Koronie Ziemi chcą wejść na głowę. Niezwykła terapia górami fundacji "Pokonaj Raka"

W 2010 roku stanęli na szczycie Kilimandżaro, dwa lata później - na Mont Blanc, a w zeszłym miesiącu zaatakowali Aconcaguę. Najwyższa góra Andów i Ameryki Południowej tym razem nie pozwoliła sobie wejść na głowę, lecz podopieczni fundacji "Pokonaj Raka", organizującej wyprawy górskie jako formę terapii w walce z nowotworem, nie dają za wygraną - chcą zdobyć Koronę Ziemi.

"Lubię walczyć"

Na Aconcagui Małgosia i Wojtek, podopieczni fundacji Katarzyny Gulczyńskiej "Pokonaj Raka", pobili swoje dotychczasowe rekordy wysokości - wspięli się na 6350 m n.p.m. Przed wyjazdem w Andy oboje mieli już na koncie górskie osiągnięcia. Do Małgosi "należało" Kilimandżaro, a Wojtek dosięgnął Dachu Europy - Mont Blanc.

"Aconcagua była niezapomnianą wyprawą z niesamowitymi ludźmi do niesamowitego miejsca" - wspomina Wojtek, pracownik korporacji i zapalony sportowiec, ale przede wszystkim szczęśliwy tata. Kiedy trzynaście lat temu dowiedział się, że choruje na guza mózgu, jego świat wywrócił się do góry nogami. Stało się to na krótko przed egzaminem dojrzałości. Od diagnozy minęły dwie operacje neurochirurgiczne i cała seria innych. Mimo że dziś Wojtek nadal pozostaje pod ścisłą obserwacją lekarzy, przezwyciężył chorobę, bo jak sam przyznaje - lubi walczyć. "Grunt to dobre myślenie. Najlepsze lekarstwa nie postawią nas na nogi, jeżeli sami siebie skreśliliśmy".

Po wyprawie na Aconcaguę zarówno Małgosia-amazonka, jak i Wojtek zbierają siły na Elbrus. Ekspedycja odbędzie się w sierpniu. Po niej nastąpi kolejna - na McKinley, a później na Piramidę Carstensz, Górę Kościuszki, Masyw Vinsona i Mount Everest. To cała Korona Ziemi. Do grupy może dołączyć każdy - chory i zdrowy, rekrutacja trwa.

"Rak to diagnoza, nie wyrok"

Projekt fundacji "Pokonaj Raka", przewidujący zdobycie do 2015 roku wszystkich szczytów Korony Ziemi, nosi nazwę "Szczyty życia". Jest skierowany do osób, które zwalczyły nowotwór, ale w wyprawach górskich może uczestniczyć każdy, kto ma na to ochotę. Dlatego najczęściej grupy są mieszane - niegdyś chorzy idą razem z zupełnie zdrowymi. "Idea jest taka, aby się integrować, akceptować i uczyć siebie nawzajem" - mówi Katarzyna Gulczyńska, alpinistka amatorka i założycielka fundacji. "Ja nie jestem trędowata, żyję normalnie i chcę żyć pełnią życia z wszystkimi" - dodaje Gosia.

Zaproszenie do udziału w projekcie całkowicie zdrowych osób ma na celu jeszcze jedno - jest wezwaniem do profilaktyki. "Moje doświadczenia mają ostrzegać innych" - wyznaje Gosia - "żeby badali się, nie lekceważyli zdrowia, bo im szybciej znajdziemy coś niepokojącego w swoim ciele, tak jak ja to zrobiłam, tym dla nas lepiej".

To nie góra, to rak do pokonania

Góry są symboliczne. Jednak w okupionej gigantycznym wysiłkiem wspinaczce nie o szczyt najczęściej toczy się walka. Pokonując duże wysokości w ekstremalnych warunkach atmosferycznych pokonujemy własne słabości. Zdobywanie szczytów jest niezawodną formą terapii psychicznej, dlatego góry coraz częściej stają się celem wypraw różnych fundacji. W październiku pisaliśmy w naszym serwisie o wyprawie kobiecego Stowarzyszenia "Kilimandżaro" na Ararat w Turcji.

"Góry są podobne do tej choroby. I w chorobie, i w górach jesteśmy samotni" - mówi Katarzyna Gulczyńska - "Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku ważne jest pokonywanie barier: wysiłku, samotności, wytrzymałości fizycznej". Aż wreszcie i w zmaganiach z chorobą, i w wyprawach górskich przepis na sukces tkwi w zasadzie: iść do przodu głową, nie nogami. "Rak to diagnoza, nie wyrok" - podkreśla założycielka fundacji. "Mnóstwo ludzi wygrywa walkę z nowotworem dzięki pozytywnemu nastawieniu".

"Nie ma taryfy ulgowej"

Choroba nowotworowa nadal pozostaje w Polsce tematem tabu. Jednym z powodów, dla których w 2009 roku powstała fundacja "Pokonaj raka" jest zrzeszanie osób "po przejściach", które dzięki swoim doświadczeniom mogą przekonać do mówienia o nowotworach nie tyle społeczeństwo, co samych chorych.

"Oni się do tego nie przyznają, bo nie chcą" - mówi Tomek Kobielski, himalaista i przewodnik grupy, który przed wyjazdem w Andy przewodził członkom fundacji w wyprawie na Kilimandżaro. "Kiedy ci ludzie wiedzą, że są traktowani normalnie, jest im łatwiej otworzyć się na problem". Z tego powodu w ekspedycjach z Tomkiem Kobielskim "nie ma taryfy ulgowej", co zresztą chwalą sobie Gosia i Wojtek (którzy podczas wyprawy usłyszeli: "Jesteście członkami grupy. Przyszliście tu po to, aby zdobywać góry").

"Test przed ośmiotysięcznikami"

"Od 1998 roku nie było tak złego sezonu na Aconcagui" - mówi Tomasz Kobielski, który w Andach wspinał się przynajmniej dwudziestokrotnie. "Od listopada w tym rejonie występują bardzo silne mrozy i opady śniegu w miejscach, gdzie dotąd ich nie spotykano".

Aconcagua ma 6962 m n.p.m. Do siedmiotysięcznika zabrakło jej więc dokładnie trzydziestu ośmiu metrów. Wśród dziewięciu najwyższych szczytów na wszystkich kontynentach tworzących tzw. Koronę Ziemi ma opinię jednej z najtrudniejszych i nie przez przypadek traktowana jest jak bezpośredni test przed wyprawą na osiem tysięcy.

Jeżeli pod uwagę wziąć skalę trudności wspinaczkowych i na jej początku umieścić Mount Everest, Aconcaguę trzeba by usytuować pośrodku. "Na drodze klasycznej Aconcagua nie jest górą ciężką technicznie, jest natomiast bardzo trudna pogodowo. Słynie z silnych wiatrów" - twierdzi Tomasz Kobielski. I dodaje: "W tym sezonie odnotowano bardzo niewiele wejść na szczyt. Zarejestrowano za to sporo odmrożeń, zaginięć i wypadków". Na kilka dni przed przybyciem polskiej grupy do Argentyny w mediach pojawiła się informacja o zaginięciu w rejonie Aconcagui Polaka. Ciało Jacka Krawczyńskiego odnaleziono w połowie lutego. Najprawdopodobniej utonął.

Więcej o: