Wraki-giganty, których nie zabrało morze [GALERIA]

Niektóre historie rozbitych statków brzmią jak wyssane z palca. Rzeczywiście, czasem do końca nie wiadomo, ile jest w nich ziaren prawdy, a ile wyobraźni, tym bardziej, że ich obecność "nakręca" biznes turystyczny. To właśnie wyobraźnia eksploratorów sprawia, że choć "umarły", pozostają nieśmiertelne. Wraki-giganty, których nie zabrało morze.

Według danych ONZ na dnie oceanów spoczywają ponad 3 miliony wraków statków. Historii tylko jednego z nich, Titanica, który 101 lat temu pochłonął Atlantyk, nie trzeba chyba nikomu przypominać. Tragedia z 1912 roku rozpaliła wyobraźnię niejedengo filmowca z Cameronem na czele - to jedna z najlepiej na świecie udokumentowanych katastrof morskich. Tymczasem losy tysięcy wraków pozostają tajemnicą, a w przypadku niektórych nawet nie wiemy, gdzie utknęły po zatonięciu. Co innego w przypadku gigantycznych wraków statków, które osiadły w pobliżu plaż albo w portach miejskich - na wpół zatopione, pordzewiałe kolosy już na pierwszy rzut oka zdradzają wszystkie swoje koszmarne sekrety.

Zobacz galerię zdjęć wraków statków

Wraki statków - gdzie ich szukać

Blisko brzegu można oglądać całe mnóstwo spektakularnych wraków statków. Jeszcze do niedawna chyba najbardziej znanym przykładem był SS America II (później nazwany American Star), amerykański statek pasażerski z 1940 roku. Został porzucony w styczniu 1994 roku po tym, jak nie dało się naprawić uszkodzonej w czasie sztormu liny holowniczej. Jeszcze przez kolejną dekadę wystawał z wody zanurzony w niej prawą burtą. Dziób giganta zatonął po 2007 roku, natomiast rufę ocean pochłonął sporo wcześniej. SS America II leży pod wodą w pobliżu plaży Garcey przy Fuerteventurze.

embed

Widok na część dziobową wraku American Star, który dziś znajduje się całkowicie pod wodą / CC/Wikimedia/Wollex

Taką gigantyczną żalezną "perełkę" ma też pobliska Lanzarote. Mowa o Temple Hall (ostatecznie zwanym Telamon), który stoi kilkadziesiąt metrów od wschodniego brzegu wyspy pomiędzy Arrecife i Costa Teguise. Ten brytyjski statek z 1954 roku ponad połowę swojego życia spędził w rękach Greków, którym został sprzedany pod koniec lat sześćdziesiątych. Na dnie osiadł w 1981 roku, bo przez wyciekający olej przestał nadawać się do użytku. Nieoszczędzony przez czas przypomina dzisiaj stertę skorodowanego żelastwa. Wbrew pozorom jednak to prawdziwy skarb dla poszukiwaczy przygód, którymi często są pasjonaci urbexu. Przez ponad trzydzieści lat sterczenia w wodzie na tyle mocno wrył się w dno oceanu, że dziś zdaje się stać bardzo stabilnie.

Wśród turystów na Wyspach Jońskich furorę robi wrak statku, od którego swoją nazwę wzięła jedna z najpiękniejszych greckich zatok - Zatoka Wraku (Navagio Bay) na wyspie Zakyntos. Nieduży, pordzewiały szkielet MV Panagiotis kontrastuje z białym piaskiem plaży Navagio, w którym miejscami jest całkowicie zanurzony. Statek powstał w 1937 roku w szkockim Glasgow jako MV Saint Bedan. Na ostatnim etapie swojego życia, przemianowany już na Panagiotis, służył do przemycania papierosów. W 1980 roku podczas jednego z rejsów do Europy z Turcji, skąd transportował papierosy oraz whisky (najprawdopodbiej dla sycylijskiej mafii), został zauważony przez greckich marynarzy, którzy rozpoczęli pościg. Gdy na morzu rozpętała się burza, Panagiotis wpadł w pułapkę. Załoga porzuciła go w zatoce i rozpłynęła się w powietrzu. Na krótko po tym Grecy ponoć rozkradli ładunek statku i jeszcze przez kilka lat sprzedawali go na lokalnym rynku.

300 wraków na cmentarzysku w Mauretanii

Setki wraków można zobaczyć, jadąc wzdłuż wybrzeża Mauretanii. W zatoce Nawazibu od wielu lat mieści się jedno z największych na świecie złomowisk statków. Jest ich tam już ponad trzysta. Część maszyn została przetransportowana tu celowo, inne porzucili rybacy. Traktowanie Nawazibu jako wysypiska rupieci opłaca się pracownikom portu, którzy za zezłomowanie maszyn biorą grube pieniądze. Dlatego na cmentarzystku można oglądać żelazne giganty z całego świata.

Nie mniej mroczny widok rozciąga sie na Pustyni Namib w północnej Namibii. Na długości ok. 500 kilometrów wzdłuż Atlantyku ciągnie się wąski pas usłanego stertami wraków Wybrzeża Szkieletów. Wystepujące tu silne prądy morskie i płycizny budziły grozę już wśród pierwszych żeglarzy, którzy nazwali tę część Namibi bramą do piekieł lub piachami z piekła . Liczba żelaznych trupów przekracza tysiąc, ale jeszcze więcej niż statków poległo tutaj ludzi. Bo mimo śmiertelnej pułapki śmiałkowie regularnie przybywali tu, by spod powierzchni Namib wydobywać diamenty. Sporo wraków zasypały później piaski przemieszczającej się pustyni. Najbardziej sepktakularny z nich to Eduard Bohlen, który rozbił się na wybrzeżu podczas mgły we wrześniu 1909 roku. Leży kilkaset metrów od brzegu.

Na mapie zatopionych statków na świecie Afryka to tylko ciekawszy przykład. Gdyby objechać kulę ziemską, takich miejsc znalazłoby się po prostu dziesiątki. Karaiby, Rosja, Ziemia Ognista mają prawdziwe zagłębia żealaznych potworów, które samotnie lub całymi zespołami sterczą w wodzie albo na skałach.

embed

Wrak statku niedaleko Gytheio w Grecji / shutterstock

Pasjonaci tematu odnajdą sporo fascynujących miejsc w Republice Południowej Afryki, Australii, nad Bajkałem albo w Murmańsku w Rosji, na hawajskiej wyspie Lanai, w Aregentynie na Ziemi Ognistej, na Bahamach, Wyspach Salomona i trochę bliżej - na Riwierze Rumuńskiej, Wyspach Brytyjskich albo w Grecji, gdzie takich ciekawostek jak MV Panagiotis jest znacznie więcej. Niektóre miejsca, takie jak plaża wraków Kaiolohia na Hawajach, są oznakowane jako atrakcje turystyczne, które można oglądać samodzielnie albo w ramach zorganizowanej wycieczki. Na koniec zostawiłam przykład wraków tankowców i barek z dna wyschniętego Morza Aralskiego. Niedawno publikowaliśmy w Podróżach fragmenty książki Bartka Sabeli pt. "Może (morze) wróci", poświęconej katastrofie naturalnej, którą spowodowali ludzie. Na terenie byłych republik radzieckich (Uzbekistan, Kazachstan) założyli plantacje bawełny, które nawadniały wody z rzek wpadających do jeziora. Odcięte od zasilających je źródeł, wyschło. Pozostały po nim tylko pokraczne, wygięte, żelazne szkielety.

Costa Concordia dzisiaj

13 stycznia 2012 roku świat obiegła wieść o katastrofie włoskiego statku pasażerskiego, który wpadł na skały u wybrzeży wyspy Isola del Giglio we włoskiej Toskanii. Zginęły 32 osoby, a zdarzenie okrzyknięto najtragiczniejszym wypadkiem statku pasażerskiego we współczesnej historii. Sprawa oskarżonego kapitana Francesco Schettino nadal się toczy, tymczasem wrak luksusowego statku niszczeje kilkanaście metrów od brzegu.

Koszt usunięcia Concordii eksperci szacują na 400 milionów dolarów. Cały proces ma być bardzo skomplikowany, zaplanowano też, że odbędzie się do końca tegorocznego lata. Nie wiadomo jeszcze, dokąd zostanie przetransportowany prawie 300-metrowy gigant, ale pozostawienie statku w wodach Morza Tyrreńskiego jest wykluczone. Wycieczkowiec znajduje się pod stałą ochroną.

Więcej o: