Rzym. Jacy są mieszkańcy Rzymu?

Rzymianie, jak to zazwyczaj bywa z mieszkańcami stolic na całym świecie, nie cieszą się sympatią rodaków. Skrót SPQR, czyli Senatus Populusque Romanus (senat i lud rzymski), funkcjonujący już za czasów cesarstwa, tłumaczy się dziś jako sono porchi questi romani (?co za świnie z tych rzymian?). Mieszkańcy Wiecznego Miasta są zmęczeni swą wielowiekową mądrością i oczywistą wyższością.

Jak pisał Alberto Moravia, wybitny rzymski pisarz: "Wieczność w sensie rzymskim należy rozumieć jako ennui, wieczną nude". Rzymianie widzieli już wszystko. Chyba najlepiej oddaje ten nastrój niezwykle popularne tu słowo pazienza, tyleż wzruszenie ramionna znak rezygnacji, ile gest obojętności wobec wspaniałego dziedzictwa przeszłości. Nigdzie bardziej niż w Rzymie nie widać przemijania i marności ludzkich żądz. "Nie trzeba wiele czasu, by człowiek o wszystkim zapomniał i wszystko zapomniało o nim" - pisał Marek Aureliusz. Znużonym mieszkańcom nie chce się już wspominać dawnej chwały i upadku ich miasta, nieobca im jest jednak imperialna megalomania.

Rzym - rzymianie

Mieszkańcy Rzymu szczycą się jego wspaniałą historią, o której miasto przypomina im na każdym kroku - niestety, stało się to także źródłem rozmaitych problemów. Rzymianie darzą szczególnym sentymentem pewne rejony w Centro Storico, od dawnego getta, gdzie wciąż żyje kilka tysięcy Żydów, po gwarny Campo de' Fiori, na którym urzędują sprzedawcy owoców i konserwatorzy mebli. Zatybrze (Trastevere), niegdyś dzielnica imigrantów, do niedawna była bastionem proletariatu. Mimo ze nadal mieszkają tu marynarze i drobni rzemieślnicy, robotniczy charakter tej części miasta już należy do przeszłości. Inna XIX-wieczna dzielnica robotnicza, pagórkowata Testaccio otaczająca dawne rzeźnie, zrobiła się dziś modna i zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż bogate, nijakie współczesne podmiejskie tereny, które musi zamieszkiwać wielu rzymian. Z kolei Parioli, zielone willowe przedmieście na północ od Villa Borghese, upodobali sobie zwłaszcza nuworysze.

Rzym - rzymskie rytmy

Moravia pisał, ze "cudzoziemcy znajdują w Rzymie pewien spokój", ale większość mieszkańców stolicy nie podziela tego zdania. Tutaj dzień zaczyna się i kończy korkami ulicznymi, ponieważ Roma intra muros, na "siedmiu wzgórzach", bywa okresowo zamykany dla samochodów. Aby sobie radzić z tym chaosem komunikacyjnym, wielu rzymian przesiada się na motorini (skutery) lub wybiera jazdę metrem. Zrezygnowanie z przemieszczania się samochodem ma te dobre strony, że po drodze można zajrzeć do baru na mocną kawę espresso i cornetti (słodkie rogaliki). Dawniej pory posiłków w Rzymie były świętością i w całym mieście miedzy 13.00 a 16.00 biura i sklepy zamykano na głucho, by pracownicy mogli wyskoczyć do domu na tradycyjny obiad. Czasy się jednak zmieniły i pogoń za większą wydajnością spowodowała, że takie długie przerwy i sjesty w dużej mierze są już tylko wspomnieniem. Urzędnicy mają teraz tylko godzinę na przekąszenie czegoś na mieście, a wiele sklepów jest czynnych przez cały dzień. Jedynym wyjątkiem są rodzinne sklepiki i małe butiki, które nadal zamykają swe podwoje na trzy godziny.

Rzymianie - pasożyty

Jak na miasto dwóch stolic, gdzie spotyka się władza doczesna i duchowa, Rzym wydaje się miejscem pełnym harmonii. W rzeczywistości jednak bywa nazywany pchłą na grzbiecie północnych Włoch. Tym antyrzymskim uprzedzeniom pożywki dostarczają niezliczone opowieści o rozrośniętej biurokracji i nieudolności tutejszych urzędników. W oczach innych Włochów rzymianie są chciwymi pasożytami, spragnionymi korzyści materialnych i niechętnie dzielącymi się czymkolwiek z resztą kraju. Włosi krzywo patrzą na przywileje Palazzo, miejscowego establishmentu politycznego. Nie budzi też zachwytu monopol Rzymu na międzynarodowe instytucje, takie jak FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa). W stolicy wszystko zresztą szybko staje się instytucją. Jako miejsce, gdzie krzyżują się drogi dyplomatów, Rzym stwarza iluzje imperialnej potęgi. Działa tu aż 109 ambasad akredytowanych przy włoskim rządzie i 59 przy Watykanie.

Rzym - miasto religijnych sceptyków

Jako suwerenne państwo i stolica katolicyzmu Watykan może z dumą twierdzić, że zatriumfował nad pogaństwem. Sceptyczni rzymianie nie podzielają jednak tych odczuć. Eklektyczne tradycje miasta sprawiają, że jego mieszkańcy są nie tyle religijni, ile raczej przywiązani do rytuału, bardziej zainteresowani formą niż prawdami wiary. Kościół szybko zaczęto postrzegać jako ośrodek władzy doczesnej. Dziś Watykan uważa się tu za instytucję polityczną, korporacyjne ramię papiestwa. Antyklerykalne nastroje nasiliły się po skandalach finansowo-politycznych w początkach lat 80. ubiegłego wieku, sprzyjał im też konserwatyzm obyczajowy Jana Pawła II. Śmierć papieża w 2005 r. - choć przezywana jako ważne i smutne wydarzenie dla Kościoła i świata - a później wybór równie konserwatywnego Benedykta XVI niczego raczej nie zmieniły w tych postawach.

Dzisiejszy Rzym to miasto świeckie i wyrafinowane, w którym religia nie odgrywa istotniejszej roli. Jak głosi cyniczne miejscowe powiedzenie, trawestacja klasycznej sentencji św. Augustyna, Roma venuta, fede perduta (w wolnym tłumaczeniu: "kto zamieszka w Rzymie, porzuca wiarę"). Choć jest tu ponad 900 kościołów, w centrum miasta we mszy regularnie uczestniczy ok. 10% mieszkańców (więcej praktykujących jest w dzielnicach zamieszkiwanych przez ludzi z południowej Italii). W codziennym życiu Watykan kojarzy się części rzymian głównie z zakazami seksualnymi i wyjątkowo dużymi korkami ulicznymi podczas środowych audiencji. A jednak ten, zdawałoby się na wylot świecki, Rzym pokochał Jana Pawła II od samego początku pontyfikatu. Zbigniew Boniek, od 20 lat mieszkający w Wiecznym Mieście, wspomina: "To przecież on tuż po wyborze przez konklawe powitał tłum na placu św. Piotra po włosku i na koniec dodał: "A gdybym się mylił, to mnie poprawcie". Innym razem przemówił w dialekcie rzymskim. Dla rzymian, dla mnie, to było wielkie przeżycie". Franco Sensi, prezes rzymskiego klubu piłkarskiego AS Roma, w 2000 r. powiedział, nawiązując do gry najlepszego wówczas piłkarza swojego klubu, że Jan Paweł II jest "Batistuta historii XX wieku". I dodał: "Ale to nie tylko gracz ataku, który dzięki swym zdolnościom i intuicji rozwiązał wiele trudnych problemów, to także prezydent klubu, który prowadzi swa drużynę - Kościół i, kiedy trzeba, rozmawia z nią za zamkniętymi drzwiami".

Rzym - w poszukiwaniu prawdziwych rzymian

Współcześni mieszkańcy Wiecznego Miasta twierdzą, że "prawdziwi rzymianie" już nie istnieją. Od XIX w. stolica Włoch ogromnie się powiększyła, wchłaniając niezliczone rzesze imigrantów, dlatego większość dzisiejszych rzymian ma mieszane pochodzenie, a ich przodkowie osiedli tu najwyżej pięć pokoleń temu. Zdaniem Moravii, "nie ma rzymian; są jedynie ludzie ze wszystkich stron Włoch, przyjmujący rzymskie cechy". Klasyczni pisarze rzymscy wzbogacili zachodni świat językiem, którym władał kiedyś każdy wykształcony człowiek: łacina. Jej polityczne dziedzictwo przetrwało w takich słowach, jak "cywilny", "plebejski" czy "pontyfikat", które po dziś dzień definiują życie publiczne. Ale w porównaniu z mieszkańcami innych miast rzymianie nie posługują się silnym dialektem regionalnym. Niegdyś rozpowszechniony tu romanesco przetrwał tylko w charakterystycznym urywanym sposobie mówienia, chwiejnym akcencie i pewnych idiomach, takich jak "urodzony w koszuli", co oznacza kogoś bogatego. Typowe dla gardłowej cadenza romana jest skracanie słów i wyrażeń; na przykład questo (ten) brzmi tu 'sto, va bene (swietnie) przeistacza się w vabbé, a 'andiamo a dormire (chodźmy spać) w 'namo a dormi. Swoista forma sztuki stały się w Rzymie uliczne inskrypcje o treści politycznej i religijnej. Na wielu placach można oglądać pamiątkowe tablice z papieskimi wypowiedziami albo panegirykami na część dawnych cesarzy. Miejscowi traktują je równie beznamiętnie jak nabazgrane obok graffiti kibiców FC Roma.

Rzym - zabawy rzymian

Stolica Włoch już dawno przestała być wesołym placem zabaw hollywoodzkich gwiazdek, za jaki uchodziła w połowie ubiegłego wieku, i sporo utraciła z ówczesnego wyrafinowania. Rzymianom bardziej jednak odpowiada kultura prowincjonalna, wręcz plebejska. Najbardziej autentyczni są, kiedy się bawią w tak niewyszukanych miejscach, jak sentymentalny jarmark świąteczny na Piazza Navona czy sławetny pchli targ zwany Mercato di Porta Portese, gdzie do szczęścia wystarczą im frytki, suppli (rodzaj krokietów ryżowych z mozzarellą) i porcja porchetta (pieczony prosiak).

W kategoriach filozoficznych mogą dyskutować o znużeniu światem, ale rzadko znajduje ono wyraz w ich życiu towarzyskim. Zwykli rzymianie lubią się przechadzać po ogrodach Villa Borghese i podziwiać ze wzgórza Janikulum widok zabytków o zachodzie słońca. W niedziele wierni kibice gromadzą się na Stadio Olimpico, by zagrzewać do boju drużyny Romy czy Lazio. Zamożni mieszkańcy miasta uważają, że bogactwo to coś, z czym wręcz wypada się obnosić. Przy sklepach z alta moda na Via Condotti nietrudno zobaczyć panie i panów w kreacjach od Versacego, a bogate matrony przy byle okazji paradują w futrach Fendiego i sukniach Valentina. Mniej popularne jest tu bywanie w miejscach rzeczywiście wytwornych, jak opera czy bar z pianinem przy Via Veneto. Nocne marki wola raczej wpaść na digestivo do jakiejś knajpki w rejonie Panteonu - najczęściej zamawiane likiery to Sambuca, Strega, Limoncello i Fernet-Branca - albo do modnej lodziarni na Piazza Navona.

Zakochane pary chętnie odwiedzają restauracje rybne nad jeziorami wokół Rzymu. Najlepiej jednak mieszkańcy Wiecznego Miasta czują się w zatłoczonej trattorii na Zatybrzu, wcinając potężną porcje saltimbocca alla romana (cielęcina w winie), carciofi alla giudea (smażone karczochy) i misticanza (sałatka z liści dzikich odmian zielonej sałaty). Jak sami mawiają: "W ładnej scenerii aż chce się jeść". Rzymianie są wszystkożerni, ale - jak uważa krytyk gastronomiczny Leo Pescarolo - brak im "kultury i cierpliwości, by wymyślić wyrafinowaną kuchnię". To upodobanie do swojskości i prostoty przekłada się na gusta kulinarne: kuchnia ma częściowo wiejski, częściowo proletariacki smak. Flaczki i inne podroby, makaron na ostro, sałatki i antipasti często zapija się winem Castelli Romani, zwłaszcza słomkowym Frascati.

Rzymianie - rozpieszczone dzieci

Przybysze z zewnątrz postrzegają rzymian jako flegmatycznych i filozofujących, sprytnych i przebiegłych, układnych, ale i dwulicowych, wulgarnych, zblazowanych i dekadenckich, a jednocześnie energicznych. Ucieleśnieniem rzymskiego spryciarza może być cesarz Wespazjan, który wprowadził opłaty za korzystanie z latryn publicznych. Ten wrodzony talent do oskubywania naiwnych zwie się tu dritto. Zresztą sami rzymianie kompletnie się nie przejmują tym, co o nich myślą inni; są istnymi mistrzami nomifregismo (tumiwisizm) i puszczania cudzej krytyki mimo uszu. Według Felliniego "rzymianin jest jak groteskowe, wyrośnięte dziecko, które cieszy się z tego, że ciągle dostaje klapsa od papieża". Jeśli w Rzymie nie ma neurotyków, to - zdaniem wielkiego reżysera - tylko dlatego, że jego mieszkańcy nie są wystarczająco dojrzali, by się u nich pojawiały neurozy. Wszystkim przyjezdnym miasto obiecuje obywatelstwo. Z czasem każdy może zostać rzymianinem - nawet jeśli nie otrzyma na to stosownych dokumentów - albowiem, koniec końców, bycie nim to stan umysłu.

Rzym - rzymianki

Niegdyś Włoszkom miało wystarczyć "wygodne" życie przy mężu; ponieważ był on głową rodziny i do niego należał obowiązek utrzymania żony i dzieci, miał decydujący głos we wszystkich sprawach rodzinnych oraz wychowawczych. Dopiero w 1956 r. zostało zniesione jus corrigendi, czyli prawo nadrzędności męża w stosunku do żony i dzieci. Kobiety włoskie dopiero po wojnie uzyskały prawo głosowania. Mało interesują się polityką, tak wewnętrzną, jak i zagraniczną, niewiele wiedzą na temat bieżących wydarzeń. Znikoma ilość uczestniczy aktywnie w życiu politycznym. Dopiero od niedawna wprowadzono tzw. quote rosa w związku z wyborami do władz lokalnych, ustalając, że 1/3 miejsc będzie zarezerwowana dla płci żeńskiej. Ruchy feministyczne walczą o zwiększenie liczby kobiet w parlamencie, ale nie widać wielu kandydatek, mogących dorównać Irenie Pivetti, piastującej role Przewodniczącej Izby Deputowanych. W Rzymie dużo kobiet pracuje na urzędniczych posadach, w ministerstwach czy w instytucjach państwowych, ale w porównaniu z innymi krajami Unii niewiele z nich awansuje na najwyższe szczeble.

Stereotyp otyłej Włoszki odszedł w zapomnienie. Rzymianki uważane sa dzisiaj za najbardziej szczupłe w Europie. Aby mięć super fisico - czyli znakomita sylwetkę - pocą się godzinami w siłowni, a dwudziestoletnie dziewczyny biegają do chirurgów plastycznych nawet z minimalną nadwagą. Ich matki przywiązywały dużą wagę do eleganckiego ubioru, one do tego, co się w nim kryje. Ubrane przeważnie w dżinsy, na wysokich obcasach, w bluzeczkach, których dekolt kończy się na pępku, spotykają się na happy hour w barach czy pubach miedzy 18.00 a 20.00, aby poderwać nowego narzeczonego. Jest duża konkurencja. W Rzymie jest więcej kobiet singli, a poza tym sporo mężczyzn woli męskie towarzystwo. Można się o tym przekonać, spacerując po plaży homoseksualistów w Capocotta miedzy Ostia a Torvaianika.

Na dyskoteki w dzielnicy Testaccio czy San Lorenzo, zaczynające się późnym wieczorem, młode dziewczyny przychodzą same i tańczą same, nie jak ich mamy, które w latach 80. mogły wejść do eleganckich night-clubów w Rzymie tylko w towarzystwie panów. Przy wejściu elegancko tłumaczono turystkom mającym ochotę na zabawę, że musza mięć towarzystwo, gdyż mogą być zaczepiane i traktowane jako entrenes (tzn. jako panie opłacane przez lokal, zachęcające klienta do wypicia jak największej ilości alkoholu). Na użytek pan pozbawionych męskiego ramienia wymyślono balli di gruppo, czyli tańce grupowe. W lokalach zwanych balere, gdzie tańczy się w grupie, przedział wiekowy bawiących się wynosi od 14 do 90 lat. Tutaj obserwuje się ciekawe zjawisko - do starszych coraz częściej dołączają młodzi.

Rzymianki sa na ogół sympatyczne, spontaniczne i otwarte, przez co łatwo nawiązują kontakty. Lubią doradzać, maja poczucie humoru i battute, czyli żart lub ciętą riposte na każdą okazję. Problemy chętnie odkładają na następny dzień; znane jest ich pocieszanie: non ti preoccupare (nie przejmuj się) - po dobrze przespanej nocy lepiej rozwiązuje się problemy. Są świetnymi kucharkami, lubią się podobać, są zalotne, kokieteryjne, pewne siebie. Dosyć gościnne, chętnie służą pomocą, jeśli nie zabiera im to wiele czasu. Wady? Wytykane przez mieszkańców innych regionów: kłótliwość i głośne mówienie, bałaganiarstwo i niepunktualność (rzymianka na spotkanie przyjdzie z co najmniej piętnastominutowym spóźnieniem). Typowe określenie zarówno dla rzymianek, jak i rzymian to furbo (sprytny, przebiegły).

Więcej informacji na ten temat znajdziesz w przewodniku nowej serii Miasta Marzeń - Rzym

Do kupienia w Kulturalnym Sklepie

embed
Więcej o: