Kuba. Starych samochodów czar

Wizyta na Kubie jest niczym podróż do przeszłości. Bez użycia wehikułu czasu, za to za sprawą amerykańskich oldtimerów.

Wiedziałam, że Kuba to raj dla miłośników motoryzacji, ale to, co zobaczyłam na miejscu, okazało się o niebo lepsze od wszystkich opowiadań, zdjęć i filmów. Wielobarwne cacka dumnie paradujące po Malecónie, a także z klasą i godnością pokonujące dziurawe drogi na prowincji zachwyciły mnie - jako fotografa, kierowcę i estetkę.

Tekst pochodzi z najnowszego wydania magazynu

embed

Kuba. Żywe muzeum motoryzacji

Buicki, packardy, chryslery, studebakery, hudsony, fordy, cadillaki i oldsmobile. Najmłodsze z lat 50., najstarsze z lat 30. (choć zdarzają się także perełki z początku XX w.). Snują się po kubańskich szosach niczym duchy przeszłości i wspomnienie dawnego dobrobytu wyspy. Fascynująca jest też niezwykła mieszanina pojazdów. Amerykańskie krążowniki szos sprzed rewolucji jeżdżą obok moskwiczy i ład z czasów przyjaźni radziecko-kubańskiej, polskich maluchów (nazywanych El Polacito) i nowoczesnych aut azjatyckich.

Liczba zabytkowych aut amerykańskich nie jest dokładnie znana, ale szacuje się, że jest ich ok. 60 tys. W Europie, a nawet w USA, stałyby w muzeach lub garażach zamożnych kolekcjonerów, tutaj są ciągle na chodzie i przeżywają kolejną młodość. Niektóre wyglądają, jakby dopiero wyjechały z fabryki: karoseria świeżo malowana, błyszczące kołpaki i zderzaki, wypolerowane klamki i gadżety na masce. Inne to pordzewiałe gabloty, połatane na druciki i sznurówki, poklejone taśmą, ze zniszczoną tapicerką, niedziałającymi zegarami na tablicach rozdzielczych i farbą olejną przykrywającą plamy rdzy. Dostojnie przemierzają kubańskie ulice, zaprzeczając wszelkim regułom upływu czasu.

Rum, cygara, baseball . Czytaj więcej na temat kubańskich specjalności

Jedne i drugie jeżdżą jedynie dzięki sprytowi i kreatywności miejscowych mechaników. A tajemnica ich długowieczności kryje się w silnikach. Stare, amerykańskie V8 dawno już wymieniono na młodsze silniki z samochodów radzieckich albo nawet na te całkiem nowoczesne, z aut japońskich. Dodatkową korzyścią z takiej operacji (oprócz tej, że samochód w ogóle jeździ) jest oszczędność. Amerykańskie silniki zużywają bowiem dużo paliwa, a benzyna jest droga. Nie mówiąc o tym, że do niedawna obowiązywał miesięczny przydział paliwa, który wynosił zaledwie 20 l.

Kuba. Auto okazyjnie kupię

Samochód dla Kubańczyka jest niczym skarb lub drogocenna relikwia. Zwłaszcza kiedy spędza przy nim kawał swojego życia, żeby jak najdłużej utrzymać go na chodzie. Ci, którzy potrafią auta naprawiać, cieszą się szacunkiem wśród sąsiadów i znajomych. Obowiązujące od 1961 r. amerykańskie embargo, które objęło również przemysł motoryzacyjny, sprawiło że wielu Kubańczyków musiało zostać mechanikami. A prawo zakazujące handlu samochodami używanymi i nabywania nowych sprawiło, że wiekowe wozy stały się długoletnimi kompanami dla swoich właścicieli. Jedynie w latach 70. i 80. rząd wymieniał oldtimery na radzieckie łady. Zresztą te cieszyły się sporą popularnością z powodu prostej budowy i dużych możliwości improwizacyjnych w trakcie napraw.

1 października 2011 r. weszło w życie rozporządzenie legalizujące handel używanymi samochodami. Żeby kupić lub sprzedać auto, nie trzeba już zezwoleń, a jedyne obowiązki to zapłata 4 proc. podatku przez każdą ze stron oraz złożenie deklaracji, że pieniądze pochodzą z legalnego źródła. No i oczywiście samo posiadanie gotówki, co przy średnich zarobkach rzędu kilkunastu dolarów nie spowodowało masowej wymiany handlowej w motoryzacji. Kubańczycy mogą też przekazać pojazd rodzinie lub sprzedać go w przypadku wyjazdu

na stałe za granicę (dotychczas państwo konfiskowało takie auto). To bardzo istotna zmiana, bo każdego roku niemal 40 tys. osób opuszcza ojczyznę.

Zacierający ręce europejscy kolekcjonerzy nie mają jednak po co szykować portfeli, bo amerykańskie krążowniki szos zostały uznane za dziedzictwo narodowe i nie mogą być wywożone z wyspy. Ograniczenia dotyczą też nowych pojazdów sprowadzanych przez władze. Tutaj barierą są nie tylko pieniądze, lecz także konieczność posiadania listu autoryzacyjnego zezwalającego na kupno. Żeby go zdobyć, trzeba zasłużyć się dla systemu i przejść kilkuletni proces weryfikacyjny.

Więcej o: