Alaska. Brama Alaski. Anchorage

Anchorage jest domem dla kilkuset czarnych i kilkudziesięciu brązowych niedźwiedzi, i prawie tysiąca łosi

Anchorage, przepięknie położone nad Zatoką Cooka, otoczone Górami Chugach i kilkoma innymi pasmami wzniesień, to miejska wyspa pośród dzikich ostępów. Jako centrum kulturalno-biznesowe regionu wyprzedza znacznie uniwersyteckie Fairbanks i stolicę stanu Juneau. Mimo że jest największym miastem Alaski (290 tys. mieszkańców) i domem dla prawie połowy populacji stanu, sprawia wrażenie mniejszego niż w rzeczywistości. Może z powodu małomiasteczkowej zabudowy albo bliskości gór i lasów? Granice okręgu miejskiego rozciągają się jednak znacznie dalej - od błękitnego lodowca Portage na południu, aż po wioskę Eklutna, 24 km na północ od centrum.

Alaska. Brama Alaski. Anchorage

Przylatując późnym letnim wieczorem na Międzynarodowe Lotnisko im. Teda Stevensa, rozkoszujemy się cudownym widokiem miasta i gór w promieniach gasnącego słońca. O tej porze roku noc trwa naprawdę bardzo krótko, a całkowite ciemności nie zapadają wcale. Taksówką jedziemy do hostelu, czas zebrać siły przed jutrzejszym intensywnym dniem. Położony na południe od centrum maleńki 26th Street International Hostel zapewnia czyste pokoje i dormitoria, a także bardzo rodzinną atmosferę (nocleg w sali wieloosobowej 25 dol., jedynka lub dwójka 67, w cenie skromne śniadanie, www.26streethostel.com ).

Podczas śniadania, nad miską truskawek, z kubkiem gorącej kawy w ręku wysłuchujemy dobrych rad podróżników z całego świata. Pytamy, gdzie można spotkać łosie, którą część miasta najbardziej dotknął kataklizm z 1964 r., gdzie jest najlepszy widok na morze i skąd można zobaczyć najwyższą górę Ameryki Północnej. Za każdym razem słyszymy tę samą odpowiedź: Tony Knowles Coastal Trail.

Alaska. Tony Knowles Coastal Trails

Idealny na długie letnie spacery Szlak Nadmorski rozciąga się wzdłuż 18 km wybrzeża, między śródmieściem a Kincaid Park. Z jednej strony ścieżki rośnie las, z drugiej rozciągają się błotniste tereny zalewowe, więc nieodzowny jest silny repelent. Komar przedstawiany na pocztówkach z podpisem "Alaska State Bird" potrafi skutecznie zatruć radość ze spaceru.

Jeśli mamy mało czasu, warto wypożyczyć rower, ale radzę się nie rozpędzać. Anchorage, ludzka wyspa w morzu dzikiej przyrody, jest domem dla kilkuset czarnych i kilkudziesięciu brązowych niedźwiedzi i prawie tysiąca łosi, które w każdej chwili mogą wybiec na drogę.

Wyruszając z Kincaid, wielkiego parku (a właściwie lasu), po dwóch godzinach marszu docieramy do Point Woronzof. Przy dobrej pogodzie zobaczymy stąd najwyższy szczyt Ameryki Północnej Mount McKinley (6194 m n.p.m.). Miejscowi nazywają go Denali, co w języku Atabasków oznacza Wielką Górę.

Klucząc wśród brzóz i świerków, łatwo zapomnieć, że tuż obok tętni życiem duże miasto. Anchorage powstało w 1915 r. jako osada robotnicza dla budowniczych linii kolejowej. Aż do lat 50. było niewielkim, sennym miasteczkiem. Nabrało strategicznego znaczenia, gdy rozpoczęła się zimna wojna, a w Anchorage ulokowano jednostki wojskowe Stanów Zjednoczonych. Miasto rozwijało się intensywnie, aż do tragicznego w skutkach trzęsienia ziemi w 1964 r. 27 marca, w Wielki Piątek, ziemia zatrzęsła się z niewyobrażalną siłą 9,2 st. w skali Richtera. Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w XX w. Szczęście w nieszczęściu, że zarówno wstrząsy, jak i towarzysząca im wielka fala tsunami nawiedziły stosunkowo słabo zaludnioną Alaskę i nie spowodowały wielu śmiertelnych ofiar. Wiele zniszczonych miast odbudowano w innych miejscach, pozostawiając spękaną ziemię samej sobie. Tak też się stało w Anchorage. Najsilniej dotknięta kataklizmem część miasta została ujęta w ramy Earthquake Park. Rozciąga się on między zatoką, a centrum Anchorage i lotniskiem. Właśnie tu zbocze na skutek silnych wstrząsów osunęło się do morza. Dawniej można było odnaleźć zawalone domy czy wraki samochodów, dziś widać jedynie nienaturalnie pofałdowaną ziemię zarastającą lasem, który powoli zaciera ślady tamtego tragicznego dnia.

Schodzimy na chwilę z Coastal Trail i wstępujemy do Alaska Experience Theatre (wstęp 6 dol., www.alaskaexperiencetheatre.com ). Kino mieści się tam, gdzie nawierzchnia 4 Alei osunęła się na skutek ruchów tektonicznych o ponad 4 m w dół. Podczas kilkunastominutowego seansu poznajemy genezę wstrząsów sejsmicznych i wysłuchujemy opowieści mieszkańców Anchorage, którzy cudem uniknęli śmierci. Oglądamy serię zdjęć obrazujących powstałe wówczas zniszczenia, a na koniec podłoga, a wraz nią kinowe fotele zaczynają się gwałtownie trząść podczas symulowanego, tzw. bezpiecznego trzęsienia ziemi.

Alaska. Okolice Anchorage

Nieopodal Earthquake Park leży jezioro Hood, największe na świecie wodne lądowisko samolotów, obsługujące średnio 800 lotów dziennie. Obserwujemy, jak maleńkie kolorowe awionetki, zwane na Alasce bush plane, co kilka minut wzbijają się w powietrze lub lądują na gładkiej tafli jeziora. Można również zajrzeć do muzeum lotnictwa (Alaska Aviation Heritage Museum, wstęp 10 dol., www.alaskaairmuseum.org ), gdzie w kilku hangarach i pod gołym niebem zgromadzono zabytkowe samoloty oraz mnóstwo pamiątek i eksponatów związanych z historią i osiągnięciami pilotów latających nad Alaską. Podobno połowa mieszkańców 50. stanu USA ma licencję pilota. Jest tu niewiele dróg, a na podwórkach wielu domów, obok lub zamiast samochodów, widać awionetki z szerokimi płozami, które ułatwiają lądowanie na wodzie czy śniegu.

Ostatnia część szlaku przebiega przez Fish Creek Bridge i Westchester Lagoon. Latem strumień roi od łososi, które przypływają tu na tarło.

Tony Knowles Coastal Trails kończy się w pobliżu śródmieścia Anchorage. Dobrym zakończeniem długiego spaceru będzie wizyta na targu, który odbywa się w każdy weekend lata na 3 Alei, między ulicami C i E. Na niewielkiej scenie występują lokalni artyści, z budek z jedzeniem dochodzą wspaniałe aromaty. Za kilka dolarów skosztujemy tortilli z łososiem, słodkiego ciasta funnel (regionalny przysmak) albo hot dogów z kiełbaskami z renifera.

Spacerując między alejkami zastawionymi rękodziełem, przetworami i różnymi częściami odzieży z napisem "Alaska", wypatrzyłam maleńki totem przedstawiający dwa kruki ustawione jeden na drugim. Słupy totemowe, bardzo powszechne wśród plemion Ameryki Północnej, symbolizują związki ludzi z ich praprzodkami, najczęściej przedstawianymi jako zwierzęta. Przypomniała mi się piękna opowieść starszej kobiety z plemienia zamieszkującego Aleuty. Pewnego dnia, w czasach, gdy na ziemi nie było jeszcze ludzi, kruk przyniósł w szponach człowieka i pokazał go zwierzętom. Chciał go zostawić wśród nich, ale zaprotestowały. - Przecież nie ma skrzydeł, nie będzie mógł wzbić się w powietrze, by uciec! - mówiły ptaki. - Nie ma płetw ani skrzeli, jak sobie poradzi pod wodą? - dopytywały ryby. - Nie ma pazurów, żeby upolować sobie coś do jedzenia - zauważyły niedźwiedzie. - Nie może zostać z nami na ziemi, nie poradzi sobie! - zakrzyknęły wszystkie chórem. - Zabierz go z powrotem! Ale kruk odleciał, a nagi, bezbronny człowiek został wśród zwierząt. A te zlitowały się nad nim i postanowiły ogrzać go i nakarmić własnym ciałem.

Długo się nie namyślając, kupiłam ten kawałek drewna symbolizujący piękne wierzenia. Przypomina mi o ludziach, którzy żyją w zgodzie i harmonii z naturą.

Z Polski nie ma bezpośrednich lotów do Anchorage, najczęściej połączenia obejmują aż dwie przesiadki - bilet minimum 3 tys. zł, leci się prawie dobę. Wszystkie samoloty lądują w Międzynarodowym Porcie Lotniczym im. Teda Stevensa; przejazd taksówką z lotniska do centrum - ok. 15 dol.

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: