? Warszawiacy czy warszawianie?

Na wstępie poszło już o to, jak w ogóle nazywać przedstawicieli Krakowa i Warszawy, dwóch "miast partnerskich", które podobno tak się nie lubią, że aż żyć bez siebie nie mogą.

"Po pierwsze to w Krakowie nie mieszkają Krakowiacy, tylko krakowianie albo Krakusi (bardziej staromodnie). Krakowiacy to okoliczny lud noszący pasiaste biało-czerwone spodnie i czapki rogatywki z pawim piórem" - napisał nasz czytelnik Stefan, a wielu z Was ten głos doceniło.

"Jeśli dobrze pamiętam, to w Warszawie bardziej rozpowszechniona była tradycyjnie końcówka "-iak", w Krakowie - "-ianin". Stąd Warszawiak powie o Krakusie - "Krakowiak", ale ten ostatni nazwie siebie raczej "Krakowianinem", a w owym "Krakowiaku" ujrzy prędzej bronowickiego chłopa z kosą w ręku i pawim piórem u czapki. Przynajmniej starsze pokolenie, teraz to się rozmywa :)" - odpowiedział na to turtlezz.

Były teorie "polonistyczne", odwoływanie się do autorytetów językoznawstwa i dużo stwierdzeń z kategorii "bo u nas". Nawet redaktorzy naszej strony głównej nie mogli się zdecydować, jak to właściwie ma być.

A jak ma być? Ja stoję na stanowisku, że jak się komu podoba, byle z szacunkiem. Zaś Słownik Ortograficzny Języka Polskiego PWN dopuszcza obie formy - i "krakowiaka", i "krakowianina" definiując jako mieszkańca Krakowa ("krakus" to według słownika określenie również poprawne, z tym, że bardziej żartobliwe). Ten sam słownik mieszkańca Warszawy w potocznej mowie nazwie "warszawiakiem", w bardziej oficjalnej - "warszawianinem".

(No ale wiadomo, że "nie ma cwaniaka nad warszawiaka, a nie warszawiana", jak zauważył Sunim).

- Na jagody! (- O nie, na borówki!)

Lato, a jak lato, to las i... no właśnie, co? Awantura w komentarzach o jagody i borówki przerosła moje oczekiwania. Jestem, jak już wiecie, z Małopolski (tak, ze wsi, w dodatku ładnej - piszę, bo ten wątek Was zaciekawił; ale ale, Warszawę bardzo lubię, wybrałam ją świadomie i mam plany zostać tu jak najdłużej), ale przez całe życie używam słowa "jagoda" i wcinam "jagodzianki". A to, jak wielokrotnie pisaliście, charakterystyczne jest dla Warszawy, bo Kraków mówi "borówki". O te borówki same w sobie też zresztą była batalia, bo o które chodzi, gdy mowa o granatowych owocach?

Jagody to inaczej borówki czarne, ale równocześnie każda borówka jest jagodą - wyrokuje cytowany już słownik. Borówka brusznica to też jagoda, ale nie ta z jagodzianek. Zdaje się więc, że z punktu widzenia językowej poprawności najbliżej prawdy był czytelnik Krzysiek: "Nazwa biologiczna tej rośliny, na którą warszawiacy mówią "jagoda" a krakowianie "borówka" to "czarna borówka". Więc w wersji krakowskiej to jest bardziej precyzyjne".

Zasadne pytanie zadał Eh: "To jak się w Krakowie mówi na bułki z borówkami/ jagodami? Borówianki, jagodzianki czy jeszcze jakoś inaczej?". Mogę mówić za siebie: słowa "borówianki" nie znam, w Krakowie nigdy się z nim nie spotkałam, ale może rzeczywiście jest używane na określenie wypełnionych owocami drożdżówek (wypowiedzcie się jeszcze, krakowiacy!)?

To może na... ciastko...

Potwierdzam za to, że warszawska "bajaderka" to krakowski "ziemniaczek", do dziś zdarza mi się tak powiedzieć w cukierni i otoczenie bywa zaskoczone. O tym zapomniałam, więc dzięki za przypomnienie!

Ujmujących różnic spożywczych wskazaliście zresztą dużo więcej: warszawski "mielony" vs. krakowski "sznycel", stołeczna "bułka paryska" kontra krakowska "weka", "kremówki" vs. "napoleonki". Słodko (nie licząc "mielonego sznycla"), ale żeby nie było za prosto: "to bardziej skomplikowane, bo w Krakowie też są napoleonki chociaż całkiem inne niż w całej Polsce". I moje ulubione, zapożyczone od Selli: "jeżeli masz na myśli Pienisty Różowy Koszmar Cukiernika, to to się nazywa "napoleon"".

Dużo emocji wzbudziły "obwarzanki" - wiele było głosów, że mówi się "precle": "Ja jestem Krakuską od urodzenia i podobnie jak reszta moich urodzonych w tym mieście znajomych, mówię Obwarzanek...", napisała K. Odpowiedziała jej pik: "a moja rodzina od kilkunastu pokoleń żyje w tym mieście jak nie więcej i nigdy nie słyszałam innego określenia niż precel. Obwarzanek jest dla krakowskich naleciałości mieszkających w tym pięknym mieście od 2-3 pokoleń. Do tego nie znam znajomego który by mówił obwarzanek:) I tak możemy sobie dyskutować do rana. Idźże bajoku;)".

Ja będę jednak obstawać przy swoim, bo ze słowem "precel" spotykam się raczej w Warszawie. Ale miło było przeczytać pieszczotliwe "idźże bajoku"!

"Tak" na końcu zdania? "My tak nie mówimy!"

Ci z Was, którzy wypowiadali się w imieniu warszawiaków, niemal jednogłośnie buntowali się przed przypisaniem stolicy pytajnikowej końcówki "tak?". Byliście też w większości zgodni w tym, że "takanie" to wyjątkowo denerwująca maniera (sama bardzo jej nie lubię, ale znowu będę się trochę upierać, że w Warszawie wchodzi w krew), która przyszła niewiadomo skąd (choć podejrzenie padło na kilka miast i regionów: "Ani Gdańsk, ani Warszawa, lecz Poznań. Poznaniacy "od zawsze" mówili "tak" na końcu zdania" (Sławek), "Otóż to! Poznań! Od zawsze! Kończenie zdania takiem to domena Wielkopolski. Nie mogę uwierzyć, że można było pomyśleć inaczej" (angharad)). "Mieszkam w Warszawie od 40 lat i powiem, że kończenie zdania "tak?" to jakaś plaga ostatnich lat obecna w całej Polsce. Przedtem tego nie było, więc to nie jest żadna warszawska cecha" - napisał busqueros. "Prawda! Ta maniera robi karierę od niedawna i na pewno nie u warszawiaków" - dodał bardu. A "facet z Bydgoszczy" na to: "Kończenie zdania "Tak?" nie pochodzi moim zdaniem z żadnego konkretnego regionu, tylko z korporacji".

"Warszawa to nie tylko hipsterzy"

Wątków było dużo więcej, wiele z nich rozbawiło mnie i wzruszyło. Nie zdołam w tym tekście odnieść się do wszystkich ( zainteresowanych odsyłam do wpisów pod tekstem ), ale jeden na pewno wymaga komentarza.

Wśród Waszych opinii pojawiły się głosy, że "autorka nie lubi Warszawy", bo Kraków jest pokazany żartobliwie, ale czule, a Warszawa jako miasto hipsterów.

Jest w tym trochę prawdy, bo Warszawa faktycznie objawia mi się coraz częściej jako miasto hipsterów i "hipsterskie" przykłady przeważały w wypowiedziach, które trafiły do pierwszego tekstu. I sama nad tym ubolewam najbardziej, bo Warszawę bardzo lubię między innymi za to, co w niej warszawskie: powstańczą historię, praski klimat, śledzika z setką czystej wódki, Lublyn i Garwolyn. Tej autentycznej warszawskości zabrakło mi też trochę w Waszych komentarzach, może jeszcze się pojawią. Liczę na to!

"Dobrze, że Kraków różni się od Warszawy", "Dyskutujemy o tym ciągle, bo się tak kochamy!"

Na koniec komentarz dodany przez czytelniczkę/ka Joaninha23, bardzo mi bliski: "Jestesmy bardzo duzym krajem, ale tak malo roznorodnym. Szkoda, ze nie ma u nas wiekszych roznic lokalnych. Szkoda, ze wszyscy chca byc tac sami. A jeszcze wieksza szkoda, ze ludzie z malych miast nie kultywuja swoich tradycji, ze wypieraja sie swojego pochodzenia. I chca nasladowac ludzi z wiekszych miast. [...] Dobrze, ze Krakow rozni sie od Warszawy. Mam nadzieje, ze nie bedziemy nudni, wszyscy tacy sami".

Fajnie, że takich głosów było więcej!

"Niesympatyczni" vs. "coraz sympatyczniejsi". Wasze opinie o warszawiakach i krakowiakach [NASZA SONDA]

Dziękujemy za wszystkie głosy i komentarze! Uważacie, że w tym temacie wciąż można sporo dodać? Czekamy na Wasze opinie!